
W Warszawie zamknęli Świętokrzyską. Na dwa lata. Choć rzadko mi się to zdarza, zaraz po zmianie organizacji ruchu, przejeżdżałem akurat samochodem przez centrum. Pomyślałem, że wprawdzie zrobiło się trochę gęsto, ale o dziwo da się z tym żyć. Naiwny... Nie wziąłem pod uwagę tego, że trwał jeszcze długi weekend, a w mieście było o połowę mniej samochodów.
Gdy kilka dni później jechałem z Mokotowa na Żoliborz, na wysokości pl. Unii Lubelskiej natknąłem się na korek, który nieprzerwanie ciągnął się aż do samego centrum. Dzięki Bogu tym razem byłem na rowerze, ale i tak duża, jednolita masa aut, wypełniona zirytowanymi kierowcami, utrudniała mi sprawne poruszanie się po ulicy. To jednak pozwoliło mi na pewną obserwację. Otóż średnio w ośmiu na dziesięć z mijanych przeze mnie samochodów siedziała tylko jedna osoba. O ile luźniej byłoby na ulicach, gdyby choć połowa z nich zdecydowała się na rower lub komunikację miejską? A ta, wbrew temu co twierdzi wielu jej zagorzałych przeciwników, wcale nie jest u nas taka zła!