poniedziałek, 21 marca 2011

Promieniować miłością

Bywa niekiedy tak, że coś dzieje się wbrew naszej woli, bo ktoś nie potrafił jej uszanować. Skutki tego bywają różne, w zasadzie nie do przewidzenia. Tak było z upublicznieniem pisma o. Ludwika Wiśniewskiego do nuncjusza apostolskiego, prymasa i kilku biskupów, który nie był listem otwartym, a prywatną korespondencją. Mleko jednak się rozlało - ojciec Wiśniewski usłyszał tak słowa pełne oburzenia, jak i szacunku i poparcia, przede wszystkim zaś stał się, przynajmniej na chwilę, twarzą reformatorskiego spojrzenia na polski Kościół. Problem w tym, że wcale tego nie chciał.

Zaproszony do wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Warszawskim, pod wiele mówiącym tytułem „Kłopoty z Kościołem”, nie odmówił. Choć już na wstępie wyraził przekonanie, że zaproszono go ze względu na list, nie mówił o nim. Nie powtarzał również zawartych w nim tez. Skoro raz je spisał i przedstawił, komu chciał, po cóż miałby strzępić język? Bo ojciec Ludwik promieniuje (o tym słowie co nieco także później) ewangeliczną prostotą, zapałem i radykalizmem. Jego mowa jest: „tak, tak; nie, nie”. To człowiek, który żyje Słowem, a mówiąc o słabościach Kościoła, odpowiedzi i lekarstwa nieustannie szuka w Piśmie.

Zaprawdę, niebywały to był wykład. Dynamiczny, mądry, zajmujący i trafiający w sedno. I pozwolę sobie niewiele od siebie dodawać, ograniczając się do przedstawienia subiektywnie wybranego „the best of”. Zaczął więc ojciec Wiśniewski od wyłuszczenia powodów, dla których jest przekonany, że Kościoła trzeba bronić, naprawiać, ocalić od błędów: „Kościół Chrystusowy jest niezbędny dla świata, bo nie ma drugiej takiej instytucji, która, dobrze lub niekiedy mniej dobrze, ale ciągle walczy o człowieka”, dodając twardo i dobitnie, że „koniec Kościoła to koniec ludzkości”. Gdy wgłębić się w te słowa, kiedy je uznać za swoje, dociera do człowieka, o jak wielką stawkę toczy się gra. I tym mocniej brzmią kolejne słowa ojca Ludwika: „Skoro jednak człowiek jest drogą Kościoła, nie tyle trzeba bronić instytucji, lecz człowieka”, które mogłyby stać się mottem przewodnim wszystkich, którym dobro Kościoła leży na sercu.

Zgodnie ze swoim Ewangelicznym radykalizmem, zaiste bezlitosny jest ojciec Ludwik, mówiąc, że „kiedy Kościół zaczyna być stróżem moralności, jakby przestaje być Kościołem – Kościół ma być drogą do zbawienia, a nie tylko stawiać płoty”, „zbyt często próbowano zbudować na ziemi Królestwo Boże” czy „nieraz w Kościele walka o prawdę była walką o władzę i wpływy”. Wytknął również nam wszystkim „brak tolerancji, brak afirmacji różnorodności”, przypomniał, że nie ma teologicznego uzasadnienia dla stwierdzenia, że „poza Kościołem nie ma zbawienia” i nawołując do „autentycznego dialogu z innymi religiami”. Dostało się jednak także ludziom spoza Kościoła: „antyklerykalizm jest dobry i potrzebny, ale to, z czym mamy niekiedy do czynienia to dziki antyklerykalizm. Gdy ktoś przy mnie tak atakuje Kościół, pytam go: co złego ci zrobiłem?”.

Ojciec Ludwik Wiśniewski to jednak przede wszystkim duszpasterz akademicki – wychowawca kilku pokoleń młodych ludzi, nauczyciel. Nie zostawia więc krytycznej oceny bez podsunięcia rozwiązań. Mówi: „Nauczyciele powinni być uczniami swojej wspólnoty”, przypomina, że „nie tyle trzeba bronić prawdy, ile żyć prawdą” oraz podaje pięć, w jego ocenie, największych wyzwań stojących przed Kościołem. Obok wspomnianego wcześniej wejścia w autentyczny dialog z innymi religiami, nieobarczony pogardą, pychą i zadufaniem, mówi o „zasypywaniu rowów między klerem a świeckimi”, które to rowy, jak ocenia, przez lata kopali hierarchowie i księża, choć świeccy też nie rzucali się, by je zasypywać. Wskazuje też na konieczność „stworzenia systemu komunikacji i wymiany myśli wewnątrz Kościoła i z tak zwanym światem”. Następnie, co mnie - że jednak pozwolę sobie na osobisty wtręt - wydaje się szczególnie ważne, nawołuje do tego, by „uznać wreszcie autonomię sumienia każdego człowieka”, by „traktować wiernych jak ludzi dorosłych, nawet jeśli nie mają racji”. Rzadko się zdarza usłyszeć tak twarde upomnienie się o prawo człowieka do błądzenia, do wybierania, do mylenia się, do poszukiwań. Zbyt często, jak mi się zdaje, zapomina się, że Chrystus nie wciela siłą do armii swoich wyznawców, lecz mówi: „Jeśli chcesz”. Wracając jednak do ojca Wiśniewskiego, mówi on wreszcie o „znalezieniu odpowiedniego klucza do katechizacji dzieci i młodzieży oraz ewangelizacji dorosłych”.

Na koniec ojciec Ludwik opowiedział historię z czasów pobytu w Sankt Petersburgu, gdy przyszła do niego kobieta, mieszkająca w mieszkaniu komunalnym, której współlokator ciągle czynił na przekór, był złośliwy i niemiły, choć ona sama nie wyrządziła mu nigdy żadnej krzywdy. Ojciec Wiśniewski poradził jej wrócić do domu, usiąść przodem do ściany, za którą mieszka ów młodzieniec, i przez kilka minut „promieniować miłością”. Tak, wzbudziło to wesołość na sali. Ale ojciec Ludwik dokończył opowieść, mówiąc, że następnego dnia owa pani przyszła do niego, mówiąc, że to działa, a współlokator pierwszy raz przyszedł do niej, zapukał, a potem przeprosił za to, jaki dotąd był. „Tak wielka jest siła miłości”, w którą „trzeba trochę więcej wierzyć” – zakończył ojciec Wiśniewski. Człowiek promieniujący miłością. Miłością do Kościoła, a więc do ludzi, do każdego człowieka. Bo nie da się inaczej Kościoła rozumieć. A ja ojcu Ludwikowi wierzę, gdy tak pięknie się wzrusza czytając podczas wykładu: „Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi”.

Ignacy Dudkiewicz

9 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Tak... dlaczego tylko Ojciec Dominikanin swoje wywody nt Kościoła i jego naprawy przedstawiał na łamach pro aborcyjnej pro eutanazyjnej, pro homoseksualnej i jeszcze kilka pro by się znalazło Gazety???

aga

Ignacy D. pisze...

Może jeszcze raz... O. Ludwik nie przekazał tego listu prasie - żadnej, w tym również nie przekazał go "Gazecie Wyborczej".

Jeżeli jesteś w stanie wejść na strony Gazety, przesyłam Ci link do oświadczenia o. Ludwika w tej sprawie:
http://wyborcza.pl/1,75478,8848450,Oswiadczenie_o__Wisniewskiego.html

Tam wszystko po kolei wyjaśnia. Myślę, że rozwieje również Twoje wątpliwości.

Pozdrawiam,
I.

Anonimowy pisze...

nie rozumiem.. z tego oświadczenia wynika, że Ojciec nie miał wpływu, że list ukazał się w GW. Co to oznacza? Czyżby list został opublikowany bez jego wiedzy? Jak to możliwe więc, aby publikować coś na co nie wyraził zgody sam autor. Czy list ów został ukradziony i opublikowany bez wiedzy autora? Proszę o odpowiedź, bo nie mogę tego pojąć jakim cudem ów list znalazł się w GW? I dlaczego Ojciec nie wszczął jakiegoś postępowania za tak haniebny czyn jak drukowanie bez jego zgody jego listów!?

Aga

Ignacy D. pisze...

Tak, tak właśnie było - bez zgody ojca Ludwika przekazano ten list prasie. Mówił o tym od samego początku i to bardzo dobitnie.

Co się stało - nietrudno zgadnąć. Ojciec Ludwik, co zrozumiałe, roztropne i pokorne, konsultował swój list z różnymi ludźmi. To również ojciec Ludwik tłumaczył. Jedna z takich osób spytała go o zgodę na upublicznienie listu. Odmówił. Mimo to list trafił do prasy, wbrew jego wyraźnej woli.

A dlaczego ojciec Ludwik nie "wszczął postępowania", jak mu byś doradzała? O to musiałabyś spytać samego ojca Wiśniewskiego, tylko on ma prawo odpowiadać na to pytanie z pewnością. Ja mogę jedynie przypuszczać. Ale wiesz - po tym, jak widziałem jego ewangeliczny radykalizm, który potwierdzał całym swoim życiem, przychodzi mi do głowy jakże proste i piękne wyjaśnienie: Ewangelia według św. Mateusza, rozdział 18, wersety od 21 do 35.

