Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kościół. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Krucjata Dzielenia Kościoła



Ignacy Dudkiewicz

Niewiele może mnie już zdziwić. To, że niektórzy chcieliby Warszawę zamienić na Budapeszt, jest mało szokujące. Jednak gdy ktoś angażuje do tego Kościół, Matkę Bożą, modlitwę i samego Boga, kłopoty piętrzą się samoistnie. Aż dziw, że nie zauważa ich ani Sekretariat Krucjaty Różańcowej w Teresinie (link), nawołujący do brania przykładu z Węgrów, ani biskupi, ową inicjatywę firmujący nie tylko swoim nazwiskiem, ale i autorytetem Kościoła. Jednocześnie, czego nie dostrzegają (oby przez niedopatrzenie), ten autorytet podważając.

Nie chciałbym rozwodzić się nad sformułowaniami ze strony internetowej Krucjaty. Nie podziwiam węgierskich przemian, polegających na wpisywaniu do Konstytucji Boga i wartości chrześcijańskich, przy jednoczesnej penalizacji bezdomności oraz stawianiu osób bezdomnych przed sądem za rzekome „przestępstwo”, jakiego się dopuścili, nie mając domu. Nie lubię bawić się w wyliczanie, ilu ludzi musi się modlić w danej intencji, by się ona spełniła; tak, jakbyśmy to przede wszystkim efektem skali mogli „przekonać Pana Boga” (jak pięknie nazywał to ksiądz Tischner) i jakby to on był najistotniejszy w modlitwie. Chrystus mówiąc: „Gdzie dwóch lub trzech…”, nie domagał się 10 milionów, a kończąc to zdanie, nie powiedział: spełnię każdą ich prośbę, a obiecał coś znacznie piękniejszego – swoją obecność. Nigdy nie sądziłem, że to katastrofa smoleńska skłoniła Węgrów do zmiany władzy (choć uczciwość każe mi dodać, że inicjatorzy Krucjaty Różańcowej tej absurdalnej oceny też już nie podzielają).

poniedziałek, 28 listopada 2011

Niekonsekwencja

Misza Tomaszewski

W polskim Kościele nie zwykło się aprobować podejmowania przez chrześcijanina – czy to świeckiego, czy duchownego – dyskusji z Magisterium. Próby takie skutkują zazwyczaj oskarżeniami o stawianie się poza wspólnotą wiernych, o niestosowne pouczanie wspierającego się na Tradycji Urzędu Nauczycielskiego, w skrajnym przypadku – o maskowanie pytaniami własnych niegodziwych intencji (dodajmy, że chodzi najpewniej o intencje natury seksualnej). Wystarczy przypomnieć sobie gromy, które spadały i wciąż spadają na głowy krytyków kościelnego nauczania dotyczącego antykoncepcji, sformułowanego przez Pawła VI w encyklice Humanae vitae i podtrzymanego przez Jana Pawła II w Evangelium vitae.

Okazuje się jednak, że o ile nie wypada polskiemu chrześcijaninowi krytykować 13 punktu Evangelium vitae, w którym rozprawia się papież z antykoncepcją, o tyle wolno mu swobodnie interpretować punkt 56, dotyczący moralnego zakresu stosowania kary śmierci. Taki przynajmniej sygnał nadał dziś w TVN24 przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Powiedział on: „W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest powiedziane, że jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to – w bardzo wyjątkowych sytuacjach – nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka”. To prawda, że Katechizm coś takiego właśnie głosi, wyraźnie jednak zastrzegając (za Evangelium vitae), iż „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (2267).

Niecierpliwość

Misza Tomaszewski

Będąc jeszcze, jak Pan Bóg przykazał, redaktorem naczelnym „Znaku”, nie zaś ministrem sprawiedliwości, w swojej pamiętnej książce Kościół w czasach wolności napisał Jarosław Gowin:

Przypuszczać można, że omawiana tu formacja [„katolicy protestu”] nie odegra poważniejszej roli w kształtowaniu przyszłego oblicza polskiego katolicyzmu. Poddani gwałtownej, nierzadko niesprawiedliwej krytyce ze strony środowisk nastawionych tradycyjnie czy integrystycznych, „katoliccy dysydenci” odsuwać się będą na obrzeża Kościoła bądź wręcz porzucać jego mury, zbliżając się do jakiejś formy „chrześcijaństwa bezwyznaniowego”. Taka będzie, dramatycznie wysoka, cena płacona za niecierpliwość.

Przy całej mojej niechęci do kolejnych prób katalogowania polskich katolików, myślę, że warto mieć te słowa w pamięci.

poniedziałek, 10 października 2011

„Chamofobia” po katolicku

 Kościół w Praszczce koło Wielunia

Ignacy Dudkiewicz
 
Ile razy byliście na Mszy na wsi? Widzieliście tam rzeczy, które „nie mieściły się w głowie”, zabobonne, wypaczające wiarę? Jak często krytykowaliście rozpowszechnienie kultu maryjnego? Czy odnajdujecie się w estetyce kiczu, złota i pstrokatości? Co myślicie o bazylice w Licheniu? Pytania można mnożyć. Wszystkie one sprowadzają się do jednego: jak często myślicie tymi schematami o katolicyzmie ludowym w Polsce?

A ile razy w takiej chwili przypominaliście sobie słowa „Modlitwy o wschodzie słońca”: „chroń mnie, Panie, od pogardy”?

poniedziałek, 3 października 2011

Pięć tez o Nergalu


Misza Tomaszewski

Wydaje się, że o domniemanym wyznawcy szatana, Adamie „Nergalu” Darskim, i jego kontrowersyjnym angażu do nowego programu Telewizji Polskiej napisano już tak wiele, że temat został do cna wyczerpany. Zwyczajowy, tłumny udział w medialnym przedsięwzięciu wzięli katoliccy duchowni i publicyści, którzy – tradycyjnie już – wsparli niemal wszystkie spośród zwaśnionych stanowisk. Na szczególną uwagę zasługuje niecodzienna polemika pomiędzy księdzem Adamem Bonieckim a Przewodniczącym Rady KEP ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego, biskupem Wiesławem Meringiem. Wygląda więc na to, że powiedziano już wszystko, co powiedzieć się dało. Czy rzeczywiście?

Nie znalazłszy, być może przez niedopatrzenie, w natłoku komentarzy takiego, który w moim przekonaniu wyczerpywałby temat, pozwalam sobie na sformułowanie pięciu uwag.

poniedziałek, 19 września 2011

Rodzinna Europa dzisiaj, czyli kilka refleksji na temat polskiego katolicyzmu

Karol Stefańczyk


Wymieniając we wstępie powody napisania Rodzinnej Europy, Miłosz pisze: „Tak więc pierwszym ziarnem była chęć, żeby przybliżyć Europę Europejczykom”. Dalej jednak precyzuje swoje zamiary – okazuje się, że chodzi o „Europejczyka wschodniego”, urodzonego na początku XX wieku, takiego, który „mniej niż ktokolwiek mieści się w stereotypowych pojęciach niemieckiego porządku i rosyjskiej âme slave”. Cóż, rzecz, wydawałoby się, atrakcyjna, szczególnie w przypadku badania różnych mechanizmów i zachowań społecznych rządzących naszym regionem w minionym stuleciu. Czy jednak Rodzinna Europa ma coś do zaoferowania, gdy mówimy o wieku XXI? Zważywszy na fakt, że książka ta ukazała się ponad pięćdziesiąt lat temu, chciałoby się rzec, że niezbyt. A jednak. Miłosz, choć nieustannie przypominał nam o swojej fascynacji Heraklitem, napisał dzieło, które czytane dziś, zostawia w wielu miejscach wrażenie powtarzalności, pewne déjà vu.

Stronice Rodzinnej Europy powinny dać wiele do myślenia zwłaszcza katolikom. To zadziwiające, że już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku (a może nawet wcześniej) Miłosz wskazywał na demony, które targają polskim społeczeństwem także w wieku XXI. Przypominając sobie postaci prefekta Chomika („Pewnie nie miał wielu złudzeń. Ale nie mieli ich i jego poprzednicy, nawracający mieczem heretyków”) i nauczyciela łaciny Rożka („Promieniowała z niego optymistyczna wiara w rozum ludzki, w zdolność do zespołowych osiągnięć i w postęp”), między którymi w szkole musiał wybierać młody Miłosz, zestawiłem je z bohaterami internetowej gry „Vatican Wars”, o której pisał w „Kontakcie” Ignacy Dudkiewicz. A więc z jednej strony templariusze, „strażnicy prawdziwej wiary”, z drugiej zaś krzyżacy, „nowocześni i otwarci”. I choć „Watykańskie Wojny” nie są produktem polskim, zbyt wiele z takiego uproszczonego obrazu obecne jest w nauczaniu rodzimych księży i argumentacji liberalnych środowisk, by zignorować ten fakt. Boli to, że pomimo upływu dziesiątek lat krzywdząca, dwutorowa wizja świata nie zniknęła. Zbyt wyraźnie zaznacza się ją z ambon, z mównicy sejmowej. Albo wybieramy drogę Chomika, albo paktujemy z Rożkiem – zdają się mówić elity polityczne i duchowieństwo. Człowiek, który nie akceptuje ani jednego, ani drugiego, zostaje z poczuciem osamotnienia.

poniedziałek, 12 września 2011

Kto tworzy getto?



Ignacy Dudkiewicz

Rozpoczął się rok szkolny. W tym roku, decyzją Konferencji Episkopatu Polski, po raz pierwszy obchodzimy Tydzień Wychowania. Słuszne i szczytne, by zwracać uwagę na duchowy wymiar wychowania, promować jego chrześcijański model… Czym się taki model wyróżnia? Tego dokładnie nie wie nikt, różnic w chrześcijańskich wersjach wychowania tyle, co w całym Kościele. Stąd tym bardziej obiecująco brzmi zapowiedź biskupów, którzy w swoim pasterskim liście z tej okazji, wyrazili nadzieję, że Tydzień Wychowania będzie okazją „do głębszego zastanowienia się nad różnymi aspektami tak bardzo złożonej problematyki wychowawczej”.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Sen o Kościele ubogim („Gazeta Wyborcza”, 9-10 lipca 2011)

Liczni przedstawiciele polskiego Kościoła zwykli wypowiadać się o nim w tonie uspokajającym, zamiast poważnych zaniedbań zarzucając mu co najwyżej nieliczne uchybienia. Mało który spośród nas, katolików, potrafi zrozumieć, że najbardziej gorzkie słowa wypływają nie z nienawiści, lecz z zawiedzionej nadziei; że najbardziej wartościową krytyką jest nasza – członków Kościoła – samokrytyka, wypowiadana w imię jakichś o tym Kościele marzeń. Rolą zaś marzeń nie jest stać się rzeczywistością, lecz rzeczywistość inspirować i wyznaczać kierunki jej przemian.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Kościół w okopach Świętej Trójcy

Polski Kościół w dobrej kondycji przeżył kryzys religijności w powojennej Europie. Na mapie komunistycznej Polski był oazą chrześcijańskich i humanistycznych wartości - miejscem nieskrępowanego spotkania i swobodnej dyskusji. Dla członków opozycji politycznej bezpiecznym schronieniem jak podczas głodówki w kościele św. Marcina, a dla niezaangażowanych politycznie - moralnym drogowskazem. Niezłomność najodważniejszych duchownych - kardynała Wyszyńskiego, ks. Popiełuszki, Karola Wojtyły i wielu innych dodawała ludziom wiary, że nawet w szarości i moralnym zepsuciu PRL-u można żyć godnie i podążać za wezwaniem Chrystusa.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Zerwane mosty

Trafiłem przypadkiem na nagranie rozmowy przeprowadzonej przez Szymona Hołownię z Wojciechem Cejrowskim. Wszystko wydawać by się mogło oczywiste i do przewidzenia, gdyż poglądy obu rozmówców są nam doskonale znane, a i ścieranie się przedstawicieli opozycyjnych środowisk w Kościele nie jest nam obce. Możemy nawet mówić o pewnym przesycie i wyczerpaniu się argumentów w wielu kwestiach.

Przyznam, że mimo wszystko niemiło mnie ta rozmowa zaskoczyła. Uświadomiła mi, jak wielkie znaczenie mają podziały w Kościele i jak mało jest w nim woli porozumienia. Warto ją obejrzeć, by wyrobić sobie własne zdanie i zdać sobie sprawę z wagi problemu.

poniedziałek, 25 października 2010

Na drodze do Kościoła Świętego

W ostatnich dniach spotkałem się ze stosunkowo niewielką ilością krytyki, jak na to, że w audycji radiowej wezwałem do nowego „prześladowania Kościoła”. Spróbujmy więc raz jeszcze.

Że polski Kościół nie jest prześladowany – to wydaje mi się oczywiste. Chrześcijan nie rzuca się lwom na pożarcie, nie zamyka się ich w więzieniach, nie skazuje na banicję. „Ale przecież – powie ktoś – prześladowanie niejedno ma imię”. To prawda. Atmosfera zorganizowanej, wymierzonej w ludzi wierzących nienawiści również byłaby formą prześladowania. Ale z tym także nie mamy do czynienia, a to dlatego, że środowisk programowo antyklerykalnych wciąż jest w Polsce niewiele. Hasła Janusza Palikota trafiają pewnie do sporej grupy ludzi, nawet jeśli fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w sondażach. Ludzie ci nie są jednak zazwyczaj wrogami Kościoła, a jedynie wrogami polskiego modelu obecności Kościoła w życiu publicznym. Publicystom, którzy wszędzie węszą ataki na Kościół, wypada przypomnieć wysuwany przez nich samych, choć w innym kontekście, „argument 95 procent”.

sobota, 23 października 2010

Listo do redakcji: Dwa bieguny zacietrzewienia

Kilka tygodni temu obserwowałem obrońców krzyża, którego już nie ma na Krakowskim Przedmieściu, ostatnio marsz ateistów i agnostyków w Krakowie. Hasła skrajnie inne, ale atmosfera bardzo podobna.

Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.

środa, 11 sierpnia 2010

O tym, dlaczego „nie”

W ostatnim numerze „Polityki”, poświęconym sporowi o krzyż stojący przed Pałacem Namiestnikowskim, pojawił się niezwykle ciekawy wywiad z profesorem Zbigniewem Mikołejko, filozofem religii. Pod koniec wywiadu znalazła się krótka, lecz bardzo celna diagnoza obecnej sytuacji polskiego Kościoła.

Gdy Kościół dziś próbuje dystansować się od konfliktu, ma rację, ale u początku tego wszystkiego było przyzwolenie na manifestacyjną obecność krzyża wszędzie, zgoda na jego desakralizację. Żeby nastąpił przełom mentalny, tacy biskupi jak Kazimierz Ryczan, Stanisław Stefanek czy Edward Frankowski, cała ta potężna grupa hierarchów, muszą najpierw zrozumieć, co się stało. A nie są w stanie. Rozumieją to katoliccy intelektualiści, tacy jak Adam Boniecki, Jacek Prusak czy Andrzej Luter – i są przerażeni. Hierarchowie myślą przy tym, że nadal są panami dusz. A już nie są.

wtorek, 3 sierpnia 2010

Gdzie był Kościół?

Bez końca można zadawać pytanie, kto jest winny dzisiejszej bitwy o krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim. Bez końca wskazywać można na Prezydenta Elekta, który od czasu wywołania tematu krzyża w "Gazecie Wyborczej" nabrał wody w usta; na Radę Ministrów, która odpowiada za zarządzanie kryzysowe w kraju; na największą partię opozycyjną, której przedstawiciele w najbardziej cyniczny i obrzydliwy sposób podgrzewali sytuację dla celów propagandowych; na dziennikarzy, którzy - zgodnie z własnym interesem interesem, lecz wbrew swemu powołaniu - doprowadzili do eskalacji emocji. Jak powiedział Szymon Hołownia, w duszach "obrońców krzyża" obudzono demona. Przez najbliższe dni będziemy świadkami przerzucania na siebie odpowiedzialności za tę sytuację przez tych, którzy do niej doprowadzili. Demon został już jednak obudzony i żadne późniejsze ustalenia tego nie cofną. Nam zaś pozostaje patrzeć na to, cośmy narobili.

poniedziałek, 8 marca 2010

Gdy chrześcijanin otwiera usta

Dziś w warszawskiej katedrze odbyła się dziękczynna msza za ubiegłoroczną kanonizację arcybiskupa warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Kazanie wygłosił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Pewną rozrywką dla wszystkich nieobecnych (w tym i dla mnie) może być porównanie streszczeń tej homilii, zamieszczonych na stronie KAI i portalu "Gazety Wyborczej". Już same tytuły mówią za siebie: "Św. abp Feliński był prawdziwym prorokiem" (KAI) i "Nie można karać za mówienie o morderstwie dziecka" ("GW"). Abp Michalik nie byłby sobą, gdyby nie nawiązał do niedawnego wyroku polskiego sądu w sprawie Alicji Tysiąc. "Gazeta" nie ma oczywiście obowiązku zgłębiania religijnego wymiaru kazania arcybiskupa, lecz robiąc to, co robi - sprowadzając je do kwestii sporu między Kościołem a państwem - wcale nie przyczynia się do ułatwienia rozwiązania tego sporu.