piątek, 19 lutego 2010

Polskie katolicyzmy - epilog burzy w szklance wody

Wczoraj odbyło się w KIK-u z dawna zapowiadana debata nad artykułem Zbigniewa Nosowskiego Polskie Katolicyzmy. Pełną wersję tego artykułu opublikowano w "Więzi", a jego skrót w "Tygodniku Powszechnym". Obecni byli, oprócz samego Zbigniewa Nosowskiego i prowadzącego debatę Grzegorza Paca, Paweł Milcarek ("Christianitas"), Dariusz Karłowicz ("Teologia Polityczna"), Katarzyna Wiśniewska ("Gazeta Wyborcza") oraz Marek Zając (obecnie członek Zarządu KIK-u). Debata w takim składzie skończyła się, proszę tylko pomyśleć, awanturą. Pozostaje zapytać: Czy mogła skończyć się inaczej?

Pierwszym zastanawiającym faktem jest ten, że wszyscy zaproszeni goście w sumie bardzo życzliwie odnieśli się do artykułu Nosowskiego, chwaląc go za wartościową, przełamującą dualistyczne stereotypy analizę "plemion" (formuła Pawła Milcarka) polskiego Kościoła. Ja osobiście nie odnajduję w tym artykule nic na tyle przełomowego, by uczynić go przedmiotem jakiejkolwiek większej debaty. To prawda, trzeba wiele złej wiary, by lansować wyczerpujący podział Kościoła na "otwarty" i "zamknięty", ale trzeba też niemało uporu, by nie zauważyć, że od lat 90-tych upłynęło już niemało czasu, a ostatni dualistyczny podział polskiego Kościoła, o jakim było głośno (i jakiego nikt rozsądny nie brał chyba na poważnie), to podział na Kościół "łagiewnicki" i "toruński". Proszę mi wybaczyć, ale szary polski katolik, nawet ten "praktykujący", nie przywiązuje większej wagi do zadawnionych sporów w łonie dawnego ruchu "Znak". Zbigniew Nosowski wyważa więc otwarte drzwi. Zastosowana przez niego metoda typów idealnych przypomina natomiast cokolwiek typologię ustrojów politycznych w Platońskim Państwie. Red. Nosowski prezentuje ustrój idealny (katolicyzm dialogu) i na jego tle rozpatruje pozostałe, zwyrodniałe formy ustrojów. Pomijając już moją niewiarę w istnienie "katolicyzmu idealnego", temu, że katolicyzm dialogu w wersji więziowej (tj. idealnie wypośrodkowanej i otwartej równomiernie na wszystkich katolików) jest nie tylko skuteczny, ale i w ogóle możliwy, przeczy jego bezradność wobec podziałów, które sam diagnozuje i - tym razem - niechcący podsyca.

Jak zauważyli paneliści, katolików można dzielić na nieskończoną liczbę sposobów, a podział ze względu na stosunek do państwa i wolności jest tylko jednym z nich, być może najbardziej oczywistym. Czytając artykuł naczelnego "Więzi" (a w każdym razie jego skrót zamieszczony w "Tygodniku"), ma się wrażenie, że to zgrabne podsumowanie tego, co każdy jako-tako ogarnięty polski katolik wie o sytuacji polskiego Kościoła. Nie wyglądało na to, żeby ów artykuł wywołał lawinę przemyśleń u samych panelistów, którzy powtarzali tylko to, co zwykle piszą w swoich periodykach.

Powstaje pytanie: Po co powstał ten artykuł i po co zorganizowano wokół niego debatę, na którą zaproszono darzących się szczerą i nietajoną niechęcią publicystów. Doprawdy, trudno mi to pojąć. Posługując się sformułowaniem Joanny Potockiej z jednego ze starszych numerów "Kontaktu", powiem, że wszystkich panelistów (a także słuchaczy) łączy - tylko i aż - Jezus Chrystus. Aż - ponieważ wiara w zbawczą śmierć Chrystusa to bardzo wiele. Tylko - ponieważ z tej samej wiary wynikają sprzeczne ze sobą praktyki życiowe. Płynie stąd wniosek, że poziomem, na którym możemy się bezpiecznie spotkać, jest wspólna modlitwa, np. w intencji takiej, by Bóg oświecił nasze ciemne umysły i otworzył zatwardziałe serca na siebie nawzajem. Spotkania poświęcone podziałom w polskim Kościele, w których udział biorą ludzie w pewien sposób - choć oczywiście bez takiej intencji i w dobrej wierze - te podziały utrwalający, niczemu nie służą, a stają się tylko okazją do zamanifestowania wzajemnej niechęci i pogłębienia nie tyle faktycznych różnic, ile wzajemnych urazów, utrudniających zawarcie ewentualnego przyszłego porozumienia. Mam nadzieję, że następne spotkanie Laboratorium Więzi dotyczące Kościoła odbędzie się w kościele. Wierzę w to, że mimo wszystko katoliccy publicyści wciąż potrafią się wspólnie modlić.

Misza Tomaszewski

1 komentarz:

Janek pisze...

Trafny komentarz.