Katarzyna Kucharska
W Berlinie, w muzeum Martin Gropius Bau, wystawiono rachunek polskiej megalomanii narodowej. Na wystawie o historii polsko-niemieckiego sąsiedztwa, w samym jej centrum, wzięto na warsztat płótna Jana Matejki: Bitwę pod Grunwaldem oraz Hołd Pruski.
***
Berlińska wystawa jest w gruncie rzeczy historyczna i specjalista od spraw sztuki niewiele ma na niej do zrobienia, jeśli nie przyzna, że dzieła są po prostu przedmiotem historii. Uwikłane w dyplomatyczne i polityczne gesty, z perspektywy czasu, mają olbrzymi potencjał jako źródła wiedzy, za to ich estetyka, rzemiosło czy duchowy potencjał schodzą na dalszy plan.
Pierwszym eksponatem wystawy jest mimo wszystko rzeźba. Praca Mirosława Bałki (1987) w neonowej oprawie, przedstawia zwłoki św. Wojciecha. Fluorescencyjne światła odbijają się w gablotach pierwszej sali. Na historyczne dokumenty – m. in. kodeks Dagome iudex, ostrze włóczni Świętego pada kolorowy cień, zapowiadając, że opowieści o przeszłych dziejach będą towarzyszyć współczesne, artystyczne głosy.
Dzieje się tak w przypadku niemal wszystkich epok – poza mdławymi czasami Oświecenia, których nie skomentował w twórczy sposób żaden artysta. Drugim przypadkiem zachwiania tego dwugłosu jest historia drugiej wojny światowej i Zagłady. Na wystawie mówią o nich tylko artyści. Syntetyczne opisy zniknęły ze ścian na rzecz wyjaśnień prac poszczególnych twórców. Liczbę dokumentów tego czasu zredukowano do minimum. Sztuka i estetyka, których podstawy niezaprzeczalnie podważył Holokaust, awansowały do roli uniwersalnego – międzynarodowego – języka mówienia o nim.
***
W części centralnej wystawy, jak w boksie szkolnej szatni, w gigantycznej klatce złożono Hołd Pruski. Klatkę zaprojektował na wystawę znany polski artysta konceptualny Jarosław Kozłowski. Obok Hołdu wisi płótno Tadeusza Kantora – karykatura dzieła Matejki – na którym postaci z obrazu krakowskiego mistrza opakowane są w magazynowe folie. Całość jest ledwie naszkicowana na zagruntowanym blejtramie. Przypomina magazynowe pomieszczenie i jego duszną atmosferę.
Ponad nimi zawisły antyniemieckie plakaty z lat czterdziestych, których autorami byli najlepsi polscy graficy, m. in. Tadeusz Trepkowski. Pokazują jak historię Grunwaldu wprzęgnięto w doraźną politykę powstającego PRL. Dla kontrastu – pokazano także, jak mit zakonu wykorzystywała strona niemiecka w 1940 roku. Seria fotografii przedstawia przeniesienie sztandarów zakonu z Krakowa do Malborka. Łopoczące flagi niesione są przez równe rzędy żołnierzy SS. Dalej, we wnętrzu zamku, a dokładnie w Sali Wielkiego Refektarza przemawia Hans Franck. Jego publiczność, zgromadzona w odwiedzanym przez nas w szkole podstawowej zabytku, salutuje mówcy w hitlerowskim geście.
Na przeciwległej ścianie klatki wyświetlono materiał filmowy, tzw. found footage (montaż zebranych, istniejących już filmów). Dotyczy on bitwy, której datę, zna każdy przeciętny Polak, a niejeden ustawił go jako pin swojej karty płatniczej. Bogna Burska zestawia ze sobą fragmenty ekranizacji Krzyżaków Aleksandra Forda, z animacją z ludzikami Lego w roli Władysława Jagiełły i Ulricha von Jungingena. Do tego zbiera inne popularne obrazy Bitwy – z gier komputerowych i historycznych rekonstrukcji. Początkowo film prowokuje salwy śmiechu. Później jednak zastanawia fakt, że naprawdę wiemy kiedy odśpiewano Bogurodzicę, kiedy wbito dwa skrzyżowane miecze, kawalkada ruszyła ze zbocza, a polski sztandar chwiał się.
Przeglądu dwudziestowiecznych głosów w sprawie Grunwaldu dopełnia obraz Edwarda Dwurnika, czy gobelin utkany haftem krzyżykowym przez koło „Penelepa” z domu kultury w Działoszynie oraz instalacja Edwarda Krasińskiego.
Współczesne komentarze występują obok obszernej sali poświęconej historii Zakonu Krzyżackiego, jego niechlubnych i krwawych epizodów, ale także kulturotwórczej roli. Mamy więc Statuty Zakonu Krzyżackiego na pergaminie, krzyżackie medaliony i rzeźby Madonn szafkowych. Otwierane jak szafa, kryją w sobie przedstawienie świętych, których Maria bierze w opiekę…
***
Krytyczne przeczytanie historii polsko-niemieckiej przez dokumenty historyczne oraz prace dwudziestowiecznych artystów jest rozwijającą strategią. Niejedno muzeum historyczne mogłoby sobie ją pożyczyć. Zamiast spalać się w historycznych sporach na temat wydarzeń sprzed setek lat, pomaga wyjaśniać narastające wokół nich stereotypy o polskości i niemieckości. A to jedyne na co współcześnie możemy mieć wpływ.
