Jeżdżąc po nowych chińskich asfaltach, mijałem chińskie ciężarówki, rowery i autobusy, piłem wodę z chińskich wodociągów, rozmawiałem przez komórkę dzięki chińskiej infrastrukturze telefonicznej i satelitom, wszyscy ludzie dookoła byli ubrani w chińską odzież, a w szkołach mogłem się uczyć mandaryńskiego. Lokalne dzieci nazywały mnie „china”, co powoli staje się synonimem słowa, którym powinny na mnie wołać - „faranji”, czyli przybysz z obcego, zachodniego świata. Otóż nie byłem w Państwie Środka, tylko w Rogu Afryki - Etiopii i Somalilandzie. Chińczycy z yuanami w ręku w ciągu 15 lat zdobyli Afrykę. Europa w takich samych rękach ma jeszcze prawa człowieka, demokracje, zaciekawienie afrykańską sytuacją wewnętrzną i garb kolonizacyjny. Nic dziwnego, że jest powolniejsza i brzydsza…
sobota, 30 października 2010
Winny jest kto inny
Warto przeczytać jeden z ostatnich wpisów na blogu Tomasza Terlikowskiego. Nie po to, by się z jego autorem zgodzić, ale po to, by zrozumieć, jak bardzo możemy się różnić, pozostając katolikami. Nie przypuszczam, żeby redaktor Terlikowski zechciał mnie włączyć w grono tych, których uważa za katolików, skromnie zadowolę się jednak byciem „katolikiem po prostu”, rezygnując z bycia „katolikiem według Terlikowskiego”.
Etykiety:
biskupi,
in vitro,
Misza Tomaszewski,
polityka,
sumienie,
Tomasz Terlikowski,
wiara
poniedziałek, 25 października 2010
Na drodze do Kościoła Świętego
W ostatnich dniach spotkałem się ze stosunkowo niewielką ilością krytyki, jak na to, że w audycji radiowej wezwałem do nowego „prześladowania Kościoła”. Spróbujmy więc raz jeszcze.
Że polski Kościół nie jest prześladowany – to wydaje mi się oczywiste. Chrześcijan nie rzuca się lwom na pożarcie, nie zamyka się ich w więzieniach, nie skazuje na banicję. „Ale przecież – powie ktoś – prześladowanie niejedno ma imię”. To prawda. Atmosfera zorganizowanej, wymierzonej w ludzi wierzących nienawiści również byłaby formą prześladowania. Ale z tym także nie mamy do czynienia, a to dlatego, że środowisk programowo antyklerykalnych wciąż jest w Polsce niewiele. Hasła Janusza Palikota trafiają pewnie do sporej grupy ludzi, nawet jeśli fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w sondażach. Ludzie ci nie są jednak zazwyczaj wrogami Kościoła, a jedynie wrogami polskiego modelu obecności Kościoła w życiu publicznym. Publicystom, którzy wszędzie węszą ataki na Kościół, wypada przypomnieć wysuwany przez nich samych, choć w innym kontekście, „argument 95 procent”.
Że polski Kościół nie jest prześladowany – to wydaje mi się oczywiste. Chrześcijan nie rzuca się lwom na pożarcie, nie zamyka się ich w więzieniach, nie skazuje na banicję. „Ale przecież – powie ktoś – prześladowanie niejedno ma imię”. To prawda. Atmosfera zorganizowanej, wymierzonej w ludzi wierzących nienawiści również byłaby formą prześladowania. Ale z tym także nie mamy do czynienia, a to dlatego, że środowisk programowo antyklerykalnych wciąż jest w Polsce niewiele. Hasła Janusza Palikota trafiają pewnie do sporej grupy ludzi, nawet jeśli fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w sondażach. Ludzie ci nie są jednak zazwyczaj wrogami Kościoła, a jedynie wrogami polskiego modelu obecności Kościoła w życiu publicznym. Publicystom, którzy wszędzie węszą ataki na Kościół, wypada przypomnieć wysuwany przez nich samych, choć w innym kontekście, „argument 95 procent”.
Etykiety:
Andrzej Czaja,
biskupi,
Jarosław Gowin,
Kościół,
Misza Tomaszewski,
prześladowanie,
upadek,
wiara
sobota, 23 października 2010
Listo do redakcji: Dwa bieguny zacietrzewienia
Kilka tygodni temu obserwowałem obrońców krzyża, którego już nie ma na Krakowskim Przedmieściu, ostatnio marsz ateistów i agnostyków w Krakowie. Hasła skrajnie inne, ale atmosfera bardzo podobna.
Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.
Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.
Etykiety:
Kościół,
Marcin Matuzik,
państwo,
polityka,
wiara
piątek, 22 października 2010
Może to nas otrzeźwi
„Może to nas otrzeźwi” - powiedział Donald Tusk tuż po morderstwie w łódzkim biurze europosła PiS. A ja się zastanawiam, czy chcę dążyć do takiej trzeźwości, do jakiej wzywa nas premier. Cóż z tego, że wezwiemy do porzucenia „języka nienawiści”, że „przestaniemy widzieć w politycznym konkurencie wroga”, że stworzymy „front do walki z nienawiścią”, że znajdziemy winnych i ich napiętnujemy? Prawdziwe problemy, którymi polska polityka od lat się nie zajmuje, znowu dadzą o sobie znać, wyciągając kolejnego trupa z szafy.
Etykiety:
Donald Tusk,
Jan Mencwel,
polityka,
trzeźwość
czwartek, 21 października 2010
W prasie i w radio
Polecam swój krótki tekst, opublikowany w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”: Nie ma się czym chwalić. W związku z artykułem pojawiłem się następnie w Popołudniu Radia TOK FM, w którym Grzegorz Chlasta wypytywał mnie - jakże by inaczej - o antyklerykalizm. Audycję - choć chyba ponownie nie ma się czym chwalić - można odsłuchać tutaj. Odsłuchując, proszę pamiętać o tym, że mocniejszy czuję się w piórze niż w gębie...
Etykiety:
„Tygodnik Powszechny”,
news,
TOK FM
środa, 20 października 2010
U wód

Damien Peyret robi zdjęcia na basenie. Ale nie jest ani fotoreporterem sportowym, ani trenerem pływania. Jest artystą.
Etykiety:
fotografia,
kultura,
Tomek Kaczor
wtorek, 19 października 2010
Blisko i daleko
Dlaczego stan prawny w państwie demokratycznym powinien kanonizować moralność zbudowaną na chrześcijańskiej ontologii? Dlaczego zadaniem katolickiego posła powinno być prawne usankcjonowanie nauki społecznej Kościoła? Nasi biskupi, tak elokwentni w porównywaniu metody in vitro z różnego rodzaju zbrodniczymi eksperymentami, na te pytania nie odpowiadają. Choć może powinni.
Etykiety:
Henryk Hoser,
in vitro,
Misza Tomaszewski,
polityka,
wiara
niedziela, 17 października 2010
Było spotkanie z ciekawym człowiekiem
Sahar Francis była w Polsce na początku października!
To imię nic mi nie mówi.
Sahar jest prawnikiem, aktywistką społeczną, niepozorną kobietą.
Ba, nie ona jedna.
Sahar jest izraelskim prawnikiem. Walczy o prawa palestyńskich więźniów politycznych…
Stop. Schemat. Setki artykułów, filmów, informacji o zabitych cywilach, żołnierzach, rakietach, bombach, samobójcach, płonących autobusach. Dość.
To imię nic mi nie mówi.
Sahar jest prawnikiem, aktywistką społeczną, niepozorną kobietą.
Ba, nie ona jedna.
Sahar jest izraelskim prawnikiem. Walczy o prawa palestyńskich więźniów politycznych…
Stop. Schemat. Setki artykułów, filmów, informacji o zabitych cywilach, żołnierzach, rakietach, bombach, samobójcach, płonących autobusach. Dość.
Etykiety:
Maria Radziejowska,
prawa człowieka,
Sahar Francis
sobota, 16 października 2010
Pędem za Iwaszkiewiczem
Podkowa od lat 30. nie przestaje się rozrastać. Aida, „stara i zmurszała willa w głębi lasu” stoi do dziś, tyle, że w samym centrum podkowy Leśnej, przy ulicy, kto by pomyślał, Iwaszkiewicza 7. Niestety znajduje się w prywatnych rękach i obejrzeć można ją tylko przez płot… no chyba, że robotnicy remontujący właśnie drewniany dach, okażą się łaskawi i pozwolą wejść do środka.
Etykiety:
Cyryl Skibiński,
Iwaszkiewicz,
kultura,
Stawisko
niedziela, 10 października 2010
Czy powinniśmy patrzeć na świat oczami wyobraźni?
„Nie omieszkam podać wśród tych wskazówek pewnej nowej myśli, która, choć wyda się mało ważna i niemal śmieszna, niemniej jest wielce użyteczna w pobudzaniu wyobraźni do rozmaitych pomysłów. Mianowicie jeśli wpatrzysz się w [ch]mury pokryte rozmaitymi plamami lub w kamienie rozmaicie pomieszane i chcesz sobie wyobrazić jakąś scenę, możesz tam zobaczyć podobieństwa rozmaitych krajobrazów ozdobionych górami, rzeki, skały, drzewa, wielkie równiny, doliny i różnokształtne pagórki. Możesz także zobaczyć różne bitwy i gwałtowne ruchy dziwnych postaci, wyrazy twarzy, ubiory i nieskończoną ilość rzeczy, które będziesz mógł doprowadzić do pełnej i dobrej formy. Z takimi ścianami o bezładnych plamach bywa jak z głosem dzwonów - w ich dźwiękach odnajdziesz każde imię i słowo, które przywołasz wyobraźnią. [...] Jeśli będziesz w nie patrzył, znajdziesz tam czarujące pomysły, pobudzające umysł [...] Albowiem rzeczy pogmatwane pobudzają [...] do nowych inwencji [...]”.
Leonardo da Vinci, Sposób pobudzania wyobraźni do różnych pomysłów, [w:] Traktat o malarstwie, ksiega II, par. 66.
Etykiety:
kultura,
Maria Radziejowska,
wyobraźnia
Subskrybuj:
Posty (Atom)