wtorek, 18 października 2011

IV FotoArtFestival w Bielsku-Białej


Tomek Kaczor

Do końca października światową stolicą fotografii będzie Bielsko-Biała. W miniony weekend rozpoczął się tam czwarty FotoArtFestival, podczas którego do miasta zjechało się osobiście aż dwudziestu fotografów z Polski i świata by otworzyć swoje wystawy i spotkać się z publicznością.

Zaproszeni artyści to prawdziwe gwiazdy współczesnej fotografii: jedni są dopiero na początku swojej kariery, lecz już zostali uznani i doceniani, drudzy to prawdziwe legendy, których nazwiska zapisane już są w historii fotografii światowej. Dla wszystkich nich jednak FotoArtFestival był pierwszą okazją do zaprezentowania swoich prac w Polsce. Tym większa zasługa dla organizatorów, że prawie każdy artysta pojawił się w Bielsku-Białej osobiście, co nie jest regułą przy innych tego rodzaju polskich festiwalach. Podczas dwudniowego Maratonu Autorskiego opowiadali oni o swojej twórczości i odpowiadali na pytania publiczności. Choć takiego najazdu artystów nie powstydziłoby się największe światowe centrum sztuki współczesnej, to atmosfera panująca podczas tych spotkań była kameralna, przyjazna i pozbawiona zadęcia.

Bielski festiwal nigdy nie ma przewodniego tematu. Prezentowane zdjęcia są tak różnorodne jak narodowości ich autorów. Dzięki temu interesujący dla siebie materiał znajdzie tam zarówno zwolennik zaangażowanego fotoreportażu, miłośnik klasycznego pejzażu czy portretu, jak również fan nowoczesnej, kreacyjnej fotografii, modyfikowanej cyfrowo.



Jan Dago, "Po amputacji"


Ezra Shaw, "Czarnobyl"

Ci pierwsi, zdecydowanie powinni się zainteresować zbiorową wystawą fotografów amerykańskiej Fundacji „Alexi”. Fundacja ta, założona przez Jamesa Dooleya, promuje fotoreportaż jako narzędzie do walki ze społeczną niesprawiedliwością, a także uczy szacunku i tolerancji dla różnic kulturowych. Podobne ambicje ma też Maciej Pisuk, prezentujący w Bielsku-Białej swoją wystawę „Projekt Brzeska”, opowiadającą o jego sąsiadach i przyjaciołach, którymi są mieszkańcy warszawskiej Pragi, a do których przylgnęła niepochlebna opinia społecznie wykluczonych. Wystawa Pisuka to lektura obowiązkowa szczególnie dla mieszkańców Warszawy. Szczęśliwie nie muszą w tym celu jechać 350 km, gdyż identyczna wystawa wisi także w stołecznym Centrum Sztuki Współczesnej.





Jako przeciwwaga dla trudnych tematów doskonale sprawdzi się natomiast dowcipna seria zdjęć Johna Bentona-Harrisa. W klasycznym, reporterskim stylu „decydujących momentów” dokumentuje on brytyjskie społeczeństwo, bezlitośnie wyśmiewając ich arystokratyczne pretensje.


John Benton-Harris, "Dżentelmen doskonały od stóp do głów"


John Benton-Harris, "Wskazanie drogi"

Zwolennicy fotografii kontemplacyjnej powinni z kolei obejrzeć prace Alexandra Gronskiego i Bogdana Konopki. Ten drugi to klasyk czarno-białej fotografii wielkoformatowej. Choć pracuje on aparatem wielkoformatowym, swoje zdjęcia prezentuje w formie kameralnych, stykowych odbitek o formacie 4x5 cala, dzięki czemu mają one w sobie coś z ikony – najlepiej ogląda się je z bliska i w skupieniu. W Bielsku Konopka przedstawia swoją wystawę monograficzną.




Gronsky natomiast portretuje przedmieścia Moskwy i prezentuje je w dużych formatach i w kolorze. Pozornie obiektywne pejzaże okazują się jednak lekturą fascynującą i wciągającą. I choć na pierwszy rzut oka różnią się one od prac Konopki, to tak samo jak jego szare miniatury, są doskonałym obiektem do medytacji.




Podobny efekt wywołują również prace Camille Seaman, która fotografuje góry lodowe. Choć z początku jej zdjęcia mogą wydawać się zwykłą fotografią przyrodniczą, jakiej pełno w magazynach typu National Geographic, po chwili oczarowują swoim majestatem, ascetycznym pięknem oraz szlachetną kolorystyką.



Dina Goldstein, autorka kreacyjnego cyklu „Upadła księżniczka” tak mówi o swoich pracach: „Disneyowskie wersje bajek prawie zawsze mają smutny początek. (…) Z kolei zakończenie jest oczywiście szczęśliwe, co nie trudno przewidzieć. Zaczęłam wyobrażać sobie perfekcyjne księżniczki Disneya, w konfrontacji z realiami życia, z którymi spotykały się kobiety wokół mnie – choroby, uzależnienia, zaburzone poczucie własnej wartości”. W efekcie powstał groteskowy cykl, w którym autorka wykorzystuje dobrze znane, bajkowe motywy do zilustrowania problemów współczesnych kobiet.


Dina Goldstein, "Rapunzel"

Wystawy rozmieszczone są w siedmiu punktach, dzięki czemu zwiedzanie wymusza również spacer po mieście, które zdecydowanie zasługuje na uznanie, głównie dzięki pięknym, XIX-wiecznym kamienicom.

FotoArtFestival to zresztą nie tylko wystawy i spotkania autorskie. Przed końcem października w ramach festiwalu odbędzie się także cykl warsztatów fotograficznych oraz pokaz fotocastów. Nie odwiedzić w październiku Bielska-Białej to duży błąd.

Opis pozostałych wystaw oraz szczegółowy plan festiwalu pod adresem: http://www.fotoartfestival.com/

1 komentarz:

krsnl pisze...

Bielsko- Białą jako miasto zasługuje na tak wibitny festiwal!

idzie idzie Podbeskidzie!