Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Cywiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paweł Cywiński. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 października 2011

Dlaczego nie zawsze opłaca się głosować? O demokracji w kapitalizmie


1

Postanowiłem odłożyć ideologie i potraktować wybory demokratyczne niczym równanie ekonomiczne – co muszę zrobić, aby uzyskać to, co chcę. Czynię tak, ponieważ wybory coraz bardziej przypominają mi targowisko. Pewnie nawet bardziej pasuje tu zwrot – nowoczesny supermarket. Pełen supermarketowych iluzji i konsumpcyjnych mechanizmów wabiących. Idąc do urny, czuję się, jakbym szedł do sklepu. Coś za coś. Głos za coś.

Nie ukrywam, że obecna współpraca nowoczesnych narzędzi wolnorynkowych i demokracji jest dla mnie sytuacją niekomfortową. Nie umiem przejść koło praktyk demokratycznych, bez zwrócenia uwagi na dynamikę i logikę działań kapitalistycznych. Jednakże wszystko wskazuje, że muszę się do tego przyzwyczaić, nauczyć się obsługi tego tandemu, zastanowić się nad najlepszą taktyką.

poniedziałek, 12 września 2011

Oto jak kończy się życie milionów ludzi rocznie


Paweł Cywiński

Początek XXI wieku. Każdego dnia umiera śmiercią głodową tyle dzieci, ile rodzi się w warszawskich szpitalach przez okrągły rok. Każdego tygodnia na świecie umiera z głodu liczba ludności odpowiadająca wszystkim mieszkańcom Żoliborza i Śródmieścia. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy z głodu umrze tyle ludzi, ile zamieszkuje całą Warszawę. Gdyby w analogiczny sposób przedstawić ilość wszystkich głodujących, to musielibyśmy zmieścić obok siebie pięćset pięćdziesiąt miast porównywalnych z Warszawą.

Ta czasoprzestrzeń głodu to zwykłe dane statystyczne. Bardzo łatwo dostępne, uaktualniane z roku na rok, nie obejmujące żadnych kataklizmów, susz i klęsk głodowych. Wraz z kataklizmami rozmiar byłby wielokroć większy.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Manifest redaktora działu Poza Europą


Dziś na świecie żyje siedem miliardów mieszkańców. Półtora miliarda ludzi oraz pięć i pół miliardów tubylców. Rozróżnienie jest proste. Pierwsi to My, drudzy to Oni. Choć w zasadzie wokoło jesteśmy wyłącznie My. Trudno dokładnie powiedzieć gdzie są Oni. Gdzieś na pewno. Gdzieś poza Europą. Ale gdzie dokładnie – nie wiemy. A ta nasza niewiedza Ich dotycząca jest wyjątkowo nam wygodna. Ktoś wie, gdzie leży Kiribati lub Gujana? A po co miałby wiedzieć.

My - najbogatsze społeczeństwa świata, świetnie wyedukowane pokolenia, świadome swoich licznych praw i potężnych możliwości jednostki – z dumą określamy nasz świat Światem Pierwszym, bogatą Północą. I z tej perspektywy obserwujemy siebie i innych. A jeżeli coś jest obce naszej rzeczywistości mówimy, że jest nienormalne. Że jest Trzecim Światem lub Peryferium. Zatem, brak pitnej wody to nienormalność. Powszechny analfabetyzm – nienormalność. Egzystencja za dwa dolary dziennie – nienormalność. Nie wspominając już o różnych rozwiązaniach prawnych, rytuałach religijnych, systemach wartości. Norma to My. Wpatrzeni w siebie, nie zdajemy sobie sprawy, że nasza norma dotyczy malutkiej grupy mieszkańców tej planety, a nienormalność na tym świecie sięga osiemdziesięciu procent. Tu ideologiczny projekt trzecioświatyzmu przychodzi nam z pomocą – sumienia nie obciąża, oka nie smuci, odpowiedzialności nie wzywa.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Dlaczego nie lubię Lonely Planet?

Przewodnik Lonely Planet
po całym kontynencie Afrykańskim.
Edycja: 12; Objętość: 1216 stron

Przewodniki Lonely Planet nazywane są „biblią backpackersów”. Rozpoznawalne z daleka granatowe okładki, strony pokryte drobnymi notatkami, im brudniejsze od trudów podróży, tym większy wzbudzają szacunek. Po powrocie stanowią wartość sentymentalną – są najwspanialszą pamiątką, dowodem przebytej trasy, podróżniczym trofeum. Uważaj. Padłeś ofiarą propagandy.

Korporacja

Atrakcja stała się towarem. Trzeba ją wypromować, ładnie zapakować i kompleksowo sprzedać. Jeżeli jej brak, trzeba ją wykreować. Dzisiejsza turystka jest zakładnikiem wielkich korporacji przemysłu rozrywkowego. Zainteresowanie zwiedzających jest w pełni kontrolowane, liczy się tylko to, z jakimi wspomnieniami wrócisz z wyjazdu. Korporacje zrobią wszystko, abyś przekraczając próg domu, planował już przyszłoroczny wyjazd. Rola przewodnika w tym procesie jest niezwykle istotna. Dzisiaj backpackersi stali się pożądanymi klientami. Można na nich dobrze zarobić.

poniedziałek, 11 lipca 2011

O niespodziewanym skutku niepodległości Sudanu Południowego


Czyżby dotychczasowe mapy się zdezaktualizowały? W sobotę Sudan oficjalnie podzielił się – narodziła się Republika Południowego Sudanu. W nowej stolicy – Dżubie – wszyscy się cieszą, świętują i wiwatują ku chwale nowej ojczyzny. Jednakże gdy opadnie już kurz świątecznej euforii, trzeba będzie na nowo spojrzeć na całą Afrykę. Przełamano pewne polityczne tabu. Rządy większości krajów świata uznając nowe afrykańskie państwo, podważyły kardynalną zasadę nienaruszalności granic kolonialnych w postkolonialnej Afryce. I nikt nie wie, jakie będą tego skutki. Jedno jest pewne: nie warto kupować jeszcze nowej mapy świata. Niewykluczone bowiem, że w następstwie uznane zostanie niedługo następne afrykańskie państwo – Republika Somalilandu.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Modlitwa Powszechna Bogdana Michałowicza

Boże pełen miłosierdzia, zasiadający na wysokościach,
polecamy Twojej Ojcowskiej miłości tych,
którzy podzielili los sługi Twojego Abla,
w cieniu Twych skrzydeł świętych
i czystych niczym światło firmamentu niebieskiego,
skryj po wsze czasy1
ofiary prześladowań i wojen religijnych,
ludobójstwa i pogromów,
kłamliwych oskarżeń i niesprawiedliwych wyroków,
- tych, których mogiły dawno porosły mchem
- tych, którzy dziś czekają na złożenie do grobu
- i tych, których rozproszone szczątki nie zostaną nigdy pochowane.
Ogarnij ich wszystkich Twoja miłością”

poniedziałek, 30 maja 2011

Mit Annapurna Sanctuary - Europejczyka droga na szczyt

Dla przeciętnego Europejczyka Nepal to góry. Reszta go nie interesuje, reszty nie rozumie, reszta jest tylko akompaniamentem. On tam jedzie się wspinać, osiągać szczyty, okiełznać Himalaje. Im dotrze wyżej, dalej, niebezpieczniej, tym bardziej jest z siebie zadowolony. Staje się kimś wyjątkowym. Wszak nie każdy widział Mount Everest czy wszedł na Annapurna Sanctuary – wysoko leżący płaskowyż otoczony ze wszystkich stron przez szczyty, w tym te należące do masywu Annapurny. Jemu to się udało. Stał się zdobywcą, stając się tym samym częścią mitu. Będąc u celu odprawił rytuał - obejrzał panoramę o wschodzie słońca. Zadumał się. Na koniec zapozował do autoportretu z Annapurną w tle. Wszak jej miejscem w tej bajce jest wyłącznie tło. Po śniadaniu, szczęśliwy i spełniony rozpoczął mozolny powrót, by w pierwszej napotkanej kawiarence internetowej udostępnić zdjęcie na Facebooku. Kilka osób je polubi, kilku znajomych pogratuluje, ktoś niedowierzy, wszyscy się dowiedzą. Próg domu przekroczy w w nimbie zdobywcy, a nazajutrz zacznie snuć opowieść o swoim wyjątkowym wyczynie i o wielkim trudzie któremu podołał. Mit musi trwać.

