Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl Skibiński. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cyryl Skibiński. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Mission (im)possible w TVP 2

Cyryl Skibiński

Od wielu lat jak mantrę powtarza się, że telewizja publiczna nie realizuje „misji” a swoim programem przypomina stacje wyłącznie komercyjne. Niewiele czasu spędzam przed telewizorem, ale nie trzeba być szczególnie wytrwałym widzem żeby zauważyć, że jest w tym twierdzeniu sporo przesady.

Problem z oceną misyjności stacji polega na tym, że nie do końca wiemy, na czym owa misja miałaby polegać. Pierwszym skojarzeniem jest oczywiście konieczność promowania kultury. No i rzeczywiście, na tym polu dwa pierwsze programy TVP nieszczególnie różnią się od Polsatu czy TVN-u. Emitowane są dokładnie te same, w zdecydowanej większości mało ambitne filmy, a jedyną wyraźną przewagą telewizji publicznej jest niedawno wznowiony Teatr Telewizji. Jednak laur pierwszeństwa zapewnia telewizji z Woronicza fakt, że dwie pierwsze stacje utrzymują TVP Kulturę.


poniedziałek, 7 listopada 2011

Bal u Bieruta


Cyryl Skibiński

Nierówności społeczne i finansowe bolą najbardziej w kraju równych szans. Dowodem na to okupacja Wall Street – amerykański mit kariery „od pucybuta do milionera” chyba nigdy nie był bardziej sponiewierany, niż w ostatnich miesiącach. Jednak z historycznego punktu widzenia to wszystko błahostka. Prawdziwy ból pojawia się dopiero, gdy niesprawiedliwość społeczna jest na porządku dziennym w kraju nie tyle równych szans, co powszechnej równości.

Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb” brzmiał aforyzm Marksa. W praktyce nie wyszło i dawne elity finansowe natychmiast zastąpił establishment partyjny. Z legitymacją łatwiej było awansować, dostać talon na samochód, a na towarzyszy na odpowiednio wysokich stanowiskach czekały dobrze zaopatrzone sklepy „za żółtymi firankami”. To wszystko banał. Chciałbym jednak przyjrzeć się temu, jak w okresie permanentnego niedoboru przedstawiał się luksus na partyjnym stole.

poniedziałek, 19 września 2011

Polska w lustrze CNN

W ostatnim tygodniu CNN pokazał film i serię materiałów o współczesnej Polsce w tygodniowym cyklu „Eye on…”. Doświadczenie sprzed siedmiu lat spowodowało, że miałem wobec „Eye on Poland” spore oczekiwania, a poza tym byłem niezmiernie ciekaw jak nas za Atlantykiem postrzegają i co twórcy filmu uznają za godne pokazania międzynarodowemu odbiorcy. W telewizji udało mi się obejrzeć tylko półgodzinny film o Polsce i na nim się skupię, bo drobniejsze materiały (przynajmniej część) dostępne są na stronie CNN.

wtorek, 16 sierpnia 2011

List do redakcji

Cyryl Skibiński oraz jego rozmówcy w artykule „Rewolucja na wydaniu” zwracają uwagę na możliwość podniesienia międzynarodowej pozycji Polski poprzez aktywne wsparcie działań mających miejsce w różnych krajach zmierzających do poszerzenia w nich sfery wolności. W artykule słusznie podkreślona została rola tradycji Solidarności oraz pokojowego przejścia do wolności w Polsce jako doświadczenia dodającego naszej roli wiarygodności. Co ważne, autor artykułu zwraca uwagę, iż rola Polski nie powinna być budowana przeciw pozostałym krajom Europy Środkowo-Wschodniej, lecz wraz z nimi i powinniśmy starać się nie o monopol na tym polu, lecz o pozycję lidera.

Chciałbym zwrócić uwagę, iż zaangażowanie polityków wolnej Polski w sprawę demokratyzacji krajów północnej Afryki nie powinno być nazywane debiutem. Co więcej w porównaniu z sytuacjami wcześniejszymi ma ono dużo mniejszą rangę. Zaangażowanie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w 2004 roku w rozwiązywanie konfliktu na Ukrainie, czy prezydenta Lecha Kaczyńskiego w sprawy Gruzji wiązały się z obecnością na miejscu głowy państwa i wywarły faktycznie znaczący wpływ na rozwój wydarzeń.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Kebab w mieszanym sosie


Jeszcze niedawno, ku rozpaczy warszawiaków, zanosiło się na to, że wszystkie witryny przy głównym placu Żoliborza zajmą banki. O problemie napisała „Gazeta Wyborcza”, mieszkańcy zorganizowali happening przekornie przemianowując „Plac Wilsona” na „Plac Bankowy” i wokół sprawy zrobił się szum. Na krytykę pozytywnie odpowiedział burmistrz i obiecał, że dzielnica będzie prowadzić politykę czynszową promującą sklepy i restauracje, aby po 17.00 – a więc godzinie zamknięcia banków - plac nie przypominał bezludnej wyspy, tylko tętniące życiem serce dzielnicy. Zresztą zaraz za słowami poszły czyny i zadeklarowano, że lokal zwalniany właśnie przez sklep obuwniczy, zajmie kawiarnia. Radość wielka. I tym większe rozczarowanie, gdy zamiast przytulnej kawiarni powstał tam bar serwujący kebab.

poniedziałek, 18 lipca 2011

Sen o Kościele ubogim („Gazeta Wyborcza”, 9-10 lipca 2011)

Liczni przedstawiciele polskiego Kościoła zwykli wypowiadać się o nim w tonie uspokajającym, zamiast poważnych zaniedbań zarzucając mu co najwyżej nieliczne uchybienia. Mało który spośród nas, katolików, potrafi zrozumieć, że najbardziej gorzkie słowa wypływają nie z nienawiści, lecz z zawiedzionej nadziei; że najbardziej wartościową krytyką jest nasza – członków Kościoła – samokrytyka, wypowiadana w imię jakichś o tym Kościele marzeń. Rolą zaś marzeń nie jest stać się rzeczywistością, lecz rzeczywistość inspirować i wyznaczać kierunki jej przemian.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Kapitalizm, wersja JPII - beta

Kilka dni temu premier znów wywołał do tablicy dyżurnego katolika PO, Jarosława Gowina, mówiąc dziennikarzom, że jedną z pierwszych rzeczy, którą chciałby zająć się w przyszłej kadencji jest przygotowanie ustawy dotyczącej związków partnerskich (czy w tym homoseksualnych? – tak rozumie przekaz przynajmniej lewe skrzydło Platformy). Na łamach piątkowej GW Gowin zarzeka się, że w zgodzie ze swoim sumieniem „ręki do tego nie przyłoży” - tzn. nie podniesie jej w odpowiednim momencie głosowania nad ustawą legalizującą związki partnerskie.

Należy pochwalić konsekwencję posła Gowina i determinację w postępowaniu w zgodzie z własnym sumieniem. Z drugiej jednak strony straszno, że donośny głos zarówno duchownych jak i świeckich katolików słychać wyłącznie, gdy roztrząsanych jest kilka drażliwych i nośnych medialnie kwestii: praktycznego wymiaru aborcji, prawnej regulacji zabiegów in vitro i „promocji homoseksualizmu”. W efekcie można mieć wrażenie, że od soboru w Nicei (325 r.) katoliccy myśliciele i hierarchowie skupiają się wyłącznie na tych trzech zagadnieniach, a dorobek społecznej nauki Kościoła, w tym encyklikę Jana Pawła II traktującą o godności człowieka pracy, powinniśmy uznać za niebyły.

poniedziałek, 9 maja 2011

Nie mijam - wchodzę

Pewnie nie wszyscy wiedzą, że 8 maja to dzień bibliotekarza. Co więcej, od sześciu lat święto bibliotekarzy otwiera ogólnopolski Tydzień Bibliotek, który ma być czasem intensywnej promocji czytelnictwa i, co tu kryć, próbą walki z marginalizacją i zapomnieniem bibliotek dzielnicowych, wciąż kojarzących się z zapachem stęchłych książek oprawionych w papier pakowy. Coś mi jednak mówi, że Tydzień Bibliotek nie zyska w mediach dużego rozgłosu. A szkoda, bo jak się niedawno przekonałem, jest o co walczyć.

poniedziałek, 7 marca 2011

Czarny Czwartek - recenzja


Nie chciałem tego oglądać. Widok krwi tryskającej z piersi mężczyzny dzierżącego w rękach polską flagę nie był zachęcający. Powiedziałbym nawet, że plakat promujący film „Czarny Czwartek. Janek Wiśniewski padł” traktujący o tragicznych wydarzeniach grudnia 1970 roku po prostu krzyczy, żeby omijać dzieło Antoniego Krauzego z daleka.

Skusiła mnie jednak pozytywna recenzja w „Gazecie Wyborczej”. Pomyślałem, że dam się pozytywnie zaskoczyć i w tłusty czwartek wybrałem się do kina.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Paryż w Warszawie

Trzeba mieć dużo dobrej woli, żeby wciąż utrzymywać ostatecznie przegrany przez wojnę mit Warszawy – Paryża Północy. Paryż kojarzy się przecież z zabytkowym, po austriacku wylizanym miastem zrastającym się nad wodami Sekwany licznymi, wymarzonymi dla zakochanych, mostkami. W Warszawie zabytków mamy niewiele i nie to żeby było brudno, ale chaos architektoniczny jest wszechogarniający. No i potężną, dumną Wisłę, obrośniętą krzakami i obfitującą w dzikie wyspy i plaże, trudno porównać do zabudowanej betonem miejskiej strugi, jaką na obszarze Paryża jest Sekwana.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Warszawa wita wieś

Przyznam, że gdy usłyszałem, że na Chłodnej 25 odbędzie się na dniach premiera Projektu warszawiak, który ma być odpowiedzią na to, że poza stolicą przyznać się do tego, że się jest z Warszawy to obciach, krew we mnie zawrzała. Już sobie wyobraziłem jak modnie ubrani i głęboko uświadomieni kulturalnie młodzi warszawiacy próbują przekonać Polskę, że są jeszcze bardziej wysublimowani niż to się komuś może wydawać. Ręce mi się zatrzęsły, bo w moim głębokim przekonaniu oprócz kilku idiotycznych stereotypów, to właśnie aura wielkomiejskości jaką wokół siebie roztaczamy, jest głównym powodem obciachu i tego, że warszawiaków się w Polsce nie lubi.

czwartek, 9 grudnia 2010

Dinkle i Horowitz

Właściwie tytuł filmu, o którym piszę brzmi Mary i Max, ale wolę go unikać, bo kojarzy mi się z jakąś disneyowską produkcją o przygodach wesołych trolli z kolorowymi włosami. A trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od amerykańskiego kina familijnego niż animacja Adama Elliota.

Gdy przeczytałem w gazecie, że jest to historia korespondencji ośmioletniej dziewczynki z dorosłym mężczyzną, zacząłem obawiać się, że nakręcono animowaną wersję Lolity. Mogło być ciężko, ale nie było. O ile nowojorski Żyd Max siedząc przed maszyna do pisania co i rusz prezentuje okazałe "hydro", to Mary na pewno nie jest odpowiednikiem bohaterki Nabokova.

Film zrobiony jest świetnie plastycznie. Postacie jakby ulepione z plasteliny, poruszają się w mrocznym świecie zgaszonych i brudnych barw. Rzecz dzieje się na przemian w Nowym Jorku i Melbourne, gdzie mieszka Mary. Horowitz jest samotny, gruby i znerwicowany. Mary naiwna i też niesamowicie samotna. Wymiana listów między tą dwójką napędza akcję, a zderzenie barwnych osobowości, właściwie ich wzajemne uzupełnianie się, rodzi sytuacje komiczne.

Zresztą chyba większość widowni oczekiwała, że zobaczy przezabawną komedię. Jednak w miarę trwania filmu, dziewczęta, które siedząc przy bokach swoich chłopców uważały za swój obowiązek wydawać z siebie dziwne dźwięki, które w ich rozumieniu były perlistym śmiechem, szybko o tym zapomniały. Okazało się, że historia przyjaźni małej Mary Dinkle i zgorzkniałego Horowitza jest tak niesamowicie prawdziwa, że pochłania widza w całości. To, że opowiedziana jest przy użyciu animowanych postaci wcale nie czyni jej śmieszną, czy mniej poważną. Odwrotnie – dystans, który daje widzowi gra pacynek pozwala opowiedzieć ją jeszcze dobitniej, a ostry dowcip zapewnia tylko konieczne chwile wytchnienia.

Historia opowiedziana w animacji Elliota nie kończy się jednoznacznie szczęśliwie. Nie serwuje też narzucającego się morału. Pewnie dlatego jeden z recenzentów porównał go do obrazów Woodyego Allena. Słusznie, ale moim zdaniem film Mary i Max porównywalny jest tylko z największymi dziełami mistrza.

Światowa premiera filmu odbyła się już w 2009 roku. W Polsce można obejrzeć go tylko w Kinotece. Wybór dystrybutora trzeba zresztą pochwalić – taki film świetnie ogląda się w małej sali na piętrze i w wygodnym fotelu.

Cyryl Skibiński

wtorek, 2 listopada 2010

Słowo pana Proroka

Prawie dwa tygodnie temu, nieznany mi bliżej życzliwy, podsunął mi kopię zapisu z przesłuchania Józka Pyrza przeprowadzonego przez SB w połowie ’71 roku, mówiąc, że to na pewno mnie zainteresuje. I tak się stało, ale ponieważ już od dobrych kilku lat, noszę różowe okulary naiwnie kupione jako dodatek do "Gazety Wyborczej", przez cały ten czas wahałem się, czy należy wiedzę opartą na esbeckich teczkach rozpowszechniać. Po tygodniach namysłu postanowiłem się przełamać, odrzucić sentymenty i spojrzeć w twarz Historii.

sobota, 16 października 2010

Pędem za Iwaszkiewiczem

Podkowa od lat 30. nie przestaje się rozrastać. Aida, „stara i zmurszała willa w głębi lasu” stoi do dziś, tyle, że w samym centrum podkowy Leśnej, przy ulicy, kto by pomyślał, Iwaszkiewicza 7. Niestety znajduje się w prywatnych rękach i obejrzeć można ją tylko przez płot… no chyba, że robotnicy remontujący właśnie drewniany dach, okażą się łaskawi i pozwolą wejść do środka.

sobota, 30 stycznia 2010

Amatorzy

W Poprzednim wpisie Pan Misza neutralizuje słowa bpa Pieronka, cytując Błońskiego, który wzywa Polaków do stawienia czoła oskarżeniu o odegranie niechlubnej roli biernych obserwatorów, czy nawet pomagierów w mordzie. Trudna to postawa ale oczywiście słuszna. Błoński dodaje jednak: W Polsce antysemityzm stał się – zwłaszcza w XX wieku – szczególnie dokuczliwy i jadowity… Czy doprowadził do wzięcia udziału w ludobójstwie? Nie. Kiedy czyta się to, co o Żydach wypisywano przed wojną, kiedy się odkrywa, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz zdziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Obawiam się, że Błoński jest dla nas, Polaków, zbyt wyrozumiały - "czyny" nie tak rzadko szły za słowami.