
W Warszawie zamknęli Świętokrzyską. Na dwa lata. Choć rzadko mi się to zdarza, zaraz po zmianie organizacji ruchu, przejeżdżałem akurat samochodem przez centrum. Pomyślałem, że wprawdzie zrobiło się trochę gęsto, ale o dziwo da się z tym żyć. Naiwny... Nie wziąłem pod uwagę tego, że trwał jeszcze długi weekend, a w mieście było o połowę mniej samochodów.
Gdy kilka dni później jechałem z Mokotowa na Żoliborz, na wysokości pl. Unii Lubelskiej natknąłem się na korek, który nieprzerwanie ciągnął się aż do samego centrum. Dzięki Bogu tym razem byłem na rowerze, ale i tak duża, jednolita masa aut, wypełniona zirytowanymi kierowcami, utrudniała mi sprawne poruszanie się po ulicy. To jednak pozwoliło mi na pewną obserwację. Otóż średnio w ośmiu na dziesięć z mijanych przeze mnie samochodów siedziała tylko jedna osoba. O ile luźniej byłoby na ulicach, gdyby choć połowa z nich zdecydowała się na rower lub komunikację miejską? A ta, wbrew temu co twierdzi wielu jej zagorzałych przeciwników, wcale nie jest u nas taka zła!
W ramach wspólnej akcji Gazety Wyborczej i City University London „Misja 21” do różnych miast Polski przyjechało na tydzień 21 studentów dziennikarstwa z londyńskiej uczelni, by śledzić jak przygotowują się one na przyjazd tysięcy kibiców i turystów na Euro 2012. Do stolicy trafiła Monika Thomasberger. Przed wyjazdem nie była zachwycona, że los skierował ją do Warszawy. Tym niemniej, po tygodniowym pobycie, radykalnie zmieniła swoje zdanie, a jednym z argumentów była właśnie nasza komunikacja miejska. Zdaniem Moniki jest ona punktualna, czysta (!) oraz – co widać nawet w porównaniu z innymi miastami Polski – bardzo tania. Dla mieszkańców przedmieść oraz dalszych dzielnic Warszawy dobrym rozwiązaniem są także parkingi Parkuj i Jedź, gdzie po okazaniu ważnego (co najmniej dobowego) biletu ZTM, można bezpłatnie zaparkować samochód. Umieszczone przy dużych węzłach komunikacyjnych, umożliwiają sprawny dojazd do centrum tramwajem, autobusem lub metrem. Parkingi te czynne są codziennie od 4:30 do 2:30.
Niestety wiele osób wciąż z przyzwyczajenia wsiada rano w samochód i z podziwu godną konsekwencją zatyka warszawskie ulice. Gdy przejeżdżałem rowerem wzdłuż aut stojących w korku na Marszałkowskiej, po raz kolejny przyszło mi do głowy, że być może najskuteczniejszym sposobem zmniejszenia tłoku na ulicach Warszawy, byłoby wprowadzenie opłat za wjazd do centrum. Taki model wprowadził już jakiś czas temu Londyn, który także borykał się z zakorkowanymi ulicami. Zaporowe ceny za wjazd oraz parkowanie doprowadziły do tego, że w godzinach szczytu, w centrum Londynu nadal ujrzeć można wolne miejsca parkingowe. W Warszawie i bez tych dodatkowych opłat, z finansowego punktu widzenia nie opłaca się jeździć samochodem po centrum, bo kwartalny bilet ZTM kosztuje tyle, ile przeciętny kierowca wydaje na benzynę w ciągu niecałych dwóch tygodni.
Świętokrzyska nie jest jedyną wyłączoną z ruchu warszawską ulicą, choć w moim odczuciu przelała czarę goryczy. Po cichu liczę jednak, że utrudnione warunki poruszania się samochodem po naszym mieście nakłonią wreszcie wielu kierowców do pozostawienia samochodów w garażach i wybrania komunikacji miejskiej lub – jeszcze lepiej – roweru. Marzy mi się, by po tych dwóch latach, gdy centrum miasta znów stanie się przejezdne, na tyle przekonali się oni do tych form transportu miejskiego, że nie będzie ich już kusił miękki fotel w samochodzie. Pokusę tę zmniejszyłoby też z pewnością wprowadzenie właśnie wtedy opłat za wjazd do centrum. Tym bardziej, że gotowe będą już wtedy pierwsze stacje drugiej linii metra.
Tomek Kaczor
3 komentarze:
Tomek ,
poruszyłeś ciekawą kwestie i masz ciekawe spostrzeżenia, jednak należy pamiętać o paru sprawach.
Między innymi:
- zamknięcie Świętokrzyskiej, było o tym wiadomo, więc kierowcy byli przygotowani, stad nie ma poczucia większych korków, chociaż myślę, że we wrześniu problem się nasili bo,
- tutaj kwestia podwyżki cen biletów. Pani Monika była zadowolona, cena ok, punktualność w normie, do tego wiele możliwości i to jest super, Warszawa ma sieć komunikacji bardzo dobrze rozwiniętą z możliwością dalszej rozbudowy (inwestycja w kolej). Rodzi się pytanie, czy przy budowie drugiej linii metra ( też pytanie czy jest uzasadniona), utrudnieniach z tym związanych, jeszcze nie wszystkie są aktualne(przypominam, czeka nas zamknięcie ulic na Praskiej stronie), jest teraz dobra pora na podwyżki cen biletów? Tomek, zachęcasz do komunikacji ale akurat idą wakacje, mniejszy ruch samochodowy, większe ceny biletów, myślę ze akurat będzie ciężko.
- wracając do twojego postulatu, jestem po części jego zwolennikiem, jednak przypominam, że jeśli ktoś chce pobierać opłaty powinien też proponować jakieś alternatywy, czyli jednak obwodnice miasta, którą będę mógł przejechać, a nie zmuszać mnie do wybrania płatnej drogi przez centrum. Najbardziej śmieszną sytuacją będzie płatny wjazd do centrum i bezskuteczna próba zaparkowania w płatnej strefie parkowania (mam pytanie czy w Londynie jest to i to??). jeśli miasto nie wybuduje dawno obiecanych parkingów podziemnych, nie będzie walczyć o obwodnice oraz nie będzie remontować dróg to powinno uczciwe porzucić płatne plany.
U nas panuje przekonanie podnośmy ceny ale nic nie oferujmy w zamian (dot. to chyba wszystkiego).
Zostaje rower.
Ż.
Krasnalu (wybacz opóźnioną odpowiedź),
jeśli wróżysz większe korki we wrześniu, to aż boję się pomyśleć jak to będzie wyglądało... już teraz jest koszmar. obawiam się niestety, że masz rację.
myślę, że co do najważniejszej rzeczy jesteśmy zgodni - w Warszawie są takie korki, że aby poruszać się po niej samochodem, trzeba mieć stalowe nerwy i bardzo dużo czasu.
przyznaję, że mój tekst ociera się o utopię, a moim celem nie było nakreślenie szczegółowego planu rozwoju dla Zarządu Komunikacji czy czegoś tam.
Nie wierzę, by w najbliższych latach udało się zamknąć centrum dla samochodów, ale może chociaż niektórzy (tak jak ja) sami je sobie zamkną, wybierając rower lub ZTM. Zawsze to "o jedno auto mniej"!
co do szczegółów: kolej miejska rzeczywiście jest dobrą alternatywą dla samochodów, czy nawet autobusów, ale na pewno nie dla metra, które jeździ co 3 min, wieczorem co 10, a nie co pół godziny jak kolej... paląca potrzeba drugiej linii metra to dla mnie oczywista oczywistość.
nie wiedziałem o planowanej podwyżce cen biletów ZTM, ale jeśli w tej sytuacji wybór samochodu miałby być podyktowany oszczędnością, to ja takiej oszczędności nie rozumiem...
jasne, że bez obwodnicy nie można wprowadzić płatnego wjazdu do centrum (to właśnie ta utopia o której wspomniałem wyżej. choć ciągle jeszcze wierzę, że kiedyś te obwodnice powstaną...!)
Z wiarygodnych źródeł natomiast wiem, że w Londynie w centrum można znaleźć wolne miejsca parkingowe, choć nic nie przebije Barcelony, która w podziemiach kryje jeden wielki parking. I to dopiero jest prawdziwa utopia, o której w naszym mieście aż boję się marzyć...
pozdrowerek,
tk
Prześlij komentarz