Nasza Pani
Paryż. Warszawa zachodniej Europy? Nie wiem. Nie widzę większego sensu w porównywaniu tych miast. Do niedawna z premedytacją unikałam Paryża. Zapewne zniechęcał mnie powszechny zachwyt nad dobrodziejstwami i urokami tego miejsca. Teraz już wiem. Paryż nieco bardziej przytłacza niż Warszawa m.in. okapującymi złotem latarniami. Ale to co tym razem zrobiło na mnie w tym mieście największe wrażenie ma, o dziwo, związek z pewną katedrą.
Będąc jedną z wielu szukających schronienia przed deszczem, trochę przypadkiem weszłam do Notre Dame. Kościół pełen ludzi. W nawie głównej trwa msza, a wokół niespokojny tłum turystów z i-phone’ami na wyciągniętych w górę rękach. Idę na przód i zastanawiam się skąd pochodzi przemawiający ksiądz; dziwnie znajomy akcent i kilkakrotnie wypowiedziane „la Pologne”. Gdy cały kościół zaśpiewał zgodnym chórem „Boże coś Polskę”, uśmiecham się i wśród zaaferowanych turystów śpiewam razem ze środkową nawą. Już nie miałam żadnych wątpliwości. Całkiem przypadkiem trafiłam na kulminacyjny punkt obchodów 175-lecia Polskiej Misji Katolickiej we Francji. Zdezorientowani turyści śledzili każdy ruch pochodu biało-czerwonych sztandarów. Katolicki polski folklor? Nie wiem, ale miłe uczucie zaskoczenia zmieszało się we mnie z innym.
Chyba wszyscy mamy tendencje do nieco bezrefleksyjnego metkowania ludzi. Wyznanie i narodowość tak bardzo ułatwiają szufladkowanie – obejmują przecież całe rzesze jednostek.
Mam wrażenie, że dla większości obcokrajowców, zwłaszcza w Europie, Polska funkcjonuje przede wszystkim jako ostoja katolickości. Rzadko traktuje się tę cechę jako wartość pozytywną, znacznie częściej jako symptom wsteczności i ksenofobii. Czy słusznie? Czy na ten „epitet” zasługujemy dzięki ilości oficjalnych wyznawców? A może dzięki wartościom jakie polscy Katolicy reprezentują? Czy są mniej lub bardziej prawdziwi od tych, z innych krajów? Czy polski katolicyzm jest katolicyzmem świadomym? Z drugiej strony, czy wiara zawsze musi być w pełni uświadomiona? Wreszcie, czy między katolickością i nietolerancyjnością zawsze zachodzi koniunkcja? Kusi mnie by na wszystkie powyższe pytania odpowiedzieć krótko i dosadnie: „Nie!”.
***
Festiwal filmowy, rozmowa z twórcami i zarazem bohaterami filmu
Suddenly, Last Winter. Film dokumentuje wydarzenia we Włoszech związane z rządowym projektem ustawy "DICO" m.in. dającej możliwość formalnej legalizacji związków homoseksualnych. Wstydzę się, a z drugiej strony rośnie we mnie defensywna duma narodowa, gdy podczas dyskusji po projekcji filmu, nagle ktoś, kto nigdy w Polsce nie był, bezdyskusyjnie podaje polskie, tradycyjnie katolickie społeczeństwo jako beznadziejny przykład nietolerancji wobec mniejszości seksualnych.
Inny festiwal filmowy, polski film. Rozmowa z reżyserem poprzedzająca projekcję. W duchu podśmiewam się ze sztampowego pytania, które prowadzący zadaje polskiemu reżyserowi: „Jaki wpływ na stworzenie tego filmu miało to, że wychowałeś się w Polsce, kraju tak silnie katolickim?” Reżyser zgrabnie odpowiada, próbując ukazać uniwersalny charakter swojego obrazu. A ja zdegustowana powierzchownością tego pytania, myślę: ten film przecież mógł stworzyć chyba każdy, niekoniecznie katolik. A może ta myśl jest właśnie świadectwem mojej polskiej katolickości?
I tu nachodzi mnie banalna refleksja. Dlaczego jedyną równie często dostrzeganą przez obcokrajowców polską cechą narodową jest nasze – a chyba nie ilością a sposobem wyróżniamy się pośród innych – zamiłowanie do kielicha. Pozostaje mieć nadzieję, że Polak katolik jakim go widzą, takim nie jest.
Maria Radziejowska