poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Etyka reportera vs. autorytet etnografa. Wokół książki Wojciecha Tochmana „Dzisiaj narysujemy śmierć”
Jan Mencwel
O dobrym czasie, jaki przeżywa ostatnio w Polsce literatura faktu, może świadczyć fakt, że rozpętała się kolejna publiczna dyskusja wokół książki rodzimego reportażysty. Rok temu burzę wywołał „Kapuściński non-fiction” Domosławskiego, dziś, na nieco mniejszą skalę, toczy się spór sprowokowany przez książkę Wojciecha Tochmana – „Dzisiaj narysujemy śmierć”. Obydwie dyskusje dotykają kwestii etyki reportażysty, która najwyraźniej domaga się nowej definicji – ale czy nowe pokolenie autorów chcących wskrzesić tradycję „polskiej szkoły reportażu” ma odwagę, żeby na poważnie się z tym tematem zmierzyć?
Etykiety:
Dzisiaj narysujemy śmierć,
etyka,
Jan Mencwel,
Kultura Liberalna,
recenzja,
Rwanda,
Wojciech Tochman
piątek, 26 sierpnia 2011
Inicjatywa proboszczów, czyli o niecierpliwości
Misza Tomaszewski
„Łagodne środki już w tej sytuacji nie wystarczą. Konieczne jest wkroczenie chirurga i rozcięcie rany, tak by śmiercionośna ropa mogła wypłynąć na zewnątrz i umożliwić organizmowi Kościoła ozdrowienie”. Tymi słowami Tomasz Terlikowski komentuje sytuację, w jakiej znalazł się austriacki Kościół po opublikowaniu przez tzw. Inicjatywę Proboszczów listu otwartego, zatytułowanego Wezwanie do nieposłuszeństwa.
Duchowni zrzeszeni w austriackiej Inicjatywie – a jest ich obecnie około trzystu – deklarują na swojej stronie internetowej, że „z niepokojem i rosnącym niezadowoleniem obserwują, jak ludzie odpowiedzialni za kierowanie miejscowym, jak również światowym Kościołem uchylają się od odpowiedzi na wielką ilość otwartych pytań i problemów”. O jakie problemy chodzi? Księża wymieniają m.in.: kryzys parafii w konsekwencji spadku liczby powołań, niezrealizowane powołanie wszystkich chrześcijan do współodpowiedzialności za Kościół, konflikty sumienia związane z obowiązującym w Kościele prawem małżeńskim, stagnację na polu ekumenicznym.
Etykiety:
Fronda,
Inicjatywa Proboszczów,
Misza Tomaszewski,
Tomasz Terlikowski,
wiara
Ludzie są dobre
Na początek krótkie wprowadzenie:
Zostawiłem wczoraj kurtkę gdzieś na Powiślu. Zanim się spostrzegłem, minęły dobre dwie godziny. Kiepska sprawa. W kurtce klucze do mieszkania i portfel, w portfelu – dowód osobisty, karta bankomatowa, trochę gotówki. Zapowiadał się niezły cyrk: wyrabianie nowych dokumentów, wymiana zamków w drzwiach… Niech to szlag.
Natychmiast zerwałem się na równe nogi, by w akcie desperacji nawiedzić i przeszukać feralne miejsce. „Pozamiatane – myślałem. – Zważywszy na to, ile osób kręciło się tam dzisiejszego wieczoru, szanse są bliskie zeru… W najlepszym wypadku znajdę samą kurtkę”. Po drodze chwyciłem jeszcze telefon, odruchowo zerknąłem na wyświetlacz. Dwa nieodebrane połączenia z nieznanego numeru. Oddzwaniam.
Zostawiłem wczoraj kurtkę gdzieś na Powiślu. Zanim się spostrzegłem, minęły dobre dwie godziny. Kiepska sprawa. W kurtce klucze do mieszkania i portfel, w portfelu – dowód osobisty, karta bankomatowa, trochę gotówki. Zapowiadał się niezły cyrk: wyrabianie nowych dokumentów, wymiana zamków w drzwiach… Niech to szlag.
Natychmiast zerwałem się na równe nogi, by w akcie desperacji nawiedzić i przeszukać feralne miejsce. „Pozamiatane – myślałem. – Zważywszy na to, ile osób kręciło się tam dzisiejszego wieczoru, szanse są bliskie zeru… W najlepszym wypadku znajdę samą kurtkę”. Po drodze chwyciłem jeszcze telefon, odruchowo zerknąłem na wyświetlacz. Dwa nieodebrane połączenia z nieznanego numeru. Oddzwaniam.
Etykiety:
felieton,
Misza Tomaszewski
poniedziałek, 22 sierpnia 2011
Czego Janosik chce od Warszawy?

Życzliwy chłopak w żółtej koszulce. Na niej widnieje rysunek przedstawiający warszawską Syrenkę napadniętą przez cień zbója z ciupagą. To Janosik chce ograbić Warszawę. Chłopak zbiera podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Jego koszulka krzyczy do mnie: „STOP Janosikowe”. Pełen wątpliwości, zgadzam się na chwilę rozmowy. Dowiaduję się, że „janosikowe” to podatek, który bogate województwa (w tym województwo mazowieckie) płacą na rzecz biedniejszych. Podobno w ten sposób co roku z budżetu stolicy znika prawie miliard złotych. Dla chłopaka jest jasne, że to jawna niesprawiedliwość, więc jako mieszkaniec Warszawy powinienem zaprotestować. Nie zdradzając przed nim moich wątpliwości, przyjmuję ulotkę i obiecuję zapoznać się z projektem.
Etykiety:
janosikowe,
Maciek Onyszkiewicz,
Warszawa
niedziela, 21 sierpnia 2011
Galeria U
W stolicy Białorusi zabroniono mówienia po białorusku i noszenia narodowych symboli nieuznawanych przez państwo. Ponieważ na demonstracjach zakazano okrzyków, zbuntowani obywatele nie zaczęli klaskać. Teraz zakazano publicznego klaskania. Miejsce przy Prospekcie Niezależności, w którym kilka lat temu stało słynne miasteczko namiotowe, mieszkańcy omijają szerokim łukiem. Kilkuosobowe grupy przechodniów mogą zostać zatrzymane przez OMON jako potencjalna demonstracja.
A jednak już kilometr dalej znajduje się Galeria U - oaza wolności akceptowana przez reżim.
Etykiety:
Białoruś,
kultura,
Mateusz Luft,
prawa człowieka
wtorek, 16 sierpnia 2011
List do redakcji

Chciałbym zwrócić uwagę, iż zaangażowanie polityków wolnej Polski w sprawę demokratyzacji krajów północnej Afryki nie powinno być nazywane debiutem. Co więcej w porównaniu z sytuacjami wcześniejszymi ma ono dużo mniejszą rangę. Zaangażowanie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w 2004 roku w rozwiązywanie konfliktu na Ukrainie, czy prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawy Gruzji wiązały się z obecnością na miejscu głowy państwa i wywarły faktycznie znaczący wpływ na rozwój wydarzeń.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Manifest redaktora działu Poza Europą
Dziś na świecie żyje siedem miliardów mieszkańców. Półtora miliarda ludzi oraz pięć i pół miliardów tubylców. Rozróżnienie jest proste. Pierwsi to My, drudzy to Oni. Choć w zasadzie wokoło jesteśmy wyłącznie My. Trudno dokładnie powiedzieć gdzie są Oni. Gdzieś na pewno. Gdzieś poza Europą. Ale gdzie dokładnie – nie wiemy. A ta nasza niewiedza Ich dotycząca jest wyjątkowo nam wygodna. Ktoś wie, gdzie leży Kiribati lub Gujana? A po co miałby wiedzieć.
My - najbogatsze społeczeństwa świata, świetnie wyedukowane pokolenia, świadome swoich licznych praw i potężnych możliwości jednostki – z dumą określamy nasz świat Światem Pierwszym, bogatą Północą. I z tej perspektywy obserwujemy siebie i innych. A jeżeli coś jest obce naszej rzeczywistości mówimy, że jest nienormalne. Że jest Trzecim Światem lub Peryferium. Zatem, brak pitnej wody to nienormalność. Powszechny analfabetyzm – nienormalność. Egzystencja za dwa dolary dziennie – nienormalność. Nie wspominając już o różnych rozwiązaniach prawnych, rytuałach religijnych, systemach wartości. Norma to My. Wpatrzeni w siebie, nie zdajemy sobie sprawy, że nasza norma dotyczy malutkiej grupy mieszkańców tej planety, a nienormalność na tym świecie sięga osiemdziesięciu procent. Tu ideologiczny projekt trzecioświatyzmu przychodzi nam z pomocą – sumienia nie obciąża, oka nie smuci, odpowiedzialności nie wzywa.
Etykiety:
Europa,
manifest,
Paweł Cywiński,
poza Europą
Kupa atrakcji
W miniony weekend miałem przyjemność odwiedzić Rzeszów, by poprowadzić warsztaty fotograficzne odbywające się w ramach imprezy organizowanej przez Narodowe Centrum Kultury. Wstyd się przyznać, ale brak czasu spowodował, że oprócz zorientowania się we własnych obowiązkach nie zdążyłem dokładnie sprawdzić, na czym właściwie owa rzeszowska impreza miała polegać. Sama nazwa „Europejski Stadion Kultury” niewiele wyjaśniała…
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Instrukcja
Zabronione jest oglądanie sztuki na pusty żołądek. Tylko w skrajnych przypadkach można pozwolić sobie na to, by głód potęgował egzystencjalną troskę wywołaną przez dzieło. A więc najpierw – najeść się. Potem: kawa, woda, toaleta. Wchodząc na ekspozycję warto wiedzieć, ile nas czeka, znać plan i od razu wybrać z niego jedną trzecią.
Amerykanie, którzy zarazili świat formułą szybkiego jedzenia, wkrótce potem ratowali swoje ciała i psychikę promocją tak zwanego slow food; jedzenia wolnego i koneserskiego, do którego kluczem jest umiarkowanie. Podobnie z muzeami: między abstynencją odchudzającą nasze umysły i wyobraźnie, a uzależnieniem, które także czasem prowadzi do opłakanych skutków (dematerializacji i oderwania od rzeczywistości), mamy złoty środek, czyli sporadyczne wizyty.
Amerykanie, którzy zarazili świat formułą szybkiego jedzenia, wkrótce potem ratowali swoje ciała i psychikę promocją tak zwanego slow food; jedzenia wolnego i koneserskiego, do którego kluczem jest umiarkowanie. Podobnie z muzeami: między abstynencją odchudzającą nasze umysły i wyobraźnie, a uzależnieniem, które także czasem prowadzi do opłakanych skutków (dematerializacji i oderwania od rzeczywistości), mamy złoty środek, czyli sporadyczne wizyty.
Etykiety:
Katarzyna Kucharska,
kultura
Zostań papieżem

Sezon ogórkowy i wakacyjny w pełni. Nie zdziwiło mnie zatem ani trochę, gdy na stronie „Vatican Insider”, wydawanej przez włoski dziennik „La Stampa”, zobaczyłem tytuł: „Let’s play being Pope”.
„Vatican Wars” to gra dostępna na Facebooku, w której wcielić się można w rolę kościelnego hierarchy, którego zadaniem jest objęcie tronu piotrowego. W konklawe, które ma kończyć grę, każdy uczestnik zabawy będzie mógł oddać swój głos na innego gracza. By zdobyć doświadczenie, popularność i pozycję, należy codziennie czytać Pismo Święte, kupować odpowiednie szaty, udzielać się charytatywnie i wygrywać debaty na „najważniejsze tematy w Kościele”.
Etykiety:
Facebook,
gra,
Ignacy Dudkiewicz,
La Stampa,
Watykan
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Arytmetyczny szantaż
O próbę refleksji nad funkcjami i sensem kary pokusimy się w następnym, jesiennym numerze „Kontaktu”. Dziś jednak – dziesięć dni po tragicznych wydarzeniach w Oslo i na wyspie Utøya – gdy liczni polscy politycy i publicyści nawołują do rozpoczęcia nowej debaty nad karą śmierci, nie sposób nie odnieść się do tematu.
Etykiety:
kara śmierci,
Misza Tomaszewski,
Paweł Lisicki,
polityka,
wiara
Kebab w mieszanym sosie
Jeszcze niedawno, ku rozpaczy warszawiaków, zanosiło się na to, że wszystkie witryny przy głównym placu Żoliborza zajmą banki. O problemie napisała „Gazeta Wyborcza”, mieszkańcy zorganizowali happening przekornie przemianowując „Plac Wilsona” na „Plac Bankowy” i wokół sprawy zrobił się szum. Na krytykę pozytywnie odpowiedział burmistrz i obiecał, że dzielnica będzie prowadzić politykę czynszową promującą sklepy i restauracje, aby po 17.00 – a więc godzinie zamknięcia banków - plac nie przypominał bezludnej wyspy, tylko tętniące życiem serce dzielnicy. Zresztą zaraz za słowami poszły czyny i zadeklarowano, że lokal zwalniany właśnie przez sklep obuwniczy, zajmie kawiarnia. Radość wielka. I tym większe rozczarowanie, gdy zamiast przytulnej kawiarni powstał tam bar serwujący kebab.
Etykiety:
Amrit,
Chłodna 25,
Cyryl Skibiński,
kebab,
Nowy Wspaniały Świat,
Warszawa
Subskrybuj:
Posty (Atom)


