wtorek, 2 listopada 2010

Słowo pana Proroka

Prawie dwa tygodnie temu, nieznany mi bliżej życzliwy, podsunął mi kopię zapisu z przesłuchania Józka Pyrza przeprowadzonego przez SB w połowie ’71 roku, mówiąc, że to na pewno mnie zainteresuje. I tak się stało, ale ponieważ już od dobrych kilku lat, noszę różowe okulary naiwnie kupione jako dodatek do "Gazety Wyborczej", przez cały ten czas wahałem się, czy należy wiedzę opartą na esbeckich teczkach rozpowszechniać. Po tygodniach namysłu postanowiłem się przełamać, odrzucić sentymenty i spojrzeć w twarz Historii.

O Józefie i jego uczniach pisaliśmy z Mateuszem Luftem w "Kontakcie" z listopada zeszłego roku, w artykule "Chcieliśmy tylko, żeby było kolorowo", ale coś mi mówi, że powinienem tę postać krótko przypomnieć. Pyrz, nazywany Prorokiem, był jednym z założycieli i duchowym przywódcą polskiego ruchu hipisowskiego. Pikanterii dodaje fakt, że ponoć, zanim Józef został hipisem, ks. Bronisław Dembowski uważał go za nadzieję polskiej teologii. Pyrz przeżył szaleństwa młodości oraz część mniej odpornych kolegów i obecnie jest wziętym paryskim rzeźbiarzem. Przygotowując artykuł do "Kontaktu" niestety nie udało nam się porozmawiać z Prorokiem, co, dzięki Bogu, udało się czterdzieści lat temu panu z SB. Być może dobrze się stało, gdyż nie wiem, czy wykonalibyśmy robotę równie sprawnie, jak on. Wycisnął z niego wszystko - oto, na przykład, co odpowiedział Pyrz na pytanie o stosunki „hippiesów” z klerem:

Nie chcę aby mnie kojarzono z klerem. Mnie kler nie lubi, dlatego, że zostałem utożsamiony z Chrystusem przez Krzysztofa Kąkolewskiego, było to kamieniem obrazy. Są jednak ludzie z K.I.K-u, którzy chcą nawiązać z nami kontakty. Miałem propozycję wyjazdu w Bieszczady razem z grupą. Miano nam założyć tam coś w rodzaju zakonu. Ludzi tych nie darzę sympatią, ponieważ kobiety to przeważnie stare, niewyżyte panny, a mężczyźni o skłonnościach homoseksualnych.

Uzmysłowiłem sobie nareszcie, czemu mama urodziła mnie dopiero po trzydziestce. Zrozumiałem czemu tata co roku przebąkuje, że chciałby pójść na paradę równości. No i wiem również, że Prorok to straszna łajza… Porażające, bo jednak wciąż trudno mi uwierzyć, że Prorok objawia prawdę za pośrednictwem bezpieki.

Cyryl Skibiński

12 komentarzy:

misza pisze...

Tęgo się ubawiłem. Czyżby nowe "Protokoły Męrców Syjonu"? Dzięki, Cyryś!

Anonimowy pisze...

A może specjalnie tak powiedział, bo nie chciał by dopytywano się więcej? Nie chcial by ubecja wiedziała ze on coś wie o ludziach z KIKu, bo by chciała z niego wyciągać co się da...

kzk pisze...

Pytanie do starszych:czy wiecie, jak bylo z ruchem hipiesiow w KIK-u? Kto byl hipiesiem (z imienia i nazwiska), czy taka mode dalo sie polaczyc z KIKiem niewyzytych panow i panien o sklonnosciach homoseksualnych (albo odwortnie..)?

b-m pisze...

Z grupy kikowskiej do której należałam (tzw. Sekcja Kultury) wiekszość z nas dyplomy magisterskie robiła pomiędzy latami 60 a 70, a więc w czasie gdy w Polsce pojawili się pierwsi hippisi. Nie pamietam jednak aby wsrod nas byli jacys hippisi, nawet dyskusji o nich i ich postawach raczej nie było. Podobnie chyba w grupie troche mlodszej, z ktora miewalismy kontakty na spotkaniach i dyskusjach ogolnych. Moze jedna para mi sie widzi, z Krakowa, ktora byla taka bardziej luzacka, a potem ponoć on narkotyki zażywał. Ale czy to było zwiazane z ideologia hippisów to szczerze wątpię. Nasz bunt byl przede wszystkim skierowany przeciw systemowi politycznemu a nie przeciw bogactwu i wygodnictwu zyciowemu.

kzk pisze...

@b-m
No wlasnie! Tak przewidywalem. Absolutny brak hipisow w Klubie podpowiadala mi moja intuicja...

Jest jednak ciekawe, przez kogo i po co Prorok zostal zaproszony na wyjazd. Czy nie chodzi tu przypadkiem o ktorys wyjazd do Pewli? Wiem, ze m.in. komandosi byli goscmi na tych wyjazdach..

@cyrski
Cyrski rozszerz troche cytowanie Proroka! Dlaczego Prorok pisze w pierwzszych slowach: nie chce aby mnie kojarzono z klerem..

@misza
K.I.K. nic sie nie zmienil od lat 70. Doskonale to obrazuje sytuacja Proroka. Kler go nie lubi, wiec K.I.K. go zaprasza i chce nawiazywac kontakty.. Czy inteligencja katolicka objawia sie tym, ze wie lepiej, niz kler? Pytanie na powaznie przy okazji Proroka łajzy...

Czekam na odpowiedzi!

Cyryl Skibiński pisze...

Kazik,

Niestety nie mam już dostępu do tych akt. Nie znalazłbyś w nich zresztą odpowiedzi wprost, czemu Pyrz odcina się od kleru. Być może chodzi o to, że studiował teologię, co nasuwa przesłuchującym podejrzenie, że Kościół macza palce w nowym, angażującym młodzież, a więc dla Władzy niebezpiecznym, ruchu.

Zresztą wbrew wstępnej deklaracji Proroka, hipisi znajdowali czasem pomoc u księży - sam o tym mówił, w dalszej części przesłuchania. Pamiętam, że hipiska, z którą rozmawialiśmy z Mateuszem zbierając materiały do artykułu, opowiadała nam o warszawskim księdzu, który się nimi interesował. Pyrz wspomina też o rozmowach krakowskich hipisów z ks. Wojtyłą (w oryg. ks. "Wojtyło").

Kontakty Sekcji Kultury z Komandosami, rozpoczęte z inicjatywy Krzysztofa Śliwińskiego, miały na celu zbliżenie i umożliwienie dyskusji miedzy tymi dwoma środowiskami młodzieży o wyklarowanym światopoglądzie. Hipisów łączył raczej life-style, niż wspólny światopogląd, który na dodatek musiał katolików razić. Dlatego spodziewałbym się, że zaproszenie Proroka na wyjazd miało mniej formalny i programowy wymiar, a bardziej towarzyski, a więc w pewien sposób przypadkowy.

Podsumowując: kler wcale od hipisów nie stronił, a kikowcom wcale się do kontaktu z nimi nie paliło.

Co do pytania "na poważnie", choć nie ja byłem wywołany do odpowiedzi: inteligencję katolicką mamy i wśród czerwono-czarnej mafii i wśród świeckich katolików. Rozwiązania niektórych problemów Kościoła, a więc nas wszystkich, lepiej widać "od środka", niektóre z pozycji mniej zaangażowanej, świeckiej. Inteligentów w sutannach działających na rzecz Kościoła jest chyba więcej, niż świeckich, stad wartość w mądrzeniu się ludzi z takich środowisk jak KIK - dla równowagi i większej efektywności, a nie, jak sugerujesz Kazik, na przekór. Misza, do boju o lepsze jutro!

b-m pisze...

Wpis kzk podsunął mi pomysł, myslę, ze ciekawego tematu do zastanowienia sie? dyskusji? - różnice między formacją religijną, zdobywaniem doswiadczenia wiary, rozwojem duchowym w KIKu a w duszpasterstwie religijnym. Naogół wydawało mi się, ze w KIKU jest więcej dyskusji, racjonalnego, intelektualnego szukania Boga, bardziej, jesli tak mozna powiedziec, wlasnorecznego. W duszpasterstwach natomiast akademickich wiekszą wagę przywiązywano (jak jest teraz - nie wiem) do duchowości, czy może raczej religijności tradycyjnej, opartej bardziej o modlitwę, zdobywanie regularnej wiedzy, o autorytet, kierownictwo duchowe...
I przyznam szczerze, ze jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze brak mi takiej rzetelnej formacji religijnej. I zabrałam sie za nią...

misza pisze...

Twoje pytanie, Kaziku, jest bardzo na miejscu. Podobnie zresztą podoba m się ostatni komentarz b-m. Granica między konstruktywną a destruktywną krytyką bywa bardzo cienka. Tym bardziej, że jej wartość zależy często od tego, jak zostanie odebrana. A to już naprawdę wielka niewiadoma. Zwłaszcza w Kościele. Za każdym razem, kiedy coś mi się nie podoba i kiedy o tym mówię, staram się dodawać wprost lub przynajmniej w głowie: "No tak, ten Kościół jest jaki jest, ale to jest mój Kościół". Jeśli w innym wpisie krytykuję politykę (!) Kościoła w sprawie in vitro, to nie dlatego, żeby się doczepić i wyżyć, tylko dlatego, że uważam, iż szkodzi ona samemu Kościołowi, z którym się identyfikuję.

Masz jednak rację, że pokusa antyklerykalizmu, szczególnie w Polsce, wśród takich krytyków / krytykantów jest spora. We mnie (bo w sumie tylko o sobie powinienem mówić) także. To jest temat do obgadania kiedyś. Może debata "Kontaktu"? A tymczasem - co Ty myślisz? Wyjdź zza swojego pytania i się zdemaskuj! Pozdro!

kzk pisze...

@cyrski
Dzięki za rozwinięcie wątku. Co do procentów Katolicy vs Inteligenci katoliccy, powtarzasz zdanie Prymasa Wyszyńskiego. Podczas jednej z audiencji Prymas powiedział Stanisławowi Stommie, że głos KIKu jest potrzebny Kościołowi w Polsce, ale gdyby naraz wszyscy wierni zaczęli opowiadać takie rzeczy, to … to nie daj Bóg! [dopowiedzenie moje– kzk].

@b-m
Tak, to jest bardzo ciekawe rozróżnienie. Jestem prawie pewny, że w rzeczywistości te środowiska się przenikały, a różnic było mniej niż podobieństw. Z wspólnych inicjatyw przypominam sobie spotkania u oo Dominikanów na Freta i pielgrzymki na Jasną Górę . Dzisiaj porównać oba środowiska mogą chyba wyłącznie historycy [sic!] w oparciu o archiwa. Tamten KIK i tamte duszpasterstwa były fenomenem tamtych lat i moim zdaniem, nie przetrwały.

@misza, cyrski, b-m
Misza, chyba rozumiem twoje podejście - pisania śmiało o sprawach, które widzisz w ogólnie pojętym Kościele, jednocześnie mając w pamięci, że „ten Kościół jest jaki jest, ale to jest twój Kościół”. Z dużym zainteresowaniem przeczytałem TP o antyklerykalizmie. Gratuluję ci twojego artykułu!

Moim zdaniem istnieją co najmniej dwa porządki, w których się poruszamy. Jeden to porządek religii (wiary), drugi to porządek polityki. W przypadku pierwszego formą aktywności jest modlitwa, w przypadku drugiego - dyskusja, krytyka itp.

Obecnie polityka dąży (lub jest zmuszona)do regulowania spraw, które stanowią również przedmiot i zagadnienie dla porządku wiary. Osoby, które mają wpływ, a więc ponoszą odpowiedzialność za kształt porządku polityki (politycy, dziennikarze, publicyści i in.), dyskutują, krytykują itp. zgodnie z regułami tego porządku. I tego od nich wymagamy.

Nie mniejsze zdziwienie powinna budzić również sytuacja odwrotna, tj. gdy dyskutuje się z lub krytykuje oparte na przekonaniach religijnych zdanie osób odpowiedzialnych za porządek wiary (episkopat, papież i in.).

Takie sytuacje budzą moje zdziwienie.

b-m pisze...

>>>kzk
- ...co najmniej dwa porządki, piszesz: porządek wiary i porządek polityki. Widze jeszcze inne, bardzo ważne: porzadki zwiazane ściśle z kulturą, rodziną, biologia/naturą...
- Wiara to nie tylko według mnie przekonania, to postawa. Jest dla mnie wspólnym mianownikiem wszystkich porządków, wszystkiego na co się składa człowiek.
- odpowiedzialni za wiarę jesteśmy więc wszyscy, każdy. Najpierw jestem człowiekiem a potem politykiem, dziennikarzem, publicystą
- cokolwiek inaczej jest z religią i kościolem. Kosciołem jesteśmy wszyscy i każdy tworzący go, jest za niego odpowiedzialny, rzecz jasna w róznym stopniu, zależnie od możliwości, swiadomości, roli, powołania...
- co do krytyki, dyskusji - każda krytyka, jesli w imię dobra - jest tworcza, uważam. A dyskutując, wymieniając z kimś opinie, wzbogacamy się wewnetrznie.
Nie ma dialogu bez dyskusji.

ml pisze...

Gdy mówimy o dialogu warto zastanowić się kto jest do niego dopuszczony, a kto nie. Wiemy o tym, że wielu wierzącym instytucja kościoła się nie podoba. Ich zarzuty są bardzo konkretne, ale brakuje forów gdzie mogłyby być wypowiedziane publicznie bez radykalizmu, a przede wszystkim oficjalnie wysłuchane. Dlatego rozmowa na temat Kościoła wydaje się być walką między krzykliwymi, populistycznymi radykałami szafującymi hasłami antyklerykalnymi, a jego bezkrytycznymi obrońcami z drugiej strony. W tym chaosie krytyka konstruktywna i umiarkowana niknie.
Wpływ na zmianę poprzez wiernych jest zamknięty. Mogą tylko patrzeć jak Kościół sam się kompromituje. To może budzić postawę buntu, kontestacji, albo obojętności. Wtedy już krok do powiedzenia "TEN kościół nie jest mój".

jozef pyrz pisze...

jestem zdziwiony z jaką łatwością pewni 'dziennikarze" mają dostęp do akt byłej 'bezpieki", a w następstwie snują pomysły o myśleniu przesłuchiwanego - nigdy nie traktowałem serio przesłuchujących mnie agentów z wyjątkiem, jeżeli czułem iż mogę "go" nawrócić - skierować na drogę ruchu. Nic nie wiesz o mnie chłopcze i nawet nie miałeś odwagi ze mną romawiać - więc czemu o mnie piszesz? józef pyrz
ja nikogo nie skrzywdziłem ty mnie zraniłeś'






a