Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 października 2011

Dumni z OB-CIACH-u (rozmowa z „Intuicją”)


Mateusz Luft

Prawa strona sceny politycznej - zupełny „obciach”. Lepiej się do nich nie przyznawać. Nieestetyczni, niewygodni, szorstcy. A może nawet niebezpieczni. W każdym razie z pewnością „oszołomstwo”. Swoje blogi tytułują odstraszającymi przymiotnikami „niezależna”, „niepoprawni”.

Mimo swojej złej opinii OB-CIACH-owcy do stereotypu o „prawicowcach” podchodzą z dystansem. Chętnie pokażą się „na mieście”, manifestując z odpowiednią gazetą w ręku. Spotkasz ich w samo południe w każdą trzecią niedzielę miesiąca na głównych skwerach kilkunastu miast Polski, ba, nawet Europy. Organizują alternatywne obchody rocznicy wkroczenia sowieckich wojsk do Polski (17 września) i swoje marsze „oburzonych”.

Dlaczego ludzie o prawicowych poglądach uważają się za „tych brzydkich” i dyskryminowanych? I czy OB-CIACH-owcy różnią się od bohaterów spotów przedwyborczych (Oni pójdą na wybory. A Ty?*), pokazywanych jako szarpiących się w obronie krzyża pod Pałacem Prezydenckim?

Z „Intuicją”, blogerką i jedną z liderek OB-CIACH-u, rozmawiałem przez telefon, ale jej numeru nie mam, ponieważ nie chce ona zdecydować się na ujawnienie swojej tożsamości.

wtorek, 18 października 2011

Oburzenie to za mało. Komentarz po demonstracji 15.X


Jan Mencwel

Gościa z NRD wysłano do pracy na Syberii. Wiedział, że jego listy będą czytane przez cenzurę. Powiedział więc swoim przyjaciołom: „Ustalmy kod. Jeśli dostaniecie ode mnie list napisany niebieskim atramentem, to, co napisałem, jest prawdą. Jeśli list będzie napisany czerwonym atramentem, to nieprawda”. Po miesiącu przyjaciele otrzymują pierwszy list. Cały na niebiesko. Czytają w nim, że wszystko jest tam wspaniałe. Sklepy są pełne dobrego jedzenia. W kinach wyświetlane są filmy z Zachodu. Mieszkania są duże i luksusowe. Jedyna rzecz, której nie da się kupić, to czerwony atrament.

Taki dowcip opowiedział filozof Slavoj Żiżek tłumowi okupującemu Wall Street, tłumacząc, że choć to kawał z czasów komunistycznych, świetnie oddaje sytuację, w jakiej znalazły się zachodnie społeczeństwa w czasach globalnego ekonomicznego kryzysu. Wszyscy wiemy, że coś jest ze światem nie tak. Problem polega na tym, że nie mamy języka, w którym moglibyśmy to opisać. A jeszcze trudniej opowiedzieć o świecie, który byłby lepszy od tego, w jakim żyjemy. Bo narazimy się na śmieszność, niezrozumienie, obciach. I w najlepszym przypadku usłyszymy: „no tak, ale przecież tak musi być”. Albo: „i tak nic z tego nie będzie”.

poniedziałek, 3 października 2011

Kandydacie. Jak żyć?


Mateusz Luft

Kandydatko, Kandydacie!
Powiedz, kim jesteś! Prowadź merytoryczną kampanię! Nie ignoruj ludzi, którzy chcą się czegoś o Tobie dowiedzieć! Potraktuj nasz kwestionariusz „w sieci” jako kolejne spotkanie z wyborcami „w realu”! Odpowiedz na pytania na www.MamPrawoWiedziec.pl!

Tymi słowami apelujemy do kandydatów już od sześciu tygodni. Naszym (Stowarzyszenia 61) zamierzeniem jest wypytanie kandydatów do Sejmu i Senatu o to, co zamierzają zrobić po nadchodzących wyborach. Postawiliśmy sobie cel ambitny, ale i efekty przechodzą nasze oczekiwania. W internecie można przeczytać już prawie siedemset wypełnionych ankiet z całej Polski.

