poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Zostań papieżem


Sezon ogórkowy i wakacyjny w pełni. Nie zdziwiło mnie zatem ani trochę, gdy na stronie „Vatican Insider”, wydawanej przez włoski dziennik „La Stampa”, zobaczyłem tytuł: „Let’s play being Pope”.

„Vatican Wars” to gra dostępna na Facebooku, w której wcielić się można w rolę kościelnego hierarchy, którego zadaniem jest objęcie tronu piotrowego. W konklawe, które ma kończyć grę, każdy uczestnik zabawy będzie mógł oddać swój głos na innego gracza. By zdobyć doświadczenie, popularność i pozycję, należy codziennie czytać Pismo Święte, kupować odpowiednie szaty, udzielać się charytatywnie i wygrywać debaty na „najważniejsze tematy w Kościele”.

Dość entuzjastyczny ton, z jakim pisze o grze „Vatican Insider” sprawił, że postanowiłem nie przejmować się konfrontacyjną nazwą i z bliska przyjrzeć się sprawie. Wprowadzający w grę filmik wzbudził we mnie jednak wątpliwości. Okazuje się bowiem, że „Watykańskie Wojny” są grą zespołową. Już na starcie należy opowiedzieć się po stronie „Templariuszy”, próbujących przeciwdziałać jakimkolwiek, choćby najmniejszym, odstępstwom od doktryny, lub wesprzeć „Krzyżaków”, chcących wywrócić do góry nogami całe nauczanie Rzymu. Jeśli gracz nie wie, co jest mu bliższe, może rozwiązać szybki test, obejmujący pięć zagadnień, jak widać wystarczających, by określić, jaki stosunek do Kościoła ma delikwent. Te kwestie to podejście do aborcji, regulacji urodzeń, celibatu księży, kapłaństwa kobiet i związków homoseksualnych.

Rozumiem, że aby gra była atrakcyjna, potrzebny jest element rywalizacji, który najłatwiej uzyskać prostym podziałem: „my” – „oni”, zwłaszcza, gdy „my”, zależnie od wybranej frakcji, znaczy „nowocześni i otwarci” lub „strażnicy prawdziwej wiary”, zaś „oni” to „zacofańcy i ortodoksi” albo „libertyni i hedoniści”. Rozumiem, że wspomniana lektura Pisma musi ograniczać się do klikania myszką, a debaty polegają na porównaniu levelu, na którym znajdują się postaci. To wszystko nie jest kłopotem, fabuła dobra, jak każda inna. Mimo to z „Vatican Wars” kłopot mam.

Wynika on z lektury innego tekstu na temat tej prostej i nieszczególnie wymagającej gry. Jej twórcy dość swobodnie dorabiają do niej bowiem ideologię, którą próbują uzasadnić pseudonaukowymi badaniami. Wybrawszy spośród 30 tysięcy testujących grę użytkowników, niecałą pięćsetkę i przeprowadziwszy wśród nich sondę, ogłosili się szerzycielami Ewangelii i zaangażowania religijnego. Dla przykładu, wedle ich wyliczeń, 30% grających chodzi do kościoła częściej, niż zanim zaczęli używać aplikacji, a 45% spośród mężczyzn poniżej dwudziestego czwartego roku życia od kiedy zaczęło grać w „Watykańskie wojny”, jest bardziej zainteresowane pójściem do seminarium. Te i inne wyniki „badania” sprawiają, że Cheyenne Ehrlich założycielka firmy, spod klawiatury której wyszły „Vatican Wars”, nie boi się mówić, że są one „najpotężniejszym i najbardziej zajmującym narzędziem do pobudzania wzrostu uczestnictwa we Mszy, praktykach religijnych i zainteresowania kapłaństwem, jakie kiedykolwiek widzieliśmy”.

We wspomnianym już wcześniej filmiku instruktażowym pojawia się zdanie, mówiące, że każdy z graczy musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co powiedziałby Jezus na temat kierunku, w którym powinien podążać Kościół. Wydaje mi się, że takie zgadywanie zakrawa o bluźnierstwo, dlatego nie będę udawał, że wiem, czego Chrystus by chciał. Wydaje mi się jednak, że formowanie poglądów w debatach bez argumentów, poznawanie Pisma przez klikanie myszką czy powołanie kapłańskie mające źródło w grze komputerowej, nie jest tym, o co naprawdę chodzić może prawdziwemu Kościołowi. O co zaś chodzi twórcom „Vatican Wars”, nietrudno się zorientować. Gdy nie dajemy rady w debatach zdobywać doświadczenia i charyzmy, zawsze możemy pomóc sobie kartą kredytową. Za niecałe 15 złotych, po przeliczeniu ich na wirtualne pieniądze, otrzymamy relikwie Krzyża, dające +35 do charyzmy i +15 do nieskazitelności. Ile kosztuje odrobina przenikliwości, którą chętnie podarowałbym dziennikarzom „Vatican Insider”, nie mam pojęcia.

Ignacy Dudkiewicz
zdjęcie: www.vaticanwars.com, SGR Games LLC

Brak komentarzy: