![]() |
| Przewodnik Lonely Planet po całym kontynencie Afrykańskim. Edycja: 12; Objętość: 1216 stron |
Przewodniki Lonely Planet nazywane są „biblią backpackersów”. Rozpoznawalne z daleka granatowe okładki, strony pokryte drobnymi notatkami, im brudniejsze od trudów podróży, tym większy wzbudzają szacunek. Po powrocie stanowią wartość sentymentalną – są najwspanialszą pamiątką, dowodem przebytej trasy, podróżniczym trofeum. Uważaj. Padłeś ofiarą propagandy.
Korporacja
Atrakcja stała się towarem. Trzeba ją wypromować, ładnie zapakować i kompleksowo sprzedać. Jeżeli jej brak, trzeba ją wykreować. Dzisiejsza turystka jest zakładnikiem wielkich korporacji przemysłu rozrywkowego. Zainteresowanie zwiedzających jest w pełni kontrolowane, liczy się tylko to, z jakimi wspomnieniami wrócisz z wyjazdu. Korporacje zrobią wszystko, abyś przekraczając próg domu, planował już przyszłoroczny wyjazd. Rola przewodnika w tym procesie jest niezwykle istotna. Dzisiaj backpackersi stali się pożądanymi klientami. Można na nich dobrze zarobić.
Właścicielem Lonely Planet jest potężna korporacja przemysłu rozrywkowego – BBC Worldwide. A korporacje żądzą się swoimi mechanizmami.
***
Lonely Planet perfekcyjnie stworzyło markę ucieleśniającą konkretny styl życia, tworzącą współczesny wizerunek spędzania wolnego czasu: „backpacking”. Słowo to zostało zawłaszczone, by wyznaczyć mu nowe znaczenie, backpacker stał się metaforą podróżnika przemierzającego glob wzdłuż i wszerz z przewodnikami Lonely Planet w dłoni. I zgodnie ze znajdującymi się w nich wytycznymi. Backpackersi zostali zunifikowani i zestandaryzowani. Często nieświadomie***
Wiedza
Dlaczego w określeniu „biblia backpackersa” zawarta jest szczypta prawdy? Bo Lonely Planet są przewodnikami samowystarczalnymi. Nie znoszą konkurencyjnych źródeł wiedzy. Ambicje Lonely Planet są znacznie szersze niż tylko pokazywanie świata. Lonely Planet chce go również wyjaśniać. Przewodniki zawierają w sobie pewną wizję świata i ludzi. Jak sama nazwa wskazuje – przewodzą.
***
Wydawnictwo nie zakłada, że czytelnik posiada jakąkolwiek wiedzę wyjściową o odwiedzanym kraju. Wyręczając podróżnika, buduje jego wiedzę od zera, porządkuje za niego to, co jest mu nieznane. Oferuje mu gotową wersję porządku – kieszonkową wizję kraju. Siłą rzeczy porządek ten zredukowany jest do poręcznych, często szkodliwych stereotypów. Aby „biblia” nadal była niezagrożenie samowystarczalna czytelnik musi uwierzyć w te stereotypy. Odpowiada za to dział marketingu. ***
Lonely Planet oparte jest na subiektywnej wiedzy i ocenach autora. Poprzez dobór informacji tworzy on obraz opisywanego przez siebie kraju. Można by zminimalizować szkodę tworzenia „kieszonkowych wizji kraju” gdyby autorzy przewodników byli specjalistami. Niestety. Wydawnictwo zatrudnia zwykłych podróżników, domorosłych fascynatów. Idealni do opisów hoteli i restauracji, nie sprawdzają się przy informacjach historycznych, społecznych czy kulturowych. A to oni wyjaśniając świat, wyrabiają w czytelniku jego własne zdanie o odwiedzanym kraju. Czytelnik
Statystyka: na początku tego roku został wydany stumilionowy egzemplarz Lonely Planet. Wyjątkowość podróżnika traci blask?
***
Sto milionów egzemplarzy oznacza, że sposób podróżowania backpackrsów jest równie przewidywalny co turystów czarterowych. Zunifikowani i zestandaryzowani stali się tym samym oddziałami szturmowymi masowej turystyki. Przecierając szlaki, kreują modę na określone miejsca. Wcześniej padając ofiarą mody wykreowanej przez Lonely Planet. ***
Kto jest grupą docelową Lonely Planet? Przewodniki te odpowiadają na zapotrzebowania nowej klasy turystów. Opisując ludzi i miejsca tworzą mit klasy średniej, próżniaczej. Dobrze opisała to w jednym z wywiadów Anna Horolets, socjolożka podróży: Ucieczka od turystyki masowej wiąże się z aspiracjami nowej klasy średniej: ludzi wykształconych, pracujących jako specjaliści lub uprawiających wolne zawody. Oryginalne podróże służą budowaniu tożsamości tej klasy, mają wzmacniać poczucie wyższości społecznej - i to na dwa sposoby: wyższości nad tubylcem, ale też nad turystą masowym, który należy do innej warstwy społecznej.
***
Zatem funkcja Lonely Planet jest podobna do funkcji biur podróży – oswajają świat i wyznaczają oczekiwane standardy. Podróżnik dzięki Lonely Planet staje się turystą. Bo jednego od drugiego różni dziś wyłącznie świadomie wybrany standard. Atrakcja
Do tej pory skupiliśmy się na dwóch celach Lonely Planet: pokazywania i wyjaśniania świata. Jest jeszcze cel trzeci: z jednej strony kreowanie atrakcji, a z drugiej potrzeb na te atrakcje w podróżniku/turyście. Już Dean Maccannell opisywał, że pierwszy kontakt zwiedzającego z danym obiektem turystycznym, nie polega zazwyczaj na zetknięciu się z nim samym, lecz z jakimś jego przedstawieniem. Tu jest rola przewodnika. Odpowiednia narracja atrakcji kreuje odbiór obiektu turystycznego przez turystę. Wszystko może być na sprzedaż.
***
Efekt: dyktat atrakcji. Rynek, specjalnie dla turystów, wyłącza konkretne miejsca z oryginalnego kontekstu społecznego czy religijnego. Nową funkcją staje się „atrakcyjność” . A jako atrakcję można wypromować wszystko – Lonely Planet po Polsce poleca: „udział w świętach katolickich, gdyż są one egzotyczne i widowiskowe, szczególnie droga krzyżowa w Kalwarii Zebrzydowskiej”. Wydanie po Indiach w ten sam sposób poleca proces kremacji nad Gangesem. ***
Właściciele hoteli i restauracji zrobią wszystko by trafić do przewodnika. Od dyktatu atrakcji zależy ich byt. Zapotrzebowanie turystów na tradycję i kulturę (oczywiście autentyczną i dziewiczą - a dziewiczość wynika obecnie wyłącznie z kosztowności i trudności dotarcia) stawia olbrzymie wymagana ludziom w odwiedzanych krajach. To, czy dostaną zapłatę, zależy wyłącznie od tego czy turysta uzna ich za wystarczająco autentycznych i malowniczych. W ten sposób stereotypy wykreowane przez Lonely Planet nabierają własnego życia. Sto milionów egzemplarzy robi swoje. Wizja staje się rzeczywistością. ***
Turystyka to podróżowanie w stronę marzeń. A nasze marzenia są kreowane przy biurkach copywriterów.***
Nie znam recepty na wyzwolenie się z schematu Lonely Planet. Na pewno trzeba być wobec świata pokornym. Bilet samolotowy, granatowy przewodnik i plecak nie czynią automatycznie odpowiedzialnym podróżnikiem. Przewodnik staje się przydatny, gdy szuka się dworca autobusowego czy szpitala. Lecz by poznać i próbować zrozumieć odwiedzane miejsca, potrzebny jest czas. I to zarówno ten spędzony w odwiedzanym miejscu, jak i przed wyjazdem w bibliotece. Nie licz, że Lonely Planet wytłumaczy ci świat. Nigdy do końca nie pojmiemy inności. A stereotypy tylko rozmazują obraz. Nie pojmiemy, ale możemy próbować ją zachować.
Wyjeżdżając w siną dal warto przeczytać, poza Lonely Planet, książki napisane przez specjalistów, poszukać rzetelnych źródeł informacji, przejrzeć archiwa agencji prasowych, przypomnieć sobie lekcje historii. Bo jadąc z samym tylko przewodnikiem dołącza się do klasy Lonely. Staje się backpackersem. Dzieckiem we mgle. Szkodnikiem.
Paweł Cywiński

4 komentarze:
wyszystko fajnie, ale po co te "szkodnikiem" na końcu? komu taki lonely-backpacker szkodzi? podobnie jak turysta wycieczkowy "all-inclusive" czy Lady Gaga tacy ludzie są zupełnie nieszkodliwi. Ot, kolejna sfera gdzie wdarła się makdonaldyzacja
Brak szkód to zwykła iluzja. Zarówno podróżowanie z Lonely, jak i o wiele bardziej all-inclusive są szkodliwe, nieraz zabójcze. A ofiar jest wiele. Na kompleksową listę szkód brak tu miejsca, choć prędzej, czy później coś na temat neokolonizacji turystycznej w Kontakcie się pojawi. Tak na szybko wymienię zaledwie kilka szkód: degradacja środowiska, powszechny wyzysk (tu jest opisany przykład: http://kontakt-kik.blogspot.com/2011/05/mit-annapurna-sanctuary-europejczyka.html, skutki Efektu Veblena w turystce, szybka transformacja kultury i tworzenie alternatywnych wizji tejże kultury na sprzedaż, które z czasem zastępują pierwowzór (bardzo ciekawe zagadnienie – np.: historia hawajskiego tańca Hula), tworzenie „kieszonkowych wizji kraju”, które zaczynają żyć własnym życiem...
Polecam opublikowany niedawno przez Wydawnictwo Czarne reportaż na ten temat: Jennie Dielemans, „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym”. Autorka w prosty sposób, niestety czasem na skróty, tłumaczy niektóre mechanizmy szkodzenia lokalnym społecznościom.
Podróżując bardzo łatwo być szkodnikiem. Często nieświadomie.
No dobrze, nawet z częścią tez mogłabym się zgodzić, ale pytanie brzmi - czy akurat Lonely Planet aż tak się wyróżnia na tle innych przewodników? Korzystam z Bezdroży, z Bradta - w każdym z nich jest część, nazwijmy to, historyczno-kulturowo-religijna, streszczająca na kilku stronach dzieje danego kraju. Nie próbowałam nigdy porównywać tego typu opisów w Lonely Planet i innych przewodnikach, na pewno Bezdroża będą trochę inne, gdyż pisane są z myślą o polskim turyście.
Generalnie próbujesz mi wmówić jak strasznie dałem się zmanipulować i ogłupić przez korporację. („Backpackersi zostali zunifikowani i zestandaryzowani. Często nieświadomie.“) Patrzysz na mnie tak samo z góry, jak w Twoim mniemaniu ja patrzę z góry na kolegę który jedzie odpocząć do Egiptu na plażę. Przykre.
„Lonely. Nie znoszą konkurencyjnych źródeł wiedzy.“
Bzdura. Wszystkie Lonely które mam polecają zewnętrzne fora, linki dotyczące specjalistycznych obszarów, odnośniki dla ludzi którzy chcą pogłębić swoją wiedzę w danym temacie.
„Wydawnictwo nie zakłada, że czytelnik posiada jakąkolwiek wiedzę wyjściową o odwiedzanym kraju. Wyręczając podróżnika, buduje jego wiedzę od zera, porządkuje za niego to, co jest mu nieznane. Oferuje mu gotową wersję porządku – kieszonkową wizję kraju. Siłą rzeczy porządek ten zredukowany jest do poręcznych, często szkodliwych stereotypów.“
Jedyny dowód na to i podobne stwierdzenia, to nienależyty szacunek oddany świętom katolickim i potraktowanie ich jako lokalnego folkloru. Rozumiem Waszą frustrację. Ale gdzie obiektywizm? W artykule widzę tylko osądy i opinie bez ŻADNYCH (poza tym jednym) odwołaniem do faktów.
„Lonely Planet oparte jest na subiektywnej wiedzy i ocenach autora.“ Po pierwsze, nie jednego autora, a kilku-kilkunastu. Wystarczy zajrzeć na ostatnią stronę aby zobaczyć ilu autorów ma każdy przewodnik. Opinie tych autorów są kompilowane z opiniami autorów poprzednich wydań. Ale zgadza się: nawet taka procedura nie uchroni od subiektywnych komentarzy. I właśnie ZA TO ja Lonely cenię. Od oceny subiektywnych komentarzy (czy jest to Lonely, czy Wyborcza, czy Fronda) mam swój rozum, ale ZAWSZE chętnie się z nimi zapoznaję. Dzięki temu rozumiem sposób myślenia ludzi, którzy te komentarze formułują. To dla mnie bardzo istotne uzupełnienie suchych faktów.
„Oryginalne podróże służą budowaniu tożsamości tej klasy, mają wzmacniać poczucie wyższości społecznej - i to na dwa sposoby: wyższości nad tubylcem, ale też nad turystą masowym, który należy do innej warstwy społecznej“
Żaden sposób podróży, spędzania wolnego czasu czy zainteresowania nie dają nikomu prawa do oceny, lub poczucia wyższości nad jakąkolwiek grupą. Próbujesz wrzucać wszystkich backpackersów lub czytelników Lonely do jednego wora: wora zadartych nosów, którzy pogardzają masowym turystą i tubylcem. Dokładnie tyle samo prawdy jest w stwierdzeniu, że większość księży to pedofile. Przykre, że sam tego nie dostrzegasz...
„Turystyka to podróżowanie w stronę marzeń. A nasze marzenia są kreowane przy biurkach copywriterów.“ Znowu uogólnienie, stereotyp. Bez żadnych podstaw. Przykre.
„Nie licz, że Lonely Planet wytłumaczy ci świat. Nigdy do końca nie pojmiemy inności. A stereotypy tylko rozmazują obraz.“ Dokładnie! Pełna zgoda! Szkoda tylko, że sam próbujesz wtłoczyć nas w swój stereotyp i swoje ramki.
Proponuję Ci odrobinę pokory w stosunku do wszystkich ludzi. Chyba ten element jest nawet w Waszej oficjalnej doktrynie?
Prześlij komentarz