
Katarzyna Kucharska
Akcja obu powieści Nenada Veličkovicia toczy się w Sarajewie. „Koczownicy” to opowieść o oblężeniu miasta z perspektywy tymczasowych mieszkańców miejskiego muzeum. „Sahib”, powieść epistolarna, której fabułę tworzą maile pisane przez pracownika organizacji międzynarodowej do swojego chłopaka. Z lektury obu wynika, że Sarajewo końca XX wieku żyje wciąż dwoma wydarzeniami: Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi (1984) i wojną domową (1992-95). Potwierdza to spacer po współczesnym Sarajewie. Wystarczy omieść wzrokiem ściany szczytowe kamienic i fasady bloków.
Graffiti w Sarajewie wykracza poza klasyczny repertuar miłosnych wyznań i agresywnych wyzwisk. Wiele z ulicznych murali maskuje ostrzelane fasady kamienic i bloków. Dziury po kulach obmalowane są w taki sposób, żeby stały się elementem rysunku – na przykład gwiaździstym niebem.
Elewacje pomalowane są w ciapki lub wielkie nieforemne plamy. To zatynkowane miejsca po ostrzale. Zalepiono je świeżym tynkiem, ale już nie położono nowej warstwy farby, która ujednoliciłaby kolor. Gdyby tylko zapomnieć o oblężeniu miasta, powierzchnia budynków wyglądałaby jak sceneria wielkoformatowej animacji ulicznych malarzy.

Ściany szczytowe kamienic i mury w przyziemiu zamieszkały koty. Spasłe, żółte pociechy, z filuternie zakręconym ogonem i szerokim uśmiechem. Czasem wylegują się na namalowanych różach. Monsieur Cat jak nazywają go w Orleanie, miejscu swoich narodzin, był zwykłym graffiti. Gruby kot patrzący na miasto z pozycji horyzontalnej to mały traktat o lenistwie. Podążając za wskazówkami twórcy, Thoma Vuille’a, można go czytać jako wypowiedź antykapitalistyczną. Od 1997 roku kot rozpoczął swoją podróż po europejskich metropoliach malowany przez lokalnych street artowców. Swoje znaczenie zmienił w 2002 roku, kiedy paryscy demonstranci umieścili go na transparentach przeciw wojnie w Iraku. W ten sposób wszedł w szereg zaangażowanych politycznie. Na murach Sarajewa pojawia się jako międzynarodowy znak antywojennej, wolnościowej postawy. Jego obecność może być efektem obecności (stacjonowania?) międzynarodowych sił pokojowych, olbrzymiej liczbie NGOsów i kulturalnych organizacji z zachodniej Europy.
Róże, wśród których występuje czasem Monsieur Cat, nawiązują do wylewek czerwonej farby na chodnikach miasta. To tak zwane „Róże Sarajewa”. Powstały w miejscach gdzie wybuchały pociski, tworząc wyrwy. Zaraz po wojnie, szukając szybkiego sposobu oznaczenia, upamiętnienia tych miejsc, wypełniano je czerwoną farbą. Rysunek, który powstawał na trotuarze, w rzeczywistości tylko rozbryzgana czerwona farba, przypomina róże.
Tyle sztuka ulicy. Spacerując po Sarajewie nie sposób nie myśleć o ostatniej wojnie. Jej milczącym świadkiem są przede wszystkim obtłuczone zabudowania z czasów austro-węgierskich, pałace, teatry, spalona biblioteka obłożona rusztowaniami. Plastyczne ingerencje w krajobraz ulicy, takie jak Róże Sarajewa czy gwiazdy konserwują tragiczną historię miasta w młodzieńczy sposób. Są przeciwieństwem warszawskich, siermiężnych tablic upamiętniających Powstanie z 1944 roku.
Sztuka i życie kulturalne były sposobem mieszkańców na przetrwanie oblężenia. Co roku odbywał się tutaj Zimowy Festiwal i Festiwal Filmowy. Zagraniczni humaniści przyjeżdżali towarzyszyć mieszkańcom. Susan Sontag przez parę miesięcy pracowała z zespołem teatralnym nad spektaklem według Samuela Becketta „Czekając na Godota”. Plakaty tych wydarzeń można obejrzeć na jednym z parawanów ekspozycji o oblężonym Sarajewie. Patrząc na nie, kątem oka cały czas widzimy rozwieszone na ścianie wycinki gazet i drastyczne relacje z wojny. O lekki zawrót głowy przyprawia to zestawienie wojny z przygotowywaniem spektakli teatralnych i przyjazdami artystów z całej Europy. Mieszkańcy Sarajewa w niepowtarzalny sposób potrafili poprzez kulturę apelować o pomoc do zachodniego odbiorcy tego wielowątkowego spektaklu, jakim była wojna na Bałkanach. Wypuszczono między innymi serię plakatów, reklamujących miasto jako Europejską Stolicę Kultury. Jeden z nich ogłasza: To be or not to be? No question! Sztuka stała się sposobem na upamiętanie (plastyczne ingerencje na ulicach) i wypominanie win (aktywność współczesnych artystów). Jest ściśle związana ze sposobem reagowania na rzeczywistość, tak, że mało kto mógłby powiedzieć, że jest elementem zbędnym, czy że pochodzi z uprzywilejowanego świata dobrobytu.
Bardzo zachęcona tą wrażliwością ruszyłam do lokalnych centrów sztuki. I srogo się zawiodłam. W Muzeum narodowym prace powieszono według klucza kolorystycznego i niewiele z tego wynika. Szyderczy śmiech postmoderny. W polecanym przez mieszkańców centrum sztuki współczesnej - Collegium Articsticum - znalazłam serię akademickich grafik i kiczowatych fotografii. Środowiskowa Galeria Charlama, skupiająca grupę performerów niestety była zamknięta, ponieważ właściciel złamał nogę. A imponują inicjatywa Ars Aevi, powstała w 1992 roku, gromadząca prace lokalnych i międzynarodowych artystów (swoje prace podarowali między innymi Marina Abramovic, Anish Kapoor, Joseph Kosuth), wystawia swoją kolekcję zapominając o poinformowaniu o tym publiczności, 30 kilometrów pod Sarajewem.
Obraz sztuki, który zastałam na miejscu zadziwiająco różnił się od oczekiwań, które wynikają z kondycji kultury w Sarajewie przez pierwsze dziesięć lat po wojnie. Wydaje się, że to miejsce w czasach względnej stabilizacji, która nastała po wojnie, zgasło. Około roku 2005 roku zniknęły z mapy miasta nowe galerie, między innymi Galeria 10m2, prowadzona przez parę francuzów z myślą o promocji młodych bośniackich artystów. Ostrość wypowiedzi artystycznych i ich błyskotliwy ton wyparowały.
Nie mam sprawdzonej odpowiedzi na przyczynę tej sytuacji. Być może skończyło się finansowanie małych galerii przez międzynarodowe organizacje. Brak infrastruktury galeryjnej sprawia, że większość działań to tymczasowe projekty i „partyzanckie” wystawy wykańczające ich organizatorów. W czasach pokoju nie sposób prowadzić działalności kulturalnej w sposób „heroiczny”. Normalizacja przynosi nowe oczekiwania i nowe potrzeby, zarówno twórcom jak i odbiorcom. Być może przyczyną stagnacji są aspiracje młodych artystów do uczestniczenia w światowym rynku sztuki. Za granicą z pewnością lepiej płacą i pracuje się w komfortowych warunkach...
Nadzieją na przyszłość jest projekt Ars Aevi. Budynek, który ma pomieścić międzynarodową kolekcję sztuki zaprojektował Renzo Piano, współautor projektu paryskiego Centre Pompidou. Jego budowę zaplanowano na rok 2014. Zobaczymy czy będzie to miejsce żywe i rzeczywiście współczesne, czy też jego zadaniem pozostanie dokumentacja okresu 1992-2005. Na razie w Sarajewie warto spacerować, oglądać koty i róże.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz