Ta wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba: „Joanna Mucha nie dostanie »jedynki« na liście PO w Lublinie”. Dlaczego? Chodzi o wywiad dotyczący polityki zdrowotnej, którego udzieliła partyjnemu okólnikowi. Zapytała w nim między innymi o to, jaki jest sens wykonywania operacji biodra u 85-latka, „który nie chodzi i nie będzie chodzić, bo się nie zrehabilituje”. Choć posłanka niemal natychmiast wycofała się ze swojej wypowiedzi, na jej głowę posypały się najcięższe oskarżenia. Mariusz Błaszczak, szef klubu PiS, zwrócił się nawet z wnioskiem o ukaranie Muchy do sejmowej komisji etyki, zarzucając jej „nawoływanie do usankcjonowania eutanazji” oraz „zakwestionowanie konstytucyjnego prawa obywateli do dostępu do darmowej służby zdrowia”. Witamy w Polsce, kraju cywilizacji życia.
W artykule opublikowanym swego czasu w „The New York Times” australijski etyk, Peter Singer, przytoczył taki oto żart: „Pewien mężczyzna zapytał nieznajomą kobietę, czy zgodziłaby się uprawiać z nim seks za milion dolarów. Ta po krótkim namyśle przystała na jego propozycję. »A czy zgodziłaby się pani pójść ze mną do łóżka za pięćdziesiąt dolarów?« – dopytywał mężczyzna. »Jak pan śmie! – wykrzyknęła oburzona kobieta. – Za kogo mnie pan uważa?!«. »To już ustaliliśmy – odpowiedział mężczyzna. – Teraz tylko negocjujemy cenę«”. Podobnie – twierdzi Singer – ma się rzecz z ludzkim życiem. Jeśli skłonni jesteśmy dokonać jakiejkolwiek jego wyceny, jego wartość staje się kwestią do negocjacji. Czy jest to raczej milion, czy też raczej sto dolarów – to sprawa drugorzędna. Pytanie jednak, czy w ogóle można wyceniać to, co uchodzi za święte.
Powołanie się na kategorię świętości w naturalny sposób wprowadza nas w wymiar religijny. W naszym kręgu kulturowym zasada „świętości życia” w jasny sposób nawiązuje zaś do metafizyki chrześcijańskiej. W jej myśl człowiek, który pochodzi od Boga i zmierza do Boga, nie jest wyłącznym dysponentem swojego życia, lecz ma moralne prawo i moralny obowiązek przeżyć je od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci.
Życie, choć święte, nie jest jednak w perspektywie chrześcijańskiej wartością absolutną, o czym jesteśmy skłonni zapominać, a o czym w encyklice Evangelium Vitae (47) przypomina Jan Paweł II. Oczywiście lekarze „ze względu na naturę swojego zawodu powinni leczyć chorego nawet w końcowych i najcięższych stadiach choroby”, lecz obowiązek nie ma charakteru bezwzględnego. Chociaż bowiem „istnieje […] powinność moralna leczenia się i poddania się leczeniu”, to „taką powinność trzeba określać w konkretnych sytuacjach: należy mianowicie ocenić, czy stosowane środki lecznicze są obiektywnie proporcjonalne do przewidywanej poprawy zdrowia” (66).
Stanowisko Kościoła katolickiego w kwestii „świętości życia” należy więc rozumieć następująco: Życie człowieka jest wartością, lecz nie wartością największą. Trzeba o nie walczyć, lecz walka ta ma swoje granice, na pewnym odcinku pokrywające się z granicami tzw. „uporczywej terapii”. Inny taki odcinek wskazuje ustęp z Katechizmu: „Życie i zdrowie fizyczne są cennymi dobrami powierzonymi nam przez Boga. Mamy się o nie rozsądnie troszczyć, uwzględniając potrzeby drugiego człowieka i dobra wspólnego” (2288). Wynoszę z tego, że dopuszczalną moralnie przyczyną zaniechania walki o życie jednego człowieka może być walka o życie innego bądź innych, jak również troska o enigmatyczne „dobro wspólne”, z całą pewnością obejmujące sposób wydatkowania finansów publicznych, za pomocą których państwo realizuje swoje podstawowe cele opiekuńcze. To, że życie ludzkie – w konsekwencji swojego odniesienia do Boga – jest święte, nie stoi więc w sprzeczności z postulatem, by na jego ratowanie przeznaczone były ograniczone środki, dające się pogodzić ze środkami przeznaczanymi na inne sektory tego, co Katechizm nazywa „dobrem wspólnym”.
Środki przeznaczane na ochronę życia z konieczności są zaś ograniczone. Singer uważa, że opieka zdrowotna – jako towar deficytowy – nie tyle powinna, ile musi być racjonowana. Pogląd ten opiera się na cokolwiek banalnym spostrzeżeniu, że żadnego państwa na świecie, choćby przeznaczyło ono na służbę zdrowia cały swój budżet, a nie np. jego 1/6, jak czynią to obecnie Stany Zjednoczone, nie stać na to, by w dowolnym czasie sfinansować dowolną terapię każdemu spośród obywateli, którym mogłaby ona przywrócić zdrowie lub przedłużyć życie. Nie trzeba dodawać, że wydanie wszystkich publicznych pieniędzy na opiekę zdrowotną wiązałoby się z niewydaniem ich np. na bezpieczeństwo wewnętrzne kraju czy politykę społeczną, w konsekwencji przypominając inwestowanie ogromnych nakładów w straż pożarną przy jednoczesnym zupełnym braku zainteresowania metodami zapobiegania pożarom. Mało tego, inwestowanie to wygenerowałoby kolejne obciążenia finansowe w sektorze socjalnym, napędzając tylko machinę zdolną do pochłonięcia dowolnej ilości pieniędzy w dowolnie krótkim czasie.
Przekonanie wyrażone przez Singera idzie w poprzek dającym się nierzadko słyszeć głosom krytycznym względem limitowania wydatków na ratowanie zdrowia bądź życia ludziom ciężko chorym. Za owo limitowanie odpowiedzialne są bowiem instytucje, których członków stosunkowo łatwo ustawić w roli „bezdusznych biurokratów, w arbitralny sposób przeliczających ludzkie życie na pieniądze”. Krytycy, wychodząc z nierzadko religijnego założenia, że życie jest święte, zbyt łatwo utożsamiają ową świętość z bezcennością. Świętość wyznacza określoną rangę ontologiczną ludzkiego życia, które nieuchronnie zmierza ku śmierci. O życie to winniśmy się troszczyć, pamiętając jednak o „dobru wspólnym”, które nie pozwala przełożyć tej troski ponad wszystko inne. Życie toczy się w rzeczywistości narzucającej nam bardzo konkretne ograniczenia materialne, z którymi musimy się liczyć. Jeśli wydamy wszystkie nasze zasoby na ratowanie życia tych, którzy chorują bądź umierają dzisiaj, wszyscy możemy przestać istnieć – jutro.
Racjonowane muszą być więc wszystkie podstawowe dobra, które kosztują – tym ostrożniej, im więcej kosztują. Specjalistyczna opieka zdrowotna do tanich zaś nie należy. Skoro tak, to musimy wybierać: kogo leczyć, a kogo nie; które kuracje finansować z publicznych środków, a z finansowania których zrezygnować. Jeśli nie podejmiemy tych decyzji w sposób świadomy, podejmą się one same, najprawdopodobniej na zasadzie: „kto pierwszy, ten lepszy”, względnie „kogo stać, ten lepszy”. W żadnym wypadku nie uda się nam więc uniknąć racjonowania opieki zdrowotnej, a co najwyżej możemy uczynić to racjonowanie bardziej lub mniej sprawiedliwym. W tej zaś kwestii poseł Błaszczak nie wydaje się mieć wiele do powiedzenia. A szkoda, bo rzeczona sprawiedliwość wymaga, by z szacunku dla ludzi, którym odmawiamy leczenia finansowanego z publicznych środków – choćby dla owych 85-latków oczekujących na operację biodra – uczynić kryteria przyznawania tego finansowania możliwie przejrzystymi. Zasłanianie się „świętością życia” nie uchroni nas przed podejmowaniem trudnych wyborów, a co najwyżej zagwarantuje nam poczucie czystości naszych sumień. Niesłusznie.
Więcej na ten temat w wywiadzie z prof. Romualdem Krajewskim, zamieszczonym w „Kontakcie” 14/2010.
Misza Tomaszewski
6 komentarzy:
Mysle że jesli już ktoś tu przywołuje Singera, niech pokaże do końća co uważa on za słuszne dla ludzi starszych? a na dodatek z czego pamiętam (może źle pamiętam, dawno sie nie uczyłem o nim) Singer mówi jedno robi drugie. Dodtakowo jego rozwiązanie problemu jakim jest kwestia finasowania, jest odpowiedzią na twoje pytania, zadna w ostatniej cześci:
"to musimy wybierać: kogo leczyć, a kogo nie"
ps. dodtakowo mam wrażenie ze twoja notka jest bardziej polityczna niż filozoficzno-etyczna
Notka jest zainspirowana głupimi wypowiedziami dwójki posłów (Błaszczaka i Muchy). Nie ma nic wspólnego z popieraniem którejkolwiek z partii - jeśli to rozumiesz przez "politykę". Jest zaś rozumiesz przez to, że stawia problem bardzo praktyczny, a nie teoretyczny, wtedy się zgadzam.
Moją intencją nie było dawanie odpowiedzi (trochę odpowiedzi znajdziesz w tekście z "Kontaktu" 14/10, poleconym pod wpisem), tylko po pierwsze, zwrócenie uwagi na paniczny lęk polityków przed jasnym i uczciwym stawianiem kwestii środków, które możemy przeznaczyć na leczenie, a po drugie - pokazanie, że świętość życia i jego bezcenność to nie to samo. Bo to nie to samo.
Miszo,
sądzę, że jesli przyowłałeś Singera, zwolennika eutanazji, bliżej ci wypowiedzi pani Muchy niż Błaszczaka. Tak to wygląda w tym momencie, oczywiście tylko wygląda. Nie widać w tym komentarzu by obie wypowiedzi były głupie. Nie ma w nim równowagi.
Krasnalu,
Czy sam fakt, że Singer jest zwolennikiem eutanazji (jeśli jest), powoduje, że nie powinno się na niego powoływać w żadnej kwestii? W tym przypadku napisałem tylko o jego banalnej obserwacji (nie stać nas na ratowanie każdego życia za wszelką cenę), z której wynika równie banalny wniosek (musimy przyjąć kryteria). Czy to ma coś wspólnego z eutanazją?
Masz rację, że nie ma równowagi. Mogłem to bardziej uwydatnić. Z drugiej strony - głupota Muchy (która odżegnuje się od kontrowersyjnej, ale nie bezsensownej wypowiedzi ze względu na potencjalną presję ze strony opinii publicznej) różni się od głupoty Błaszczaka (który stawia znak równości pomiędzy kwestią inwestowania dużych sum pieniędzy w leczenie ludzi starszych a eutanazją). W tym też coś jest.
Miszo :)
w żadnej nie, ale brak równowagi nazwijmy to politycznej, stawia poglady Singera po stronie Muchy.
Tak stawianie sprawey mi się nie podoba. Wynika to z braku równowagi i moze w takim razie zbyt schowanego sensu twojej wypowiedzi.
Rozumiem, ze jakoś forme odpowiedzi prbujecie przedstawić w nadchodzącym numerze kontaktu, jednak póki nie poznam tego artykułu twoja notka budzi dlam nie kontrowersje. Jak wiadomo blog służy zazwyczaj do publikowania swoich opinii, szczególnie jak je podpisujesz swoim imieniem.
W myśl głupiego zachowania pani Muchy, martwie się byś ty za kilkanaście lat nie musiał prostować swojej wypowiedzi, bo ktoś nie przeczyta komentarzy ponizej artykułu.
pzdr
Świetny tekst. W moim odczuciu jasno stawia nie tylko rozróżnienie między stanowiskiem Muchy i Singera, ale też między podstawowymi ideami, które często się gubi i dziwnie przeżąglowuje gdy idzie o dyskusje wokół opieki paliatywnej, polityki służby zdrowia itp.Bardzo trzeźwo i mądrze postawiony problem.
Dzieki!
Prześlij komentarz