W dokumentach soborowych, nawet w tych dotyczących świata współczesnego, ani razu nie pojawia się słowo „komunizm”. Nie ma ani jednego bezpośredniego odniesienia do sytuacji prześladowania Kościoła na obszarze jednej trzeciej ówczesnego świata. Sobór Watykański II nie zajął się problemami katolików żyjących pod czujnym okiem Breżniewa. Dlaczego?
czwartek, 30 grudnia 2010
niedziela, 26 grudnia 2010
wtorek, 21 grudnia 2010
Odreklamowywanie stosowane

Pewien znany polski fotograf zrobił kiedyś zdjęcie Muzeum Narodowego. Sfotografował je bardzo prosto – ot, czarno-białe (w zasadzie to szaro-szare) zdjęcie fasady o centralnej, symetrycznej kompozycji, z fontanną na pierwszym planie. Jako że jest to jeden z moich ulubionych polskich fotografów, postanowiłem (w ramach treningu, oczywiście, i poniekąd dla własnej satysfakcji) powtórzyć ten kadr.
Etykiety:
fotografia,
kultura,
reklama,
Tomek Kaczor
środa, 15 grudnia 2010
Ludzie Boga - recenzja
Ja rzekłem: «Jesteście bogami
i wszyscy - synami Najwyższego.
Lecz wy pomrzecie jak ludzie,
jak jeden mąż, książęta, poupadacie».
- fragment psalmu 82
Francuski tytuł filmu brzmi w dosłownym tłumaczeniu Ludzie i bogowie. Po polsku przetłumaczono to na Ludzie Boga. Wytwarza się tym samym zabawna gra znaczeń, pomiędzy tytularną inspiracją, czyli psalmem 82, tytułem francuskim i jego polskim odpowiednikiem. Kto jest bogiem? Ilu jest bogów? Po obejrzeniu filmu pytania te nadal pozostają niezwykle aktualne.
Etykiety:
film,
Krzysztof Śliwiński,
kultura,
Ludzie Boga,
męczeństwo,
Paweł Cywiński,
trapiści
Polecamy: Wolni Niepokorni
Polecamy spotkanie w okół nowego wydania Rodowodów Niepokornych.Czwartek 16 XII o godzinie 18, Stocznia.
Uczestniczą: Bohdan Cywiński, Dariusz Gawin, Karolina Wigura, Michał Sutowski i Marek Zając.
niedziela, 12 grudnia 2010
Zbyt długi cień
Noc z 12 na 13 grudnia. Kolejna, dwudziesta dziewiąta już rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Dobry czas na kultywowanie pamięci o oprawcach i ofiarach.
Jaki jednak z pamięci pożytek, skoro znów okazuje się ona zdradliwym powiernikiem? Nie jest obiektywnym rzecznikiem przeszłości, lecz zaangażowanym uczestnikiem dnia dzisiejszego. Przechowuje te informacje, które pozwalają lepiej wytłumaczyć nasz stosunek do teraźniejszości, nasze przyjaźnie i nasze nienawiści, nasz stan posiadania i nasze roszczenia. Jest nie tylko odniesieniem „wczoraj” do „dziś”, ale i rzutem „dziś” na „wczoraj”, jego zbyt długim cieniem. Pozbawieni pamięci, bylibyśmy jednak nikim. To ona utwierdza nas „tu” i „teraz”, zakorzeniając nas w pewnym miejscu na Ziemi. Jesteśmy ludźmi, istotami mającymi swoje lęki i swoje marzenia, dzięki tej przeszłości, którą sami konstruujemy, aby nadawała sens naszej teraźniejszości.
Jaki jednak z pamięci pożytek, skoro znów okazuje się ona zdradliwym powiernikiem? Nie jest obiektywnym rzecznikiem przeszłości, lecz zaangażowanym uczestnikiem dnia dzisiejszego. Przechowuje te informacje, które pozwalają lepiej wytłumaczyć nasz stosunek do teraźniejszości, nasze przyjaźnie i nasze nienawiści, nasz stan posiadania i nasze roszczenia. Jest nie tylko odniesieniem „wczoraj” do „dziś”, ale i rzutem „dziś” na „wczoraj”, jego zbyt długim cieniem. Pozbawieni pamięci, bylibyśmy jednak nikim. To ona utwierdza nas „tu” i „teraz”, zakorzeniając nas w pewnym miejscu na Ziemi. Jesteśmy ludźmi, istotami mającymi swoje lęki i swoje marzenia, dzięki tej przeszłości, którą sami konstruujemy, aby nadawała sens naszej teraźniejszości.
Etykiety:
Misza Tomaszewski,
polityka,
Razem 13 Grudnia,
stan wojenny,
Wojciech Jaruzelski
sobota, 11 grudnia 2010
Dwuwymiarowy trójwymiar
Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czym nowym mogą zaskoczyć nas/mnie artyści. Może już wszystko zostało wymyślone, pokazane. Jak miałyby wyglądać nowe formy, kompozycje? Długo szukać nie musiałam, a właściwie wcale bo Gwona Osanga podrzuciła mi koleżanka. I choć artysta zaczął swoją karierę już jakiś czas temu, dla mnie jest całkowicie nowym odkryciem (pewnie gdybym lepiej poszukała znalazłabym jeszcze więcej takich odkryć).
Etykiety:
Gwon Osang,
Helena Oblicka,
kultura
piątek, 10 grudnia 2010
Teatralna gratka!
W najbliższy weekend Teatr Dramatyczny w Warszawie zaprasza na dwie sztuki:
Klub Polski: 10, 11 i 12 grudnia 19:00
Laboratorium-Debiuty: 10, 11 i 12 grudnia 20:00.
Dla czytelników "Kontaktu" specjalna promocja! Na hasło: "KONWENCJA" można będzie kupić bilety po 11zł., a dodatkowo, na hasło "Klub Inteligencji Katolickiej" odebrać będzie też można po 1 dwuosobowym zaproszeniu na oba tytuły, na każdy z powyższych terminów!!!
Ilość biletów jest ograniczona. Prosimy o rezerwowanie miejsc pod nr telefonu (22) 656 68 44.
Etykiety:
news
czwartek, 9 grudnia 2010
Jurry w Krakowie
Do jutra w Krakowie można zobaczyć wystawę „Powrót Jurry'ego”. Jurry to pseudonim malarza - Jerzego Zielińskiego. Był artystą ważnym, acz zapomnianym. Choć po jego śmierci w latach 80. inspirowała się nim Gruppa, a 10 lat temu grupa Twożywo, to Jurry nie był znany szerszej publiczności, a szkoda. Była to postać, tak jak jego obrazy, niezwykle barwna i pełna kontrastów. Studiował malarstwo w Warszawie u prof. Jana Cybisa. I choć pozornie buntował się przeciw swojemu mistrzowi bo nie chciał dalej brnąć w neoimpresjonistyczny nurt, którego uczył Cybis, to najważniejsze przesłanie swojego nauczyciela wziął głęboko do serca: malarstwo jest najwyższą powinnością moralną artysty. Obrazy Jurrego pełne są dowcipu, ironii i lekkości lecz jednocześnie starają się mówić o rzeczach niekiedy trudnych i tragicznych.
Etykiety:
Jan Libera,
Jurry,
kultura,
malarstwo,
wystawa
Dinkle i Horowitz
Właściwie tytuł filmu, o którym piszę brzmi Mary i Max, ale wolę go unikać, bo kojarzy mi się z jakąś disneyowską produkcją o przygodach wesołych trolli z kolorowymi włosami. A trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od amerykańskiego kina familijnego niż animacja Adama Elliota.
Gdy przeczytałem w gazecie, że jest to historia korespondencji ośmioletniej dziewczynki z dorosłym mężczyzną, zacząłem obawiać się, że nakręcono animowaną wersję Lolity. Mogło być ciężko, ale nie było. O ile nowojorski Żyd Max siedząc przed maszyna do pisania co i rusz prezentuje okazałe "hydro", to Mary na pewno nie jest odpowiednikiem bohaterki Nabokova.
Film zrobiony jest świetnie plastycznie. Postacie jakby ulepione z plasteliny, poruszają się w mrocznym świecie zgaszonych i brudnych barw. Rzecz dzieje się na przemian w Nowym Jorku i Melbourne, gdzie mieszka Mary. Horowitz jest samotny, gruby i znerwicowany. Mary naiwna i też niesamowicie samotna. Wymiana listów między tą dwójką napędza akcję, a zderzenie barwnych osobowości, właściwie ich wzajemne uzupełnianie się, rodzi sytuacje komiczne.
Zresztą chyba większość widowni oczekiwała, że zobaczy przezabawną komedię. Jednak w miarę trwania filmu, dziewczęta, które siedząc przy bokach swoich chłopców uważały za swój obowiązek wydawać z siebie dziwne dźwięki, które w ich rozumieniu były perlistym śmiechem, szybko o tym zapomniały. Okazało się, że historia przyjaźni małej Mary Dinkle i zgorzkniałego Horowitza jest tak niesamowicie prawdziwa, że pochłania widza w całości. To, że opowiedziana jest przy użyciu animowanych postaci wcale nie czyni jej śmieszną, czy mniej poważną. Odwrotnie – dystans, który daje widzowi gra pacynek pozwala opowiedzieć ją jeszcze dobitniej, a ostry dowcip zapewnia tylko konieczne chwile wytchnienia.
Historia opowiedziana w animacji Elliota nie kończy się jednoznacznie szczęśliwie. Nie serwuje też narzucającego się morału. Pewnie dlatego jeden z recenzentów porównał go do obrazów Woodyego Allena. Słusznie, ale moim zdaniem film Mary i Max porównywalny jest tylko z największymi dziełami mistrza.
Światowa premiera filmu odbyła się już w 2009 roku. W Polsce można obejrzeć go tylko w Kinotece. Wybór dystrybutora trzeba zresztą pochwalić – taki film świetnie ogląda się w małej sali na piętrze i w wygodnym fotelu.
Cyryl Skibiński
Gdy przeczytałem w gazecie, że jest to historia korespondencji ośmioletniej dziewczynki z dorosłym mężczyzną, zacząłem obawiać się, że nakręcono animowaną wersję Lolity. Mogło być ciężko, ale nie było. O ile nowojorski Żyd Max siedząc przed maszyna do pisania co i rusz prezentuje okazałe "hydro", to Mary na pewno nie jest odpowiednikiem bohaterki Nabokova.
Film zrobiony jest świetnie plastycznie. Postacie jakby ulepione z plasteliny, poruszają się w mrocznym świecie zgaszonych i brudnych barw. Rzecz dzieje się na przemian w Nowym Jorku i Melbourne, gdzie mieszka Mary. Horowitz jest samotny, gruby i znerwicowany. Mary naiwna i też niesamowicie samotna. Wymiana listów między tą dwójką napędza akcję, a zderzenie barwnych osobowości, właściwie ich wzajemne uzupełnianie się, rodzi sytuacje komiczne.
Zresztą chyba większość widowni oczekiwała, że zobaczy przezabawną komedię. Jednak w miarę trwania filmu, dziewczęta, które siedząc przy bokach swoich chłopców uważały za swój obowiązek wydawać z siebie dziwne dźwięki, które w ich rozumieniu były perlistym śmiechem, szybko o tym zapomniały. Okazało się, że historia przyjaźni małej Mary Dinkle i zgorzkniałego Horowitza jest tak niesamowicie prawdziwa, że pochłania widza w całości. To, że opowiedziana jest przy użyciu animowanych postaci wcale nie czyni jej śmieszną, czy mniej poważną. Odwrotnie – dystans, który daje widzowi gra pacynek pozwala opowiedzieć ją jeszcze dobitniej, a ostry dowcip zapewnia tylko konieczne chwile wytchnienia.
Historia opowiedziana w animacji Elliota nie kończy się jednoznacznie szczęśliwie. Nie serwuje też narzucającego się morału. Pewnie dlatego jeden z recenzentów porównał go do obrazów Woodyego Allena. Słusznie, ale moim zdaniem film Mary i Max porównywalny jest tylko z największymi dziełami mistrza.
Światowa premiera filmu odbyła się już w 2009 roku. W Polsce można obejrzeć go tylko w Kinotece. Wybór dystrybutora trzeba zresztą pochwalić – taki film świetnie ogląda się w małej sali na piętrze i w wygodnym fotelu.
Cyryl Skibiński
Etykiety:
Adam Elliot,
Cyryl Skibiński,
kultura,
Mary i Max
Opowieści z krypty
Katolicyzm polski zajmuje w katolicyzmie świata zupełnie odrębne stanowisko. Są kraje, Francja przede wszystkim, gdzie katolicyzm stał się wąską strugą wijącą się wśród współczesnego życia, gdzie masy nie są katolickie, bywają antykatolickie. Katolicyzm jest tam doktryną nielicznej, młodej, intelektualnej elity (…). Są dalej kraje zeszłowieczne, jak Hiszpania przede wszystkim, gdzie katolicyzm jest religią mas szerokich, ale najciemniejszych, religią starszych roczników, religią ludzi i warstw społecznych nie dynamicznych już, lecz statycznych. Otóż Polska jest między tymi dwiema – i na razie bliżej Hiszpanii.
Kto to mówi? Czy to jakiś nowy głos w nieustającej debacie o roli katolicyzmu w Polsce? A może tak się zaczyna najświeższy prowokacyjny tekst o Kościele mojego redakcyjnego kolegi Miszy Tomaszewskiego? Nie – to Ksawery Pruszyński, przedwojenny polski reporter.
Kto to mówi? Czy to jakiś nowy głos w nieustającej debacie o roli katolicyzmu w Polsce? A może tak się zaczyna najświeższy prowokacyjny tekst o Kościele mojego redakcyjnego kolegi Miszy Tomaszewskiego? Nie – to Ksawery Pruszyński, przedwojenny polski reporter.
Etykiety:
historia,
Jan Mencwel,
katolicyzm,
Ksawery Pruszyński
poniedziałek, 22 listopada 2010
„Kontakt” 15/10: ŁAD NIE ŁAD
Czy Polska faktycznie w oczy kole? Często słyszymy, że jest brzydko, że chaos i jaskrawy kicz królują w naszym krajobrazie, nie oszczędzając nawet kościołów. Wielu podkreśla brak spójnej polityki zagospodarowania przestrzeni publicznej. Narzekamy, że nikt nie dba o środowisko, o przyjazną mieszkańcom rewitalizację miast, o mądre modernizowanie krajobrazu wsi. Czy słusznie? Jeżeli tak, to warto zastanowić się nad przyczyną i próbować coś zmienić, a nie poprzestawać na porównywaniu się do innych. Może jednak istnieje jakiś ukryty sens w tym wszechobecnym estetycznym rozgardiaszu?
Uważamy, że w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania, ład trzeba przeciwstawiać nie tyle chaosowi, co nieuzasadnionej bezużyteczności. Piękno przecież odzwierciedla to, co dobre i racjonalne, a nie tylko to, co miłe dla oka. Być może, podążając tym tropem, odnajdziemy ład w nieładzie…
Uważamy, że w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania, ład trzeba przeciwstawiać nie tyle chaosowi, co nieuzasadnionej bezużyteczności. Piękno przecież odzwierciedla to, co dobre i racjonalne, a nie tylko to, co miłe dla oka. Być może, podążając tym tropem, odnajdziemy ład w nieładzie…
Etykiety:
ład-nie-ład
środa, 17 listopada 2010
Myśl samodzielnie!
Z napisaniem tego komentarza noszę się od dawna, ale ostatecznie przekonały mnie spoty reklamowe, zamieszczone na stronie Prawa i Sprawiedliwości pod hasłem „myśl samodzielnie”. Hasło to wpisuje się w język, używany od pewnego czasu przez polską prawicę. Nieprzypadkowo portal internetowy związany z „Gazetą Polską” nosi nazwę Niezależna.pl. Nieprzypadkowo też Jarosław Kaczyński mówił ostatnio o palącej potrzebie wspierania „niezależnych mediów”. Nieprzypadkowo wreszcie powtarzającym się zarzutem, jaki słyszę, spierając się z ludźmi, którzy myślą nieco „prawiej” ode mnie, jest ten, że oto powtarzam tylko to, czego nauczyły mnie media w rodzaju telewizji TVN, radia TOK FM czy „Gazety Wyborczej”. „Nie daj prać sobie mózgu! – wołają z troską moi adwersarze. – Myśl samodzielnie!”
Etykiety:
niezależni,
polityka,
salon,
Salon Niezależnych
Zmęczony obywatel
Już w niedzielę usiądę w przytulnej kabinie za zasłonką, aby wypełnić cztery karty do głosowania. Zdecydowałem się na to pod presją i ze względu na swój rozum. Chcę być „dobrym obywatelem”, który wykonuje „swoje obowiązki”, czyli chodzi głosować. Zdając sobie sprawę, że nie jest wszystko jedno, kto zasiądzie w we władzach samorządowych, postanowiłem świadomie dokonać wyboru przed 21 listopada. Już wiem, że z pierwszym arkuszem do głosowania, na którym znajdę kandydatów na prezydenta Warszawy, poradzę sobie bez problemu. W końcu cała Polska podpowiada mi, kto w stolicy powinien zostać prezydentem.
Etykiety:
demokracja,
Mateusz Luft,
polityka,
wartości,
wybory
piątek, 12 listopada 2010
Stoit Statuja
Prawie trzy metry ma średnica korony Jezusa Chrystusa w Świebodzinie. Dodajmy, największego pomnika Jezusa na świecie. Sama Chrystusowa głowa niestety jest mniejsza niż największa na świecie głowa Lenina w Ułan Ude. Ale to nic – syberyjski Wódz Rewolucji może się poszczycić wyłącznie głową. A nasz Jezus Chrystus jest w całości – od stóp po czubek korony – a odległość między końcami palców rąk wynosi aż dwadzieścia cztery metry. Spory to powód do dumy.
Etykiety:
Budda,
Chiny,
Jezus Chrystus,
Paweł Cywiński,
pomnik,
Świebodzin
wtorek, 9 listopada 2010
Niepowtarzalne sąsiedztwo

- Wczoraj jechałem tędy, tych domów jeszcze nie było...
- Tak pan mówi? A gdyby tu było przedszkole w przyszłości?(...)
W przyszłości, czyli dziś, nie ma przedszkola, jest za to najdroższy apartamentowiec w Polsce. Za "jedyne" 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy można zamieszkać w doprawdy niepowtarzalnym sąsiedztwie - naprzeciwko cudowne, nowo otwarte Centrum Nauki Kopernik, na parterze pierwszy w Polsce salon Bentleya. A z okien zachęcająco uśmiechają się nowi,piękni lokatorzy... z tektury.
Etykiety:
Jan Mencwel,
reklama,
Warszawa
wtorek, 2 listopada 2010
Słowo pana Proroka
Prawie dwa tygodnie temu, nieznany mi bliżej życzliwy, podsunął mi kopię zapisu z przesłuchania Józka Pyrza przeprowadzonego przez SB w połowie ’71 roku, mówiąc, że to na pewno mnie zainteresuje. I tak się stało, ale ponieważ już od dobrych kilku lat, noszę różowe okulary naiwnie kupione jako dodatek do "Gazety Wyborczej", przez cały ten czas wahałem się, czy należy wiedzę opartą na esbeckich teczkach rozpowszechniać. Po tygodniach namysłu postanowiłem się przełamać, odrzucić sentymenty i spojrzeć w twarz Historii.
Etykiety:
Cyryl Skibiński,
hipisi,
Prorok,
teczki
sobota, 30 października 2010
Wartościowy wyścig
Jeżdżąc po nowych chińskich asfaltach, mijałem chińskie ciężarówki, rowery i autobusy, piłem wodę z chińskich wodociągów, rozmawiałem przez komórkę dzięki chińskiej infrastrukturze telefonicznej i satelitom, wszyscy ludzie dookoła byli ubrani w chińską odzież, a w szkołach mogłem się uczyć mandaryńskiego. Lokalne dzieci nazywały mnie „china”, co powoli staje się synonimem słowa, którym powinny na mnie wołać - „faranji”, czyli przybysz z obcego, zachodniego świata. Otóż nie byłem w Państwie Środka, tylko w Rogu Afryki - Etiopii i Somalilandzie. Chińczycy z yuanami w ręku w ciągu 15 lat zdobyli Afrykę. Europa w takich samych rękach ma jeszcze prawa człowieka, demokracje, zaciekawienie afrykańską sytuacją wewnętrzną i garb kolonizacyjny. Nic dziwnego, że jest powolniejsza i brzydsza…
Etykiety:
Afryka,
Chiny,
Europa,
Interesy,
Paweł Cywiński,
poza Europą,
wartości
Winny jest kto inny
Warto przeczytać jeden z ostatnich wpisów na blogu Tomasza Terlikowskiego. Nie po to, by się z jego autorem zgodzić, ale po to, by zrozumieć, jak bardzo możemy się różnić, pozostając katolikami. Nie przypuszczam, żeby redaktor Terlikowski zechciał mnie włączyć w grono tych, których uważa za katolików, skromnie zadowolę się jednak byciem „katolikiem po prostu”, rezygnując z bycia „katolikiem według Terlikowskiego”.
Etykiety:
biskupi,
in vitro,
Misza Tomaszewski,
polityka,
sumienie,
Tomasz Terlikowski,
wiara
poniedziałek, 25 października 2010
Na drodze do Kościoła Świętego
W ostatnich dniach spotkałem się ze stosunkowo niewielką ilością krytyki, jak na to, że w audycji radiowej wezwałem do nowego „prześladowania Kościoła”. Spróbujmy więc raz jeszcze.
Że polski Kościół nie jest prześladowany – to wydaje mi się oczywiste. Chrześcijan nie rzuca się lwom na pożarcie, nie zamyka się ich w więzieniach, nie skazuje na banicję. „Ale przecież – powie ktoś – prześladowanie niejedno ma imię”. To prawda. Atmosfera zorganizowanej, wymierzonej w ludzi wierzących nienawiści również byłaby formą prześladowania. Ale z tym także nie mamy do czynienia, a to dlatego, że środowisk programowo antyklerykalnych wciąż jest w Polsce niewiele. Hasła Janusza Palikota trafiają pewnie do sporej grupy ludzi, nawet jeśli fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w sondażach. Ludzie ci nie są jednak zazwyczaj wrogami Kościoła, a jedynie wrogami polskiego modelu obecności Kościoła w życiu publicznym. Publicystom, którzy wszędzie węszą ataki na Kościół, wypada przypomnieć wysuwany przez nich samych, choć w innym kontekście, „argument 95 procent”.
Że polski Kościół nie jest prześladowany – to wydaje mi się oczywiste. Chrześcijan nie rzuca się lwom na pożarcie, nie zamyka się ich w więzieniach, nie skazuje na banicję. „Ale przecież – powie ktoś – prześladowanie niejedno ma imię”. To prawda. Atmosfera zorganizowanej, wymierzonej w ludzi wierzących nienawiści również byłaby formą prześladowania. Ale z tym także nie mamy do czynienia, a to dlatego, że środowisk programowo antyklerykalnych wciąż jest w Polsce niewiele. Hasła Janusza Palikota trafiają pewnie do sporej grupy ludzi, nawet jeśli fakt ten nie znajduje odzwierciedlenia w sondażach. Ludzie ci nie są jednak zazwyczaj wrogami Kościoła, a jedynie wrogami polskiego modelu obecności Kościoła w życiu publicznym. Publicystom, którzy wszędzie węszą ataki na Kościół, wypada przypomnieć wysuwany przez nich samych, choć w innym kontekście, „argument 95 procent”.
Etykiety:
Andrzej Czaja,
biskupi,
Jarosław Gowin,
Kościół,
Misza Tomaszewski,
prześladowanie,
upadek,
wiara
sobota, 23 października 2010
Listo do redakcji: Dwa bieguny zacietrzewienia
Kilka tygodni temu obserwowałem obrońców krzyża, którego już nie ma na Krakowskim Przedmieściu, ostatnio marsz ateistów i agnostyków w Krakowie. Hasła skrajnie inne, ale atmosfera bardzo podobna.
Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.
Tam gdzie zaczyna się mentalność kibica, kończy się wolność. Tym, co kibicują państwu, licząc na zmniejszenie roli Kościoła, polecam spojrzenie na epoki, gdy ludzi wysyłano do obozów a Kościół był oazą wolności nawet dla niewierzących np. Kuronia, Geremka, Modzelewskiego. Tym, którzy kibicują Kościołowi, dedykuję spojrzenie na epoki, gdy szalała inkwizycja, bądź bliższe, w których szaleje w Kościele pedofilia i radio ojca Rydzyka. Ja wybieram inne spojrzenie. Ważne są dla mnie wartości uniwersalne: prawda, tolerancja, prawa człowieka, miłość, wolność, życie. I tak samo zamierzam patrzeć na ręce państwu, jak i Kościołowi, stowarzyszeniom, partiom i wszelkim innym organizacjom, by mej wolności nie ograniczały. Dziś ateiści naskakują na wierzących, obrońcy krzyża na liberalne społeczeństwo, państwowcy na klerykałów itp., itd. Zamykanie się w intelektualnych gettach, myślenie stadne, kibicowanie państwu lub Kościołowi to możliwy początek zamordyzmu. Mogą znaleźć się bowiem w Polsce cwani politycy, którzy podżegając jednych przeciw drugim, wykorzystają sztucznie wywołany spór i chwycą społeczeństwo za twarz w imię walki z kimś, a nie o coś.
Etykiety:
Kościół,
Marcin Matuzik,
państwo,
polityka,
wiara
piątek, 22 października 2010
Może to nas otrzeźwi
„Może to nas otrzeźwi” - powiedział Donald Tusk tuż po morderstwie w łódzkim biurze europosła PiS. A ja się zastanawiam, czy chcę dążyć do takiej trzeźwości, do jakiej wzywa nas premier. Cóż z tego, że wezwiemy do porzucenia „języka nienawiści”, że „przestaniemy widzieć w politycznym konkurencie wroga”, że stworzymy „front do walki z nienawiścią”, że znajdziemy winnych i ich napiętnujemy? Prawdziwe problemy, którymi polska polityka od lat się nie zajmuje, znowu dadzą o sobie znać, wyciągając kolejnego trupa z szafy.
Etykiety:
Donald Tusk,
Jan Mencwel,
polityka,
trzeźwość
czwartek, 21 października 2010
W prasie i w radio
Polecam swój krótki tekst, opublikowany w najnowszym „Tygodniku Powszechnym”: Nie ma się czym chwalić. W związku z artykułem pojawiłem się następnie w Popołudniu Radia TOK FM, w którym Grzegorz Chlasta wypytywał mnie - jakże by inaczej - o antyklerykalizm. Audycję - choć chyba ponownie nie ma się czym chwalić - można odsłuchać tutaj. Odsłuchując, proszę pamiętać o tym, że mocniejszy czuję się w piórze niż w gębie...
Etykiety:
„Tygodnik Powszechny”,
news,
TOK FM
środa, 20 października 2010
U wód

Damien Peyret robi zdjęcia na basenie. Ale nie jest ani fotoreporterem sportowym, ani trenerem pływania. Jest artystą.
Etykiety:
fotografia,
kultura,
Tomek Kaczor
wtorek, 19 października 2010
Blisko i daleko
Dlaczego stan prawny w państwie demokratycznym powinien kanonizować moralność zbudowaną na chrześcijańskiej ontologii? Dlaczego zadaniem katolickiego posła powinno być prawne usankcjonowanie nauki społecznej Kościoła? Nasi biskupi, tak elokwentni w porównywaniu metody in vitro z różnego rodzaju zbrodniczymi eksperymentami, na te pytania nie odpowiadają. Choć może powinni.
Etykiety:
Henryk Hoser,
in vitro,
Misza Tomaszewski,
polityka,
wiara
niedziela, 17 października 2010
Było spotkanie z ciekawym człowiekiem
Sahar Francis była w Polsce na początku października!
To imię nic mi nie mówi.
Sahar jest prawnikiem, aktywistką społeczną, niepozorną kobietą.
Ba, nie ona jedna.
Sahar jest izraelskim prawnikiem. Walczy o prawa palestyńskich więźniów politycznych…
Stop. Schemat. Setki artykułów, filmów, informacji o zabitych cywilach, żołnierzach, rakietach, bombach, samobójcach, płonących autobusach. Dość.
To imię nic mi nie mówi.
Sahar jest prawnikiem, aktywistką społeczną, niepozorną kobietą.
Ba, nie ona jedna.
Sahar jest izraelskim prawnikiem. Walczy o prawa palestyńskich więźniów politycznych…
Stop. Schemat. Setki artykułów, filmów, informacji o zabitych cywilach, żołnierzach, rakietach, bombach, samobójcach, płonących autobusach. Dość.
Etykiety:
Maria Radziejowska,
prawa człowieka,
Sahar Francis
sobota, 16 października 2010
Pędem za Iwaszkiewiczem
Podkowa od lat 30. nie przestaje się rozrastać. Aida, „stara i zmurszała willa w głębi lasu” stoi do dziś, tyle, że w samym centrum podkowy Leśnej, przy ulicy, kto by pomyślał, Iwaszkiewicza 7. Niestety znajduje się w prywatnych rękach i obejrzeć można ją tylko przez płot… no chyba, że robotnicy remontujący właśnie drewniany dach, okażą się łaskawi i pozwolą wejść do środka.
Etykiety:
Cyryl Skibiński,
Iwaszkiewicz,
kultura,
Stawisko
niedziela, 10 października 2010
Czy powinniśmy patrzeć na świat oczami wyobraźni?
„Nie omieszkam podać wśród tych wskazówek pewnej nowej myśli, która, choć wyda się mało ważna i niemal śmieszna, niemniej jest wielce użyteczna w pobudzaniu wyobraźni do rozmaitych pomysłów. Mianowicie jeśli wpatrzysz się w [ch]mury pokryte rozmaitymi plamami lub w kamienie rozmaicie pomieszane i chcesz sobie wyobrazić jakąś scenę, możesz tam zobaczyć podobieństwa rozmaitych krajobrazów ozdobionych górami, rzeki, skały, drzewa, wielkie równiny, doliny i różnokształtne pagórki. Możesz także zobaczyć różne bitwy i gwałtowne ruchy dziwnych postaci, wyrazy twarzy, ubiory i nieskończoną ilość rzeczy, które będziesz mógł doprowadzić do pełnej i dobrej formy. Z takimi ścianami o bezładnych plamach bywa jak z głosem dzwonów - w ich dźwiękach odnajdziesz każde imię i słowo, które przywołasz wyobraźnią. [...] Jeśli będziesz w nie patrzył, znajdziesz tam czarujące pomysły, pobudzające umysł [...] Albowiem rzeczy pogmatwane pobudzają [...] do nowych inwencji [...]”.
Leonardo da Vinci, Sposób pobudzania wyobraźni do różnych pomysłów, [w:] Traktat o malarstwie, ksiega II, par. 66.
Etykiety:
kultura,
Maria Radziejowska,
wyobraźnia
środa, 11 sierpnia 2010
O tym, dlaczego „nie”
W ostatnim numerze „Polityki”, poświęconym sporowi o krzyż stojący przed Pałacem Namiestnikowskim, pojawił się niezwykle ciekawy wywiad z profesorem Zbigniewem Mikołejko, filozofem religii. Pod koniec wywiadu znalazła się krótka, lecz bardzo celna diagnoza obecnej sytuacji polskiego Kościoła.
Gdy Kościół dziś próbuje dystansować się od konfliktu, ma rację, ale u początku tego wszystkiego było przyzwolenie na manifestacyjną obecność krzyża wszędzie, zgoda na jego desakralizację. Żeby nastąpił przełom mentalny, tacy biskupi jak Kazimierz Ryczan, Stanisław Stefanek czy Edward Frankowski, cała ta potężna grupa hierarchów, muszą najpierw zrozumieć, co się stało. A nie są w stanie. Rozumieją to katoliccy intelektualiści, tacy jak Adam Boniecki, Jacek Prusak czy Andrzej Luter – i są przerażeni. Hierarchowie myślą przy tym, że nadal są panami dusz. A już nie są.
Gdy Kościół dziś próbuje dystansować się od konfliktu, ma rację, ale u początku tego wszystkiego było przyzwolenie na manifestacyjną obecność krzyża wszędzie, zgoda na jego desakralizację. Żeby nastąpił przełom mentalny, tacy biskupi jak Kazimierz Ryczan, Stanisław Stefanek czy Edward Frankowski, cała ta potężna grupa hierarchów, muszą najpierw zrozumieć, co się stało. A nie są w stanie. Rozumieją to katoliccy intelektualiści, tacy jak Adam Boniecki, Jacek Prusak czy Andrzej Luter – i są przerażeni. Hierarchowie myślą przy tym, że nadal są panami dusz. A już nie są.
Etykiety:
Kościół,
Misza Tomaszewski,
sprawiedliwość,
wiara,
Zbigniew Mikołejko
wtorek, 10 sierpnia 2010
Tak nie można
„Cyrk się udał”. Tymi słowami nocną „Akcję Krzyż” podsumował jej organizator. Były transparenty, było skandowanie, grała muzyka. Rozegrano mecz siatkówki plażowej, nie zabrakło nawet baniek mydlanych. Cyrk niewątpliwie się udał.
Co odróżniało wczorajszą manifestację od tej sprzed tygodnia, która uniemożliwiła przeniesienie krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego do kościoła świętej Anny? Oprócz, naturalnie, faktu, że jedna krzyża „broniła”, a druga go „atakowała”? Obawiam się, że niewiele. Pomijam już nawet to, że żadna z nich nie przyczyniła się do konstruktywnego rozwiązania konfliktu. Esencja obydwu tych manifestacji była w każdym razie taka sama, a sprowadzała się do wyrażenia przez manifestujących pogardy względem ludzi, którzy myślą inaczej.
Co odróżniało wczorajszą manifestację od tej sprzed tygodnia, która uniemożliwiła przeniesienie krzyża spod Pałacu Namiestnikowskiego do kościoła świętej Anny? Oprócz, naturalnie, faktu, że jedna krzyża „broniła”, a druga go „atakowała”? Obawiam się, że niewiele. Pomijam już nawet to, że żadna z nich nie przyczyniła się do konstruktywnego rozwiązania konfliktu. Esencja obydwu tych manifestacji była w każdym razie taka sama, a sprowadzała się do wyrażenia przez manifestujących pogardy względem ludzi, którzy myślą inaczej.
Etykiety:
krzyż,
liberalizm,
Misza Tomaszewski,
Richard Rorty,
wiara
wtorek, 3 sierpnia 2010
Gdzie był Kościół?
Bez końca można zadawać pytanie, kto jest winny dzisiejszej bitwy o krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim. Bez końca wskazywać można na Prezydenta Elekta, który od czasu wywołania tematu krzyża w "Gazecie Wyborczej" nabrał wody w usta; na Radę Ministrów, która odpowiada za zarządzanie kryzysowe w kraju; na największą partię opozycyjną, której przedstawiciele w najbardziej cyniczny i obrzydliwy sposób podgrzewali sytuację dla celów propagandowych; na dziennikarzy, którzy - zgodnie z własnym interesem interesem, lecz wbrew swemu powołaniu - doprowadzili do eskalacji emocji. Jak powiedział Szymon Hołownia, w duszach "obrońców krzyża" obudzono demona. Przez najbliższe dni będziemy świadkami przerzucania na siebie odpowiedzialności za tę sytuację przez tych, którzy do niej doprowadzili. Demon został już jednak obudzony i żadne późniejsze ustalenia tego nie cofną. Nam zaś pozostaje patrzeć na to, cośmy narobili.
Etykiety:
Kościół,
krzyż,
Misza Tomaszewski,
wiara
poniedziałek, 26 lipca 2010
Czymże nas posolić?
W „Tygodniku Powszechnym”, któremu często zarzucam nierówność, pojawił się świetny tekst. Jego autorem – Michał Rychert, jeden z lepszych polskich teologów-publicystów. Wzmiankuję o artykule nie tylko dlatego, że jest dobry, ale i dlatego, że swoją tematyką wpisuje się w poruszony niedawno na naszym blogu wątek Kościoła katolickiego snów o potędze.
Jest [...] w nas niepohamowana niecierpliwość, aby Królestwo Boże przyszło już teraz. A skoro Bóg się spóźnia – by przejąć inicjatywę, nadać bieg historii zbawienia nie tyle przez ewangeliczne działanie, co na skróty, np. przez odpowiednie ustawodawstwo.
Jest [...] w nas niepohamowana niecierpliwość, aby Królestwo Boże przyszło już teraz. A skoro Bóg się spóźnia – by przejąć inicjatywę, nadać bieg historii zbawienia nie tyle przez ewangeliczne działanie, co na skróty, np. przez odpowiednie ustawodawstwo.
Etykiety:
Misza Tomaszewski,
świadectwo,
wiara
czwartek, 22 lipca 2010
Sny o potędze
Na portalu Wirtualna Polska pojawił się interesujący felieton Michała Sutowskiego, sekretarza redakcji „Krytyki Politycznej”. Czytając go, warto pamiętać o tym, że jest on felietonem, i przejść do porządku dziennego nad sporą ilością prowokujących uogólnień, których dopuszcza się Michał. Felieton wpisuje się w popularny ostatnio temat krzyża, który pojawił się swego czasu przed Pałacem Namiestnikowskim, a który na mocy wtorkowego porozumienia kiedyś - lecz nie wiadomo kiedy - stamtąd zniknie. Mnie zaciekawił jednak inny jeszcze spośród poruszonych przez autora wątków.
Etykiety:
katolicyzm otwarty,
Michał Sutowski,
Misza Tomaszewski,
wiara
niedziela, 18 lipca 2010
Brońmy krzyża!
„Brońcie krzyża!” – ostatnio hasło to, sformułowane przez Jana Pawła II w trakcie jego VI podróży apostolskiej do Polski, zyskało na popularności. Wszak krzyż mamy dziś tylko jeden, stojący pod Pałacem Prezydenckim i upamiętniający ofiary katastrofy pod Smoleńskiem, z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. Krzyż ten nie jest zaś już tylko symbolem religijnym, ponieważ stał się on również symbolem politycznym, o czym najdobitniej świadczy przewieszona przez jego ramiona polska flaga. Stał się on symbolem politycznym, o ile przez politykę rozumieć można sztukę budowania wśród ludzi podziałów w oparciu o odmienne języki, którymi się oni posługują i które służą im do konstruowania odmiennych rzeczywistości. O tym, że żyjemy w rzeczywistościach równoległych, przekonujemy się ostatnio w sposób wyjątkowo brutalny.
Etykiety:
Jan Paweł II,
krzyż,
Misza Tomaszewski,
wiara
piątek, 18 czerwca 2010
Rzeka dzieciństwa
W środowy wieczór, podobnie jak niemal sto tysięcy innych ludzi, postanowiłem zostać świadkiem historii. Tego dnia bowiem, na lotnisku Bemowo, odbył się koncert jakiego świat dotąd nie widział. Po raz pierwszy w historii na jednej scenie wystąpiły po sobie cztery legendarne zespoły, filary światowej sceny heavy metalowej: Megadeth, Anthrax, Slayer i Metallica. Gwoli ścisłości: postanowiłem zostać takim świadkiem jak kilkanaście tysięcy osób, które zgromadziło się w okolicach lotniska, ale po niewłaściwej stronie ogrodzenia. I choć moich wrażeń audialnych nie da się na pewno porównać z wrażeniami osiemdziesięciu tysięcy fanów, którzy zapłacili za bilet, tym niemniej moja nietypowa lokalizacja dała asumpt do interesujących obserwacji społecznych.
Etykiety:
kultura,
muzyka,
Tomek Kaczor
poniedziałek, 24 maja 2010
Komunikat zamiast sumienia
Wiele kontrowersji wzbudził ostatnio Komunikat Rady ds. Rodziny KEP. Biskupi napisali między innymi:
Duszpasterze i Diecezjalni Doradcy Życia z niepokojem przyjęli wiadomość, że w Sejmie odrzucono poselski projekt „Contra in vitro” bez możliwości dalszej nad nim dyskusji. Kościół od zawsze broni najsłabszych, a zwłaszcza całkowicie bezbronnych, jakimi są dzieci poczęte. Należy pamiętać, że ci którzy je zabijają i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy.
Duszpasterze i Diecezjalni Doradcy Życia z niepokojem przyjęli wiadomość, że w Sejmie odrzucono poselski projekt „Contra in vitro” bez możliwości dalszej nad nim dyskusji. Kościół od zawsze broni najsłabszych, a zwłaszcza całkowicie bezbronnych, jakimi są dzieci poczęte. Należy pamiętać, że ci którzy je zabijają i ci, którzy czynnie uczestniczą w zabijaniu, bądź ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła Katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy.
Etykiety:
in vitro,
Misza Tomaszewski,
wiara
środa, 12 maja 2010
Nienaturalnie
W temacie numeru najnowszego "Kontaktu":
wstęp od redakcji: Nienaturalnie?
KOŚCIÓŁ A HOMOSEKSUALIZM
reportaż Katarzyny Kucharskiej i Maćka Onyszkiewicza: Życie i cała reszta
WOKÓŁ SPORU O IN VITRO
wywiady z Haliną Bortnowską i Markiem Jurkiem: Między Bogiem a cezarem
PRAWO NATURALNE W NAUCZANIU KOŚCIOŁA
ks. Artur Filipowicz SJ: Prawo naturalne
ANTYKONCEPCJA
prof. Andrzej Paszewski: Ludzki wymiar seksualności
Maria Mazan i Ignacy Święcicki: O tym i o ovum
Piotr Ciacek: Rozdwojenie seksu
ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA?
wywiad z prof. Romualdem Krajewskim: Ze zdrowym o chorobie
wstęp od redakcji: Nienaturalnie?
KOŚCIÓŁ A HOMOSEKSUALIZM
reportaż Katarzyny Kucharskiej i Maćka Onyszkiewicza: Życie i cała reszta
WOKÓŁ SPORU O IN VITRO
wywiady z Haliną Bortnowską i Markiem Jurkiem: Między Bogiem a cezarem
PRAWO NATURALNE W NAUCZANIU KOŚCIOŁA
ks. Artur Filipowicz SJ: Prawo naturalne
ANTYKONCEPCJA
prof. Andrzej Paszewski: Ludzki wymiar seksualności
Maria Mazan i Ignacy Święcicki: O tym i o ovum
Piotr Ciacek: Rozdwojenie seksu
ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA?
wywiad z prof. Romualdem Krajewskim: Ze zdrowym o chorobie
Etykiety:
nienaturalnie
środa, 5 maja 2010
niedziela, 11 kwietnia 2010
Spacer na wczorajszą okoliczność
Zapuściłem się ogromnie ze spacerami, ale wydarzenia (już) wczorajszego poranka zmobilizowały mnie do napisania czegoś. Chyba po prostu sam tego potrzebowałem.
Etykiety:
spacery biblijne
sobota, 10 kwietnia 2010
Rozmowy nad trumnami
Wilcza wygląda zupełnie zwyczajnie, może z wyjątkiem kilku spontanicznie wywieszonych flag z czarnym kirem. Rozglądam się, ale nie dostrzegam niczego niezwykłego. Ruszam w stronę placu Trzech Krzyży, skręcam w Mokotowską. Wciąż nic. Plac wygląda jak zwykle w sobotę o tej porze. Nigdzie ani śladu nawiązania do katastrofy rządowego samolotu. Wreszcie dochodzi do mnie głos wracającej z kościoła, starszej pani:
– Człowiek planuje inaczej, a Pan Jezus – inaczej.
– Człowiek planuje inaczej, a Pan Jezus – inaczej.
Etykiety:
Misza Tomaszewski,
polityka
sobota, 27 marca 2010
Jest sens
W związku z moją rolą przyszłego świadka na bierzmowaniu Agnieszki, miałem dziś okazję uczestniczyć w uroczystej mszy świętej, na której młodzież wręczała księdzu biskupowi prośby o udzielenie jej sakramentu. Msza poprzedzona była godzinnym spotkaniem formacyjnym, prowadzonym przez ambitną grupę dwudziestokilkuletnich ludzi. I o tym spotkaniu kilka słów.
Gdy wszedłem do świątyni około godziny jedenastej, w środku panował jeszcze chaos. Grupy gimnazjalistów z poszczególnych parafii zajmowały miejsce, wchodziły, wychodziły lub wałęsały się tu i ówdzie bez wyraźnego celu, pod nerwowym przewodnictwem nie mniej zdezorientowanych księży katechetów. Ponad tym wszystkim unosiły się płynące z głośników słowa znanej piosenki T.Love: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym!”. Jednocześnie na wyświetlaczu rozbłysło hasło: „Jest sens”. Nieco oszołomiony, zająłem miejsce w nawie bocznej.<
Gdy wszedłem do świątyni około godziny jedenastej, w środku panował jeszcze chaos. Grupy gimnazjalistów z poszczególnych parafii zajmowały miejsce, wchodziły, wychodziły lub wałęsały się tu i ówdzie bez wyraźnego celu, pod nerwowym przewodnictwem nie mniej zdezorientowanych księży katechetów. Ponad tym wszystkim unosiły się płynące z głośników słowa znanej piosenki T.Love: „Tak bardzo chciałbym zostać kumplem Twym!”. Jednocześnie na wyświetlaczu rozbłysło hasło: „Jest sens”. Nieco oszołomiony, zająłem miejsce w nawie bocznej.<
Etykiety:
bierzmowanie,
Misza Tomaszewski,
wiara
środa, 10 marca 2010
o „Kontakcie” w „Tygodniku”
W najnowszym „Tygodniku Powszechnym” tekst księdza Andrzeja Lutra Kościół z ludzką twarzą. Ks. Luter odnosi się w nim do tekstu Zbigniewa Nosowskiego Polskie katolicyzmy. Pisze też wiele o katolicyzmie otwartym, czyli także tym naszym - kontaktowym.
Ks. Andrzej wpadł swego czasu na kolegium i na ten temat z nami porozmawiał, a w swoim tekście, wśród własnych ciekawych refleksji, zamieścił także i owoce swoich z nami dysput. Wypowiedział się o nas z dużą życzliwością, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Już niebawem link do tego tekstu trafi do działu "Pisali o nas". A tymczasem, póki „Tygodnik” opublikował na swojej stronie tylko skrót artykułu, w którym o nas akurat nie ma, odsyłam do wydania papierowego. Strona 19.
Dziękujemy!
Ks. Andrzej wpadł swego czasu na kolegium i na ten temat z nami porozmawiał, a w swoim tekście, wśród własnych ciekawych refleksji, zamieścił także i owoce swoich z nami dysput. Wypowiedział się o nas z dużą życzliwością, za co jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Już niebawem link do tego tekstu trafi do działu "Pisali o nas". A tymczasem, póki „Tygodnik” opublikował na swojej stronie tylko skrót artykułu, w którym o nas akurat nie ma, odsyłam do wydania papierowego. Strona 19.
Dziękujemy!
Etykiety:
„Tygodnik Powszechny”,
Andrzej Luter,
wiara
wtorek, 9 marca 2010
Obrazy pana Liska
A jeśli sztuka nie ma żadnych obowiązków względem rzeczywistości?

W piwnicy przy Odolańskiej 10 na Starym Mokotowie grupa młodych malarzy otworzyła wystawę malarstwa pana Liska. Na ceglanych ścianach, na dobrze znanych nam drzwiach ze zbitych listew i dykt, w znajomej nosowi wilogoci, powiesili niewielkie gwasze. Na podłodze – wylanym betonie chrzęści piasek, światła nie ma. Prace można oglądać z diodą w ręku, przy dźwiękach dokumentu – komentarzach przyjaciół o jego dżentelmeńskiej naturze i serdeczności.

W piwnicy przy Odolańskiej 10 na Starym Mokotowie grupa młodych malarzy otworzyła wystawę malarstwa pana Liska. Na ceglanych ścianach, na dobrze znanych nam drzwiach ze zbitych listew i dykt, w znajomej nosowi wilogoci, powiesili niewielkie gwasze. Na podłodze – wylanym betonie chrzęści piasek, światła nie ma. Prace można oglądać z diodą w ręku, przy dźwiękach dokumentu – komentarzach przyjaciół o jego dżentelmeńskiej naturze i serdeczności.
Etykiety:
Katarzyna Kucharska,
kultura
poniedziałek, 8 marca 2010
Gdy chrześcijanin otwiera usta
Dziś w warszawskiej katedrze odbyła się dziękczynna msza za ubiegłoroczną kanonizację arcybiskupa warszawskiego Zygmunta Szczęsnego Felińskiego. Kazanie wygłosił przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Pewną rozrywką dla wszystkich nieobecnych (w tym i dla mnie) może być porównanie streszczeń tej homilii, zamieszczonych na stronie KAI i portalu "Gazety Wyborczej". Już same tytuły mówią za siebie: "Św. abp Feliński był prawdziwym prorokiem" (KAI) i "Nie można karać za mówienie o morderstwie dziecka" ("GW"). Abp Michalik nie byłby sobą, gdyby nie nawiązał do niedawnego wyroku polskiego sądu w sprawie Alicji Tysiąc. "Gazeta" nie ma oczywiście obowiązku zgłębiania religijnego wymiaru kazania arcybiskupa, lecz robiąc to, co robi - sprowadzając je do kwestii sporu między Kościołem a państwem - wcale nie przyczynia się do ułatwienia rozwiązania tego sporu.
Etykiety:
aborcja,
język,
Józef Michalik,
Kościół,
Misza Tomaszewski,
wiara
Maciek Bulanda: Potrzeba świadomości
Po chwilowym pobycie w Polsce wróciłem na uczelnię do Londynu. Zamiast się uczyć uciekałem co i rusz w dyskusję, która rozgrzała publicystów, a nawet autorytety. Wszystko przez jedną książkę: “Kapuściński. Non-fiction” Artura Domosławskiego. Zostałem pochłonięty zarówno całą dyskusją, a w końcu naturalnie samym jej przedmiotem, który wręczył mi niedawno kurier.
Dyskusja jednak nie schodziła na właściwy temat, lecz skupiała się na “naszych”, czytelniczych fobiach, przerysowanych obrazach i zafałszowanych przez nas wyobrażeniach.
Dyskusja jednak nie schodziła na właściwy temat, lecz skupiała się na “naszych”, czytelniczych fobiach, przerysowanych obrazach i zafałszowanych przez nas wyobrażeniach.
Etykiety:
Artur Domosławski,
kultura,
Maciek Bulanda,
Ryszard Kapuściński
wtorek, 23 lutego 2010
Roman-Widmo?
"Autor Widmo" dostał właśnie Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Ja właśnie obejrzałem najnowszy film Polańskiego i zachodzę w głowę. Zachodzę tak bardzo, że właściwie sam już nie wiem nad czym. Pytanie o to, czy prestiżowa nagroda w Berlinie jest zasłużona, chyba odłożę, bo nie widziałem innych pokazanych tam dzieł. Muszę jednak przyznać, że nowy film Polańskiego zupełnie zbił mnie z pantałyku, a co najlepsze - zaskoczył mnie pozytywnie i negatywnie naraz. Ciężko będzie napisać, o co mi chodzi, nie zdradzając zarazem fabuły, ale spróbuję, a w razie czego - nie mówcie, że nie ostrzegałem.
Etykiety:
Autor widmo,
Jan Mencwel,
kultura,
Roman Polański
piątek, 19 lutego 2010
Polskie katolicyzmy - epilog burzy w szklance wody
Wczoraj odbyło się w KIK-u z dawna zapowiadana debata nad artykułem Zbigniewa Nosowskiego Polskie Katolicyzmy. Pełną wersję tego artykułu opublikowano w "Więzi", a jego skrót w "Tygodniku Powszechnym". Obecni byli, oprócz samego Zbigniewa Nosowskiego i prowadzącego debatę Grzegorza Paca, Paweł Milcarek ("Christianitas"), Dariusz Karłowicz ("Teologia Polityczna"), Katarzyna Wiśniewska ("Gazeta Wyborcza") oraz Marek Zając (obecnie członek Zarządu KIK-u). Debata w takim składzie skończyła się, proszę tylko pomyśleć, awanturą. Pozostaje zapytać: Czy mogła skończyć się inaczej?
„Gorszycielka”
«Mój biedy Polikratesiku – odpowiedział jej Jerzy. Polikrates władca Samos, opisany przez Herodota, był tak szczęśliwy, że postanowił wrzucić do morza pierścień. I od tej chwili los się odmienił, Polikratesa zaczęły nękać nieszczęścia, w końcu zginął ukrzyżowany. Jerzy jakby przewidział, to co miało nadejść.»
W ostatniej „Polityce” można przeczytać artykuł Justyny Sobolewskiej poświęcony znanej warszawskiej „gorszycielce” dwudziestolecia międzywojennego – Irenie Krzywickiej. Tekst jest przepleciony wspomnieniami jej syna Andrzeja oraz fragmentami z filmu Marii Zmarz-Kaczanowicz dokumentującego jej ciekawe i barwne życie. Kim była Krzywicka? Odpowiedź zależy od tego co w jej życiu wydaje się dla nas naprawdę istotne. Skandalistką? Trochę mało. Kochanką Boya-Żeleńskiego? Pikantne, ale wciąż średnio ważne. Może więc prekursorką feminizmu? Obrończynią praw homoseksualistów? Trochę cieplej, ale niech każdy/-a sam/a określi ideały, które są dziś dla niego naprawdę ważne.
W ostatniej „Polityce” można przeczytać artykuł Justyny Sobolewskiej poświęcony znanej warszawskiej „gorszycielce” dwudziestolecia międzywojennego – Irenie Krzywickiej. Tekst jest przepleciony wspomnieniami jej syna Andrzeja oraz fragmentami z filmu Marii Zmarz-Kaczanowicz dokumentującego jej ciekawe i barwne życie. Kim była Krzywicka? Odpowiedź zależy od tego co w jej życiu wydaje się dla nas naprawdę istotne. Skandalistką? Trochę mało. Kochanką Boya-Żeleńskiego? Pikantne, ale wciąż średnio ważne. Może więc prekursorką feminizmu? Obrończynią praw homoseksualistów? Trochę cieplej, ale niech każdy/-a sam/a określi ideały, które są dziś dla niego naprawdę ważne.
Etykiety:
Adam Hornung,
feminizm,
Irena Krzywicka,
kultura
wtorek, 16 lutego 2010
A więc wojna!

W temacie numeru najnowszego „Kontaktu”:
Lekcja, której nie można odrobić - wywiad z Jackiem Leociakiem, pracownikiem Centrum Badań nad Zagładą Żydów, którego pytamy o ryzyko oswojenia doświadczenia Holocaustu;
Herosi na szańcach cywilizacji - tekst Janka Mencwela poświęcony uwiecznianiu przez zwycięzców swoich triumfów nad pokonanymi;
Dylemat fotoedytora - wywiad z fotoreporterem Krzysztofem Millerem, który opowiada o pracy korespondenta wojennego;
Gra w kulki - artykuł Miszy Tomaszewskiego, dotyczący konfliktu wartości w obrębie systemu demokratycznego;
Wojna o wojnę - analiza chrześcijańskiego pojęcia "wojny sprawiedliwej", dokonana przez Jacka Czaputowicza;
Wojna we krwi Europy - utrzymany w stylu political fictionwywiad z Bartłomiejem Sienkiewiczem, dotyczący europejskiej wojny przyszłości.
Zapraszamy do lektury! Najnowszy „Kontakt” można ściągnąć stąd.
Etykiety:
wojna
środa, 3 lutego 2010
Supermarket sztuki
Nie jestem częstym bywalcem centrów handlowych, więc niewykluczone, że moja obserwacja nie jest już żadną nowością. Tym nie mniej dla mnie była ona sporym, choć niestety także gorzkim, zaskoczeniem. A zaskoczyły mnie... szatnie.
Nie trzeba odwiedzać centrów handlowych, by wiedzieć, że toczy się w nich życie, że niejedni spędzają w nich rodzinne, niedzielne popołudnia, ba – nawet całe dnie! Ale tego rodzaju "wypad" do centrum handlowego wydawał mi się raczej czymś w rodzaju poobiedniego spaceru. Szatnia natomiast to element (wprawdzie nie główny, lecz jednak) miejsc kultury, takich jak teatry, muzea, niektóre kawiarnie czy kluby. Oczywiście są też szatnie w szkołach czy w halach sportowych, ale w przeciwieństwie do tych w teatrze czy muzeum, nie ma w nich obsługi. W centrum handlowym – była.
Nie trzeba odwiedzać centrów handlowych, by wiedzieć, że toczy się w nich życie, że niejedni spędzają w nich rodzinne, niedzielne popołudnia, ba – nawet całe dnie! Ale tego rodzaju "wypad" do centrum handlowego wydawał mi się raczej czymś w rodzaju poobiedniego spaceru. Szatnia natomiast to element (wprawdzie nie główny, lecz jednak) miejsc kultury, takich jak teatry, muzea, niektóre kawiarnie czy kluby. Oczywiście są też szatnie w szkołach czy w halach sportowych, ale w przeciwieństwie do tych w teatrze czy muzeum, nie ma w nich obsługi. W centrum handlowym – była.
Etykiety:
kultura,
Tomek Kaczor
Między Scyllą a Charybdą
Duży rozgłos zdobył ostatnio artykuł redaktora naczelnego „Więzi” Zbigniewa Nosowskiego, zatytułowany Polskie katolicyzmy (można go przeczytać na stronie „Tygodnika Powszechnego”). Warszawski KIK organizuje nawet w lutym spotkanie poświęcone temu tematowi, pluralistycznie dobierając prelegentów (Katarzyna Wiśniewska, Dariusz Karłowicz, Paweł Milcarek, Zbigniew Nosowski, Marcin Przeciszewski). Wygląda na to, że będą wśród nich reprezentowane wszystkie wyróżnione przez red. Nosowskiego „typy” polskich katolików: katolicyzm twierdzy, katolicyzm walki, katolicyzm dialogu i katolicyzm prywatny. Podobną typologię opracował swego czasu w książce Kościół w czasach wolności Jarosław Gowin.
Etykiety:
katolicyzm otwarty,
Misza Tomaszewski,
wiara,
Zbigniew Nosowski
wtorek, 2 lutego 2010
Potrzeba nam heretyków
„Gazeta Wyborcza” opublikowała wywiad z filozofem religii i eseistą, profesorem Zbigniewem Mikołejko. Podobnie jak poprzednie z tego cyklu (ewidentnie słabsze), tak i ta rozmowa dotyczyła sensu filozofowania i teologizowania w wymiarze społecznym i indywidualnym. Mikołejko z właściwą sobie erudycją dowodzi współzależności filozofowania i rozwoju potęgi państwa. Odwracając tę tezę, przekonuje swoją rozmówczynię Aleksandrę Klich, że winna upadku Rzeczypospolitej jest właśnie pustynia intelektualna nowożytnej Polski:
My Polacy […] nie toczyliśmy, jak np. Francuzi czy Niemcy, bojów o pojęcia wiary, np. łaskę. To okrutne, ale w tych krwawych bojach krzepły absolutystyczne struktury, silne monarchie. Tymczasem my słabliśmy. Zapłaciliśmy za to słabością systemu państwowego i - później - krwią milionów.
My Polacy […] nie toczyliśmy, jak np. Francuzi czy Niemcy, bojów o pojęcia wiary, np. łaskę. To okrutne, ale w tych krwawych bojach krzepły absolutystyczne struktury, silne monarchie. Tymczasem my słabliśmy. Zapłaciliśmy za to słabością systemu państwowego i - później - krwią milionów.
Etykiety:
Adam Hornung,
religia,
wiara,
Zbigniew Mikołejko
sobota, 30 stycznia 2010
Amatorzy
W Poprzednim wpisie Pan Misza neutralizuje słowa bpa Pieronka, cytując Błońskiego, który wzywa Polaków do stawienia czoła oskarżeniu o odegranie niechlubnej roli biernych obserwatorów, czy nawet pomagierów w mordzie. Trudna to postawa ale oczywiście słuszna. Błoński dodaje jednak: W Polsce antysemityzm stał się – zwłaszcza w XX wieku – szczególnie dokuczliwy i jadowity… Czy doprowadził do wzięcia udziału w ludobójstwie? Nie. Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz zdziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Obawiam się, że Błoński jest dla nas, Polaków, zbyt wyrozumiały - "czyny" nie tak rzadko szły za słowami.
Etykiety:
Cyryl Skibiński,
wiara,
Zagłada,
Zygmunt Klukowski,
Żydzi
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Przeciw własnemu komfortowi
Czytam – i nie wierzę. Czytam jeszcze raz – i znowu nie wierzę. Biskup Tadeusz Pieronek w wywiadzie udzielonym włoskiemu portalowi Pontifex.Roma powiedział: „Niewątpliwie w obozach koncentracyjnych umierali w większości Żydzi, ale na liście są też Polacy, Cyganie, Włosi i katolicy. Nie wolno więc zawłaszczać tej tragedii, by uprawiać propagandę. […] „Szoah jako taki to żydowski wymysł, można by równie dobrze mówić z taką samą mocą i ustanowić dzień pamięci także o licznych ofiarach komunizmu, prześladowanych katolikach i chrześcijanach. […] „Ale oni, Żydzi, mają dobrą prasę, ponieważ dysponują potężnymi środkami finansowymi, ogromną władzą i bezwarunkowym poparciem Stanów Zjednoczonych i to sprzyja swego rodzaju arogancji, którą uważam za nie do zniesienia”.
Etykiety:
Misza Tomaszewski,
Tadeusz Pieronek,
wiara,
Żydzi
piątek, 15 stycznia 2010
Naturalnie?
Na początku grudnia, a więc pewien już czas temu, periodyki katolickie, od „Niedzieli” do „Tygodnika Powszechnego”, podjęły wspólną inicjatywę, wydając w łącznym nakładzie ponad pół miliona egzemplarzy dodatek Bioetyka katolicka (tu informacja na jego temat zamieszczona na stronie KAI). To dość dziwne, że jego pojawienie się przeszło przez Polskę niemal bez echa. W naszym redakcyjnym gronie wywołał on natomiast swego czasu burzliwą dyskusję, być może inspirując nas do stworzenia numeru orbitującego wokół kwestii natury i naturalności. A oto mój krótki komentarz na rzeczony temat:
Etykiety:
bioetyka,
in vitro,
Misza Tomaszewski,
wiara
Subskrybuj:
Posty (Atom)


