Wydawany przez Ligę Morską i Kolonialną Miesięcznik Morze, numer 5 (127) 1935 str. 20
poniedziałek, 28 marca 2011
Polskie Imperium Kolonialne
Etykiety:
kolonializm,
Liga Morska i Kolonialna,
Paweł Cywiński,
poza Europą
Druga młodość w Trzecim wieku
Portrety studentek Uniwersytetu Trzeciego Wieku „Omega”
fotografie: Tomek Kaczor
muzyka: Daniel Bloom
fotografie: Tomek Kaczor
muzyka: Daniel Bloom
Etykiety:
fotokast,
starość,
Tomek Kaczor,
UTW
poniedziałek, 21 marca 2011
Zapowiedź: „Kontakt” 16/2011 - Starość
Starzejące się społeczeństwo to już nie tylko prognoza, ale fakt. W krajach rozwiniętych bardzo wyraźnie wydłużyła się średnia długość życia, a liczba narodzin – zdecydowanie spadła. Wciąż nie jesteśmy gotowi na taką zmianę, a stereotypy dotyczące starości tkwią mocno zakorzenione w niejednym z nas. Przejście na emeryturę jest dla wielu osób równoznaczne z końcem ich życiowej aktywności, oznacza beznadziejne staczanie się po równi pochyłej, bo z zawodowego wyścigu szczurów, mimo kompetencji, często wylatuje się tylko dlatego, że nie ma się już 25 lat.
Ostatni etap naszego życia jest zbyt długi, żeby z założenia traktować go jako czas bezczynności i stagnacji, czas stracony. Nie wystarczy jednak, żeby uległ zmianie stosunek do starości wśród ludzi młodych, trzeba by i sami seniorzy myśleli o niej inaczej. Św. Tomasz miał tego świadomość, prosząc Boga, aby na starość uczynił go „poważnym, lecz nie ponurym”, bo „zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana”. Jesteśmy przekonani, że świadome przygotowywanie się do trzeciego wieku i aktywność na emeryturze są nie tylko najlepszą ucieczką przed tą zgryźliwością, ale też pozwolą przywrócić starości należny jej autorytet. Pozwolą wciąż odważnie uczestniczyć w życiu miasta czy dzielnicy i otwierać się na coraz to nowe znajomości. Pozwólmy więc, by obudził się w nas Pogodny Staruszek z Kabaretu Starszych Panów i, zamiast „starość nie radość”, zawołajmy: „wesołe jest życie staruszka”!
Jeśli jesteś zainteresowany prenumeratą „Kontaktu”, zajrzyj tutaj.
Ostatni etap naszego życia jest zbyt długi, żeby z założenia traktować go jako czas bezczynności i stagnacji, czas stracony. Nie wystarczy jednak, żeby uległ zmianie stosunek do starości wśród ludzi młodych, trzeba by i sami seniorzy myśleli o niej inaczej. Św. Tomasz miał tego świadomość, prosząc Boga, aby na starość uczynił go „poważnym, lecz nie ponurym”, bo „zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana”. Jesteśmy przekonani, że świadome przygotowywanie się do trzeciego wieku i aktywność na emeryturze są nie tylko najlepszą ucieczką przed tą zgryźliwością, ale też pozwolą przywrócić starości należny jej autorytet. Pozwolą wciąż odważnie uczestniczyć w życiu miasta czy dzielnicy i otwierać się na coraz to nowe znajomości. Pozwólmy więc, by obudził się w nas Pogodny Staruszek z Kabaretu Starszych Panów i, zamiast „starość nie radość”, zawołajmy: „wesołe jest życie staruszka”!
Jeśli jesteś zainteresowany prenumeratą „Kontaktu”, zajrzyj tutaj.
Promieniować miłością
Bywa niekiedy tak, że coś dzieje się wbrew naszej woli, bo ktoś nie potrafił jej uszanować. Skutki tego bywają różne, w zasadzie nie do przewidzenia. Tak było z upublicznieniem pisma o. Ludwika Wiśniewskiego do nuncjusza apostolskiego, prymasa i kilku biskupów, który nie był listem otwartym, a prywatną korespondencją. Mleko jednak się rozlało - ojciec Wiśniewski usłyszał tak słowa pełne oburzenia, jak i szacunku i poparcia, przede wszystkim zaś stał się, przynajmniej na chwilę, twarzą reformatorskiego spojrzenia na polski Kościół. Problem w tym, że wcale tego nie chciał.
Zaproszony do wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Warszawskim, pod wiele mówiącym tytułem „Kłopoty z Kościołem”, nie odmówił. Choć już na wstępie wyraził przekonanie, że zaproszono go ze względu na list, nie mówił o nim. Nie powtarzał również zawartych w nim tez. Skoro raz je spisał i przedstawił, komu chciał, po cóż miałby strzępić język? Bo ojciec Ludwik promieniuje (o tym słowie co nieco także później) ewangeliczną prostotą, zapałem i radykalizmem. Jego mowa jest: „tak, tak; nie, nie”. To człowiek, który żyje Słowem, a mówiąc o słabościach Kościoła, odpowiedzi i lekarstwa nieustannie szuka w Piśmie.
Zaproszony do wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Warszawskim, pod wiele mówiącym tytułem „Kłopoty z Kościołem”, nie odmówił. Choć już na wstępie wyraził przekonanie, że zaproszono go ze względu na list, nie mówił o nim. Nie powtarzał również zawartych w nim tez. Skoro raz je spisał i przedstawił, komu chciał, po cóż miałby strzępić język? Bo ojciec Ludwik promieniuje (o tym słowie co nieco także później) ewangeliczną prostotą, zapałem i radykalizmem. Jego mowa jest: „tak, tak; nie, nie”. To człowiek, który żyje Słowem, a mówiąc o słabościach Kościoła, odpowiedzi i lekarstwa nieustannie szuka w Piśmie.
Etykiety:
Ignacy Dudkiewicz,
Ludwik Wiśniewski,
wiara
Czarna rozpacz. Czarny czwartek - recenzja recenzji
W niedzielne przedpołudnie dokonałem pewnego odkrycia. Okazało się, że aby zaobserwować symptomy głębokiego podziału istniejącego w polskim społeczeństwie, nie trzeba już czytać komentarzy pisanych przez domorosłych politologów, wklejanych pod newsami w największych portalach internetowych. Wystarczy – ot tak – wejść na popularny serwis filmowy i niebacznie rzucić okiem na dyskusje toczące się wokół zamieszczonych na nim recenzji. Weźmy Czarny czwartek.
Etykiety:
Czarny Czwartek,
Misza Tomaszewski,
patriotyzm,
recenzja
poniedziałek, 14 marca 2011
Jaskółka
Odczytany wczoraj w kościołach List pasterski Episkopatu Polski przed beatyfikacją Sługi Bożego Jana Pawła II nie zachwyca formą. Długi, napisany mało strawnym językiem, raczej usypia słuchacza niż wzmaga jego radość przed beatyfikacją Karola Wojtyły. Zaprzyjaźniony ksiądz miał w ogłoszeniach streścić go w sposób następujący: „Biskupi cieszą się z beatyfikacji papieża i dziękują za nią Bogu”. Zabawne?
Ilekroć zamiast pierwszych słów kazania słyszymy z ambony, że „na tę niedzielę biskupi skierowali do nas list”, natychmiast nogi się pod nami uginają i dopada nas znużenie, którego nie sposób przemóc. Mimo najlepszych nawet chęci zadajemy sobie wówczas pytanie, czy ksiądz proboszcz rozumie cokolwiek z tego, co czyta. Zdarza się jednak i tak, że spodziewając się po listach pasterskich wielu rzeczy, lecz na pewno nie fajerwerków, gubimy skrzętnie ukryte w nich perełki.
Ilekroć zamiast pierwszych słów kazania słyszymy z ambony, że „na tę niedzielę biskupi skierowali do nas list”, natychmiast nogi się pod nami uginają i dopada nas znużenie, którego nie sposób przemóc. Mimo najlepszych nawet chęci zadajemy sobie wówczas pytanie, czy ksiądz proboszcz rozumie cokolwiek z tego, co czyta. Zdarza się jednak i tak, że spodziewając się po listach pasterskich wielu rzeczy, lecz na pewno nie fajerwerków, gubimy skrzętnie ukryte w nich perełki.
Etykiety:
beatyfikacja,
biskupi,
Jan Paweł II,
list pasterski,
Misza Tomaszewski,
wiara
Marzenie podróżnego Europejczyka
Europejczyk w kowbojskim kapeluszu skończył montować swój aparat na statywie i ustawiał obiektyw. Nieznacznie przybliżył obraz, nastawił ostrość, wybrał czas naświetlania. Już jest gotów by oddać magię buddyzmu, ducha Orientu i romantyzm tradycji. Jego zdjęcie będzie kwintesencją mongolskiego interioru.
Etykiety:
Paweł Cywiński,
podróż,
poza Europą,
stosunki międzykulturowe,
Zachód
Portret Polaka
Nasza Pani
Paryż. Warszawa zachodniej Europy? Nie wiem. Nie widzę większego sensu w porównywaniu tych miast. Do niedawna z premedytacją unikałam Paryża. Zapewne zniechęcał mnie powszechny zachwyt nad dobrodziejstwami i urokami tego miejsca. Teraz już wiem. Paryż nieco bardziej przytłacza niż Warszawa m.in. okapującymi złotem latarniami. Ale to co tym razem zrobiło na mnie w tym mieście największe wrażenie ma, o dziwo, związek z pewną katedrą.
Będąc jedną z wielu szukających schronienia przed deszczem, trochę przypadkiem weszłam do Notre Dame. Kościół pełen ludzi. W nawie głównej trwa msza, a wokół niespokojny tłum turystów z i-phone’ami na wyciągniętych w górę rękach. Idę na przód i zastanawiam się skąd pochodzi przemawiający ksiądz; dziwnie znajomy akcent i kilkakrotnie wypowiedziane „la Pologne”. Gdy cały kościół zaśpiewał zgodnym chórem „Boże coś Polskę”, uśmiecham się i wśród zaaferowanych turystów śpiewam razem ze środkową nawą. Już nie miałam żadnych wątpliwości. Całkiem przypadkiem trafiłam na kulminacyjny punkt obchodów 175-lecia Polskiej Misji Katolickiej we Francji. Zdezorientowani turyści śledzili każdy ruch pochodu biało-czerwonych sztandarów. Katolicki polski folklor? Nie wiem, ale miłe uczucie zaskoczenia zmieszało się we mnie z innym.
Chyba wszyscy mamy tendencje do nieco bezrefleksyjnego metkowania ludzi. Wyznanie i narodowość tak bardzo ułatwiają szufladkowanie – obejmują przecież całe rzesze jednostek.
Mam wrażenie, że dla większości obcokrajowców, zwłaszcza w Europie, Polska funkcjonuje przede wszystkim jako ostoja katolickości. Rzadko traktuje się tę cechę jako wartość pozytywną, znacznie częściej jako symptom wsteczności i ksenofobii. Czy słusznie? Czy na ten „epitet” zasługujemy dzięki ilości oficjalnych wyznawców? A może dzięki wartościom jakie polscy Katolicy reprezentują? Czy są mniej lub bardziej prawdziwi od tych, z innych krajów? Czy polski katolicyzm jest katolicyzmem świadomym? Z drugiej strony, czy wiara zawsze musi być w pełni uświadomiona? Wreszcie, czy między katolickością i nietolerancyjnością zawsze zachodzi koniunkcja? Kusi mnie by na wszystkie powyższe pytania odpowiedzieć krótko i dosadnie: „Nie!”.
***
Festiwal filmowy, rozmowa z twórcami i zarazem bohaterami filmu Suddenly, Last Winter. Film dokumentuje wydarzenia we Włoszech związane z rządowym projektem ustawy "DICO" m.in. dającej możliwość formalnej legalizacji związków homoseksualnych. Wstydzę się, a z drugiej strony rośnie we mnie defensywna duma narodowa, gdy podczas dyskusji po projekcji filmu, nagle ktoś, kto nigdy w Polsce nie był, bezdyskusyjnie podaje polskie, tradycyjnie katolickie społeczeństwo jako beznadziejny przykład nietolerancji wobec mniejszości seksualnych.
Inny festiwal filmowy, polski film. Rozmowa z reżyserem poprzedzająca projekcję. W duchu podśmiewam się ze sztampowego pytania, które prowadzący zadaje polskiemu reżyserowi: „Jaki wpływ na stworzenie tego filmu miało to, że wychowałeś się w Polsce, kraju tak silnie katolickim?” Reżyser zgrabnie odpowiada, próbując ukazać uniwersalny charakter swojego obrazu. A ja zdegustowana powierzchownością tego pytania, myślę: ten film przecież mógł stworzyć chyba każdy, niekoniecznie katolik. A może ta myśl jest właśnie świadectwem mojej polskiej katolickości?
I tu nachodzi mnie banalna refleksja. Dlaczego jedyną równie często dostrzeganą przez obcokrajowców polską cechą narodową jest nasze – a chyba nie ilością a sposobem wyróżniamy się pośród innych – zamiłowanie do kielicha. Pozostaje mieć nadzieję, że Polak katolik jakim go widzą, takim nie jest.
Maria Radziejowska
Paryż. Warszawa zachodniej Europy? Nie wiem. Nie widzę większego sensu w porównywaniu tych miast. Do niedawna z premedytacją unikałam Paryża. Zapewne zniechęcał mnie powszechny zachwyt nad dobrodziejstwami i urokami tego miejsca. Teraz już wiem. Paryż nieco bardziej przytłacza niż Warszawa m.in. okapującymi złotem latarniami. Ale to co tym razem zrobiło na mnie w tym mieście największe wrażenie ma, o dziwo, związek z pewną katedrą.
Będąc jedną z wielu szukających schronienia przed deszczem, trochę przypadkiem weszłam do Notre Dame. Kościół pełen ludzi. W nawie głównej trwa msza, a wokół niespokojny tłum turystów z i-phone’ami na wyciągniętych w górę rękach. Idę na przód i zastanawiam się skąd pochodzi przemawiający ksiądz; dziwnie znajomy akcent i kilkakrotnie wypowiedziane „la Pologne”. Gdy cały kościół zaśpiewał zgodnym chórem „Boże coś Polskę”, uśmiecham się i wśród zaaferowanych turystów śpiewam razem ze środkową nawą. Już nie miałam żadnych wątpliwości. Całkiem przypadkiem trafiłam na kulminacyjny punkt obchodów 175-lecia Polskiej Misji Katolickiej we Francji. Zdezorientowani turyści śledzili każdy ruch pochodu biało-czerwonych sztandarów. Katolicki polski folklor? Nie wiem, ale miłe uczucie zaskoczenia zmieszało się we mnie z innym.
Chyba wszyscy mamy tendencje do nieco bezrefleksyjnego metkowania ludzi. Wyznanie i narodowość tak bardzo ułatwiają szufladkowanie – obejmują przecież całe rzesze jednostek.
Mam wrażenie, że dla większości obcokrajowców, zwłaszcza w Europie, Polska funkcjonuje przede wszystkim jako ostoja katolickości. Rzadko traktuje się tę cechę jako wartość pozytywną, znacznie częściej jako symptom wsteczności i ksenofobii. Czy słusznie? Czy na ten „epitet” zasługujemy dzięki ilości oficjalnych wyznawców? A może dzięki wartościom jakie polscy Katolicy reprezentują? Czy są mniej lub bardziej prawdziwi od tych, z innych krajów? Czy polski katolicyzm jest katolicyzmem świadomym? Z drugiej strony, czy wiara zawsze musi być w pełni uświadomiona? Wreszcie, czy między katolickością i nietolerancyjnością zawsze zachodzi koniunkcja? Kusi mnie by na wszystkie powyższe pytania odpowiedzieć krótko i dosadnie: „Nie!”.
***
Festiwal filmowy, rozmowa z twórcami i zarazem bohaterami filmu Suddenly, Last Winter. Film dokumentuje wydarzenia we Włoszech związane z rządowym projektem ustawy "DICO" m.in. dającej możliwość formalnej legalizacji związków homoseksualnych. Wstydzę się, a z drugiej strony rośnie we mnie defensywna duma narodowa, gdy podczas dyskusji po projekcji filmu, nagle ktoś, kto nigdy w Polsce nie był, bezdyskusyjnie podaje polskie, tradycyjnie katolickie społeczeństwo jako beznadziejny przykład nietolerancji wobec mniejszości seksualnych.
Inny festiwal filmowy, polski film. Rozmowa z reżyserem poprzedzająca projekcję. W duchu podśmiewam się ze sztampowego pytania, które prowadzący zadaje polskiemu reżyserowi: „Jaki wpływ na stworzenie tego filmu miało to, że wychowałeś się w Polsce, kraju tak silnie katolickim?” Reżyser zgrabnie odpowiada, próbując ukazać uniwersalny charakter swojego obrazu. A ja zdegustowana powierzchownością tego pytania, myślę: ten film przecież mógł stworzyć chyba każdy, niekoniecznie katolik. A może ta myśl jest właśnie świadectwem mojej polskiej katolickości?
I tu nachodzi mnie banalna refleksja. Dlaczego jedyną równie często dostrzeganą przez obcokrajowców polską cechą narodową jest nasze – a chyba nie ilością a sposobem wyróżniamy się pośród innych – zamiłowanie do kielicha. Pozostaje mieć nadzieję, że Polak katolik jakim go widzą, takim nie jest.
Maria Radziejowska
Etykiety:
Maria Radziejowska
sobota, 12 marca 2011
Chrześcijanin wobec aborcji
W zeszłym tygodniu „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst Kasi Kucharskiej, który spowodował niemałe zamieszanie na forum dyskusyjnym „Frondy”. Opublikowany artykuł jest recenzją książki Gail Kligman, w której zanalizowane zostały drastyczne konsekwencje wprowadzenia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej w Rumunii Ceauşescu. W swojej odpowiedzi na powyższy tekst Tomasz Terlikowski bezrefleksyjnie określił podzielane przez całą redakcję poglądy Kasi Kucharskiej jako „proaborcyjne”. Lektura kolejnej polemiki utwierdziła nas w przekonaniu, że dalsza wymiana komentarzy nie doprowadzi niestety do porozumienia, a jedynie do nakręcenia spirali wzajemnej niechęci.
Poniższy tekst kierujemy przede wszystkim do osób trzecich: do czytelników „Kontaktu”, którzy poczuli się zaniepokojeni bądź oburzeni artykułem Kasi Kucharskiej; do obserwatorów i uczestników naszej wymiany zdań z Tomaszem Terlikowskim; wreszcie do wszystkich tych, którym marzy się, by oblicze Kościoła nie było definiowane przez radykalne i niepozostawiające miejsca na dyskusję stanowisko „Frondy”.
Poniższy tekst kierujemy przede wszystkim do osób trzecich: do czytelników „Kontaktu”, którzy poczuli się zaniepokojeni bądź oburzeni artykułem Kasi Kucharskiej; do obserwatorów i uczestników naszej wymiany zdań z Tomaszem Terlikowskim; wreszcie do wszystkich tych, którym marzy się, by oblicze Kościoła nie było definiowane przez radykalne i niepozostawiające miejsca na dyskusję stanowisko „Frondy”.
Etykiety:
aborcja,
Misza Tomaszewski,
polityka,
wiara
poniedziałek, 7 marca 2011
Argumenty czy transparenty?
Na stronie „Frondy” przeczytać można komentarz Tomasza Terlikowskiego, dotyczący mojego artykułu opublikowanego w ostatnim numerze „Gazety Świątecznej”. Tekst, który napisałam, jest recenzją książki Gail Kligman o podziemiu aborcyjnym w Rumunii pod rządami Ceauşescu. Tekst Terlikowskiego – obraźliwym komentarzem, odsądzającym mnie od wiary.
W swojej recenzji oceniam socjologiczne opracowanie skrajnie brutalnego aparatu kontroli, który funkcjonował w Rumunii i doprowadził do śmierci dziewięciu i pół tysiąca kobiet. W sporze o najwyższe wartości, szukam konkretnych historii, kobiet i ich wyborów.
Redaktor Terlikowski w swojej gorącej polemice zapomina uczciwie zrekonstruować moją argumentację i sposób opracowania tematu, co jest pierwszym obowiązkiem polemisty. Pewnie tak mu się wydaje, ale niestety nie udaje mu się wykazać, że „otwarcie głoszę poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych” i proponuję rehabilitację zbrodni Holocaustu. Udowadnia raczej, że takie poglądy głosi chłopiec do bicia, którego z podziwu godną zręcznością sam sobie ustawił.
Nie chcąc wchodzić na zaproponowany przez Tomasza Terlikowskiego poziom retoryki i oskarżeń kierowanych pod adresem mojej osoby, „Kontaktu” i Klubu Inteligencji Katolickiej, nie będę odpowiadać na poszczególne insynuacje redaktora „Frondy”. Dyskusja, w której jedna strona podnosi wątki społeczne, argumentuje głoszone poglądy i zwraca uwagę na złożony charakter problemu, a druga podnosi transparent z napisem „Pożyteczny idioto – nie zabijaj!”, nie ma najmniejszego sensu.
Zapraszam jednak do lektury obydwu artykułów, a nade wszystko książki Gail Kligman.
Link do mojego artykułu: http://wyborcza.pl/1,76498,9202823,Aborcja__decreteii__polityka_obludy.html
Link do komentarza Tomasza Terlikowskiego: http://fronda.pl/news/czytaj/formacja_warszawskiego_kik_u_czyli_jak_wychowac_pozytecznego_abo
Etykiety:
aborcja,
Fronda,
Gazeta Wyborcza,
Katarzyna Kucharska,
polityka,
wiara
Czarny Czwartek - recenzja

Nie chciałem tego oglądać. Widok krwi tryskającej z piersi mężczyzny dzierżącego w rękach polską flagę nie był zachęcający. Powiedziałbym nawet, że plakat promujący film „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł” traktujący o tragicznych wydarzeniach grudnia 1970 roku po prostu krzyczy, żeby omijać dzieło Antoniego Krauzego z daleka.
Skusiła mnie jednak pozytywna recenzja w „Gazecie Wyborczej”. Pomyślałem, że dam się pozytywnie zaskoczyć i w tłusty czwartek wybrałem się do kina.
Etykiety:
Cyryl Skibiński,
Czarny Czwartek,
recenzja,
wydarzenia grudniowe
środa, 2 marca 2011
Wiosna w teatrze
Na marzec i kwiecień Teatr Dramatyczny przygotował dla czytelników Kontaktu następującą ofertę promocyjną:Król kłania się i zabija 1, 2 marca godz. 19:30, 9, 10 kwietnia godz. 20:00
Pippi Pończoszanka 2,3 marca godz. 12:00; 4 marca godz. 13:00
Don Kiszot 8, 9 marca godz. 19:30
Alicja 12, 13 marca 18:00; 15 marca godz. 19:00
Bańka mydlana 12, 13 marca godz. 20:00
Klub Polski 19, 20 marca godz. 19:00
Wilk 22, 23 marca godz. 19:30
Śmierć i dziewczyna 31 marca, 1, 2 kwietnia godz. 19:30
Glissando 4 kwietnia godz. 19:00
Plac Apokalipsa 28, 29, 30 kwietnia godz. 19:00
Na hasło: UTOPIĘ MARZANNĘ
Koszt biletu: 18zł
Ilość biletów jest ograniczona. Prosimy o rezerwowanie miejsc pod nr telefonu (22) 656 68 44.
Etykiety:
news
Subskrybuj:
Posty (Atom)