poniedziałek, 28 marca 2011

Polskie Imperium Kolonialne


Wydawany przez Ligę Morską i Kolonialną Miesięcznik Morze, numer 5 (127) 1935 str. 20

Niecałe pięć lat temu piłkarska drużyna Trynidadu i Tobago pierwszy (i jedyny) raz w historii zagrała na Mundialu. Poprowadził ich do tego, nie kto inny, tylko sam Leo Beenhakker. To po tym sukcesie, zaproponowano mu objęcie posady polskiego szkoleniowca. Występy egzotycznej drużyny, mimo że zupełnie nieudane, wywołały niemałą sensację. Rozmaite ciekawostki dotyczące piłkarzy z Karaibów można było przeczytać we wszystkich polskich gazetach. Można też było przeczytać, że Polskę z Trynidadem i Tobago łączy nie tylko Leo Beenhakker, ale i Jakub Kettler. Pozwólcie, że przypomnę.

poniedziałek, 14 marca 2011

Marzenie podróżnego Europejczyka

Europejczyk w kowbojskim kapeluszu skończył montować swój aparat na statywie i ustawiał obiektyw. Nieznacznie przybliżył obraz, nastawił ostrość, wybrał czas naświetlania. Już jest gotów by oddać magię buddyzmu, ducha Orientu i romantyzm tradycji. Jego zdjęcie będzie kwintesencją mongolskiego interioru.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Psina

1

Określenie „psina” zawsze sympatycznie kojarzyło mi się z ukochanym pieskiem i w takim znaczeniu je używałem. Do dziś.

2

Urodzony w Polsce Wietnamczyk Jakub Pham stał się w ostatnich dniach jednym z najbardziej znanych polskich Wietnamczyków. A wszystko przez to, że bardzo lubi psy. Na przykład grillowane (Thịt Chó Nướng) lub w zupie z bambusa (Canh Xáo Măng Chó). Ma on również marzenie – chce otworzyć własną wietnamską restaurację, gdzie można by spróbować różnych psich potraw. Psinę zamierza importować zza granicy, a sam lokal ma być bardziej miejscem spotkań dla znajomych, niż komercyjną restauracją. Opowiedział on o tym w wywiadzie dla mało znanego portalu internetowego MY21. Temat ten szybko podchwycili miłośnicy czworonogów, a za nimi ogólnopolskie dzienniki. Medialna lawina ruszyła. Wywiad był cytowany, komentowany, powielany w całym polskojęzycznym internecie. Na forach internetowych miłośników psów zawrzało od emocjonalnych komentarzy, rasistowskich obelg i gróźb pod adresem Jakuba Phama, Wietnamczyków, a czasem i wszystkich Azjatów.

poniedziałek, 21 lutego 2011

O chrześcijanach, dyktatorach, mediach i rewolucjach słów kilka

Przez ostatni miesiąc telewizje całego świata skupiają swoje obiektywy na Bliskim Wschodzie. Od dawna nie poświęcono temu regionowi tyle czasu antenowego. Dziennikarze od Nowego Yorku po Dżakartę relacjonują demonstracje, transmitują rządowe oświadczenia, analizują sytuacje, przepytują mądrych ludzi, przeliczają zabitych, wyciągają błyskawiczne wnioski, tropią nowych przegranych bądź promują przyszłych wygranych. Wszystko – na żywo. W tym natłoku arabskich doniesień aż trudno o informacje z reszty świata. Kto z was wie na przykład, że w tym czasie Chiny wyprzedziły Japonię i stały się drugą gospodarką świata po USA, a Nepal wygrał z Belgią i po siedmiu miesiącach impasu powstał w Katmandu rząd, podczas gdy Belgowie nie są w stanie zrobić tego od czerwca zeszłego roku? Ale jest też dobra strona arabskiego maratonu medialnego – globalna popularyzacja wiedzy o Bliskim Wschodzie. Zarówno widzowie, jak i dziennikarze, przechodzą szybki kurs arabistyki i islamistyki. W końcu na temat arabskich protestów powiedziane zostało już chyba wszystko. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na dwie, w zasadzie nie związane ze sobą, sprawy, o których jakoś mniej się mówi:

poniedziałek, 7 lutego 2011

Arabska Wiosna Ludów – komentarz z Bliskiego Wschodu

Byle z dala od wielkiej polityki. Siedzę przy bulgoczącej nargili, mocno zaparzonej herbacie i strasznie chce mi się śmiać. Właśnie dowiedziałem się, że Barack Obama skrytykował Hosni Mubaraka. Po rozmowie telefonicznej z egipskim prezydentem zasugerował mu jak najszybszą dymisję, a na późniejszej konferencji prasowej stwierdził, że „demokratyczna transformacja w Egipcie musi nastąpić niezwłocznie”. Natychmiast przypomniał mi się Nicolas Sarkozy, który kilkanaście dni temu dokładnie to samo mówił odnośnie prezydenta Tunezji Ben Aliego. Cały wschodni świat patrzy jak Zachód grozi arabskim dyktatorom palcem i następnie umywa ręce. Śmieją się z tego podobnie jak ja. Większość z nich wie, że ta krytyka warta jest tyle, co dym z mojej nargili.

czwartek, 30 grudnia 2010

Zaniedbanie czy Przemilczenie? Tajemnica Soboru Watykańskiego II

W dokumentach soborowych, nawet w tych dotyczących świata współczesnego, ani razu nie pojawia się słowo „komunizm”. Nie ma ani jednego bezpośredniego odniesienia do sytuacji prześladowania Kościoła na obszarze jednej trzeciej ówczesnego świata. Sobór Watykański II nie zajął się problemami katolików żyjących pod czujnym okiem Breżniewa. Dlaczego?

środa, 15 grudnia 2010

Ludzie Boga - recenzja

Ja rzekłem: «Jesteście bogami
i wszyscy - synami Najwyższego.
Lecz wy pomrzecie jak ludzie,
jak jeden mąż, książęta, poupadacie».
- fragment psalmu 82

Francuski tytuł filmu brzmi w dosłownym tłumaczeniu Ludzie i bogowie. Po polsku przetłumaczono to na Ludzie Boga. Wytwarza się tym samym zabawna gra znaczeń, pomiędzy tytularną inspiracją, czyli psalmem 82, tytułem francuskim i jego polskim odpowiednikiem. Kto jest bogiem? Ilu jest bogów? Po obejrzeniu filmu pytania te nadal pozostają niezwykle aktualne.

piątek, 12 listopada 2010

Stoit Statuja

Prawie trzy metry ma średnica korony Jezusa Chrystusa w Świebodzinie. Dodajmy, największego pomnika Jezusa na świecie. Sama Chrystusowa głowa niestety jest mniejsza niż największa na świecie głowa Lenina w Ułan Ude. Ale to nic – syberyjski Wódz Rewolucji może się poszczycić wyłącznie głową. A nasz Jezus Chrystus jest w całości – od stóp po czubek korony – a odległość między końcami palców rąk wynosi aż dwadzieścia cztery metry. Spory to powód do dumy.

sobota, 30 października 2010

Wartościowy wyścig

Jeżdżąc po nowych chińskich asfaltach, mijałem chińskie ciężarówki, rowery i autobusy, piłem wodę z chińskich wodociągów, rozmawiałem przez komórkę dzięki chińskiej infrastrukturze telefonicznej i satelitom, wszyscy ludzie dookoła byli ubrani w chińską odzież, a w szkołach mogłem się uczyć mandaryńskiego. Lokalne dzieci nazywały mnie „china”, co powoli staje się synonimem słowa, którym powinny na mnie wołać - „faranji”, czyli przybysz z obcego, zachodniego świata. Otóż nie byłem w Państwie Środka, tylko w Rogu Afryki - Etiopii i Somalilandzie. Chińczycy z yuanami w ręku w ciągu 15 lat zdobyli Afrykę. Europa w takich samych rękach ma jeszcze prawa człowieka, demokracje, zaciekawienie afrykańską sytuacją wewnętrzną i garb kolonizacyjny. Nic dziwnego, że jest powolniejsza i brzydsza…