Tylko czy jest to komukolwiek potrzebne?

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Arytmetyczny szantaż

O próbę refleksji nad funkcjami i sensem kary pokusimy się w następnym, jesiennym numerze „Kontaktu”. Dziś jednak – dziesięć dni po tragicznych wydarzeniach w Oslo i na wyspie Utøya – gdy liczni polscy politycy i publicyści nawołują do rozpoczęcia nowej debaty nad karą śmierci, nie sposób nie odnieść się do tematu.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

„Sprawa smaku”

Na poziom politycznej debaty w Polsce narzekają wszyscy – od prawa do lewa, od góry do dołu. Opozycja i rządzący mówią o „politycznej pedofilii”, zarzucają głupotę, którą „widać z twarzy”, odsyłają się nawzajem do psychiatrów i zarzucają morderstwa. A to tylko wybrane spośród wzajemnych uprzejmości.

Ciężko jednak podejrzewać, że w tym szaleństwie nie ma metody, a na koncentracji na inwektywach nie korzystają wszystkie strony sporu. By nie rozwijać tego dość klarownego wątku zbyt długo, ograniczyć się można do prostej konstatacji: redukując swoją aktywność do straszenia opozycją, rząd nic nie musi robić; opozycja zaś na swojej konwencji, nomen omen, programowej, spokojnie i bez zażenowania mówi prawie wyłącznie o rządzie.

poniedziałek, 30 maja 2011

Krajobraz po Obamie

„Polska musi stać się prawdziwym partnerem w relacjach z USA”. „Nie możemy dawać się wykorzystywać”. „Nie klękajmy przed Ameryką”. Od ponad tygodnia media i politycy, tak rządzący, jak opozycyjni, bombardują nas bon motami o budowaniu równorzędnych relacji na linii Polska – Stany Zjednoczone. „Gdy przyjedzie Obama, wreszcie staniemy przed amerykańskim prezydentem bez ugiętych kolan!”

I przyjechał. I nagle z całą jaskrawością okazało się, jak niewiele we wcześniejszych wypowiedziach było determinacji, a jak wiele strzępienia językiem. I, co znacznie ważniejsze, równie wyraźnie okazało się, że nie mogło być inaczej, że po prostu inaczej się nie dało. Że partnerstwo w dwustronnych relacjach z Ameryką jest dla Polski niemożliwe. Nie ze względu na polskie interesy, nie ze względu na niezbędność jakichkolwiek wspólnych projektów i planów, a przede wszystkim ze względu na mentalność i przyzwyczajenia. Wspólne politykom i społeczeństwu.

niedziela, 10 kwietnia 2011

Bez przebaczenia, czyli zdradzeni o świcie

Zebraliśmy się tutaj ku pamięci Prezydenta RP, jego małżonki, ale także ku pamięci wszystkich, którzy przed rokiem odeszli od nas, tak niespodziewanie, tak nagle, tak gwałtownie. Można o nich powiedzieć, tak jak powiedział o innych wielki poeta: „zostali zdradzeni o świcie”.

W przemowie tej, inaugurującej Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosław Kaczyński nawiązał do wiersza Zbigniewa Herberta Przesłanie Pana Cogito. [Cały jego fragment brzmi następująco:]

[…] i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie […]


[...]

Tym, co prawdziwie przeraża w słowach Jarosława Kaczyńskiego, jest [nadawany przez niego nie wprost] komunikat: „Nie ma przebaczenia. Nie ma i nigdy nie będzie”. Jest mi zupełnie obojętne, kogo brat tragicznie zmarłego Prezydenta ma przy tym na myśli: Rosjan, polski Rząd czy każdego, kto postrzega świat inaczej niż on sam. Ważne jest tylko jedno: że moratorium na wypełnianie przykazania miłości oklaskiwało w Sali Kongresowej dwa i pół tysiąca osób, a kolejne dziesiątki i setki tysięcy robiły to przed telewizorami. A wszystko to na zjeździe Ruchu, który sami założyciele określili mianem „organizacji czerpiącej inspirację z chrześcijaństwa”. To byłoby nawet śmieszne, gdyby tylko nie było takie straszne.

sobota, 12 marca 2011

Chrześcijanin wobec aborcji

W zeszłym tygodniu „Gazeta Wyborcza” opublikowała tekst Kasi Kucharskiej, który spowodował niemałe zamieszanie na forum dyskusyjnym „Frondy”. Opublikowany artykuł jest recenzją książki Gail Kligman, w której zanalizowane zostały drastyczne konsekwencje wprowadzenia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej w Rumunii Ceauşescu. W swojej odpowiedzi na powyższy tekst Tomasz Terlikowski bezrefleksyjnie określił podzielane przez całą redakcję poglądy Kasi Kucharskiej jako „proaborcyjne”. Lektura kolejnej polemiki utwierdziła nas w przekonaniu, że dalsza wymiana komentarzy nie doprowadzi niestety do porozumienia, a jedynie do nakręcenia spirali wzajemnej niechęci.

Poniższy tekst kierujemy przede wszystkim do osób trzecich: do czytelników „Kontaktu”, którzy poczuli się zaniepokojeni bądź oburzeni artykułem Kasi Kucharskiej; do obserwatorów i uczestników naszej wymiany zdań z Tomaszem Terlikowskim; wreszcie do wszystkich tych, którym marzy się, by oblicze Kościoła nie było definiowane przez radykalne i niepozostawiające miejsca na dyskusję stanowisko „Frondy”.

poniedziałek, 7 marca 2011

Argumenty czy transparenty?

Na stronie „Frondy” przeczytać można komentarz Tomasza Terlikowskiego, dotyczący mojego artykułu opublikowanego w ostatnim numerze „Gazety Świątecznej”. Tekst, który napisałam, jest recenzją książki Gail Kligman o podziemiu aborcyjnym w Rumunii pod rządami Ceauşescu. Tekst Terlikowskiego – obraźliwym komentarzem, odsądzającym mnie od wiary.
W swojej recenzji oceniam socjologiczne opracowanie skrajnie brutalnego aparatu kontroli, który funkcjonował w Rumunii i doprowadził do śmierci dziewięciu i pół tysiąca kobiet. W sporze o najwyższe wartości, szukam konkretnych historii, kobiet i ich wyborów.
Redaktor Terlikowski w swojej gorącej polemice zapomina uczciwie zrekonstruować moją argumentację i sposób opracowania tematu, co jest pierwszym obowiązkiem polemisty. Pewnie tak mu się wydaje, ale niestety nie udaje mu się wykazać, że „otwarcie głoszę poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych” i proponuję rehabilitację zbrodni Holocaustu. Udowadnia raczej, że takie poglądy głosi chłopiec do bicia, którego z podziwu godną zręcznością sam sobie ustawił.
Nie chcąc wchodzić na zaproponowany przez Tomasza Terlikowskiego poziom retoryki i oskarżeń kierowanych pod adresem mojej osoby, „Kontaktu” i Klubu Inteligencji Katolickiej, nie będę odpowiadać na poszczególne insynuacje redaktora „Frondy”. Dyskusja, w której jedna strona podnosi wątki społeczne, argumentuje głoszone poglądy i zwraca uwagę na złożony charakter problemu, a druga podnosi transparent z napisem „Pożyteczny idioto – nie zabijaj!”, nie ma najmniejszego sensu.
Zapraszam jednak do lektury obydwu artykułów, a nade wszystko książki Gail Kligman.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Rozgoryczenie

Akt I

Wchodzimy w kolejną odsłonę wojny pomiędzy państwem i Kościołem - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”. W czym rzecz? W bezcennych elementach ołtarza, swego czasu należących do gdańskiej gminy ewangelickiej, w czasie drugiej wojny światowej wywiezionych przez hitlerowców, a po wojnie - niemałym trudem - odzyskanych przez Ministerstwo Kultury i Sztuki oraz warszawskie Muzeum Narodowe. Na mocy dekretu z roku 1946 eksponaty stały się własnością Skarbu Państwa i zostały umieszczone w Muzeum Narodowym.

Na początku lat dziewięćdziesiątych Muzeum niechętnie wypożyczyło osiemnaście spośród dzieł sztuki proboszczowi gdańskiej Bazyliki Mariackiej - dawnego zboru ewangelickiego, w którym znajdowały się one przed wojną. Określony w umowie czas wypożyczenia eksponatów upłynął osiem lat temu. Proboszcz - ksiądz infułat Stanisław Bogdanowicz - odmówił jednak ich zwrotu, oświadczając, że stanowią one - i zawsze stanowiły - własność Bazyliki i Kościoła katolickiego.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Życie święte, sumienie czyste

Ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba: „Joanna Mucha nie dostanie »jedynki« na liście PO w Lublinie”. Dlaczego? Chodzi o wywiad dotyczący polityki zdrowotnej, którego udzieliła partyjnemu okólnikowi. Zapytała w nim między innymi o to, jaki jest sens wykonywania operacji biodra u 85-latka, „który nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje”. Choć posłanka niemal natychmiast wycofała się ze swojej wypowiedzi, na jej głowę posypały się najcięższe oskarżenia. Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, zwrócił się nawet z wnioskiem o ukaranie Muchy do sejmowej komisji etyki, zarzucając jej „nawoływanie do usankcjonowania eutanazji” oraz „zakwestionowanie konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do darmowej służby zdrowia”. Witamy w Polsce, kraju cywilizacji życia.

Arabska Wiosna Ludów – komentarz z Bliskiego Wschodu

Byle z dala od wielkiej polityki. Siedzę przy bulgoczącej nargili, mocno zaparzonej herbacie i strasznie chce mi się śmiać. Właśnie dowiedziałem się, że Barack Obama skrytykował Hosni Mubaraka. Po rozmowie telefonicznej z egipskim prezydentem zasugerował mu jak najszybszą dymisję, a na późniejszej konferencji prasowej stwierdził, że „demokratyczna transformacja w Egipcie musi nastąpić niezwłocznie”. Natychmiast przypomniał mi się Nicolas Sarkozy, który kilkanaście dni temu dokładnie to samo mówił odnośnie prezydenta Tunezji Ben Aliego. Cały wschodni świat patrzy jak Zachód grozi arabskim dyktatorom palcem i następnie umywa ręce. Śmieją się z tego podobnie jak ja. Większość z nich wie, że ta krytyka warta jest tyle, co dym z mojej nargili.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Triumfator

Brawo! Inauguracja „nowego” prezydenta na Białorusi przeszła bez zakłóceń. Naród cieszy się ze swojego suwerennego wyboru, czemu dał wyraz podczas przejazdu prezydenta do parlamentu głównymi ulicami Mińska. Tłumy na ulicach pozdrawiają swojego Baćkę okazując mu miłość i zaufanie, a telewizja skrzętnie to relacjonuje, jak u nas pielgrzymkę papieża. Ukochany przywódca z pewnością pozdrowiłby tłum, gdyby tylko takowy pojawił się na horyzoncie i gdyby sam na własne życzenie nie oddzielił się od ludzi szybami kuloodpornymi i szpalerem motorów. Mimo odległości geograficznej można poczuć tę atmosferę fiesty.

niedziela, 12 grudnia 2010

Zbyt długi cień

Noc z 12 na 13 grudnia. Kolejna, dwudziesta dziewiąta już rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Dobry czas na kultywowanie pamięci o oprawcach i ofiarach.

Jaki jednak z pamięci pożytek, skoro znów okazuje się ona zdradliwym powiernikiem? Nie jest obiektywnym rzecznikiem przeszłości, lecz zaangażowanym uczestnikiem dnia dzisiejszego. Przechowuje te informacje, które pozwalają lepiej wytłumaczyć nasz stosunek do teraźniejszości, nasze przyjaźnie i nasze nienawiści, nasz stan posiadania i nasze roszczenia. Jest nie tylko odniesieniem „wczoraj” do „dziś”, ale i rzutem „dziś” na „wczoraj”, jego zbyt długim cieniem. Pozbawieni pamięci, bylibyśmy jednak nikim. To ona utwierdza nas „tu” i „teraz”, zakorzeniając nas w pewnym miejscu na Ziemi. Jesteśmy ludźmi, istotami mającymi swoje lęki i swoje marzenia, dzięki tej przeszłości, którą sami konstruujemy, aby nadawała sens naszej teraźniejszości.