Ciśnie się tu na usta sformułowanie „rozliczać się” zamiast „wyjaśniać”. Taka jednak jest berlińska wystawa – dyplomatyczna. Kładzie nacisk na to co wspólne. Przy okazji zaborów pomija agresywną politykę germanizacji, w rozdziale poświęconym Romantyzmowi rozwój kultury przedstawia jako niezachwiany i wolny, kwestia Powstań Śląskich, tzw. „Ziem Odzyskanych” jest zaznaczona, ale w niewielkim stopniu rozwinięta. Pracę Artura Żmijewskiego dotyczącą naszej pamięci o Holokauście, jako zbyt kontrowersyjną i niewygodną, zdjęto by niepotrzebnie nie prowokować. Nota bene, bez wiedzy kuratorki Andy Rottenberg.
Wystawa w Martin Gropius Bau powstała z połączonych ministerialnych funduszy obu państw. A dodatkową okazją była dla niej polska prezydencja w Unii Europejskiej. Wobec tego, projekt badawczy jakim jest ta wystawa to doskonale przygotowana promocja idei wspólnoty. Stąd przemilczenia, których jako widzowie możemy tylko żałować.
Krytyka należy się wystawie także za jej „sąsiedzki” charakter. Przygotowano ją w dwóch językach: niemieckim i – co jest bardzo gościnnym posunięciem – polskim. Jaki jednak ma sens prezentacja tysiąca lat współpracy dwóch państw w ich dwóch, drugo- i trzeciorzędnych językach? Brak wersji angielskiej jest grubym zaniedbaniem organizatorów i czyni z wystawy przedsięwzięcie prywatne obu państw.
Poza wszystkim jest to bardzo imponujący i rzetelnie przygotowany materiał. Trzeba jechać do Berlina.
Opasły katalog opracował międzynarodowy zespół historyków i historyków sztuki. Grzeszy tylko słabą jakością reprodukcji.
Obok. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce
Tür an Tür. Polen = Deutschland. 1000 Jahre Kunst und Geschichte
Martin Gropius Bau, Berlin
Wystawa czynna do 9 stycznia 2012
W Berlinie, w muzeum Martin Gropius Bau, wystawiono rachunek polskiej megalomanii narodowej. Na wystawie o historii polsko-niemieckiego sąsiedztwa, w samym jej centrum, wzięto na warsztat płótna Jana Matejki: Bitwę pod Grunwaldem oraz Hołd Pruski.
***
Berlińska wystawa jest w gruncie rzeczy historyczna i specjalista od spraw sztuki niewiele ma na niej do zrobienia, jeśli nie przyzna, że dzieła są po prostu przedmiotem historii. Uwikłane w dyplomatyczne i polityczne gesty, z perspektywy czasu, mają olbrzymi potencjał jako źródła wiedzy, za to ich estetyka, rzemiosło czy duchowy potencjał schodzą na dalszy plan.
Pierwszym eksponatem wystawy jest mimo wszystko rzeźba. Praca Mirosława Bałki (1987) w neonowej oprawie, przedstawia zwłoki św. Wojciecha. Fluorescencyjne światła odbijają się w gablotach pierwszej sali. Na historyczne dokumenty – m. in. kodeks Dagome iudex, ostrze włóczni Świętego pada kolorowy cień, zapowiadając, że opowieści o przeszłych dziejach będą towarzyszyć współczesne, artystyczne głosy.
Dzieje się tak w przypadku niemal wszystkich epok – poza mdławymi czasami Oświecenia, których nie skomentował w twórczy sposób żaden artysta. Drugim przypadkiem zachwiania tego dwugłosu jest historia drugiej wojny światowej i Zagłady. Na wystawie mówią o nich tylko artyści. Syntetyczne opisy zniknęły ze ścian na rzecz wyjaśnień prac poszczególnych twórców. Liczbę dokumentów tego czasu zredukowano do minimum. Sztuka i estetyka, których podstawy niezaprzeczalnie podważył Holokaust, awansowały do roli uniwersalnego – międzynarodowego – języka mówienia o nim.
***
W części centralnej wystawy, jak w boksie szkolnej szatni, w gigantycznej klatce złożono Hołd Pruski. Klatkę zaprojektował na wystawę znany polski artysta konceptualny Jarosław Kozłowski. Obok Hołdu wisi płótno Tadeusza Kantora – karykatura dzieła Matejki – na którym postaci z obrazu krakowskiego mistrza opakowane są w magazynowe folie. Całość jest ledwie naszkicowana na zagruntowanym blejtramie. Przypomina magazynowe pomieszczenie i jego duszną atmosferę.
Ponad nimi zawisły antyniemieckie plakaty z lat czterdziestych, których autorami byli najlepsi polscy graficy, m. in. Tadeusz Trepkowski. Pokazują jak historię Grunwaldu wprzęgnięto w doraźną politykę powstającego PRL. Dla kontrastu – pokazano także, jak mit zakonu wykorzystywała strona niemiecka w 1940 roku. Seria fotografii przedstawia przeniesienie sztandarów zakonu z Krakowa do Malborka. Łopoczące flagi niesione są przez równe rzędy żołnierzy SS. Dalej, we wnętrzu zamku, a dokładnie w Sali Wielkiego Refektarza przemawia Hans Franck. Jego publiczność, zgromadzona w odwiedzanym przez nas w szkole podstawowej zabytku, salutuje mówcy w hitlerowskim geście.
Na przeciwległej ścianie klatki wyświetlono materiał filmowy, tzw. found footage (montaż zebranych, istniejących już filmów). Dotyczy on bitwy, której datę, zna każdy przeciętny Polak, a niejeden ustawił go jako pin swojej karty płatniczej. Bogna Burska zestawia ze sobą fragmenty ekranizacji Krzyżaków Aleksandra Forda, z animacją z ludzikami Lego w roli Władysława Jagiełły i Ulricha von Jungingena. Do tego zbiera inne popularne obrazy Bitwy – z gier komputerowych i historycznych rekonstrukcji. Początkowo film prowokuje salwy śmiechu. Później jednak zastanawia fakt, że naprawdę wiemy kiedy odśpiewano Bogurodzicę, kiedy wbito dwa skrzyżowane miecze, kawalkada ruszyła ze zbocza, a polski sztandar chwiał się.
Przeglądu dwudziestowiecznych głosów w sprawie Grunwaldu dopełnia obraz Edwarda Dwurnika, czy gobelin utkany haftem krzyżykowym przez koło „Penelepa” z domu kultury w Działoszynie oraz instalacja Edwarda Krasińskiego.
Współczesne komentarze występują obok obszernej sali poświęconej historii Zakonu Krzyżackiego, jego niechlubnych i krwawych epizodów, ale także kulturotwórczej roli. Mamy więc Statuty Zakonu Krzyżackiego na pergaminie, krzyżackie medaliony i rzeźby Madonn szafkowych. Otwierane jak szafa, kryją w sobie przedstawienie świętych, których Maria bierze w opiekę…
***
Krytyczne przeczytanie historii polsko-niemieckiej przez dokumenty historyczne oraz prace dwudziestowiecznych artystów jest rozwijającą strategią. Niejedno muzeum historyczne mogłoby sobie ją pożyczyć. Zamiast spalać się w historycznych sporach na temat wydarzeń sprzed setek lat, pomaga wyjaśniać narastające wokół nich stereotypy o polskości i niemieckości. A to jedyne na co współcześnie możemy mieć wpływ.
Ciśnie się tu na usta sformułowanie „rozliczać się” zamiast „wyjaśniać”. Taka jednak jest berlińska wystawa – dyplomatyczna. Kładzie nacisk na to co wspólne. Przy okazji zaborów pomija agresywną politykę germanizacji, w rozdziale poświęconym Romantyzmowi rozwój kultury przedstawia jako niezachwiany i wolny, kwestia Powstań Śląskich, tzw. „Ziem Odzyskanych” jest zaznaczona, ale w niewielkim stopniu rozwinięta. Pracę Artura Żmijewskiego dotyczącą naszej pamięci o Holokauście, jako zbyt kontrowersyjną i niewygodną, zdjęto by niepotrzebnie nie prowokować. Nota bene, bez wiedzy kuratorki Andy Rottenberg.
Wystawa w Martin Gropius Bau powstała z połączonych ministerialnych funduszy obu państw. A dodatkową okazją była dla niej polska prezydencja w Unii Europejskiej. Wobec tego, projekt badawczy jakim jest ta wystawa to doskonale przygotowana promocja idei wspólnoty. Stąd przemilczenia, których jako widzowie możemy tylko żałować.
Krytyka należy się wystawie także za jej „sąsiedzki” charakter. Przygotowano ją w dwóch językach: niemieckim i – co jest bardzo gościnnym posunięciem – polskim. Jaki jednak ma sens prezentacja tysiąca lat współpracy dwóch państw w ich dwóch, drugo- i trzeciorzędnych językach? Brak wersji angielskiej jest grubym zaniedbaniem organizatorów i czyni z wystawy przedsięwzięcie prywatne obu państw.
Poza wszystkim jest to bardzo imponujący i rzetelnie przygotowany materiał. Trzeba jechać do Berlina.
Opasły katalog opracował międzynarodowy zespół historyków i historyków sztuki. Grzeszy tylko słabą jakością reprodukcji.
Obok. Polska – Niemcy. 1000 lat historii w sztuce
Tür an Tür. Polen = Deutschland. 1000 Jahre Kunst und Geschichte
Martin Gropius Bau, Berlin
Wystawa czynna do 9 stycznia 2012
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz