"Autor Widmo" dostał właśnie Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie. Ja właśnie obejrzałem najnowszy film Polańskiego i zachodzę w głowę. Zachodzę tak bardzo, że właściwie sam już nie wiem nad czym. Pytanie o to, czy prestiżowa nagroda w Berlinie jest zasłużona, chyba odłożę, bo nie widziałem innych pokazanych tam dzieł. Muszę jednak przyznać, że nowy film Polańskiego zupełnie zbił mnie z pantałyku, a co najlepsze - zaskoczył mnie pozytywnie i negatywnie naraz. Ciężko będzie napisać, o co mi chodzi, nie zdradzając zarazem fabuły, ale spróbuję, a w razie czego - nie mówcie, że nie ostrzegałem.
A więc po pierwsze, kompletnie nie rozumiem co skłoniło krytyków do okrzyknięcia tego filmu jednym z najlepszych w dorobku tego niewątpliwie genialnego reżysera. Polański jest twórcą chimerycznym i nierównym, obok prawdziwych arcydzieł ("Chinatown", "Nóż w wodzie", "Wstręt", "Lokator", "Pianista") zdarzały mu się filmy tylko trochę więcej niż przeciętne ("Frantic", "Dziecko Rosemary"), jak i - nie oszukujmy się - raczej nieudane ("Matnia", "Dziewiąte Wrota", "Śmierć i dziewczyna").Ja osobiście "Autora..." uplasowałbym gdzieś pomiędzy tymi nieudanymi a przeciętnymi. Dlaczego? To właśnie najtrudniej wytłumaczyć nie zdradzając fabuły. Osobiscie dawno nie widziałem filmu, w którym maestria reżysera uwidoczniłaby się tak wyraźnie na tle... bardzo słabego,sztampowego scenariusza. Książki Roberta Harrisa nie czytałem, ale przypuszczam, że Polański wycisnął z niej 400% tego, co się dało. I osiągnął zadziwiający efekt: przez prawie cały film czekamy na to, co się wydarzy, reżyser,który jest prawdziwym mistrzem tworzenia napięcia z niczego, wodzi nas za nos, każe czekać i czekać, najbardziej banalne rozwiązanie historii wciąż czai się za rogiem, ale myślimy sobie: "nie, to Polański, tu musi się COŚ wydarzyć, tu musi być drugie dno, coś musi tu nie grać" ... I to całe napięcie nagle kończy się wielką katastrofą i rozpada jak domek z kart,bo w końcówce okazuje się, że wszystko idzie po najmniejszej linii oporu i nic nas nie zaskakuje. I nagle widownia zaczyna parskać śmiechem, bo nie może uwierzyć, że to, co widzi, jest aż tak naiwne i przewidywalne, pozbawione głębi, a zarazem nielogiczne, słowem - nie jak u Polańskiego. Ja też nie mogłem uwierzyć. Szanuję prawdziwe mistrzostwo reżysera, który przez ponad półtorej godziny wytwarza autentyczne napięcie nie pokazując przy tym ani jednej "efektownej" sceny (nawet pościg samochodowy jest tu bardzo spokojny). Imponuje mi jego klasyczny styl - w epoce w której "Avatar" kandyduje do miana najlepszego filmu a polskie kino na festiwalu w Sundance reprezentuje taki gniot jak "Wszystko co kocham", chciałbym takich filmów oglądać o wiele, wiele więcej. Ale ja po prostu nie rozumiem, po co Polański opowiedział tę historię. Nie widzę w tym "drugiego dna", słabo bronią się wszystkie charakterystyczne dla jego kina wątki - jak poczucie osaczenia i to podskórne i dojmujące zło,które czai się wszędzie. I czuję się zagubiony, bo nie wierzę w to, że Polański zrobił po prostu z pełną premedytacją taki sobie film o grubymi nićmi szytej teorii spiskowej. Jedyne, co w tej sytuacji podsyca moją nadzieję w geniusz Romana, to myśl, że ten podstarzały i lubieżny kurdupel grzeje się teraz w swoim osaczonym przez fotoreporterów domku w Szwajcarii i chichocze pod nosem, gładząc się po udach Srebrnym Niedźwiedziem. I szepcze do nas-widzów w myślach: No i co, spodziewaliście się nie wiadomo czego, a ja chciałem tylko się trochę pobawić kamerą!
(...A może rozwiązanie zagadki "Autora widmo" jest takie, że tak naprawdę to wcale nie jest film Polańskiego, tylko jakiegoś wynajętego przez niego Romana-Widmo?)
Czekam na Wasze opinie.Ja sam prędko nie przestanę zachodzić w głowę nad tym, co dziś zobaczyłem.
Jan Mencwel
5 komentarzy:
Ciekawe, to już drugi tego typu komentarz w moim otoczeniu, podczas gdy recenzje krytyków są naprawdę pochlebne. I jeszcze na ta nagroda w Berlinie... Przypadek? Ciekawe ile w tych pochlebstwach jest rzetelnej oceny filmoznawczej, a na ile są one gestem solidarności z reżyserem.
masz absolutna racje. ja bylem ze sporym gronem znajomych w niedzielny wieczor, gdzie sala w kinotece byla wypelniona po brzegi do tego stopnia ze jedna z osob siedziala innej na kolanach. Przez caly seans widownia wybuchala smiechem. z jednej strony byl to czarny humor kreowany przez Polanskiego, ale z drugiej strony -i tu sie na pewno zgadzamy - absurdalne sceny, tak infantylne zeby nie powiedziec idiotyczne że wszyscysmy dziwili sie o co tak naprawde w tym filmie chodzi.
Ja mam dokladnie takie same odczucia, bo troche czuje sie jak schizofrenik, ogladajac ten film, a potem czytajac swietne recenzje we wszystkich mozliwych mediach... troche tak jakbysmy mowili o dwoch innych filmach. No i tu sie rowniez zgodze, ze to wina kompletnie beznadziejnego scenariusza. ktory niweczy moim zdaniem swietne aktorstwo (choc slaby casting!!) swietne zdjecia pawla edelmana, muzyke oraz rezyserie Polanskiego.
Jeszcze jedno, ci wszyscy dziennikarze zwlaszcza Polscy, nie polaczyli chyba kilku ciekawych faktow z obecnej sytuacji politycznej !! Mianowicie, malo kto wie pewnie ogladajac ten film ze Olivia Williams grajaca zone Brosnana, byla pierwsza miloscia (przez 4 lata!) Radka Sikorskiego ! Zeby nie zdradzac fabuly powiem tylko najwazniejsza rzecz: oboje poznali sie w Oxfordzie.
Zeby dodac jeszcze łyżkę dziegciu trzeba powiedziec ze wczoraj ukazaly sie pierwsze oficjalne dowody ws. samolotow CIA ladujacych w Polsce gdzie prawdopodobnie torturowano wiezniow!
Ironizując jeszcze troche powiem ze Roman Polanski tym filmem chyba kompletnie zaprzepascil swoje szanse w starciu z amerykasnkim wymiarem sprawiedliwosci. kalifornii i ekstradycja dojdzie do skutku. amerykanie sa ostatni do uprawiania samokrytyki i bardzo nie lubia jak ktos ich ocenia!
Niemniej jednak film wart zobaczenia, celem dalszego dyskutowania !
o sikorskim az huczy w internecie, ze jest agentem brytyjskim albo cia. zupelnie jak prof. Emmett.
film mnie rozbawil. scenariusz byl naiwny i banalny.
ale nie rozbawilo mnie tlumaczenie. polowy tekstu w wersji polskiej w ogole nie bylo.
i kto mi powie dlaczego na okreslenie pracy "duchow" pojawia sie slowo "murzyn", ktorego w wersji oryginalnej w ogole nie ma?
kiepskie.
Prześlij komentarz