środa, 17 listopada 2010

Myśl samodzielnie!

Z napisaniem tego komentarza noszę się od dawna, ale ostatecznie przekonały mnie spoty reklamowe, zamieszczone na stronie Prawa i Sprawiedliwości pod hasłem „myśl samodzielnie”. Hasło to wpisuje się w język, używany od pewnego czasu przez polską prawicę. Nieprzypadkowo portal internetowy związany z „Gazetą Polską” nosi nazwę Niezależna.pl. Nieprzypadkowo też Jarosław Kaczyński mówił ostatnio o palącej potrzebie wspierania „niezależnych mediów”. Nieprzypadkowo wreszcie powtarzającym się zarzutem, jaki słyszę, spierając się z ludźmi, którzy myślą nieco „prawiej” ode mnie, jest ten, że oto powtarzam tylko to, czego nauczyły mnie media w rodzaju telewizji TVN, radia TOK FM czy „Gazety Wyborczej”. „Nie daj prać sobie mózgu! – wołają z troską moi adwersarze. – Myśl samodzielnie!”

Zmęczony obywatel

Już w niedzielę usiądę w przytulnej kabinie za zasłonką, aby wypełnić cztery karty do głosowania. Zdecydowałem się na to pod presją i ze względu na swój rozum. Chcę być „dobrym obywatelem”, który wykonuje „swoje obowiązki”, czyli chodzi głosować. Zdając sobie sprawę, że nie jest wszystko jedno, kto zasiądzie w we władzach samorządowych, postanowiłem świadomie dokonać wyboru przed 21 listopada. Już wiem, że z pierwszym arkuszem do głosowania, na którym znajdę kandydatów na prezydenta Warszawy, poradzę sobie bez problemu. W końcu cała Polska podpowiada mi, kto w stolicy powinien zostać prezydentem.

sobota, 30 października 2010

Winny jest kto inny

Warto przeczytać jeden z ostatnich wpisów na blogu Tomasza Terlikowskiego. Nie po to, by się z jego autorem zgodzić, ale po to, by zrozumieć, jak bardzo możemy się różnić, pozostając katolikami. Nie przypuszczam, żeby redaktor Terlikowski zechciał mnie włączyć w grono tych, których uważa za katolików, skromnie zadowolę się jednak byciem „katolikiem po prostu”, rezygnując z bycia „katolikiem według Terlikowskiego”.

sobota, 23 października 2010

Listo do redakcji: Dwa bieguny zacietrzewienia

Kilka tygodni temu obserwowałem obrońców krzyża, którego już nie ma na Krakowskim Przedmieściu, ostatnio marsz ateistów i agnostyków w Krakowie. Hasła skrajnie inne, ale atmosfera bardzo podobna.

Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.

piątek, 22 października 2010

Może to nas otrzeźwi



„Może to nas otrzeźwi” - powiedział Donald Tusk tuż po morderstwie w łódzkim biurze europosła PiS. A ja się zastanawiam, czy chcę dążyć do takiej trzeźwości, do jakiej wzywa nas premier. Cóż z tego, że wezwiemy do porzucenia „języka nienawiści”, że „przestaniemy widzieć w politycznym konkurencie wroga”, że stworzymy „front do walki z nienawiścią”, że znajdziemy winnych i ich napiętnujemy? Prawdziwe problemy, którymi polska polityka od lat się nie zajmuje, znowu dadzą o sobie znać, wyciągając kolejnego trupa z szafy.

wtorek, 19 października 2010

Blisko i daleko

Dlaczego stan prawny w państwie demokratycznym powinien kanonizować moralność zbudowaną na chrześcijańskiej ontologii? Dlaczego zadaniem katolickiego posła powinno być prawne usankcjonowanie nauki społecznej Kościoła? Nasi biskupi, tak elokwentni w porównywaniu metody in vitro z różnego rodzaju zbrodniczymi eksperymentami, na te pytania nie odpowiadają. Choć może powinni.