Noc z 12 na 13 grudnia. Kolejna, dwudziesta dziewiąta już rocznica wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. Dobry czas na kultywowanie pamięci o oprawcach i ofiarach.
Jaki jednak z pamięci pożytek, skoro znów okazuje się ona zdradliwym powiernikiem? Nie jest obiektywnym rzecznikiem przeszłości, lecz zaangażowanym uczestnikiem dnia dzisiejszego. Przechowuje te informacje, które pozwalają lepiej wytłumaczyć nasz stosunek do teraźniejszości, nasze przyjaźnie i nasze nienawiści, nasz stan posiadania i nasze roszczenia. Jest nie tylko odniesieniem „wczoraj” do „dziś”, ale i rzutem „dziś” na „wczoraj”, jego zbyt długim cieniem. Pozbawieni pamięci, bylibyśmy jednak nikim. To ona utwierdza nas „tu” i „teraz”, zakorzeniając nas w pewnym miejscu na Ziemi. Jesteśmy ludźmi, istotami mającymi swoje lęki i swoje marzenia, dzięki tej przeszłości, którą sami konstruujemy, aby nadawała sens naszej teraźniejszości.
***
Noc z 12 na 13 grudnia. Kolejna, Bóg jeden wie, która już okazja do zamanifestowania niezgody na to, co dzieje się w Polsce dwadzieścia dziewięć lat później. Dobry czas na wyrównywanie rachunków.
Tej nocy, jak co roku, grupa ludzi spotka się przed domem Wojciecha Jaruzelskiego, by wykrzyczeć swój protest. Będzie to protest szczególny, wymierzony nie tylko przeciwko rezygnacji władz państwowych z sądzenia oprawców i odbierania im przywilejów, lecz także przeciwko ich honorowaniu, któremu dał ostatnio wyraz Bronisław Komorowski, zapraszając Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Trudno mi wytłumaczyć gest prezydenta, lecz równie niełatwo jest mi zrozumieć protestujących. Czy generał Jaruzelski ma sam siebie osądzić i skazać, sam sobie odebrać emeryturę, sam wymierzyć sobie sprawiedliwość w imieniu państwa prawa? Jeśli zaś winne są instytucje tego państwa – pytanie o to, czy są winne, pozwolę sobie tym razem zostawić na boku – to czy nie przed ich siedzibami należałoby protestować, rezygnując z seansu nienawiści na ulicy Ikara? Czy apel wystosowany przez inicjatywę Razem 13 Grudnia, w którą włączyło się wiele organizacji chrześcijańskich, nie jest nawoływaniem do zła, subtelniejszego może od tego wyrządzonego w stanie wojennym (bo psychologicznego), ale czy w związku z tym dającego się usprawiedliwić?
***
Noc z 12 na 13 grudnia. Kolejna, być może ostatnia szansa na zatrzymanie nakręcającej się z roku na rok spirali nienawiści przez ludzi będących bezpośrednimi uczestnikami wydarzeń sprzed dwudziestu dziewięciu lat. Dobry czas na przebaczenie.
Czy istnieje przebaczenie inne niż chęć zapomnienia – nie o ofiarach, ale o „sprawiedliwości”, mało mającej wspólnego z duchem Kazania na Górze, a budzącej raczej skojarzenia z zemstą? O kultywowaniu własnej krzywdy, która w przypadku tak wielu młodych uczestników protestu jest raczej iluzoryczna?
Oby tej nocy pamięć o naszych własnych, bardziej lub mniej usprawiedliwionych, często politycznych roszczeniach nie sprawiła, że zapomnimy o rzeczywistych ofiarach. Imiona tych ofiar nie są imionami naszych roszczeń.
Misza Tomaszewski
1 komentarz:
http://blog.rp.pl/wildstein/2010/12/13/propaganda-cepa/
Prześlij komentarz