Czytam – i nie wierzę. Czytam jeszcze raz – i znowu nie wierzę. Biskup Tadeusz Pieronek w wywiadzie udzielonym włoskiemu portalowi Pontifex.Roma powiedział: „Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy. Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę. […] „Szoah jako taki to żydowski wymysł, można by równie dobrze mówić z taką samą mocą i ustanowić dzień pamięci także o licznych ofiarach komunizmu, prześladowanych katolikach i chrześcijanach. […] „Ale oni, Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia”.
To są słowa pasterza polskiego Kościoła. Jaki sens ma wychowywanie społeczeństwa do wzięcia odpowiedzialności za własną historię, jeśli wychowani do tego nie zostali jego nauczyciele? Jaki sens ma wychowywanie społeczeństwa chrześcijańskiego, jeśli sami jego wychowawcy nie dorośli do chrześcijaństwa? Czy prawda, że jedynie Żydzi byli w czasie II wojny światowej zabijani za to, że są Żydami, jest tak trudna do przyjęcia?
Słowa „Szoah jako taki to żydowski wymysł” są tak obrzydliwe, że brak słów, które można by im przeciwstawić. Kojarzą się one natychmiast ze stwierdzeniami negacjonistów, choć nie to miał na pewno na myśli biskup Pieronek. Mimo to mogą zostać potraktowane jako zawołanie do zagłuszenia sumień i zapomnienia o nauce Kazania na Górze. I za to biskup Pieronek powinien natychmiast wziąć odpowiedzialność.
Na szczęście głos biskupa Pieronka nie jest jedynym głosem polskiego Kościoła. W pierwszym odruchu po przeczytaniu informacji sięgnąłem po książkę Jana Błońskiego Biedni Polacy patrzą na getto. Błoński opisuje doświadczenie Holocaustu ze szczególnej perspektywy chrześcijanina i Polaka:
Świadomie czy nieświadomie – boimy się oskarżenia. Boimy się, że odezwie się strażnik-kret i powie, zajrzawszy w swą księgę: ach, wyście także służyli śmierci? I wyście pomagali zabijać? Albo przynajmniej: patrzyliście spokojnie na żydowską śmierć? Pomyślmy jednak uczciwie: takie pytanie musi paść. Musi je zadać każdy, kto rozmyśla nad polsko-żydowską przeszłością, niezależnie od odpowiedzi, jakiej udzieli. Ale my – świadomie czy nieświadomie – nie chcemy, aby to pytanie padło. Odsuwamy je od siebie jako niemożliwe, skandaliczne. Przecieśmy nie stanęli po stronie morderców. Przecież sami byliśmy następni w kolejce do pieca. Przecież – nie najlepiej, ale jednak – jakoś z tymi Żydami współżyliśmy, oni zaś także nie byli w naszych sporach bez winy. Więc stale musimy o tym wszystkim przypominać. bo co o nas inni pomyślą? Jak my sami będziemy o sobie myśleć? Jakże to będzie z dobrym imieniem nas samych, naszego społeczeństwa, naszego kraju… Ta troska o „dobre imię” jest stale obecna w prywatnych – a bardziej jeszcze w publicznych – wypowiedziach. Dowodzi to, że rozważając przeszłość, chcemy z tych rozważań wyciągnąć moralny zysk. Nawet wtedy, kiedy potępiamy, chcemy sami stanąć ponad – czy poza – potępieniem. Chcemy znaleźć się absolutnie poza oskarżeniem, chcemy być zupełnie czyści. Chcemy być także – i tylko ofiarami… Ta troska jest wszakże podszyta lękiem […] i ten lęk wypacza, zniekształca nasze myślenie o przeszłości. […] Nie chcemy mieć nic wspólnego z okropnością. Czujemy jednak, że kala ona nas jakoś, „bezcześci”. Dlatego wolimy o tym wszystkim nie mówić. Albo mówimy tylko po to, aby odeprzeć oskarżenie. Oskarżenie, które nieczęsto pada, ale wisi niejako w powietrzu.
[…]
W Polsce antysemityzm stał się – zwłaszcza w XX wieku – szczególnie dokuczliwy i jadowity… Czy doprowadził do wzięcia udziału w ludobójstwie? Nie. Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz zdziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Bóg tę rękę zatrzymał. Tak, Bóg, bo jeśli nie wzięliśmy udziału w tej zbrodni, to dlatego, że byliśmy jeszcze trochę chrześcijanami, że w ostatniej chwili pojęliśmy, jak szatańskie to było przedsięwzięcie... Ale od współ-winy wcale to nas nie uwalnia. Skażenie, zbeszczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczania. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie.
W komentarzu do swojego tekstu napisał zaś Błoński: „Lepiej, aby historycy (czy w ogóle ludzie) myśleli choć trochę przeciw swemu moralnemu komfortowi”. Na tym właśnie, w najogólniejszym sensie, polega myślenie chrześcijańskie. I takiego właśnie myślenia (nie mówiąc już o takcie) biskupowi Pieronkowi – Polakowi i chrześcijaninowi – zabrakło. „Oni także nie byli w naszych sporach bez winy” – myśli sobie Polak Błońskiego. „To sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia” – dopowiada Polak, biskup Tadeusz Pieronek.
Jako Polacy dużo czasu poświęcamy walce o ściganie dziennikarzy piszących w zagranicznych gazetach o „polskich obozach zagłady”. Tym niech zajmują się prawnicy. Wyliczamy ofiary po stronie polskiej i żydowskiej, udowadniając, że byliśmy następni w kolejce do gazu. A to sprawa historyków. Mienimy się narodem chrześcijańskim, weźmy więc raczej odpowiedzialność za to, co stało się na naszej ziemi, choć myśmy tego nie zrobili. Weźmy odpowiedzialność za to, że byliśmy nie dość chrześcijanami. „Gdybyśmy bowiem – jak pisze Błoński – w przeszłości – postępowali mądrzej, szlachetniej, bardziej po chrześcijańsku… ludobójstwo byłoby zapewne »mniej do pomyślenia«”.
***
„To nie są moje przekonania, takich poglądów nie głosiłem. Albo autor ich nie zrozumiał albo sobie dopowiedział” – tak w radiu TOK FM skomentował biskup Pieronek swój wywiad dla portalu Pontifex. „Szoah jest w tym znaczeniu wymysłem Żydów, że ta nazwa pochodzi ze środowisk żydowskich. Nazwa, a nie to co się stało”. Kamień z serca, biskup przestał ocierać się o negacjonizm.
A jednak do wielu ludzi popłynął bardzo groźny komunikat, którego biskup nie zamierza korygować. Mało tego, pewien komunikat wciąż płynie:
„Czy sformułowanie »Żydzi mają dobrą prasę« również nie padło z ust biskupa? – Możliwe, że padło, bo to jest prawda – powiedział w TOK FM biskup Pieronek. Biskup tłumaczy, że w wywiadzie chodziło głównie o zarzut dotyczący antysemityzmu Polaków: – A to jest absurd, dajmy sobie z tym spokój. Nie wyolbrzymiajmy tego, co się w Polsce dzieje”.
Kto jak kto, ale my – Polacy – jesteśmy przecież w porządku.
Misza Tomaszewski
1 komentarz:
tym niech się zajmą prawnicy, tamtym historycy...to nie takie proste.
Niestety tutaj w grę wchodzi tworzenie pewnej politycznej retoryki.
Ponieważ "dzięki" Holocaustowi mamy niezwykle użyteczny punkt odniesienia: Uniwersalne Zło, absolutnego Wroga to stawianie się naprzeciw tego zła czy to jako ofiara, czy jako wyzwoliciel pozwala się prezentować jako absolutnie Dobry Przyjaciel Ludzkości.
Z Hitlerem to walczyli wszyscy, nawet francuski Resistance, gra więc toczy się o bycie ofiarą.
Skuteczna Retoryka Ofiary wyklucza inne ofiary jako konkurentów. w tej światowej grze żydzi, polacy, palestyńczycy wypadają lepiej niż np: ormianie.
Nie ma co tego wartościować, stawka jest za wysoka aby ktoś został obojętnym. Każdy chce mieć światowy monopol na martyrologię.
Jeśli rozumieć politykę jako definiowanie przyjaciół i wrogów a następnie narzucanie tego podziału za pomocą państwa lub organizacji międzynarodowych(C.Schmitt)to problem jest wybitnie polityczny i nie da się go po prostu zneutralizować ekspertami.
Inna sprawa czy powinien w to włazić biskup Pieronek... ja tam uważam że nie.
Prześlij komentarz