Na początek krótkie wprowadzenie:
Zostawiłem wczoraj kurtkę gdzieś na Powiślu. Zanim się spostrzegłem, minęły dobre dwie godziny. Kiepska sprawa. W kurtce klucze do mieszkania i portfel, w portfelu – dowód osobisty, karta bankomatowa, trochę gotówki. Zapowiadał się niezły cyrk: wyrabianie nowych dokumentów, wymiana zamków w drzwiach… Niech to szlag.
Natychmiast zerwałem się na równe nogi, by w akcie desperacji nawiedzić i przeszukać feralne miejsce. „Pozamiatane – myślałem. – Zważywszy na to, ile osób kręciło się tam dzisiejszego wieczoru, szanse są bliskie zeru… W najlepszym wypadku znajdę samą kurtkę”. Po drodze chwyciłem jeszcze telefon, odruchowo zerknąłem na wyświetlacz. Dwa nieodebrane połączenia z nieznanego numeru. Oddzwaniam.
Odzywa się dziewczyna o imieniu Pola, która znalazła moje rzeczy. W portfelu trafiła na numer telefonu (redakcyjne wizytówki wreszcie się na coś przydały). Pola mieszka obok miejsca, w którym zostawiłem kurtkę, więc tam też się umawiamy. Po drodze zdążam tylko kupić butelkę dobrego piwa w charakterze znaleźnego. Po piętnastu minutach operacja jest zakończona. Nie wiem, któremu z nas było bardziej głupio: mnie, że taki ze mnie kretyn, czy jej, że dostaje piwo w zamian za zwyczajne zwrócenie rzeczy właścicielowi. Wracam do domu, a świat jest piękny.
Morał? Zaufanie obcemu człowiekowi traktowałem dotychczas jak moralny obowiązek, strategię wychowania siebie i innych. W końcu jeśli będziemy traktować człowieka jak potencjalnego złodzieja, to tym łatwiej się on w roli złodzieja odnajdzie, realizując tym samym naszą projekcję. Praktyka, którą stosuje mój przyjaciel Mateusz – zostawianie roweru do popilnowania chłopakom z Woli czy Pragi – jest ważnym krokiem w budowaniu atmosfery społecznego zaufania. Zaufanie zobowiązuje.
Ale historia z Polą otworzyła przede mną nową perspektywę. Wiadomo, że Polska nie jest Danią. Że wielu z nas zostało w ciągu ostatniego roku naciągniętych, okradzionych czy w inny jeszcze sposób oszukanych. Że niby jest pod tym względem lepiej, ale wciąż źle. Spróbujmy to zdanie odwrócić: niby jest źle, a jednak lepiej! Niby kradną, ale coraz częściej słyszy się o kimś, komu oddali. Być może pora zacząć myśleć o zaufaniu jako o czymś więcej niż tylko strategii czy obowiązku. Przyzwyczajajmy się powoli do myśli, że nie tyle warto ufać innym, ile że ufać im trzeba. Bo po prostu na to zasługują.
Misza Tomaszewski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz