wtorek, 21 grudnia 2010

Odreklamowywanie stosowane


Pewien znany polski fotograf zrobił kiedyś zdjęcie Muzeum Narodowego. Sfotografował je bardzo prosto – ot, czarno-białe (w zasadzie to szaro-szare) zdjęcie fasady o centralnej, symetrycznej kompozycji, z fontanną na pierwszym planie. Jako że jest to jeden z moich ulubionych polskich fotografów, postanowiłem (w ramach treningu, oczywiście, i poniekąd dla własnej satysfakcji) powtórzyć ten kadr.

Któregoś pochmurnego dnia wybrałem się więc do Muzeum specjalnie po to, żeby wcielić mój plan w życie. Jakież było moje zdziwienie, gdy zamiast kolumnady, którą pamiętałem ze zdjęcia, moim oczom ukazała się gigantyczna reklama sponsora wystawy. Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że przecież ta reklama wisi na Muzeum od bardzo dawna i niewykluczone, że widok czystej, zabytkowej fasady znałem właśnie z tego zdjęcia lub z odległych lat dziecinnych, kiedy gigantyczne reklamowe bannery nie wypełniały jeszcze (chyba?) tak obficie naszej przestrzeni publicznej. Tymczasem wielka płachta zasłaniająca niemal całkowicie elewację „opatrzyła”mi się do tego stopnia, że nie zwracałem już na nią uwagi. Kompletnie zapomniałem, że tam wisi, nie mówiąc już o tym, bym pamiętał jaka firma się na niej reklamowała. Nie muszę chyba dodawać, że zamiast zrobić zdjęcie, jak niepyszny odwróciłem się na pięcie i wróciłem do domu.

Kiedy dowiedziałem się, że pierwszą decyzją Agnieszki Morawińskiej na stanowisku dyrektora Muzeum Narodowego, było uwolnienie gmachu od metrów kwadratowych reklamy, od razu przypomniała mi się moja nieudana, fotograficzna przygoda sprzed lat. Uznałem też, że ów zacny gest sponsorów powinien zostać doceniony, więc zadałem sobie trud i sprawdziłem w internecie jakież to firmy do tej pory zasłaniały mi fasadę Muzeum, a teraz zgodnie przystały na propozycję nowej dyrekcji. W ten sposób, zdejmując wielką reklamę, Polkomtel, Orlen i Plus GSM, najlepiej zareklamowały się w moich oczach. Paradoks? Chyba tylko pozornie... Wydaje mi się bowiem, że nie jestem odosobniony w mojej „ślepocie” na treść wszechobecnego, wielkoformatowego bałaganu. Spektakularna rezygnacja z tej formy promocji okazała się więc bardzo skuteczną reklamą, do której niniejszym zachęcam wszystkich, którzy wciąż skutecznie przykrywają nasze miasto swoimi nieskutecznymi bannerami.

By dać wyraz swojemu zadowoleniu, ponownie wybrałem się do Muzeum z aparatem. Wprawdzie i tym razem nie byłem zadowolony z efektu, bo kompozycję popsuły mi wielkie góry odgarniętego śniegu, ale ten, na wiosnę, sam zniknie. Pozostaje jedynie czekać na pochmurny dzień.

Tomek Kaczor

Brak komentarzy: