czwartek, 2 czerwca 2011

Przywrócić dzieciństwo Małemu Powstańcowi

Prezentujemy zdjęcie z instalacji, która pojawiła się pod pomnikiem Małego Powstańca 1 czerwca 2011 oraz opis akcji przygotowany przez organizatorów. Więcej informacji pod adresem malypowstaniec.blogspot.com.


Liczby są bezwzględne: szacuje się, że ponad trzysta tysięcy dzieci na całym świecie nosi żołnierskie mundury. Zamiast, jak dzieciom przystało, uczyć się i bawić, walczą one i giną na frontach niemal wszystkich wojen naszych czasów. Jeżeli żyjącemu w XXI wieku warszawiakowi problem ten wydaje się nierzeczywisty, niech przypomni sobie, że podobny los spotkał małych mieszkańców naszego miasta niecałe siedemdziesiąt lat temu. Los ten upamiętnia stojący na Starym Mieście pomnik Małego Powstańca, jeden z najsmutniejszych warszawskich monumentów.

Czy Mały Powstaniec wzbudza w nas jakąkolwiek refleksję nad losem dzieci uwikłanych we współczesne konflikty zbrojne? Dzieci, których dzieciństwo zamiast na placu zabaw upływa na placu boju? Czy wpatrując się w utrwalony w kamieniu wizerunek chłopca w mundurze i z karabinem w ręku, myślimy o pojawiających się raz na jakiś czas w prasie fotografiach małych chłopców z kałasznikowami, które tak bardzo rażą naszą wrażliwość?

Doceniamy bohaterstwo Małych Powstańców i cieszy nas fakt, że pamięć o nich nie zginęła, ale marzy nam się, żeby tę pamięć pogłębić. Zastanówmy się, czy tworząc mit „małych żołnierzy”, bezrefleksyjnie śpiewając piosenki o „warszawskich dzieciach”, nie wmawiamy sobie, że dziecko z karabinem to wzorzec godny naśladowania. Historia Małego Powstańca to jeden z tragiczniejszych aspektów naszej historii, a jej przypominanie powinno nas przede wszystkim zmusić do refleksji nad tym, czy jako dorośli wystarczająco dobrze chronimy nasze dzieci przed wojną i przemocą. I motywować do tego, żeby już nigdy nie dopuścić do podobnej sytuacji. Nie chodzi tu tylko o abstrakcyjne „nigdy więcej wojnom”, ale o sprawę bardzo konkretną: „nigdy więcej udziałowi dzieci w wojnie”. Niezależnie od tego, czyja to wojna, czy atakujemy, czy się bronimy – dla dzieci nie powinno być na niej miejsca. Nie ma takiej „sprawy”, która usprawiedliwiłaby dorosłych wydających dzieci na pastwę niebezpieczeństwa i śmierci.

W Dzień Dziecka spróbujmy przywrócić Małemu Powstańcowi dzieciństwo. Przywróćmy je, by przypomnieć, że jego los ma nam służyć za przestrogę w kształtowaniu naszej przyszłości. Niech będzie dla nas jasne, że miejscem dzieci powinien na zawsze pozostać plac zabaw, nie zaś barykada, a ich zabawką – garść baloników i karabin na wodę, a nie KBK. I nawet jeśli ten dylemat dziś nie dotyczy nas bezpośrednio, pamięć o Małym Powstańcu może nam pomóc kształtować naszą wrażliwość na los dzieci biorących dziś udział w wojnach toczonych w całym świecie. Jako społeczność w szczególny sposób dotknięta tragedią drugiej wojny światowej i powstania warszawskiego, powinniśmy być wyjątkowo wrażliwi na to, w jakiej atmosferze, na jakich wzorcach i mitach, zamieszkujących pomniki, wychowujemy kolejne pokolenia. Prawdziwym Małym Powstańcom dzieciństwa już nic nie przywróci, ale pogłębiona pamięć o nich może pomóc zapewnić ich współczesnym rówieśnikom dzieciństwo, które upłynie tak, jak upłynąć powinno: na placu zabaw, z balonikami, bez karabinów i mundurów, za to z uśmiechem na twarzy.

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Co to za nieskończone pierdoły ze słowem klucz "Bezrefleksyjnie". Za to wasze refleksje są strasznie głębokie. Wygląda na to że źli rodzice w latach 39-44 nie uchronili swoich dzieci przed wojną i przemocą. Źli rodzice.

Anonimowy pisze...

A tak w ogóle - ujawnijcie się. Kim wy właściwie jesteście. Strzelam - rozwydrzone bachory ze szkoły prywatnej. Trafiłem

adam hornung pisze...

"Anonimowy pisze... ujawnijcie się"
Ateista pisze... bój się Boga!

misza pisze...

Apel o ujawnienie się brzmi dość zabawnie w kontekście faktu, że wystarczy kliknąć w zakładkę "Redakcja", by samemu nas zdemaskować...

Janek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Janek pisze...

Nie do końca rozumiem tę akcję z Małym Powstańcem.
Ja myślę, że ten pomnik nie wzbudza specjalnej refleksji "nad losem dzieci uwikłanych we współczesne konflikty zbrojne" z bardzo prostego powodu - zupełnie nie taka jest jego symbolika i rola.
Pytanie: czy taka może powinna być?
Może tak. Ale niekoniecznie. Bo Mały Powstaniec jest hołdem dla dzieci - żołnierzy, którzy walczyli (lub w inny sposób brali udział w wojnie, bo to tak raczej wyglądało) być może za coś czego nie rozumieją, uwikłani przez dorosłych.
Myślę schematycznie, "utarto-torowo" i nie pasują mi tam baloniki i zjeżdżalnia. To jakoś razi zamiast prowokować do rozmyślań. Zresztą niełatwo odnieść sytuację warszawskich dzieci - tych z Powstania do losu dzieci ze współczesnych konfliktów. "Nasi" Mali Powstańcy to byli głównie ochotnicy: sanitariusze, listonosze, posłańcy, łącznicy itd. Rzadko walczyli. Co innego dzieci porywane z domów, wcielane do wojska i zamieniane w "żołnierzy".
Chyba lepszy byłby pomnik Nieistniejącego Dzieciństwa Dzieci Walczących.

A co Pana Anonimowego: tak źli rodzice - nie uchronili swoich dzieci przed wojną i przemocą.

misza pisze...

Janku,

Jeśli ten pomnik traktować wyłącznie jako hołd dla walczących dzieci, to pojawia się duże ryzyko, że za bardzo się przywiążemy do ich bohaterstwa. Przecież w tym wszystkim najbardziej porażający jest fakt, że zostały do takiego aktu odwagi zmuszone (przez "sytuację" czy też konkretnych ludzi - tego nie rozstrzygam). Między kultem ofiary a stawianiem ofiary za wzór granica jest niestety cienka, szczególnie w naszym kraju, który - wbrew Asnykowi, niejako z braku innej możliwości - wielbi poniesione klęski i szczyci się swoimi słabościami. Jeśli pomnik Małego Powstańca traktować jako nasze wotum przebłagalne za ich nikomu niepotrzebną śmierć, to próba uczynienia go także znakiem sprzeciwu w kontekście dzisiejszych niepotrzebnych śmierci dzieci jest zupełnie oczywista. Jeśli natomiast traktuje się go jako pomnik ku czci bohaterów, których nasze dzieci powinny naśladować, to nie dziwią głosy oburzonych "profanacją". Ta ostatnia możliwość jest dla mnie jednak nie do przyjęcia.

Janek pisze...

Mhm... Jest też co najmniej trzecia możliwość podchodzenia do tego pomnika: jako pomnika ku czci bohaterów i tyle.
A co jest złego w tym, że przywiążemy się do bohaterstwa tych dzieci? Jeśli zostały zmuszone przez sytuację, to zajmijmy się sytuacją, zmuszonych zostawmy w spokoju.
Zresztą pojawia się pytanie, czy bohaterstwo jest czymś złym? Oczywiście, że nie - właśnie dla tego nazywamy je bohaterstwem. Co więcej uważam, że to dobrze, że przywiązujemy się do bohaterskiej postawy. To chyba jest dość istotne w życiu: męstwo i odwaga?
Dzieci nie powinny walczyć i nie powinny cierpieć, ale pamięć bohaterów trzeba uczcić.

Nie uważam, żeby pomnik Małego Powstańca był wotum przebłagalnym za śmierć dzieci. Ale na pewno nie jest też zachętą do wysyłania dzieci na front. Jest świadectwem pewnych smutnych wydarzeń i podziękowaniem za postawę odwagi.

P.S. A graliście już w "Małych Powstańców"?
http://www.rebel.pl/product.php/1,302/17624/Mali-Powstancy-Warszawa-1944.html

Cyryl Skibiński pisze...

Janku,

oczywiście pamięć bohaterów trzeba uczcić. Staraliśmy się to zrobić zwracając w dzień dziecka uwagę na pomnik Małego Powstańca.

Wydaje nam się jednak, że ten pomnik powinien wskazywać też na coś więcej niż "tylko" na bohaterstwo Małych Powstańców - powinien zwracać uwagę, że udział dzieci w wojnie (nawet w słusznej sprawie wojny obronnej i "sprawiedliwej") był tragedią. Zdajemy sobie sprawę, że realnie udział dzieci w Powstaniu był ograniczony - byli, jak napisałeś, łącznikami, posłańcami, sanitariuszami. Niepokojące jest jednak to, jak teraz kształtuje się sposób myślenia o tamtych wydarzeniach. Nam wydaje się, że obecnie większość ludzi jest dumna z tego, że dzieci walczyły w Powstaniu, a to jakieś straszne nieporozumienie! Czcijmy Ich pamięć, ale mówmy głośno, że to się nie powinno było zdarzyć - dopuszczając dzieci do walki (nie ma znaczenia, że ochotników) dorośli zapisali czarną kartę naszej historii.

Podkreślam: to nie Mali Powstańcy byli winni, ale ci, którzy dopuścili ich do walki. Winni są też ci, którzy obecnie przedstawiają tę historię nie wyciągając z niej nauki, bo podkopują wydawałoby się banalne hasło "nigdy więcej wojnom dzieci".

Jak łączą się z tym walczące dzieci w Afryce? W dzień dziecka dobrze przypomnieć ich los, ale chodzi o coś więcej. Chcieliśmy zwrócić uwagę, że w zbiorowym myśleniu panuje jakieś rozdwojenie jaźni: wszyscy oczywiście potępiają walkę dzieci (znów - nie same dzieci!) w Angoli, a jednocześnie są dumni z tego, że "nasze" dzieci walczyły w Powstaniu - to znów jakaś straszna pomyłka.

Co do formy. Rozumiem, że możemy mieć różną wrażliwość. Nam wydawało się, ze wkładając w rękę Powstańca baloniki dobrze uwidaczniamy tragizm jego losu, choć oczywiście argumentami nikogo do tego nie przekonamy.