Wydawany przez Ligę Morską i Kolonialną Miesięcznik Morze, numer 5 (127) 1935 str. 20
Książę Jakub Kettler był ekscentrycznym władcą małego, północnego Księstwa Kurlandii i Semigalii. Był też lennikiem polskiego króla – Władysława IV Wazy. Książę Jakub miał swoją idée fixe – uzyskać własną kolonię zamorską. A że był to człowiek uparty – cel swój zrealizował. Kurlandia wywalczyła własne kolonie w afrykańskiej Gambii i na karaibskiej wyspie Tobago. Ta ostatnia zyskała dumną nazwę – Nowa Kurlandia i automatycznie, wraz z Gambią, stały się lennem Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Zresztą były nimi przez ponad pół wieku. To dzięki Kettlerowi Polacy rozpoczęli swoją kolonialną odyseję. I to na dwóch kontynentach jednocześnie. A nie jest to koniec polskich perypetii kolonizatorskich.
Nie minęło trzysta lat, gdy w 1930 roku powstała instytucja o iście imperialnej nazwie – Liga Morska i Kolonialna. Posiadając w swoich władzach wiele znamienitych i wpływowych nazwisk, miała na celu popularyzowanie idei „rozwoju dróg wodnych, portów i polskiej żeglugi„. Wszak jak przystało na każde imperium, Polska powinna być wodną potęgą. Liga propagandową sztukę opanowała perfekcyjnie – po niecałych dziesięciu latach liczyła już prawie milion członków. A każdy z nich sumiennie płacił składkę. Pieniądze te lokowano w nieruchomościach na całym świecie...
Z czasem Liga stała się bardziej Kolonialna, niż Morska, a wśród władz tej instytucji zrodziły się plany nader wielkie. Postanowiono, za wszelką cenę uzyskać dla Polski skrawek ziemi za oceanem. Jednakże pechowo na świecie w tym czasie panował deficyt wolnych skrawków. I mimo że na warszawskich salonach plany te wywoływały ogólne rozbawienie, to ubrani w kolonialne mundury członkowie LMiK różnymi sposobami próbowali osiągnąć zamierzony cel. Nie należy się śmiać – gdyby wszystkie ich projekty odniosły sukces – polska bandera powiewałaby w Angoli, Mozambiku, Gwinei, Kamerunie, Francuskiej Afryce Równikowej, Liberii i na Madagaskarze. A i Ameryka Południowa była w planach polskich zasiedleń.
Zatem warto się zastanowić, co się stało, że te ambitne plany się nie powiodły, a dźwięki Mazurka Dąbrowskiego mogliśmy usłyszeć jedynie w Jugosławii. A i to polską zasługą nie było.
Plan Madagaskar
Francuski minister Marius Moutet. To jemu zawdzięczamy pomysł skolonizowania przez II Rzeczpospolitą czwartej pod względem wielkości wyspy świata. Wystąpił on z pomysłem odstąpienia Polakom Madagaskaru przez Francję. A propozycję potraktowano poważnie. W 1937 roku na Madagaskar udała się specjalna polska komisja rządowa, pod przewodnictwem majora Mieczysława Lepeckiego. Ten były współpracownik marszałka Piłsudskiego miał ocenić możliwość realizacji kolonialnego zamysłu. Poza Ligą Morską i Kolonialną poparły go w tym polskie środowiska syjonistyczne – żywo zainteresowane pomysłem stworzenia na Madagaskarze Żydowskiej Kolonii. Wynikało to z utrudnień wyjazdu do Palestyny.
Pomysł ten wyjątkowo spodobał się też Endecji, która, co prawda z innych powodów, gorąco popierała plan: "Żydzi na Madagaskar". Jednakże, nie wiedzieć czemu, komisja Mieczysława Lepeckiego uznała, że wyspa ta nie nadaje się do masowego zasiedlania. W tym samym czasie francuska opinia publiczna zaczęła żywiołowo protestować przeciwko polskim żydom na Madagaskarze. A jak wiadomo demokracja zawsze ma rację i Francja po cichu z planu się wycofała. Po kilku latach do polsko-madagarskiego pomysłu powrócił Adolf Hitler, choć i on ostatecznie zrezygnował z tego planu...
Plan Liberia
Sztandarowy plan Ligi Morskiej i Kolonialnej. W 1933 roku Liberia – jedyny suwerenny kraj w Afryce – zaproponowała polskiemu rządowi i LMiK ścisłą współpracę gospodarczą. Sama z siebie. Prawdopodobnie dlatego, że Polska w tym czasie była sprawozdawcą sprawy liberyjskiej na łonie Ligi Narodów, a w Monrowii bano się ustanowienia protektoratu nad Liberią. LMiK natychmiast podchwyciła pomysł. Podpisano wspaniałą umowę na utworzenie konsulatów, dzierżawę ziemi dla pięćdziesięciu polskich plantatorów i uprzywilejowane warunki administracyjne oraz handlowe. Roztaczano złote wizje. Liga natychmiast wysłała statek z kilkoma przyszłymi plantatorami oraz pełną ładownią polskich towarów. Cieszono się, że Polska wreszcie uzyskała zagraniczny rynek zbytu. Niestety, rychło okazało się, że w Liberii nie ma portu. A gdy łódkami rozładowano statek, okazało się, że Murzyni wzgardzili polskimi towarami (a było tam na przykład kilkaset nocników). Polscy plantatorzy, z kolei, okazali się nieprzygotowani do walki z afrykańską naturą, ale i amerykańskim kapitałem. Ten ostatni posiadał w Liberii gigantyczne inwestycje. Nie minął rok i rozpętała się wielka medialna nagonka na „imperialnie żarłocznych Polaków”. Nagonka ta w połączeniu z nieumiejętnością poradzenia sobie w tropikalnych warunkach, oraz plagami szarańczy, pokonała naszych krajanów. Po czterech latach powrócili oni do Ojczyzny, a Liberia, tak jak była, tak i pozostała niepodległa.
Plan Brazylia
Polacy masowo emigrowali do Ameryki Południowej już w XIX wieku. W samej Brazylii żyło ich ponad dwieście tysięcy – głównie w trzech stanach: Rio Grande do Sul , Santa Catharina i Paran. A w tym ostatnim stanowili dwadzieścia procent. Nic dziwnego, że rozbudziło to płomienne nadzieje członków LMiK. Powstał plan zasiedlenia polskiego skrawka Brazylii jak największą liczbą Polaków. Z czasem ziemie te stałyby się polskie i kto wie – może uzyskałyby suwerenność. Natomiast nazwę już uzyskały – Morska Wola. Zatem rozpoczęto inwestycję w Morską Wolę. W 1933 roku LMiK zakupiła w tym celu około 30 tys. hektarów. A następnie Polacy wykupili jeszcze 220 tysięcy hektarów. Brazylijczycy, słusznie, zaczęli się tym niepokoić. W odwecie zaczęto utrudniać emigrantom życie i przeróżnie ich dyskryminować. Brazylia cel osiągnęła - skutecznie zniechęciło to Polaków do zamieszkania w Paranie i innych stanach. A z braku chętnych plan prysł. Podobnie nie udało się zasiedlanie Polakami Peru. Mimo, że Polska uzyskała od peruwiańskich władz obietnice przekazania półtora miliona hektarów pod polskie plantacje...
Trzy przykłady starczą! I niech będą one dowodem i nauczką, że Polskie Imperium Kolonialne istniało. Przynajmniej w planach. Nie jesteśmy gorsi, ani lepsi (co kto woli) od innych państw zawładniętych bakcylem imperialno-kolonialnym. Wszak to rzecz pospolita.
Paweł Cywiński
Polacy masowo emigrowali do Ameryki Południowej już w XIX wieku. W samej Brazylii żyło ich ponad dwieście tysięcy – głównie w trzech stanach: Rio Grande do Sul , Santa Catharina i Paran. A w tym ostatnim stanowili dwadzieścia procent. Nic dziwnego, że rozbudziło to płomienne nadzieje członków LMiK. Powstał plan zasiedlenia polskiego skrawka Brazylii jak największą liczbą Polaków. Z czasem ziemie te stałyby się polskie i kto wie – może uzyskałyby suwerenność. Natomiast nazwę już uzyskały – Morska Wola. Zatem rozpoczęto inwestycję w Morską Wolę. W 1933 roku LMiK zakupiła w tym celu około 30 tys. hektarów. A następnie Polacy wykupili jeszcze 220 tysięcy hektarów. Brazylijczycy, słusznie, zaczęli się tym niepokoić. W odwecie zaczęto utrudniać emigrantom życie i przeróżnie ich dyskryminować. Brazylia cel osiągnęła - skutecznie zniechęciło to Polaków do zamieszkania w Paranie i innych stanach. A z braku chętnych plan prysł. Podobnie nie udało się zasiedlanie Polakami Peru. Mimo, że Polska uzyskała od peruwiańskich władz obietnice przekazania półtora miliona hektarów pod polskie plantacje...
***
Trzy przykłady starczą! I niech będą one dowodem i nauczką, że Polskie Imperium Kolonialne istniało. Przynajmniej w planach. Nie jesteśmy gorsi, ani lepsi (co kto woli) od innych państw zawładniętych bakcylem imperialno-kolonialnym. Wszak to rzecz pospolita.
Paweł Cywiński

2 komentarze:
Tym, których zainteresowały kolonialne perypetie polecam również obejrzenie filmu dokumentalnego dotyczącego Planu Liberia!
http://www.youtube.com/watch?v=zS6hQ5e2iAA
Wszystkie 5 części jest dostępnych na YouTubie.
W ramach drobnego rozszerzenia niniejszej satyry i sprostowania niejasności pragnę zamieścić jeszcze takie uszczególnienie: "Decyzje o nowej polityce wobec polskich imigrantów nie były konsekwencją wykupywania przez Polaków ziemi w południowych stanach kraju i obaw władz przed wzrostem ich siły w Brazylii. Wynikały raczej z objęcia prezydentury przez populistycznego polityka Getulio Vargasa, który wprowadzając kult państwa narodowego, ograniczał prawa wszystkich mniejszości narodowych w Brazylii (m.in. Włochów, Niemców, Ukraińców i Japończyków). Polityka Vargasa nie wynikała z obaw przed wzrostem siły imigrantów. Była raczej konsekwencją realizacji planu wzmacniania władzy wokół idei "brazylijskości". "
Serdeczne dzięki za zwrócenie uwagi S.B.
Prześlij komentarz