Nie jestem częstym bywalcem centrów handlowych, więc niewykluczone, że moja obserwacja nie jest już żadną nowością. Tym nie mniej dla mnie była ona sporym, choć niestety także gorzkim, zaskoczeniem. A zaskoczyły mnie... szatnie.
Nie trzeba odwiedzać centrów handlowych, by wiedzieć, że toczy się w nich życie, że niejedni spędzają w nich rodzinne, niedzielne popołudnia, ba – nawet całe dnie! Ale tego rodzaju "wypad" do centrum handlowego wydawał mi się raczej czymś w rodzaju poobiedniego spaceru. Szatnia natomiast to element (wprawdzie nie główny, lecz jednak) miejsc kultury, takich jak teatry, muzea, niektóre kawiarnie czy kluby. Oczywiście są też szatnie w szkołach czy w halach sportowych, ale w przeciwieństwie do tych w teatrze czy muzeum, nie ma w nich obsługi. W centrum handlowym – była.
Czy więc wizyta w centrum handlowym stała się już atrakcją kulturalną? Daleki to może trop, ale jak się okazuje, wcale nie zupełnie błędny. Tydzień temu, w warszawskim centrum handlowym Blue City otwarta została galeria fotografii LaicaGallery, a jej otwarcie uświetnił pokaz slajdów Tomasza Tomaszewskiego. Tomaszewskiego można lubić lub nie, ale nie zmienia to faktu, że jest on jednym z najbardziej znanych polskich fotografów, a jego poprzednią wystawę oglądać można było w Centrum Sztuki Współczesnej. Podobnie ostatnie World Press Photo, w Warszawie tradycyjnie pokazywane w sali Kisielewskiego w Pałacu Kultury, w 2009 roku prezentowane było w centrum handlowym Złote Tarasy. W dodatku, co szczerze mnie zdziwiło, zmiana ta została bardzo entuzjastycznie przyjęta na wszystkich portalach i forach internetowych poświęconych fotografii, bo „będzie można oglądać wystawę do woli i zupełnie za darmo”. O tym, że w tle dudnić będzie męcząca muzyka, a o oglądającego ocierać się będą, obładowani torbami, pędzący klienci okolicznych sklepów, zupełnie nie zainteresowani wystawą, nikt nawet nie wspomniał.
W tym kontekście nazwa "galeria handlowa" niebezpiecznie zmienia swoje znaczenie...
Tomek Kaczor
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz