środa, 27 lipca 2011

„Kontakt” już na półkach!


Z radością informujemy, że począwszy od numeru „Polska Na Eksport” Kontakt będzie można kupić w księgarniach i salonach prasowych EMPiK-u oraz w mniejszych księgarniach w Warszawie i całej Polsce. Wkrótce na stronie opublikujemy listę miejsc, w których można dostać Kontakt. Na razie,dzięki staraniom red. Cyryla Skibińskiego, 450 egzemplarzy pisma leży już na półkach EMPIK-ów.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Dlaczego nie lubię Lonely Planet?

Przewodnik Lonely Planet
po całym kontynencie Afrykańskim.
Edycja: 12; Objętość: 1216 stron

Przewodniki Lonely Planet nazywane są „biblią backpackersów”. Rozpoznawalne z daleka granatowe okładki, strony pokryte drobnymi notatkami, im brudniejsze od trudów podróży, tym większy wzbudzają szacunek. Po powrocie stanowią wartość sentymentalną – są najwspanialszą pamiątką, dowodem przebytej trasy, podróżniczym trofeum. Uważaj. Padłeś ofiarą propagandy.

Korporacja

Atrakcja stała się towarem. Trzeba ją wypromować, ładnie zapakować i kompleksowo sprzedać. Jeżeli jej brak, trzeba ją wykreować. Dzisiejsza turystka jest zakładnikiem wielkich korporacji przemysłu rozrywkowego. Zainteresowanie zwiedzających jest w pełni kontrolowane, liczy się tylko to, z jakimi wspomnieniami wrócisz z wyjazdu. Korporacje zrobią wszystko, abyś przekraczając próg domu, planował już przyszłoroczny wyjazd. Rola przewodnika w tym procesie jest niezwykle istotna. Dzisiaj backpackersi stali się pożądanymi klientami. Można na nich dobrze zarobić.

Sen o Kościele ubogim („Gazeta Wyborcza”, 9-10 lipca 2011)

Liczni przedstawiciele polskiego Kościoła zwykli wypowiadać się o nim w tonie uspokajającym, zamiast poważnych zaniedbań zarzucając mu co najwyżej nieliczne uchybienia. Mało który spośród nas, katolików, potrafi zrozumieć, że najbardziej gorzkie słowa wypływają nie z nienawiści, lecz z zawiedzionej nadziei; że najbardziej wartościową krytyką jest nasza – członków Kościoła – samokrytyka, wypowiadana w imię jakichś o tym Kościele marzeń. Rolą zaś marzeń nie jest stać się rzeczywistością, lecz rzeczywistość inspirować i wyznaczać kierunki jej przemian.

Katolicyzm Fair Trade („Kontakt” 17/2011)

Jako że wciąż jeszcze jesteśmy ludźmi młodymi i gniewnymi, od czasu do czasu zdarza nam się formułować wątpliwości odnośnie niektórych aspektów moralnego nauczania naszego Kościoła, jak również pewnych sposobów jego obecności w świecie. Narażamy się wówczas na zarzut, że postępując w ten sposób, zachowujemy się nie jak mieszkańcy Domu Bożego, lecz jak przypadkowi goście, którym uczta Pańska pomyliła się ze szwedzkim stołem. Niektórzy mniemają, że w zupełnie dowolny sposób wybieramy z religijnego uniwersum elementy odpowiadające naszym gustom i bieżącym potrzebom, odrzucamy zaś te, które z różnych przyczyn nam się nie podobają. Nie dziwi, że wystawiającym nam takie świadectwo krytykom przywodzimy na myśl zblazowanych klientów wielkich centrów handlowych. Nazywają nas „katolikami supermarketowymi”.

poniedziałek, 11 lipca 2011

Nowy „Kontakt” na wakacje, a „Polska na eksport”

Nowy numer „Kontaktu” już wkrótce opuści drukarnię!

Niech tylko przeschnie klej spajający kolejne strony z okładką, a poślemy go do Waszych domów. Tych, którzy nie zdecydowali się wykupić prenumeraty, będziemy mogli zaprosić do kupienia „Kontaktu” w warszawskich księgarniach.

Tematem numeru jest tym razem „Polska na eksport”. Wydajemy go w pierwszym miesiącu polskiej prezydencji w Unii Europejskiej, który przebiega w atmosferze entuzjazmu. Kolejne wystąpienia polityków i okolicznościowe wydania gazet usilnie utwierdzają nas w przekonaniu, że podjęliśmy zadanie przewodzenia wspólnocie krajów - które jak dotąd były raczej przyczyną naszych kompleksów - jako kraj silny i kompetentny.

W konfrontacji z tym wykreowanym wizerunkiem Polski wracają do nas jednak stare pytania: czy Polska w ogóle może coś zaproponować Europie i światu? Jak dotąd towarzyszyło nam przecież poczucie, że jesteśmy tylko krajem adaptującym polecone nam wzorce; stanowimy publiczność spektaklu, który odbywa się poza naszym udziałem.

O niespodziewanym skutku niepodległości Sudanu Południowego


Czyżby dotychczasowe mapy się zdezaktualizowały? W sobotę Sudan oficjalnie podzielił się – narodziła się Republika Południowego Sudanu. W nowej stolicy – Dżubie – wszyscy się cieszą, świętują i wiwatują ku chwale nowej ojczyzny. Jednakże gdy opadnie już kurz świątecznej euforii, trzeba będzie na nowo spojrzeć na całą Afrykę. Przełamano pewne polityczne tabu. Rządy większości krajów świata uznając nowe afrykańskie państwo, podważyły kardynalną zasadę nienaruszalności granic kolonialnych w postkolonialnej Afryce. I nikt nie wie, jakie będą tego skutki. Jedno jest pewne: nie warto kupować jeszcze nowej mapy świata. Niewykluczone bowiem, że w następstwie uznane zostanie niedługo następne afrykańskie państwo – Republika Somalilandu.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Modlitwa Powszechna Bogdana Michałowicza

Boże pełen miłosierdzia, zasiadający na wysokościach,
polecamy Twojej Ojcowskiej miłości tych,
którzy podzielili los sługi Twojego Abla,
w cieniu Twych skrzydeł świętych
i czystych niczym światło firmamentu niebieskiego,
skryj po wsze czasy1
ofiary prześladowań i wojen religijnych,
ludobójstwa i pogromów,
kłamliwych oskarżeń i niesprawiedliwych wyroków,
- tych, których mogiły dawno porosły mchem
- tych, którzy dziś czekają na złożenie do grobu
- i tych, których rozproszone szczątki nie zostaną nigdy pochowane.
Ogarnij ich wszystkich Twoja miłością”

O jedno auto mniej!


W Warszawie zamknęli Świętokrzyską. Na dwa lata. Choć rzadko mi się to zdarza, zaraz po zmianie organizacji ruchu, przejeżdżałem akurat samochodem przez centrum. Pomyślałem, że wprawdzie zrobiło się trochę gęsto, ale o dziwo da się z tym żyć. Naiwny... Nie wziąłem pod uwagę tego, że trwał jeszcze długi weekend, a w mieście było o połowę mniej samochodów.

Gdy kilka dni później jechałem z Mokotowa na Żoliborz, na wysokości pl. Unii Lubelskiej natknąłem się na korek, który nieprzerwanie ciągnął się aż do samego centrum. Dzięki Bogu tym razem byłem na rowerze, ale i tak duża, jednolita masa aut, wypełniona zirytowanymi kierowcami, utrudniała mi sprawne poruszanie się po ulicy. To jednak pozwoliło mi na pewną obserwację. Otóż średnio w ośmiu na dziesięć z mijanych przeze mnie samochodów siedziała tylko jedna osoba. O ile luźniej byłoby na ulicach, gdyby choć połowa z nich zdecydowała się na rower lub komunikację miejską? A ta, wbrew temu co twierdzi wielu jej zagorzałych przeciwników, wcale nie jest u nas taka zła!