Odbywając poranną przechadzkę po wirtualnych przestrzeniach – „idąc bez celu, nie pilnując drogi” – nieco znużony przystanąłem przy nieznanym mi wcześniej portalu. W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciła wyryta na łuku dewiza: Pro fide, rege et lege. Spostrzegłszy ją, natychmiast powziąłem przypuszczenie, że gospodarze są ludźmi wykształconymi, którym nieobca jest nie tylko uroda koniunktiwu, lecz również – jak widać – meandry trzeciej deklinacji. Sprawiło to, że poczułem się na przedprożu cokolwiek onieśmielony. Upłynęła dłuższa chwila, zanim pozbierałem się na tyle, by przyjrzeć się szlachetnej konstrukcji po raz drugi. Tym razem w oczy rzuciło mi się lśniące w porannym słońcu godło i złote litery inkrustowane na czarnej tarczy. Kontemplując herb w nabożnym skupieniu, w pewnym momencie zorientowałem się, że gdzieś już widziałem podobny. Nie mogło być mowy o pomyłce: logo kawy Jacobs Krönung. Czar prysł.