Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kucharska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Kucharska. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Przeszłość polsko-niemiecka

Katarzyna Kucharska

W Berlinie, w muzeum Martin Gropius Bau, wystawiono rachunek polskiej megalomanii narodowej. Na wystawie o historii polsko-niemieckiego sąsiedztwa, w samym jej centrum, wzięto na warsztat płótna Jana Matejki: Bitwę pod Grunwaldem oraz Hołd Pruski.

***

Berlińska wystawa jest w gruncie rzeczy historyczna i specjalista od spraw sztuki niewiele ma na niej do zrobienia, jeśli nie przyzna, że dzieła są po prostu przedmiotem historii. Uwikłane w dyplomatyczne i polityczne gesty, z perspektywy czasu, mają olbrzymi potencjał jako źródła wiedzy, za to ich estetyka, rzemiosło czy duchowy potencjał schodzą na dalszy plan.

poniedziałek, 5 września 2011

Sztuka wojny, Sarajewo 2011


Katarzyna Kucharska

Akcja obu powieści Nenada Veličkovicia toczy się w Sarajewie. „Koczownicy” to opowieść o oblężeniu miasta z perspektywy tymczasowych mieszkańców miejskiego muzeum. „Sahib”, powieść epistolarna, której fabułę tworzą maile pisane przez pracownika organizacji międzynarodowej do swojego chłopaka. Z lektury obu wynika, że Sarajewo końca XX wieku żyje wciąż dwoma wydarzeniami: Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi (1984) i wojną domową (1992-95). Potwierdza to spacer po współczesnym Sarajewie. Wystarczy omieść wzrokiem ściany szczytowe kamienic i fasady bloków.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Instrukcja

Zabronione jest oglądanie sztuki na pusty żołądek. Tylko w skrajnych przypadkach można pozwolić sobie na to, by głód potęgował egzystencjalną troskę wywołaną przez dzieło. A więc najpierw – najeść się. Potem: kawa, woda, toaleta. Wchodząc na ekspozycję warto wiedzieć, ile nas czeka, znać plan i od razu wybrać z niego jedną trzecią.

Amerykanie, którzy zarazili świat formułą szybkiego jedzenia, wkrótce potem ratowali swoje ciała i psychikę promocją tak zwanego slow food; jedzenia wolnego i koneserskiego, do którego kluczem jest umiarkowanie. Podobnie z muzeami: między abstynencją odchudzającą nasze umysły i wyobraźnie, a uzależnieniem, które także czasem prowadzi do opłakanych skutków (dematerializacji i oderwania od rzeczywistości), mamy złoty środek, czyli sporadyczne wizyty.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Na którym piętrze galeria?

Najwyraźniej brakuje w Warszawie parterowych lokali o dużych przeszklonych witrynach. Niewiele też samodzielnych budynków, które adaptowano by na galerie sztuki czy siedziby fundacji. Podstawowym problemem są oczywiście wysokie opłaty za utrzymanie lokalu w centrum, a nie realny ich brak. Dlatego też miejsca sztuki i kultury kwaterują się w mieszkaniach. Niewidoczne z ulicy, automatycznie stają się mniej dostępne dla nieśmiałych. Mało kto o nich słyszał, a wpaść na nie przypadkiem jest trudno – trzeba wiedzieć, w którym podwórku i na którym piętrze szukać.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

Erna Rosenstein „Mogę powtarzać tylko nieświadome”. Wystawa w Instytucie Awangardy

W jesiennym numerze „Kontaktu” (nr 15, „Ład-Nie-Ład”) drukowaliśmy reportaż o sąsiadkach Edwarda Krasińskiego, artysty zajmującego niegdyś pracownie na jedenastym piętrze bloku w Al. Solidarności. Jednym z gości studio, w czasie kiedy było ono centrum życia towarzyskiego i artystycznego, była Erna Rosenstein (1913-2005): socjalistka, malarka, poetka. W szklanym pawilonie na dachu można teraz oglądać wystawę jej prac.



poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Uwaga na przecinki

Jarosław Kozłowski, polski artysta konceptualny, pisze na nowo Krytykę czystego rozumu Immanuela Kanta. Na nowo, ale tylko za pomocą znaków przestankowych. Filozoficzny wywód to pusta kartka i dekoracja z kropek i przecinków.



Ta pusta kartka, chociaż nie zawiera słów, wydobywa na wierzch istnienie podstawowych konwencji, które pozwalają nam się porozumieć.

poniedziałek, 7 marca 2011

Argumenty czy transparenty?

Na stronie „Frondy” przeczytać można komentarz Tomasza Terlikowskiego, dotyczący mojego artykułu opublikowanego w ostatnim numerze „Gazety Świątecznej”. Tekst, który napisałam, jest recenzją książki Gail Kligman o podziemiu aborcyjnym w Rumunii pod rządami Ceauşescu. Tekst Terlikowskiego – obraźliwym komentarzem, odsądzającym mnie od wiary.
W swojej recenzji oceniam socjologiczne opracowanie skrajnie brutalnego aparatu kontroli, który funkcjonował w Rumunii i doprowadził do śmierci dziewięciu i pół tysiąca kobiet. W sporze o najwyższe wartości, szukam konkretnych historii, kobiet i ich wyborów.
Redaktor Terlikowski w swojej gorącej polemice zapomina uczciwie zrekonstruować moją argumentację i sposób opracowania tematu, co jest pierwszym obowiązkiem polemisty. Pewnie tak mu się wydaje, ale niestety nie udaje mu się wykazać, że „otwarcie głoszę poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych” i proponuję rehabilitację zbrodni Holocaustu. Udowadnia raczej, że takie poglądy głosi chłopiec do bicia, którego z podziwu godną zręcznością sam sobie ustawił.
Nie chcąc wchodzić na zaproponowany przez Tomasza Terlikowskiego poziom retoryki i oskarżeń kierowanych pod adresem mojej osoby, „Kontaktu” i Klubu Inteligencji Katolickiej, nie będę odpowiadać na poszczególne insynuacje redaktora „Frondy”. Dyskusja, w której jedna strona podnosi wątki społeczne, argumentuje głoszone poglądy i zwraca uwagę na złożony charakter problemu, a druga podnosi transparent z napisem „Pożyteczny idioto – nie zabijaj!”, nie ma najmniejszego sensu.
Zapraszam jednak do lektury obydwu artykułów, a nade wszystko książki Gail Kligman.

poniedziałek, 28 lutego 2011

Mirosław Bałka. Fragment

Wystawa Mirosława Bałki w warszawskim CSW co najmniej budzi kontrowersje. Wielu wychodzi z Zamku Ujazdowskiego w przekonaniu, że kolejny raz wciska im się sztukę, która w rzeczywistości jest miałka, przez dziwną tajemniczość już niby artystowska, podczas gdy jej jedyną cechą charakterystyczną jest to, że dotyczy Zagłady. Po raz kolejny ktoś robi pieniądze na Holocauście, w dodatku podając go w formie na tyle niekonkretnej (główne motywy to jelonki i kurki gazowe), że aż nieadekwatnej i pustej. Historycy mogą mówić o tym rzeczowo, za to sztuka? Bo czy te prace służą czemuś oprócz budowaniu nastroju...?

poniedziałek, 17 stycznia 2011

U.F.O. galeria. Galeria Ganku


Roman Ondák: Czym jest twoja galeria?
Július Koller: Znajduje się na półce skalnej pod szczytem Ganek, po słowackiej stronie Wysokich Tatr. Jest dostępna tylko dla wybranych. To miejsce komunikacji między niebem a ziemią, nowy ośrodek kosmo-humanistycznej kultury. Nie ma szyldu, ale ma statut, ma członków założycieli i rachunkowość.

wtorek, 9 marca 2010

Aleja Solidarności 64/118

A propos S.P.W. (Subiektywny Przewodnik po Warszawie) z ostatniego numeru:



Obrazy pana Liska

A jeśli sztuka nie ma żadnych obowiązków względem rzeczywistości?


W piwnicy przy Odolańskiej 10 na Starym Mokotowie grupa młodych malarzy otworzyła wystawę malarstwa pana Liska. Na ceglanych ścianach, na dobrze znanych nam drzwiach ze zbitych listew i dykt, w znajomej nosowi wilogoci, powiesili niewielkie gwasze. Na podłodze – wylanym betonie chrzęści piasek, światła nie ma. Prace można oglądać z diodą w ręku, przy dźwiękach dokumentu – komentarzach przyjaciół o jego dżentelmeńskiej naturze i serdeczności.