Kraków, lata dwudzieste XX wieku. Kawiarniany gwar niesie się w głąb ulicy Juliana Dunajewskiego. Popołudniami i wieczorami kawiarnia „U Bizanca” (na rogu ulicy Karmelickiej i Dunajewskiego) zapełnia się gośćmi. Klientami Bizanca jest w większości inteligencja. Często osobistości nieprzeciętne. Do późna rozprawiają o Polsce, o polityce i... piłce nożnej. Tak, kawiarnia Bizanca jest miejscem spotkań piłkarzy, trenerów, działaczy i dziennikarzy sportowych. Przedstawiciele rożnych klubów mają wydzielone specjalne stoliki. U Bizanca decyduje się, kto zasłużył na powołanie do kadry, tu planuje się rozgrywki ligowe i kontraktuje mecze. To tu profesor Jan Weyssenhoff, pomiędzy pisaniem kolejnych rozdziałów swojej pracy habilitacyjnej z fizyki, pisał jeden z pierwszych polskich podręczników do gry w piłkę nożną: „Sztuka gry w piłkę nożną”. To zapewne tutaj zrodziła się idea założenia Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Aż trudno uwierzyć, że obecne władze PZPN są spadkobiercami działaczy spotykających się w kawiarni Bizanca. Lista grzechów obecnych władz Związku jest długa i dzięki aktywności mediów i środowisk kibiców – powszechnie znana. Od lat polską piłką rządzą ci sami ludzie. Hucznie zapowiadane zmiany we władzach są tylko pozorne. W 1999 roku piłkarze większości klubów ekstraklasy opuścili ligową kolejkę w ramach sprzeciwu wobec panowania w Związku prezesa Mariana Dziurowicza. Jego następcą został Michał Listkiewicz – opozycja wobec Dziurowicza tylko pozorna. Liskiewiczowi pewnych zasług dla polskiej piłki odmówić nie można (to w dużej mierze jemu zawdzięczamy organizację w Polsce Euro 2012), jednak panujących w polskim futbolu przestępczych układów nawet nie spróbował zmienić. Tak, jak jego poprzednicy, przymykał oko na wszędobylską korupcję, byle tylko zachować ciepłe posadki swoje i swoich kolegów. Dopiero kiedy milczeć nie można było, czyli po, przeprowadzonym w 2006 roku, obnażającym korupcyjne mechanizmy w polskiej piłce wywiadzie „Gazety Wyborczej” z Piotrem Dziurowiczem (nota bene - synem Mariana), ówczesnym prezesem pierwszoligowego GKS-u Katowice, Związek bez przekonania włączył się do walki z korupcją.
Listkiewicza, po prawie dziesięcioletnim panowaniu w Związku ze stołka (którego trzymał się tak kurczowo, że kibice zaczęli opowiadać na ten temat dowcipy) zrzucili dziennikarze i kibice. Jego następca, Grzegorz Lato, stylu pracy PZPN nie zmienił. Pozbawiony dyplomatycznych talentów i uroku poprzednika nie jest już w stanie mamić opinii publicznej opowieściami o lepszej przyszłości. To, że w Związku dalej rządzą układy, że „koledzy” prezesa i sam prezes dostają gigantyczne pensje, a polska piłka leży i kwiczy, jest dziś dla wszystkich jasne. Tylko Grzegorz Lato dalej pozostaje zadowolony z siebie.
Praca działacza PZPN jest służbą publiczną. Ma być nastawiona na dbanie o wspólne dobro, czyli po pierwsze o sportową jakość, po drugie o szkolenie młodzieży uzdolnionej sportowo, by talent był dla nich szansą na realizację marzeń, po trzecie o promocję sportowego trybu życia. Prób realizacji tych zadań oczekuję od działaczy piłkarskich.
Pastwienie się nad zarządem PZPN jest zadaniem prostym. To, że Związkiem rządzi koleżeński układ, widać tak jaskrawo, że nie da się tego nie zauważać. I żadne zabiegi socjotechniczne, zatrudnianie firm zajmujących się kreowaniem public relations (na taki krok zdecydowały się władze Związku), Laty i jego kolegów nie uratują. W ich miejsce przyjdą następni, mniej lub bardziej pochłonięci przez panujący układ. To od nich oczekuję zmiany i im dedykuję ten tekst.
Obserwując sytuację w PZPN, trudno nie tęsknić za początkami wieku, kiedy działacze piłkarscy zajmowali się sportem nie ze względu na chęć zysku, ale z troski o jakość naszego futbolu i wiarę w wartość jego popularyzacji. Te czasy jednak nie wrócą. Ludzie piłki nie będą spotykać się już w kawiarni Bizanca i godzinami dyskutować o przyszłości dyscypliny i jej wpływie na kraj. Działaczy takich jak Tadeusz Synowiec, piłkarz i działacz Cracovii, pierwszy redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” czy Stanisław Mielech, założyciel i zawodnik Legii Warszawa, doktor prawa, dziennikarz, żołnierz Legionów oraz AK, który jako działacz PZPN organizował akcję zbierania piłek dla drużyn ubogiej warszawskiej młodzieży, zapewne już więcej nie będzie. Chciałbym jednak, żeby dla dzisiejszych członków PZPN postaci takie jak Stanisław Mielech, Jan Weyssenhoff czy Tadeusz Synowiec byli chociaż wzorami (może i niedoścignionymi) do naśladowania. Żeby ich autentyczne zaangażowanie, prawdziwa pasja towarzyszyła pracy dzisiejszych działaczy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz