poniedziałek, 8 marca 2010

Maciek Bulanda: Potrzeba świadomości

Po chwilowym pobycie w Polsce wróciłem na uczelnię do Londynu. Zamiast się uczyć uciekałem co i rusz w dyskusję, która rozgrzała publicystów, a nawet autorytety. Wszystko przez jedną książkę: “Kapuściński. Non-fiction” Artura Domosławskiego. Zostałem pochłonięty zarówno całą dyskusją, a w końcu naturalnie samym jej przedmiotem, który wręczył mi niedawno kurier.

Dyskusja jednak nie schodziła na właściwy temat, lecz skupiała się na “naszych”, czytelniczych fobiach, przerysowanych obrazach i zafałszowanych przez nas wyobrażeniach.

Dyskutanci podzielili się w większości na dwie strony, garstka zdołała zauważyć pewne szersze zjawiska, ujawniające się w tym dyskursie. Jedni zaciekle oskarżają Domosławskiego o zamach na jego życie prywatne, o zdradę mistrza i przyjaciela, o brak przyzwoitoiści, przekroczenie granic dziennikarstwa i o złe intencje. Poziom dyskusji zaskoczył chyba wszystkich, gdy sięgnięto po takie porównania jak: hiena (S. Bratkowski), przewodnik po burdelach (Bartoszewski), ojcobójca (Kapuścińska), magiel (abp. Życiński) czy ten, którego Dante umieściłby w niskich kręgach piekła (Łubieński). Z drugiej strony słychać było zdecydowanie bardziej wyważone głosy, nie tyle broniące Domosławskiego co wystawiające książce pozytywną recenzję. Wielka książka (Bauman), opowieść o żywym człowieku (Stasiuk), książka nie dla wyznawców jednej prawdy (Torańska), biografia, która nam pomoże (Żakowski), ani bajka ani lincz (P. Bratkowski), przywraca Kapuścińskiemu życie (Mucharski). Dyskusja, jak słusznie zauważył ks.Boniecki, jest w istocie “zapisem mentalności naszej epoki” pokazując bardziej nie problemy Kapuścińskiego, lecz nas samych. Dziś nie wątpliwości, że tak właśnie jest, bowiem książka w swej formie jest najwyższej próby. Jej autor wyszedł po za nawias, poza “ogólnie przyjętą konwencję”, a tego w Polsce nie lubimy! Książka jest wręcz rewizjonistyczna, nie omawia po raz wtóry tego, co już nam wiadome, ale szuka, pyta, próbuje kombinować... Jak napisał Paweł Bravo w Rzeczpospolitej, Domosławski po prostu lubi wiedzieć. Problemem zasadniczym jest więc przeszłość, z którą wciąż nie potrafimy sobie w Polsce poradzić. Najwięksi krytycy książki wpadają w pułapkę polegającą na tym, że bronią dobrego imienia mistrza reportażu, które rzekomo owa książka narusza - a przecież jest ona zbudowana z życia tegoż mistrza. Czy więc zapatrzeni w mistrza nie stali się teraz zaślepieni?

Książka ta nie buduje nowych, fałszywych pomników; nie burzy ona również pomnika, który Kapuściński wypisał sobie zasłużenie swą twórczością. Domosławski odsłania jego pomnik z zupełnie innej strony, tak byśmy go lepiej ujrzeli. Pokazuje on, że pomnik ma niedoskonałości. Nie było tego wcześniej widać, ale nie zmienia to przecież tego co było nam już wcześniej znane. A może boimy się, że może ten obraz zmienić, a wtedy stracimy naszego mistrza? Odsłonięto nam tył pomnika, który znaliśmy do tej pory wyłącznie en face, powierzchownie. Dlaczego więc zamiast spróbować zrozumieć go teraz jako całość, jego złożoność, besztamy odsłaniającego? Czy naprawdę wciąż wolimy żyć w pewnej iluzji, gdzie prawda wydaję się być wyłącznie dobra? Brak nam wciąż świadomości. A bez niej przecież trudno nam sprostać wyzwaniom. Jeśli chcemy dyskutować, musimy być świadomi tematu. Jeśli ryzykujemy, musimy być świadomi ryzyka. Jeśli próbujemy coś zmienić musimy być świadomi konsekwencji obydwu scenariuszy. Jeśli postępujemy źle, musimy być świadomi zapłaty. Nie mówiąc prawdy, musimy mieć świadomość tego co się stanie, gdy prawda ujrzy w końcu światło dzienne. Banał to, ktoś powie. Racja, ale zapomniany!
Nie tak dawno wybuchł światowy skandal z Romanem Polańskim. Gro artystów stanęło w jego obronie, tłumacząc, że swą twórczością odkupił swoje winy. Polański i Kapuściński mają teraz podobną kartę w historii, obydwaj wystawili sobie pomniki za życia, które część z nas wolała znać wyłącznie z jednej, dobrej strony - w obydwu przypadkach tą stroną była twórczość. Czyżbyśmy więc w większości zapomnieli o tej ludzkiej stronie każdego mistrza? Nie chodzi tu o usprawiedliwianie czynów któregokolwiek z nich tłumaczeniami, że tak jak każdy człowiek mieli swoje słabości. Istotna wydaję się umiejętność patrzenia na wszystko świadomym okiem.
Świat nie jest bowiem czarno-biały. Stąd, według Teresy Torańskiej, niezrozumienie tytanicznej pracy Domosławskiego, który pokazał, że świat ma też inne kolory, inne prawdy. Dziwne i smutne, że tak niewielu pamięta, iż o tym samym pisał w swych “Lapidariach” sam Kapuściński.

Maciek Bulanda

Brak komentarzy: