niedziela, 21 sierpnia 2011

Galeria U


W stolicy Białorusi zabroniono mówienia po białorusku i noszenia narodowych symboli nieuznawanych przez państwo. Ponieważ na demonstracjach zakazano okrzyków, zbuntowani obywatele nie zaczęli klaskać. Teraz zakazano publicznego klaskania. Miejsce przy Prospekcie Niezależności, w którym kilka lat temu stało słynne miasteczko namiotowe, mieszkańcy omijają szerokim łukiem. Kilkuosobowe grupy przechodniów mogą zostać zatrzymane przez OMON jako potencjalna demonstracja.

A jednak już kilometr dalej znajduje się Galeria U - oaza wolności akceptowana przez reżim.

W baraku, na powierzchni kilkuset metrów zmieszczono jedyną na Białorusi prywatną galerię sztuki, popularny klub Malako, białoruskojęzyczną księgarnię i sklep z pamiątkami.

„U” krótkie („Ў”), od którego nazwę wziął ten azyl, nie występuje w żadnym innym języku oprócz białoruskiego. Faktycznie, łatwiej niż gdziekolwiek indziej usłyszeć tam białoruski, który dla elit stał się symbolem walki o wolność narodową. Ale co najważniejsze, sam fakt tworzenia instytucji kulturalnej niepodlegającej kontroli wszechobecnego państwa urasta do rangi działalności opozycyjnej, dlatego miejsce stało się symbolem niezależności i walki o wolność nawet dla tych, którzy w Mińsku nie bywają.

Białoruscy artyści sami siebie cenzurują, ograniczając swoją twórczość do kwestii najważniejszych i najbardziej bolesnych na co dzień. Białoruski artysta jest postacią przeklętą, ponieważ ze względu na swoją świadomość wystaje ponad równo skrojoną formę społeczeństwa. Dlatego niewola polityczna i poszukiwanie własnej tożsamości narodowej stały się głównymi tematami ich prac. Czy my, Polacy, skądś to znamy?

I tak Raslan Waszkiewicz chciałby uciec od roli artysty w ogóle. Na urządzonej w Galerii U wystawie „Ona nie może powiedzieć” prezentuje umowę, w której zobowiązuje się do niezajmowania się sztuką przez miesiąc pod warunkiem wypłacenia mu pensji. Siergiej Szabohin pokazuje na zdjęciach to, czego się boi na co dzień (powyżej), a Żanna Gładko, poprzez sięganie do swojej podświadomości, poszukuje odpowiedzi na pytanie o swoje korzenie. Nie da się ukryć, że jest to poszukiwanie w głąb stłamszonej przez reżim tożsamości narodowej.

Oprócz strachu czy pokusy porzucenia zawodu artyście pozostaje jeszcze jeden trudny wybór. W Warszawie na wystawie „Otwierając drzwi? Sztuka Białoruska dzisiaj” pokazano pracę Oksany Gurinowicz, przedstawiającą schematycznie kierunki emigracji znanych sobie projektantów i artystów, którzy opuścili Mińsk. Obok zamieściła analogiczny schemat, ale dotyczący powrotów. Łatwo się domyśleć, że skala emigracji przewyższała czterokrotnie skalę powrotów. Ilu z nich wróciłoby z diaspory, gdyby mogli swobodnie tworzyć w Mińsku?

Białoruski Niezależny Teatr z Mińska jest rozpoznawalny na całym świecie. Artyści mieli gościć w kwietniu na deskach Teatru Polskiego. Niestety, w ostatniej chwili musieli odwołać swój wyjazd i zrezygnować ze wszystkich podróży do czasu zapewnienia sobie legalnego, stałego pobytu w Stanach Zjednoczonych. W Mińsku prokuratorzy mają już gotowe akty oskarżenia na twórców Niezależnego Teatru, grożące karą nawet do kilku lat łagru. Wyjeżdżając, artyści nie mogą porzucić myśli ani o powrocie, an i o trudnym losie emigranta politycznego (zobacz film). I tu historia wydaje się być nam już znajoma.

Mateusz Luft

„Ona nie może powiedzieć”, Galeria U, Mińsk
„Otwierając drzwi? Sztuka Białoruska dzisiaj”, Galeria Zachęta, Warszawa

Brak komentarzy: