niedziela, 18 lipca 2010

Brońmy krzyża!

„Brońcie krzyża!” – ostatnio hasło to, sformułowane przez Jana Pawła II w trakcie jego VI podróży apostolskiej do Polski, zyskało na popularności. Wszak krzyż mamy dziś tylko jeden, stojący pod Pałacem Prezydenckim i upamiętniający ofiary katastrofy pod Smoleńskiem, z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele. Krzyż ten nie jest zaś już tylko symbolem religijnym, ponieważ stał się on również symbolem politycznym, o czym najdobitniej świadczy przewieszona przez jego ramiona polska flaga. Stał się on symbolem politycznym, o ile przez politykę rozumieć można sztukę budowania wśród ludzi podziałów w oparciu o odmienne języki, którymi się oni posługują i które służą im do konstruowania odmiennych rzeczywistości. O tym, że żyjemy w rzeczywistościach równoległych, przekonujemy się ostatnio w sposób wyjątkowo brutalny.

W ten oto sposób krzyż, będący symbolem jedności chrześcijan, wspólnie wyznających wiarę w zbawczą śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, i – z punktu widzenia chrześcijan – symbolem jedności wszystkich ludzi, jako że wszyscy („Żydzi i Grecy”) zostaliśmy odkupieni, stał się instrumentem dokonywania wśród nich podziałów. „Jeśli prezydent Komorowski usunie krzyż, to będzie zupełnie jasne, kim jest i po jakiej jest stronie w sporach dotyczących polskiej historii i polskich powiązań” – powiedział brat tragicznie zmarłego prezydenta. Stosunek do krzyża – i to nie tego prawdziwego, będącego pamiątką śmierci Chrystusa, ale tego, który jest przede wszystkim pamiątką śmierci Lecha Kaczyńskiego – urasta w tej wypowiedzi do rangi kryterium bycia bądź niebycia Polakiem. Porządki polityczny i religijny zostają dramatycznie pomieszane, ponieważ zapominamy o tym, czego symbolem jest tak naprawdę krzyż. Papieski postulat obrony krzyża zostaje zinterpretowany w najbardziej przyziemny, fizyczny sposób, bo lekceważymy drugą część papieskiego hasła: „Brońcie krzyża, nie pozwólcie, aby Imię Boże było obrażane w waszych sercach, w życiu rodzinnym czy społecznym”. Pierwszym z miejsc, w których Bóg narażony jest na okrucieństwo, jest serce każdego z nas, nie zaś szkoły, urzędy czy chodniki.

Czy krzyż powinien zostać przed Pałacem Prezydenckim? Dwa tygodnie temu odpowiedziałbym, że nie wiem. Dziś jest dla mnie jasne, że on tam zostać nie może, ponieważ pod powierzchownością symbolu religijnego oddawana jest w nim bałwochwalcza cześć czemuś zupełnie innemu, fundamentalnie niezgodnemu z chrześcijańskim powołaniem do miłości. Jak dotąd w sprawie krzyża polski Kościół milczy, a szkoda, ponieważ jest to pierwsza okazja, w której mógłby on bronić nie krzyża w szkołach bądź krzyża w urzędach, lecz krzyża jako takiego – przed każdym z nas, próbującym wtłoczyć weń własne projekcje i tymi projekcjami okładać po głowach politycznych przeciwników. Na takim krzyżu nie ma już miejsca dla Chrystusa.

Misza Tomaszewski

4 komentarze:

Pablo pisze...

Wyjątkowo przykre w tym jest, że krzyż ten ogniskuje w sporej mierze ludzi posługujących się językiem pogardy i nienawiści. Najdobitniej świadczą o tym kartki pełne inwektyw (o żydach, ruskich i judaszach) umieszczane wokół niego. Tam się nie broni krzyża, tam się broni najgorszego wydania radykalnej nacjonalistycznej polityki. Tym bardziej dziwi mnie brak jasnej reakcji ze strony Harcerzy, Kurii i Władzy, a zarazem smuci reakcja opozycji, rozgrywającej to w dość obrzydliwy politycznie sposób.

mery pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
mery pisze...

Krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim postawiony został spontanicznie, przez ludzi, którzy niezależnie od poglądów i sympatii wobec tej czy innej opcji politycznej łączyli się w żałobie. Krzyż nie dzielił, a łączył wobec tragicznego, a dla innych smutnego i szokującego wydarzenia, które spotkało Polskę.

Zgadzam się z tym, że krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim stał się przedmiotem sporu, "barwnie" wpisując się w styl dyskursu politycznego w naszym społeczneństwie. Nie jest to żadne novum, bo od kiedy symbol krzyża obecny jest w naszej kulturze, nierzadko był uwikłany w politykę. Ocalał.

"Krzyż jako taki"?
Moje wątpliwości budzi różnicowanie krzyży. Wydawało mi się, że krzyż w kościele, na cmentarzu, zawieszony w domu, w szkole czy w urzędzie, a także i krzyż postawiony spontanicznie przed Pałacem Namiestnikowskim - jest krzyżem "jako takim". Inne są jedynie okoliczności i ludzie zgromadzeni wokół krzyża. To jednak, kto przed krzyżem stoi i co krzyczy, nie deprecjonuje jego wartości.

Krzyż to symbol szacunku do każdego człowieka, a co za tym idzie także do jego przekonań i wyznawanych przez niego wartości, jest to znak szacunku także do odmienności. Nie rozumiem dlaczego pozwalamy na to, by polityka i dyskusja na niskim poziomie dewaluowały znaczenie krzyża i jego pierwotną wartość.

Krzyż sam w sobie nie stanowi przedmiotu bałwochwalczej czci, jeżeli tak się dzieje to przez nas, ludzi. Samo postawienie krzyża nie czyni z nikogo świętego, a wydaje mi się, że właśnie dlatego jedni boją się krzyża przed Pałacem Namiestnikowskim, a drudzy zapalczywie go bronią. Dlaczego nie możemy szanować siebie i swojej odmienności, stając razem lub pozwalając innym stawać przed krzyżem? A przecież ten krzyż symbolizuje ważne chwile w życiu naszego społeczeństwa, pamięć o wielu ludziach, którzy zasługują na szacunek. Symbolizuje on także jedność, jaka łączyła Polaków podczas kilku dni. Na pewno krzyż ten nie jest symbolem polityki, którą się wokół niego obecnie uprawia.

Czy krzyża trzeba bronić?
Uważam, że postulat, by Kościół zajął stanowisko w sprawie krzyża przed pałacem, jest nie do końca słuszny. Przedmiotem sporu jest nie sam krzyż jako symbol, a jego miejsce. Jeżeli Kościół oficjalnie włączy się do dyskusji, która obecnie ma miejsce, będzie to akt głęboko polityczny i bynajmniej nie załagodzi całego sporu.

Nie rozumiem dlaczego krzyż przed Pałacem Namiestnikowskim, przestaje być krzyżem "jako takim" i staje się tylko narzędziem politycznym. Dla mnie miejsce na krzyż jest. Gdzie? Tego nie wiem. Może jeszcze przez jakiś czas przed Pałacem. Osobiście nie zajmuję w tej kwestii twardego stanowiska, uważam jednak, że jest to kwestia bardzo delikatna, która wymaga raczej wykazania się taktem i wolą porozumienia niż medialnym rozbuchiwaniem sporu.

misza pisze...

Istnieje podstawowa różnica pomiędzy kontrowersjami związanymi z obecnością krzyża w tzw. miejscach publicznych a jego obecnością przed Pałacem Prezydenckim. Te pierwsze dotyczą naszego stosunku do symboli religijnych oraz ich obecności w przestrzeni wspólnej. Te drugie mają podobny wymiar tylko w przypadku fanatycznych zwolenników sterylizowania tej przestrzeni. Prawdziwy problem związany z krzyżem stojącym na Krakowskim Przedmieściu polega na tym, że w wyniku jego angażowania cierpi on sam ("jako taki"). Ludzie stojący na jego straży czynią go symbolem własnych, często bardzo skrajnych poglądów. Instrumentalizują krzyż i sprowadzają go do rangi pomnika bądź transparentu. Przed czymś takim krzyż należy bronić. Dopóki stoi on tam, gdzie stoi, nie ma szans na to, by stał się on znowu tym, czym być powinien. Postulując przeniesienie go spod Pałacu (w swoim czasie), nie sprzeciwiam się jego obecności w przestrzeni publicznej, ale staram się walczyć o przynależny mu szacunek. Dla mnie jako chrześcijanina jest to najważniejszy spośród symboli. Krzyż na Krakowskim Przedmieściu stał się symbolem czegoś zupełnie innego. To bardzo nieszczęśliwa zbieżność.