poniedziałek, 9 maja 2011

Czy jesteśmy „chamofobami”?


Szanowna Redakcjo, uważnie przeczytałam wywiad pań Grzebałkowskiej i Karaś z panem Mikołajem Trzaską pt. „Jesteś Żydem i co zamierzasz z tym zrobić?” [DF 31.03]. Jako osoba wiekowa (rocznik 1921) znam z obserwacji wszystkie fazy polskiego antysemityzmu i ubolewam, że jego relikty wciąż jeszcze trwają. Doskonale rozumiem związane z tym problemy Pana Trzaski. Przykro mi jednak, że człowiek, który sam doświadczył skutków patologicznego stosunku do „inności”, oceniając krytycznie wygląd pana Tymona Tymańskiego, użył określenia „wieśniactwo”.

Tak zaczyna się list, na który przypadkiem padł mój wzrok, gdy leniwie przeglądałem „Duży Format” z 21 kwietnia br. Przeczytałem go niespełna trzy tygodnie temu i wciąż nie przestaje mnie zadziwiać, jak trafną, bolesną i niewygodną obserwację zawarła w nim autorka, pani Anna Tatarkiewicz.

List jest tym bardziej wiarygodny, że napisany przez osobę wiekową (90-letnią!), która wprost odwołuje się do własnych doświadczeń. Ponieważ nie był długi, a w dodatku został zupełnie przemilczany (nie zamieszczono go nawet w internetowym wydaniu „GW”), pozwolę sobie zacytować go w całości.

Czy pan Trzaska nie czuje, że epitety w rodzaju: wieśniactwo, wiochman, wsiok, burak czy inteligent zza stodoły, uchybiają rzeszom Polek i Polaków pochodzenia wiejsko-chłopskiego. To boli.
Mój śp. ojciec Mikołaj Jakubiszyn, syn kowala z podzaleszczyckiej wsi, pierwszy w swej rodzinie ukończył szkołę średnią. Na Jego galicyjskich podręcznikach szkolnych uczyłam się czytać. Po wojnie funkcjonowałam od lat w środowisku „prawdziwej” inteligencji postszlachecko-miastowej. Traktowano mnie jak „swoją” i nie krępowano się z ujawnianiem fobii antychłopskiej. W mediach (nie wyłączając „Gazety Wyborczej”) nierzadko spotyka się wypowiedzi „chamofobiczne”. W przeciwieństwie do homofobicznych są najwidoczniej „poprawne politycznie”.
Nie sprzyja to uporaniu się z kompleksem niższości od niepamiętnych czasów wpajanym polskim chłopom oraz ich potomkom.
Jestem głęboko przekonana, że kompleks ten utrudnia naszemu postpańszczyźnianemu społeczeństwu uwierzenie w siebie, co jest nieodłącznym warunkiem autentycznego rozwoju kulturowego.
Anna Tatarkiewicz.


Jako przedstawiciel redakcji pisma, które poniekąd reprezentuje wskazane przez autorkę „środowisko ‘prawdziwej’ inteligencji postszlachecko-miastowej”, muszę z bólem przyznać: pani Anno, ma pani rację. Zjawisko „chamofobii”, tak trafnie przez Panią wskazane, istnieje i ma się dobrze. Wśród moich znajomych, warszawskich inteligentów i ludzi z „dobrych domów”, żartowanie z „wieśniaków” jest postrzegane jako - poprawcie mnie jeśli przesadzę - element swego rodzaju towarzyskiej etykiety. Nabijamy się z ich wyglądu, sposobu mówienia, gustów (na przykład muzycznych), architektury (patrz: strona wszystkoźle.pl), przypisywanych im poglądów politycznych („mohery” to przecież tylko inna ICH odmiana)... Listę mógłbym sporządzić długą i chyba musiałbym przy tym zastrzec, aby ten, który jest bez grzechu, pierwszy rzucił we mnie kamieniem.

Nie chciałbym tu szerzej komentować listu pani Anny, ponieważ mam poczucie, iż sama autorka na tyle zwięźle i trafnie ujęła problem, że ja lepiej nie umiałbym tego zrobić. A zatem od siebie, oprócz podziękowania pani Annie za publiczne zwrócenie uwagi na sprawę, który już od jakiegoś czasu nie daje spokoju mojemu sumieniu, chciałbym dorzucić jeszcze jedną obserwację. Pewnie nie będzie ona świeża i niektórzy ucieszą się na jej widok. Ale niech mnie kule biją.

Autorka opublikowanego w „GW” listu zbyt łagodnie potraktowała „Gazetę Wyborczą”. Mam bowiem poczucie, że gazeta, która na sztandarach wypisane ma hasła politycznej poprawności, tolerancji i walki z ksenofobią, powinna mieć szczególne wymagania wobec samej siebie i standardów, jakie powinna spełniać. Tymczasem - piszę to z żalem, a nie z radością, jaką wyczuwa się w „antyelitarnych” głosach prawicowych publicystów szkalujących „Gazetę” i jej naczelnego, do których toku myślenia jest mi naprawdę daleko - „Wyborcza” w kwestii politycznej poprawności bywa naprawdę „wybiórcza”. I niestety wywiad z Mikołajem Trzaską nie jest tu przykładem najbardziej wyrazistym. Brak wyczulenia na wykluczający, czasami wprost ksenofobiczny język u redaktorów „Gazety” daje się odczuć przy różnych okazjach: niedawnej dyskusji o książce Jana Tomasza Grossa „Złote Żniwa” czy dzisiejszej nagonce „GW” na tak zwanych „kiboli”. Jeśli chodzi o Grossa - dlaczego, do diaska, nikogo nie oburza to, jak bardzo przekraczającej granice politycznej poprawności manipulacji autor dopuścił się w tytule? „Złote Żniwa” = „grabienie żydowskiego mienia”: czy poprawne politycznie jest zestawienie podstawowego elementu chłopskiej kultury i tradycji z okrutnym i zbrodniczym procederem, tylko dlatego, że dopuszczali się go przedstawiciele akurat tej klasy? I czy takie podejście autora nie dezawuuje przyświecającego debacie o książce Grossa hasła „bicia się w piersi” i piętnowania „polskiego” antysemityzmu - ponieważ w ten sposób winę w rzeczywistości przenosimy wciąż na „innych” - chłopów albo, innymi słowy, „wieśniaków”?

Jeszcze bardziej niż pominięcie tego wątku w debacie zaniepokoić może tekst Jarosława Kurskiego, który w swoim głosie w debacie o książce Grossów przywołuje scenę ekshumacji zwłok swojego dziadka. Gdy pisze, jak nad trumną „zebrało się pół wsi”, a „zbity tłum” żądał otwarcia trumny, którą i tak „splądrowaliby po naszym wyjeździe”, zastanawiam się, jak taki język opisu obcej autorowi społeczności ma się do zawartego w następnej linijce hasła, że „chciwość nie jest naznaczona etnicznie”...

Ale dość tego, nie chcę tutaj wyżywać się na „Gazecie”, ponieważ sam nie chcę zwalać winy na kogo innego. Aby więc połączyć wątek samobiczowania z wątkiem krzyżowania „Wyborczej”, chciałbym niniejszym zaproponować redakcji z Czerskiej zainicjowanie ogólnonarodowej debaty o polskiej „chamofobii” na kanwie listu pani Anny Tatarkiewicz. Myślę, że debata wpisywałaby się doskonale w linię ideową „GW” - walki z uprzedzeniami, promowaniem otwartego światopoglądu i nowoczesnego patriotyzmu. Jestem przekonany, że taka debata jest nam wszystkim potrzebna, a jej przeprowadzenie odebrało by wiele argumentów chórowi prawicowych publicystów, którzy szkalują „GW” za „salonowość”. Sam zaś śledziłbym ją z zapartym tchem i obiecuję, że zrobię przy tej okazji porządny rachunek sumienia. Jarosławie Kurski, Adamie Michniku - pójdziecie tą drogą?

Jan Mencwel
zdjęcie ze zbiorów NAC: „Polski wieśniak z okolic Jędrzejowa - fotografia sytuacyjna w czapce”

5 komentarzy:

krsnl pisze...

Rydzu, musze napisać, że twoje felietony są najlepsze. gratuluje. nie wiem czy on trafiają gdzieś jeszcze poza tym blogiem, jeśłi nie to chyba się tu marnują ;-) bo nie ma z nimi polemiki.

rydzyx pisze...

Dzięki.też żałuję, że nikt nie podjął dyskusji. Zwłaszcza ze temat wydawał mi się wart poruszenia. Ale cóż wszystkich nadal najbardziej emocjonuje kwestia aborcji,in vitro i pewnie Smoleńska, a takie sprawy jak ta którą opisałem schodzą na dalszy plan.
Pozdro!

Żywa pisze...

Rydzu, po prostu trudno się z Tobą nie zgodzić. Ludziom takie myślenie weszło w krew i nie podejmują nad tym refleksji. Problemem jest raczej to, że ludzie nie próbują tego zmienić, niż to że się z Tobą nie zgadzają. A jak się zgadzają to nie dyskutują, prawda?
Żywa

Anonimowy pisze...

To w takim razie ja napiszę, że się zgadzam z Żywą i zgadzam się z linią rozumowania autora tekstu.

Obserwując sytuację polityczną i ogólne relacje w społeczeństwie, na myśl o powrocie do kraju robi mi się słabo. Cynizm, brak szacunku dla drugiego i dominująca postawa 'my/oni'.
W Wielkiej Brytanii opozycję polityczną traktuje się jak partnerów do rozmowy. I w ogóle się z ludźmi dyskutuje, a nie wsadza w szufladki: mohery, pisiory, wieśniaki, dresy, czy pewne 'gatunki' mieszkańców Saskiej Kępy :)itp.

Pozdrawiam i od dziś będę tu często zaglądać.

Anonimowy pisze...

Autor tekstu pisze "chciwość nie jest naznaczona etnicznie"… a inne cechy są ? Za co „naród wybrany” został wybrany? Jaka to cecha etniczna przeważyła? A może to wszystko bujda? mitomania...

TU skłamał