poniedziałek, 16 maja 2011

Obraza drugiego stopnia, czyli Grzegorz Braun na KUL-u

Odbywając poranną przechadzkę po wirtualnych przestrzeniach – „idąc bez celu, nie pilnując drogi” – nieco znużony przystanąłem przy nieznanym mi wcześniej portalu. W pierwszej kolejności moją uwagę zwróciła wyryta na łuku dewiza: Pro fide, rege et lege. Spostrzegłszy ją, natychmiast powziąłem przypuszczenie, że gospodarze są ludźmi wykształconymi, którym nieobca jest nie tylko uroda koniunktiwu, lecz również – jak widać – meandry trzeciej deklinacji. Sprawiło to, że poczułem się na przedprożu cokolwiek onieśmielony. Upłynęła dłuższa chwila, zanim pozbierałem się na tyle, by przyjrzeć się szlachetnej konstrukcji po raz drugi. Tym razem w oczy rzuciło mi się lśniące w porannym słońcu godło i złote litery inkrustowane na czarnej tarczy. Kontemplując herb w nabożnym skupieniu, w pewnym momencie zorientowałem się, że gdzieś już widziałem podobny. Nie mogło być mowy o pomyłce: logo kawy Jacobs Krönung. Czar prysł.

Dosyć złośliwości. Nie przyszłoby mi do głowy pisać w ten sposób o projekcie graficznym portalu Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego, gdybym nie przeczytał wywieszonego na nim wczoraj oświadczenia:

Z tej racji, że organizatorem imprezy byli nasi koledzy ze Stowarzyszenia im. Piotra Skargi, mieliśmy tej kompromitującej sprawy nie nagłaśniać. Niestety, mleko się wylało i piszą już o tym wszystkie media. Na konserwatyzm.pl więcej informacji o spotkaniach z udziałem Grzegorza Brauna publikować nie będziemy. Można być krytycznym wobec ś.p. abpa Życińskiego – też jesteśmy – ale wszelka krytyka biskupa ze strony laikatu musi mieć granice. Grzegorz Braun ich nie zna, więc dostaje na naszym portalu szlaban.

Treść oświadczenia nawiązuje, rzecz jasna, do niedawnego wystąpienia Grzegorza Brauna na auli Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Odpowiedź na ostatnie spośród zadanych mu pytań zaczął Braun od zdania: „Józef Życiński, jako uczestnik życia publicznego w Polsce, był kłamcą i łajdakiem”. Sprawę wałkują wszystkie media, były rektor KUL-u wyraża zaniepokojenie, obecny zaś – zapowiada dochodzenie, które być może pozwoli wytłumaczyć fakt, że trwającą dziewięć minut orację Brauna – zaproszonego zresztą przez Koło Naukowe Historyków KUL – studenci tej prześwietnej uczelni nagrodzili brawami.

Całe wystąpienie Brauna można obejrzeć w serwisie YouTube. W swoim komentarzu pragnę zwrócić uwagę tylko na krótki jego fragment:

Myślę, że bilans występowania publicznego Józefa Życińskiego na łamach antypolskich, antykatolickich gazet, jak na przykład emitowana przez gwiazdę śmierci z ulicy Czerskiej w Warszawie „Gazeta Wyborcza”, przyczyniał się do szerzenia zamętu, przyczyniał się do tego, że trudniej było naszym bliźnim wyrozumieć się, kto tu właściwie jest kim i po której stronie stoi, i za czym, i przeciwko czemu się opowiada.

Słowem dla Brauna kluczowym jest „bezpieczeństwo”. Wina katolików, którzy publikują w „bolszewickich gazetach”, nie polega bynajmniej na merytorycznej zawartości ich artykułów – zazwyczaj są to „obojętne teksty na jakieś różne miłe tematy” – lecz na tym, że współpracują oni z wrogiem, gdy tymczasem światem wstrząsa ostateczna walka dobra ze złem. Być może jest nawet na tym świecie coś, co wyłamuje się z owego biało-czarnego schematu, lecz nie należy o tym wspominać w towarzystwie naszych mało pojętnych bliźnich. Tak łatwo ich zgorszyć, tak łatwo posiać w nich wątpliwość, sprowadzić na manowce. Ojej, jaki ten człowiek kruchy, jaki nieświadomy. Dać mu odrobinę wolności, pokazać rzeczywistość nieco bardziej skomplikowaną – i się biedaczek gubi. Sam Grzegorz Braun cudem uniknął tej zguby i teraz, pełen mądrości życiowej, zawraca maluczkich znad przepaści.

Sposób, w jaki reżyser wypowiedział się o arcybiskupie Życińskim, jak się wydaje, nie wymaga komentarza. Od tej wypowiedzi odcięli się nawet jego konserwatywni koledzy. Naprawdę groźna jest natomiast jego sekciarska interpretacja chrześcijaństwa, która stanowi wyraz głęboko zakorzenionego w polskim społeczeństwie sposobu myślenia o Kościele i świecie, pchającego ten Kościół na wojnę ze światem. A przecież chrześcijanin powinien myśleć nie o podbijaniu świata, lecz o tym, by się stać jego światłością, promieniującą na innych ludzi i odsyłającą ich do Światłości wiecznej.

Na koniec zaś niech wolno mi będzie wyrazić zdumienie faktem, że grono tak zacne, tak dobrze znające łacinę i tak wysoko ceniące honor jak Klub Zachowawczo-Monarchistyczny problem widzi bardziej w tym, że „mleko się wylało” i że o wypowiedziach Brauna piszą wszystkie media, niż w tym, że reżyser rzeczonych wypowiedzi się dopuścił. Zupełnie natomiast rozbraja zdanie, z którego wynika, że autorów oświadczenia oburzyło nie tyle nazwanie „kłamcą i łajdakiem” zmarłego, zasłużonego człowieka, lecz obraza biskupa, a zatem wykroczenie przeciwko porządkowi stanowemu. Gdy zaglądam do Kodeksu Honorowego Organizacji Monarchistów Polskich, z którą Grzegorz Braun współpracuje, mam tylko wątpliwość, czy chodzi o obrazę drugiego, czy też trzeciego stopnia.

Misza Tomaszewski

1 komentarz:

Daniel Tomaszewski pisze...

To nie pierwszy taki incydent autorstwa G.Brauna.
Jeżeli Wikipedia może być traktowana jako wiarygodne źródło informacji, a tu chyba tak (http://pl.wikipedia.org/wiki/Grzegorz_Braun), to
"W kwietniu 2007 Braun ogłosił, że znany językoznawca Jan Miodek był współpracownikiem SB, za co został mu wytoczony proces, który Braun przegrał[4], sąd odwoławczy oddalił apelację Brauna[5][6]. Oskarżył także arcybiskupa Józefa Życińskiego o współpracę z SB pod pseudonimem "Filozof"[7]."
G.Braun identyfikuje się z pewnym nurtem myślenia, a może nie-myślenia i ma czelność propagować go publicznie. Ileż jest w naszej przestrzeni publicznej wypowiedzi, w których nie ma troski o prawde.

Daniel Tomaszewski