poniedziałek, 23 stycznia 2012

Módl się za nami grzecznymi

Jedno z warszawskich centrów handlowych, na kilka dni przed Wigilią Bożego Narodzenia. Rozmowa ojca, pewnie trzydziestokilkuletniego, z synkiem, na oko pięciolatkiem. Wyraźnie zdenerwowany ojciec podnosi głos na dziecko, które nie chce za nim iść.

– Jeśli nie będziesz grzeczny, Święty Mikołaj nie da ci prezentu!

Groźba działa, chłopiec przestaje płakać. W tej niepozornej scenie tknęło mnie owo pytanie. Co znaczy: „jeśli nie będziesz grzeczny”? Któż nie chce, żeby jego dziecko było „grzeczne”? Nie mam specjalnych wątpliwości – dziecko grzeczne to przede wszystkim dziecko posłuszne. Głównym celem wychowawczym większości rodziców jest więc wychowanie ludzi posłusznych? Nawet jeśli nie jest to cel świadomie obrany, to cały nasz system wychowawczy tego właśnie uczy młodych ludzi. Macie słuchać poleceń i się nie wychylać.

Polskim dzieciom od kołyski wpaja się, że najważniejsze to słuchać starszych. Tak wychowuje zdecydowana większość rodziców, przykłady można mnożyć. Większość dzieci regularnie słyszy od starszych, żeby się nie wymądrzały, nie pyskowały i nie marudziły. Mało którzy rodzice nie zmuszają dzieci do jedzenia potraw, które tym dzieciom naprawdę nie smakują, dając im sygnał, że ich gusta i ich wybory są przy autorytecie rodzica nic nie warte. W ten sposób od najmłodszego uczymy dzieci, że nie asertywność, lecz uległość względem autorytetu jest prawdziwą wartością.

Jeszcze większy kult posłuszeństwa obserwujemy w szkołach. Od uczniów wymaga się niebywałej karności, zazwyczaj zdecydowanie większej od tej, której nauczyciele oczekują sami od siebie. Uczniowie muszą zmieniać obuwie (podczas kiedy nauczyciele wcale tego nie robią), wstawać, kiedy pedagog wchodzi do klasy, a w zeszytach zapisywać: lekcja, data, temat. Większość szkół w swoich regulaminach określa, w jaki sposób młodzież powinna się ubierać, często wcale nie ograniczając się do narzucenia stroju „niewyzywającego”. Nikt o tym z uczniami dyskutować nie ma zamiaru. Niektóre szkoły wręcz wymagają od nich, by brali udział w akcjach charytatywnych w ramach obowiązkowego wolontariatu. Pomagajcie uczniowie, ale nie dla tego, żeby postąpić dobrze, lecz dlatego, że wam każemy. Posłuszeństwo przede wszystkim.

Oczywiście, posłuszeństwo ma też swoje dobre strony. Kiedy dziecko jest małe, nie zauważa wielu zagrożeń. Wykonanie polecenia rodzica może uchronić je od niebezpieczeństwa. Takie wychowanie niesie jednak z sobą poważne zagrożenia. Dziecko nauczone, że najważniejsze jest być posłusznym, nie uczy się szacunku do samego siebie i do swoich uczuć. Kiedy dorośnie, albo się zbuntuje – skupiając się wyłącznie na sobie, albo jego miłość własna pozostanie upośledzona.

Wychowanie do posłuszeństwa miewa inne jeszcze, znacznie bardziej dalekosiężne konsekwencje. Człowiek nauczony posłuszeństwa nie jest często zdolny do dokonania rozeznania w nieoczywistych moralnie sytuacjach, bo w dzieciństwie refleksję nad słusznością postępowania zastąpiły gotowe odpowiedzi: „tak masz robić, a tak nie rób”. Człowiek posłuszny zwyczaj nie czuje, że może i powinien zmieniać na lepszy świat, w którym żyje. Za swoje zadanie uważa raczej dostosowanie się do rzeczywistości niż wpływanie na nią. Nie czuje się za nią odpowiedzialny. Robi tylko to, co ktoś (rodzice, szkoła, praca, społeczeństwo) mu każe, czyli idzie na wybory i wrzuca pieniądze do puszki w dzień finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nikt nie uczył go przecież myśleć o innych, dbać o nich i czuć się za nich odpowiedzialnym.

Na szczęście, choć wychowanie ma ogromny wpływ na człowieka, to nie determinuje ono jego zachowań i wyborów w dorosłym życiu. Dlatego liczne osoby, w dzieciństwie uczone posłuszeństwa, wyrastają z niego, osiągając wiek dojrzały. Dzięki temu wielu ludzi czuje się za świat odpowiedzialnymi i próbuje go naprawiać.

Mimo to warto pracować nad wychowaniem młodych ludzi, od dziecka przekonywać ich, że mogą i powinni mieć wpływ na to, co się wokół nich dzieje. Że powinni słuchać przede wszystkim siebie i swojego zdrowego rozsądku. Dlatego kończę ten tekst apelem do Świętego Mikołaja i jego wszystkich wysłanników – rodziców, cioć i wujków – żeby za rok prezent pod choinką dzieci znajdowały nie za to, że są posłuszne, lecz za uczynki miłosierdzia świadomie i bez przymusu wykonane względem bliźniego.

5 komentarzy:

anuszka pisze...

Już miałam to zalinkować na facebooku, ale nie zalinkuję z powodu niepotrzebnych aluzji do WOŚP. :-(

A szkoda, bo gdyby nie ten wtręt, to mogłabym się podpisać pod tekstem dwiema rękami. :-(

ignacy pisze...

(Widzisz, Maćku? Jeszcze chwila i zostaniesz włączony w prawicową nagonkę na WOŚP. A masz!)


A bardziej poważnie: w pełni się zgadzam. Dodałbym jeszcze, jak zwykle wracając do jednej tematyki, jak wiele szkód może przynieść taki rodzaj wychowania w kwestiach religijnych, kiedy dziecko, ciągane siłą (i jeśli na tym się formacja zatrzymuje) w niedzielę na Mszę, choć się tam przeraźliwie nudzi, musi się przecież zbuntować...

Cyryl Skibiński pisze...

A ja nie jestem przekonany. Wydaje mi się Maciek, że przesadzasz pisząc o "kulcie posłuszeństwa". Może się wydawać, że szkoła rzeczywiście na to stawia, ale dzieje się tak dlatego, że ludzie, zwłaszcza młodzi, bardzo niechętnie poddają się rygorom. W szkole bunt przeciw rygorom, czy "idiotycznym wymaganiom programowym" jest w modzie - posłuszny rodzicom maminsynek, który boi się zapalić papierosa w toalecie raczej nie będzie przewodził paczce szkolnych kolegów.
Piszesz o kilku zagrożeniach wynikających z karności (myślałem już, że zaraz powołasz się na hitlerowskie Niemcy) - zgadzam się, że nie są to problemy wydumane, ale ich przyczyny szukałbym w nieumiejętności krytycznego myślenia - w niedostrzeganiu "zła", braku namysłu, a nie braku chęci sprzeciwienia się mu.
No i oczywiście masz rację, że krytycznego myślenia i rozważnego dobierania sobie autorytetów można uczyć, ale nie załatwi tego wyłącznie rezygnacja z obywatelskiej cnoty posłuszeństwa.

Anonimowy pisze...

A ja całkowicie się zgadzam. Zjawisko, które opisałeś jest jeszcze bardziej nasilone w odniesieniu do płci żeńskiej. Czy nie jest tak, że to dziewczynki zawsze muszą być "grzeczne" i "posłuszne"? Czyż nie słyszy się często: "Ale takie zachowanie? U DZIEWCZYNKI?!...". A ja się pytam - co to za różnica? Wszystkie dzieci lubią rozrabiać, dlaczego niektóre mają do tego większe prawo? Dlatego również uważam wpajanie ludziom - obu płci - ślepego posłuszeństwa za zbrodnię przeciw kreatywności i w ogóle samodzielnemu myśleniu.

ATP

Anonimowy pisze...

Zachęcony przez Maćka nie zamierzam posłusznie przyjąć jego perspektywy :) Choć kusi mnie by ironicznie spytać, dlaczego właśnie z dzieckiem tak się utożsamił... (co niestety, jak mi się zdaje, przełożyło się na dojrzałość tego "manifestu nieposłusznych"). Z czystej przekory zaciekawię się tatusiem (choć dzieci nie mam). Z elementów historii podanych przez Maćka - tatuś, bezsilność, dziecko, Mikołaj, prezent - wyłania się znacznie bardziej ponura opowieść - o buncie słabych, któremu silniejsi przeciwstawiają swój świat wartości: kasę i mitologię.
Prrr, szalony - Krytyka Polityczna, piętro niżej! Katolik - współczujący wszystkim bliźnim, niezależnie od ich roli (dziecko/rodzic) - doceni, że tatuś nie bije, nie ciągnie, nie wrzeszczy, ale może zmartwić się mamoną i kłamstwem - ordynarną próbą przekupstwa i mamienia. Być może westchnie nad propozycją wizji świata, którą tatuś serwuje dziecięciu: z dobre uczynki nagroda tu na ziemi jest szybka i pewna... Tym co mnie poruszyło jednak, jest wizja "równości", która chyba leży u podstaw maćkowej apologii nieposłuszeństwa w świecie. Ja wierzę, żeśmy wszyscy - od poczęcia do naturalnej śmierci - równi w godności i wolności. Ale zdecydowanie nie wierzę, żeśmy równi w rozumie, doświadczeniu i cnocie. Ponieważ uznaję swoją słabość, poddaje się mądrzejszym, bardziej doświadczonym i cnotliwym. Bo jeśli poświęcą mi swój czas nie chcę go zmarnować. Maćkowa obawa przed instytucjami społecznymi (czy w Kościele też przeszkadza ci wezwanie do posłuszeństwa biskupowi?) wydaje mi się cokolwiek anarchistyczna. A pierwszego anarchisty - Złego - boję się szczerze.
An