Anonimowy pisze...

cóż, to zakrawa na gruby skandal. I muszę stwierdzić, że uderza w Kościół. Dziwię się więc że Ojciec Ludwik nie dochodzi tutaj do egzekwowania prawdy i sprawiedliwości wobec tak skandalicznej i haniebnej postawy GW. To dla mnie niezrozumiałe jest. I dla wielu także. Zwłaszcza, że taka NIEJASNA sytuacja uderza w nas wszystkich. W katolików. Dlaczego wiec O. Ludwik nie broni nas Kościoła przed tymi haniebnymi działaniami Gazety? Tego nie wiem... i to nie podoba mi się.

Aga

Ignacy D. pisze...

Może spróbuj to potraktować jako przyczynek do refleksji, że można myśleć inaczej, niż tylko ciągle w kategoriach walki, wojny, dopominania się o swoje?

Chyba niestety nie ja jeden uważam, że nie masz racji tak grzmiąc.

Właśnie o liście, na łamach tejże "pro abrocyjnej, pro eutanazyjnej..." Gazety Wyborczej, wywiadu udzielili choćby: abp Gocłowski, arcybiskup senior archidiecezji gdańskiej, abp Muszyński, prymas senior Polski oraz wieloletni nuncjusz apostolski w Polsce i obecny prymas Polski abp Kowalczyk (jeden z adresatów listu).

Hej! Nie grzmiali wtedy o kradzieży, skandalu, haniebnym czynie. Mówili o rozmowie, dialogu, o tym, że tego listu nie można lekceważyć. Nie rozstrzygam jednoznacznie, czy mają rację. Próbuję Ci pokazać, że etykietkowanie pewnych gazet jako takich, z którymi się nie rozmawia, które należy niszczyć, a opublikowanie listu ojca Ludwika było "grubym skandalem" jest obce choćby tym trzem, przykładowym przecież - można ich znaleźć więcej, ważnym postaciom polskiego Kościoła, w tym dwóm prymasom - także obecnemu. Inaczej mówiąc, próbuję Ci pokazać, że sprawa nie jest tak prosta, jak Ci się wydaje i że można inaczej. Dla dobra Kościoła.

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

cóż dla mnie sprawa jest dość jasna. Nie rozmawia się z kimś kto jest za zabijaniem dzieci i nie nabija się mu kasy poprzez udzielanie wywiadów. Za to modli się o jego nawrócenie. Najwyraźniej nawet hierarchia kościelna tego nie rozumie.

aga

Ignacy D. pisze...

Ok, na tym chyba musimy skończyć rozmowę, bo nie ma o czym gadać, jeśli nie jesteś nijak nastawiona na możliwość zmiany optyki (co wydaje się niezbędne do sensownej rozmowy).

Inna sprawa, że nie rozumiem, jak osoba tak ciągle powołująca się na Kościół może nie traktować działań dwóch prymasów jako chociaż przyczynku do refleksji. Nie chodzi o to, żeby się z nimi od razu zgodzić (choć ja się zgadzam), ale żeby dojrzeć, że choć może sprawa jest jasna dla Ciebie, to może nie jest jasna w ogóle.

Przepraszam za porównanie, ale mi przychodzi do głowy czy tego chcę, czy nie - dla faryzeuszy też wiele spraw było jasnych - uzdrawianie w szabat, rozmawianie z celnikami i cudzołożnicami było niedopuszczalne. A Chrystus pokazywał, że można inaczej. Że można przychodzić do człowieka nawet najbardziej grzesznego (jakkolwiek nie widzę pełnej analogii do Gazety Wyborczej - próbuję wejść w Twoje rozumowanie).

Myślę też sobie, że skoro nikt z nas nie jest bez grzechu, nie obraź się - Ty również nie, to warto się zastanowić, czy skoro sami nie chodzimy go kogoś, kogo uważamy za grzesznika, to czy kiedyś ktoś do nas nie będzie chciał przyjść i co wtedy poczujemy. Bo Chrystus przychodził do każdego.

"Nie sądźcie..."

Anonimowy pisze...

Zadziwiające jest to, że nie przychodzą do Naszego Dziennika, czy jakiejś innej gazety, gdzie także jest dużo grzeszników. Ale do grzeszników z Gazety. A może lepiej gdy zaczną chodzić także do grzeszników z patologicznych środowisk, a nie tylko do tych z ELIT... Znacznie łatwiej jest chodzić do grzeszników z ELITY niż do tych co żebrzą na dworcach.