Cyryl Skibiński
Nierówności społeczne i finansowe bolą najbardziej w kraju równych szans. Dowodem na to okupacja Wall Street – amerykański mit kariery „od pucybuta do milionera” chyba nigdy nie był bardziej sponiewierany, niż w ostatnich miesiącach. Jednak z historycznego punktu widzenia to wszystko błahostka. Prawdziwy ból pojawia się dopiero, gdy niesprawiedliwość społeczna jest na porządku dziennym w kraju nie tyle równych szans, co powszechnej równości.
„Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb” brzmiał aforyzm Marksa. W praktyce nie wyszło i dawne elity finansowe natychmiast zastąpił establishment partyjny. Z legitymacją łatwiej było awansować, dostać talon na samochód, a na towarzyszy na odpowiednio wysokich stanowiskach czekały dobrze zaopatrzone sklepy „za żółtymi firankami”. To wszystko banał. Chciałbym jednak przyjrzeć się temu, jak w okresie permanentnego niedoboru przedstawiał się luksus na partyjnym stole.
