Wilcza wygląda zupełnie zwyczajnie, może z wyjątkiem kilku spontanicznie wywieszonych flag z czarnym kirem. Rozglądam się, ale nie dostrzegam niczego niezwykłego. Ruszam w stronę placu Trzech Krzyży, skręcam w Mokotowską. Wciąż nic. Plac wygląda jak zwykle w sobotę o tej porze. Nigdzie ani śladu nawiązania do katastrofy rządowego samolotu. Wreszcie dochodzi do mnie głos wracającej z kościoła, starszej pani:
– Człowiek planuje inaczej, a Pan Jezus – inaczej.
Niemal natychmiast łapię się na obrzydliwym poczuciu wyższości mojej przeintelektualizowanej religijności nad wiarą tamtej kobiety – prostą, dającą się streścić w tym jednym zdaniu: „Człowiek planuje inaczej, a Pan Jezus – inaczej”. Przecież ona ma rację – myślę. Świat z całym swoim złem i ze wszystkimi katastrofami lotniczymi był przez Boga chciany. Inaczej nigdy by nie powstał. W tej chwili żaden teolog lepiej by tego nie ujął.
Dopiero na Nowym Świecie, za rondem de Gaulle’a, orientuję się, że idę w tłumie ludzi. Im bliżej Świętokrzyskiej, tym ludzi więcej i więcej. Pan ze stoiska z kwiatami przy Instytucie Filozofii robi dziś interes życia. Warszawa ruszyła oddać hołd ludziom, którzy jeszcze wczoraj przewijali się przez wszystkie serwisy informacyjne – żywi.
Docieram w okolice pałacu i upatruję sobie dobre miejsce do stania. Pochyliłem głowę i już prawie udało mi się zadumać, gdy słyszę podniesiony, męski głos. Jego właścicielem okazuje się bardzo czymś poruszony, starszy pan, kurczowo ściskający w rękach polską flagę:
– Dranie podłe, mówią, że przeszkadzał! – krzyczy, wyraźnie mając na myśli zmarłego prezydenta. – Ubowcy! Łobuzy!
Ponownie kieruję wzrok na pałac i flagę spuszczoną do połowy masztu. Drugie podejście do zadumy nad kruchością ludzkiego życia. Wówczas okazuje się jednak, że dwa kroki ode mnie toczy się poważna debata rodzinna. Mężczyzna w średnim wieku opowiada żonie i dorastającym dzieciom o rosyjskich praktykach śledczych.
– Zanim nasi prokuratorzy dojadą, już wszystko będzie pozamiatane!
– Tak – potwierdza z miną naśladującą minę ojcowską, nieco wypłoszowaty syn. – Że też pilot zgodził się lecieć w takim gruchocie!
Tu próbę polemiki podejmuje matka. Że przecież jeszcze nie wiemy, że musimy sprawdzić, że eksperci zbadają, że nie wiadomo, czy to pilot…
– Jestem wnerwiony, zabił nam wszystkich wybitnych ludzi! – ucina młodzieniec.
W tym momencie pojmuję, że, paradoksalnie, zadumać da się wszędzie, tylko nie tutaj – ruszam więc przed siebie, w tłum. Z początku nieśmiało, a stopniowo coraz głośniej – ludzie w pierwszych rzędach zaczynają śpiewać Boże, coś Polskę. Słychać głównie drżące, kobiece głosy. Z każdej strony do moich uszu dolatują pojedyncze słowa, zdania, urywki rozmów. Wszystko to wyrwane z kontekstu, wszystko prawdziwe:
– …moja przyjaciółka Teresa. Chciałam zobaczyć, czy poleciała…
– …jak apokalipsa…
– …jeszcze bardziej niż kiedy umierał papież. Wtedy wszyscy się spodziewali, bo chorował, a teraz…
– …nie było gorszej tragedii po faszyzmie…
– …może wreszcie się zjednoczymy, ale czy potrzeba było takiej tragedii?
– …państwowość…
„Państwowość”? Nie pamiętam, kiedy ostatni raz słyszałem to słowo. Kto normalny jeszcze go używa?
Tymczasem tłum unosi mnie dalej, w stronę Bristolu. Kobiety przy zniczach intonują z kolei Barkę. Mija mnie para z aparatami na szyi:
– To trąci fanatyzmem – zauważa dziewczyna.
Starsza kobieta tłumaczy wnuczkowi, co się dzieje:
– On w tym pałacu mieszkał.
– Ja chcę już iść – odpowiada chłopiec. – Chodźmy już!
Nagle znajduję się blisko wjazdu na teren pałacu. Teraz z każdej strony słyszę już podniesione głosy. Trakt Królewski zmienił się w Agorę, na każdych kilkunastu metrach kwadratowych toczy się polityczna dyskusja pomiędzy przeciwnikami a zwolennikami byłego już prezydenta.
– Pamięta pani Olszewskiego? Co z nim zrobili? A pamięta pani tego cherubinka, co to się przy Wałęsie kręcił?!
– Był taki film, Nocna zmiana…
– Nie było dnia, żeby go nie krytykowali. Uczciwy był. Tak się u nas takich ludzi załatwia…
A tuż obok trwają dywagacje nad rolą Rosjan w katastrofie:
– Wyrżnęli watahę tak, jak chcieli! Nawet kierownictwo lewicy i dowódców wojsk!
– To zdradziecka ziemia…
Czuję, że zaczynam się dusić. Oszołomiony płynącymi zewsząd dźwiękami, „wciągam powietrze i chwiejny z lekka” krążę pomiędzy kręgami spierających się ludzi. Już dosyć. Już nie mogę. Muszę się stąd wydostać.
Po chwili idę Krakowskim Przedmieściem w stronę placu Zamkowego. Ludzi wciąż mnóstwo, ale tematy jakby inne, lżejsze. I mniej sporne. Zaczynam się zastanawiać, co lepsze: tamto zaangażowanie czy ten jego brak.< Częściej niż polski, słyszę teraz języki obce: angielski, francuski, hiszpański. Pod kościołem świętej Anny młoda para przyjmuje życzenia od licznie zgromadzonych gości. Przy kolumnie Zygmunta gromadzą się rowerzyści Masy Krytycznej. Wszystko znowu wygląda jak w każdą sobotę. Patrzę w niebo. Jest takie piękne.
Misza Tomaszewski
3 komentarze:
Byłem i ja tam. I co innego słyszałem. Nie było jak 5 lat temu płaczów, ale głęboka zaduma tłumu i żal na twarzach. Byli też pojedyńczy przeintelektualizowani, ale to nie oni budowali atmosferę miejsca i chwili.. Państwowość, patrioryzm, jedność. Wczoraj usłyszałem od obcokrajowca, że nie zna drugiego Kraju jak nasz, gdzie te cechy byłyby równie silne. Choć może faktycznie - tak wyraźnie widzimy je jedynie w chwilach próby. Jak 70 lat temu, 5 lat temu i w ostatnią sobotę...
zgadzam sie z komentarzem kolegi. atmosfera byla inna a sam wpis na tym blogu wydaje sie skarajnie przeintelektualizowany. autor w marny sposob probuje prowokowac czytelnika. a powiazywanie tlumu zgromadzonego przed palacem ze slowami 'epitafium dla wlodzimierza wysockiego' nie zasluguje nawet na komentarz
Wygląda na to, że byliśmy w innych miejscach. Nie ma sensu się o to kłócić, bo do niczego Panów nie przekonam. Pewnie każdy z nas znalazł tam to, co chciał znaleźć, a z projekcjami trudno się dyskutuje.
Autorowi drugiego wpisu gratuluję erudycji. Zarzuty przez niego postawione wydają mi się słabo uargumentowane i nie jestem w stanie wyciągnąć z jego wpisu niczego ponad to, że się ze mną nie zgadza. Najwyraźniej i w moim wpisie znalazł to, co chciał w nim znaleźć.
Prześlij komentarz