Misza Tomaszewski
W polskim Kościele nie zwykło się aprobować podejmowania przez chrześcijanina – czy to świeckiego, czy duchownego – dyskusji z Magisterium. Próby takie skutkują zazwyczaj oskarżeniami o stawianie się poza wspólnotą wiernych, o niestosowne pouczanie wspierającego się na Tradycji Urzędu Nauczycielskiego, w skrajnym przypadku – o maskowanie pytaniami własnych niegodziwych intencji (dodajmy, że chodzi najpewniej o intencje natury seksualnej). Wystarczy przypomnieć sobie gromy, które spadały i wciąż spadają na głowy krytyków kościelnego nauczania dotyczącego antykoncepcji, sformułowanego przez Pawła VI w encyklice Humanae vitae i podtrzymanego przez Jana Pawła II w Evangelium vitae.
Okazuje się jednak, że o ile nie wypada polskiemu chrześcijaninowi krytykować 13 punktu Evangelium vitae, w którym rozprawia się papież z antykoncepcją, o tyle wolno mu swobodnie interpretować punkt 56, dotyczący moralnego zakresu stosowania kary śmierci. Taki przynajmniej sygnał nadał dziś w TVN24 przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Powiedział on: „W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest powiedziane, że jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to – w bardzo wyjątkowych sytuacjach – nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka”. To prawda, że Katechizm coś takiego właśnie głosi, wyraźnie jednak zastrzegając (za Evangelium vitae), iż „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (2267).
Skoro Polska nie jest republiką bananową, skoro jej sytuacja wewnętrzna jest stabilna, to z punktu widzenia nauczania Kościoła nie ma żadnego powodu, by przywracać w naszym kraju karę śmierci. Kara ta nie jest niezbędna do zapewnienia bezpieczeństwa ludziom, do dyspozycji mamy cały arsenał innych środków prewencyjnych. Dlaczego więc nie usłyszeliśmy tego wprost od arcybiskupa Michalika, według którego nasza mowa powinna być „tak, tak; nie, nie”? Dlaczego zasłaniając się ogólnym hasłem świętości życia (osobliwie interpretowanym przez zwolenników przywrócenia kary śmierci), wygłosił on pogląd znakomicie służący za pożywkę populistycznym politykom, którzy naiwnie wierzą w magiczne rezultaty zaostrzania prawa karnego? Arcybiskup musiał wszak zdawać sobie sprawę z tego, że jego wypowiedź zostanie powiązana z ich postulatami.
Ostatnio wiele się mówiło w naszym Kościele o sianiu zamętu. Wszak za to właśnie ukarany został ksiądz Adam Boniecki. Nie za nadużycia doktrynalne, lecz za wygłaszanie, właśnie w TVN zresztą, twierdzeń, które przy obecnej sytuacji społeczno-politycznej nie służą jakoby misji Kościoła i dezorientują jego wiernych. Jak na tym tle ocenić wypowiedź jednego z najważniejszych pasterzy naszej wspólnoty, który nie skorzystał z okazji, by dać czytelny sygnał licznym polskim katolikom, którzy bez mrugnięcia okiem poprą teraz starania posłów PiS? Któż przekona tych ludzi, że restrykcje, jakimi Jan Paweł II obłożył moralnie dopuszczalne stosowanie kary śmierci, wykluczają popieranie przez chrześcijanina przywrócenie tej kary w Polsce?
Dziwna to rzecz, że przewodniczący KEP „nie mogąc milczeć” w sprawie aborcji i wspierając konkretne projekty ustaw ją regulujących (a w zasadzie: jej zakazujących), w przypadku kary śmierci „nie chce wchodzić na forum polityczne”, podkreślając, że dla niego ważna jest moralność. Jeśli tak, to dlaczego w przypadku aborcji „zdania polityków” tworzących prawo są jednak ważniejsze, w każdym zaś razie dość ważne, by warto było na nie wpływać? W jednym i w drugim przypadku chodzi o tę samą normę, zgodnie z którą nie wolno nam pozbawić życia drugiego człowieka w sytuacji innej niż obrona konieczna. Jeśli już Kościół postanowił wpływać na ustawodawstwo, to niech będzie w tym konsekwentny. Dziś, za pośrednictwem nad wyraz oszczędnego w słowach arcybiskupa Michalika, dał bowiem przyzwolenie na podwójne standardy. Nie wprost, ale dał – umywając ręce i odmawiając jasnego określenia się w sporze o karę śmierci. I w ten sposób zasiał zamęt (prawdziwy), bo Nergal w publicznej telewizji nikogo przynajmniej nie zabije.
6 komentarzy:
usmiercenie niewinnego czlowieka jest rownowazne z usmierceniem winnego? lepiej glosowac na partie ktora popiera usmiercenie winnego, czy lepiej zaglosowac "w ciemno" na partie proponujace zabijanie niewinnych i obejrzec sobie w tv nergala, ktory rwie "to gowno", jakim jest Biblia?
katolik w pulapce
w ciemno=bez mrugnięcia okiem
k.w p.
Uśmiercenie winnego człowieka jest tak samo tragiczne jak uśmiercenie niewinnego człowieka. Bo zarówno pierwszy, jak i drugi to są ludzie stworzeni przez Boga. I najpierw w tej perspektywie należy na nich patrzeć.
Czy autor artykułu mógłby odnieść się do tego tekstu?
http://wpolityce.pl/artykuly/19293-prawdziwa-nauka-kosciola-moga-zaistniec-okolicznosci-w-ktorych-prawowita-wladza-ma-prawo-wymierzyc-kare-smierci
W dużym skrócie, jak najbardziej.
Po pierwsze, dość nieszczęśliwe wydaje mi się tytułowanie tekstu, którego autorem jest historyk Kościoła, nie zaś osoba reprezentująca Magisterium, Prawdziwa nauka Kościoła o karze śmierci. Historyk Kościoła może rekonstruować jego nauczanie, nie jest mu jednak dane rozstrzyganie problemów teologiczno-dogmatycznych bądź teologiczno-moralnych. W tym sensie „prawdziwa nauka Kościoła” przeciwstawiona jakiejś nauce „fałszywej” wydaje mi się pewnym nadużyciem.
Po drugie, nie zamierzam angażować się w egzegezę tekstów biblijnych i dokumentów Magisterium, pozwolę więc sobie tylko zaznaczyć, że cytowany przez autora tekstu fragment Listu do Rzymian jest, o ile mi wiadomo, jedynym tego typu fragmentem w całym Nowym Testamencie. Co więcej, o jego interpretację toczy się bardzo poważny spór. Dotyczy on między innymi tego, czy „miecz”, o którym w kontekście władzy świeckiej wspomina święty Paweł, jest atrybutem wymierzania sprawiedliwości, czy też karania śmiercią. Spór ten toczył się od dawna i wśród interpretatorów wczesnochrześcijańskich nie brakowało zdecydowanych przeciwników karania śmiercią, o czym autor już nie wspomina. Nie chcąc wikłać się w ten temat, zauważam tylko, że fragmenty przytoczone zostały w sposób wybiórczy, o czym można się przekonać, biorąc do ręki inne teksty poświęcone chrześcijańskiej koncepcji kary (nawet te, których autorzy opowiadają się za karą śmierci, jak Tadeusz Ślipko czy Filip Ciepły).
Po trzecie, autor - jak mi się wydaje - używa zamiennie dwóch terminów: „zagrożenie życia ludzkiego” i „zagrożenie dobra wspólnego”, co jest pewnym nadużyciem. Według aktualnej wersji Katechizmu, „tradycyjne nauczanie Kościoła nie wyklucza zastosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem skutecznej ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem” (2267). Warto zwrócić uwagę na zmiany wprowadzone w Katechizmie po Evangelium vitae. Z wersji wcześniejszej można było wywnioskować, że kara śmierci może być stosowana także w innych sytuacjach. Tu zaś czytamy wyłącznie o sytuacji, którą można - jak mi się wydaje - określić mianem „obrony koniecznej”.
Po czwarte, i to byłby kolejny zarzut, autor podkreśla ciągłość nauczania Jana Pawła II z tradycją kościelnej nauki o karze śmierci. I bardzo fajnie, szkoda jednak, że nie wskazuje zarazem na istotne zmiany, które wprowadza Papież Wojtyła. Zmiany te zauważa broniący kary śmierci o. Ślipko. Zauważa i czuje się w obowiązku zrelatywizować wkład Jana Pawła II do tej nauki. Autor tego nie robi, próbując wykazać spójność nauczania Piusa XII:
Jeżeli chodzi o egzekucję skazanego na śmierć, państwo nie rozporządza prawem życia osoby. W takim przypadku władza publiczna ogranicza się do pozbawienia skazanego wartości życia jako zadośćuczynienie za jego winy, przez które on sam już pozbawił się prawa do życia.
z nauczaniem Jana Pawła II, które znajduje swój wyraz w takich oto fragmentach Katechizmu:
Pierwszym celem kary jest naprawienie nieporządku wywołanego przez wykroczenie. Gdy kara jest dobrowolnie przyjęta przez winowajcę, ma wartość zadośćuczynienia. Ponadto, kara ma na celu ochronę Poza ochroną porządku publicznego i bezpieczeństwa osób. Wreszcie, kara ma wartość leczniczą; powinna w miarę możliwości - przyczynić się do poprawy winowajcy. (2266)
Istotnie dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy „są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale”. (2267)
Trudno wykazać zasadniczą jednomyślność Piusa XII, który promuje retrybutywną funkcję kary i mówi, że przestępca sam się pozbawia prawa do życia, i Jana Pawła II, który przypomina o prawie każdego człowieka do życia i który skupia się na innych funkcjach kary: naprawczej, ekspiacyjnej, prewencyjnej i resocjalizacyjnej. W kwestii kary śmierci doszło do istotnej zmiany w nauczaniu Kościoła, czegoś więcej, niż tylko przesunięcie akcentów. Wydaje mi się, że bezwzględny zakaz stosowania kary śmierci nie dotyczy już - jak chciałby autor - wyłącznie osoby niewinnej, lecz każdej osoby, która w sposób aktualny nie zagraża życiu innego człowieka.
Po piąte, zgadzam się z tym, że w kwestii kary śmierci nie dysponujemy orzeczeniem ostatecznym i rozstrzygającym problem. Niemniej, wydaje mi się, że formułowane wprost przez Jana Pawła II (orędzie Urbi et Orbi, 1998) i Benedykta XVI (ostatnio) apele o zniesienie kary śmierci wskazywałyby na to, że w intencji obydwu tych papieży sytuacje, w których w naszej części globu można by stosować karę śmierci w sposób uprawniony - „nie zdarzają się wcale”. Powinny one stanowić bardzo istotne wskazówki dla nauczania biskupów, którego dotyczył mój wpis.
Prześlij komentarz