poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Przyjrzeć się powołaniu swojemu

Po wydaniu w zeszłym roku głośnego wywiadu z Benedyktem XVI pt. „Światłość świata” przez media wszystkich kontynentów, także przez te z naszego podwórka, przetoczyła się prawdziwa lawina komentarzy. Ostre i jednoznaczne słowa o skandalach seksualnych w Kościele, poprzedzone rachunkiem sumienia, aktem żalu i błagalną prośbą o wybaczenie, zrobiły wielkie wrażenie. Gdy niektórzy publicyści podkreślali wagę słów Papieża, a inni udowadniali, że to wciąż za mało, gdzieś w ogólnym zgiełku utonęły słowa wyjątkowe. Na pięćdziesiątej pierwszej stronie polskiego wydania znajdujemy wypowiedź, chyba nie użyję tego epitetu na wyrost, rewolucyjną. Nie podejrzewam, by Peter Seewald, zadając pytanie o księży żyjących potajemnie, a niekiedy jawnie, w związku z kobietą, spodziewał się usłyszeć taką odpowiedź.

Oto Papież stwierdza: „Gdy jakiś ksiądz żyje z kobietą, trzeba sprawdzić, czy jest w tym obecna prawdziwa wola zawarcia małżeństwa i czy mogliby stworzyć dobrą rodzinę. Jeśli tak jest, muszą pójść tą drogą.”, prezentując zupełnie nowe podejście do czegoś, co dotąd rzadko kiedy i przez mało kogo było określane inaczej, niż mianem „zdrady” - Boga, ludzi, słowa i powołania. Nie trzeba cofać się daleko w czasie, by znaleźć potwierdzenie owej rewolucyjności słów Benedykta XVI. W swoim liście z 1995 roku („Znaczenie kobiety w życiu kapłana”) Jan Paweł II pisał, w sposób kategoryczny i rozstrzygający, coś zgoła odmiennego: „Kiedy w jego odniesieniu do jakiejś kobiety dar i wybór celibatu kapłańskiego są zagrożone, wówczas kapłan musi walczyć o dochowanie wierności swemu powołaniu. A broni się nie dlatego, jakoby małżeństwo samo w sobie było czymś złym, ale dlatego że on wybrał inną drogę. Zejście z tej drogi, w jego przypadku, byłoby zdradą danego Bogu słowa”.

Benedykt XVI nie wypowiada się jednak ani trochę mniej stanowczo. Gdy Karol Wojtyła pisał, że ksiądz żyjący z kobietą musi koniecznie księdzem pozostać, Joseph Ratzinger jasno stwierdza, że ów musi z kapłaństwa zrezygnować. I wybrać nową drogę, realizując nowe dobro. Bez łatki zdrajcy, sprzeniewiercy i bezbożnika.

Nie są słowa Papieża rozpoczęciem dyskusji nad celibatem, którego broni i którego głęboki sens uzasadnia w wielu miejscach cytowanego wywiadu, uznając go za jeden z fundamentów kapłańskiego życia i martwiąc się o dobrą formację kleryków w stronę świadomego jego wybierania i zachowywania. Nie są słowa Benedykta też zachętą, by przy najmniejszym zachwianiu przekonania o powołaniu kapłańskim, porzucać jego drogę i zawierać małżeństwo – jasno bowiem klaruje się, że dopiero po uczciwym rozeznaniu konkretnego przypadku, także przez przełożonego, wskazania Papieża mogą mieć zastosowanie. Są to jednak słowa, które w kategoryczny sposób każą na pierwszym miejscu stawiać człowieka - kobietę, ewentualne dzieci, potrzebujące ojca, w końcu zaś przeżywającego wielki dylemat księdza, który, kiedyś pewien swego pasterskiego powołania, dziś wątpi i czuje, że jego przeznaczenie jest gdzie indziej. Człowieka, który rezygnując z realizowania jednego wielkiego dobra, może czynić inne, niemniejsze, a - podejmowane w wolności, pewności i stałości – zapewne nawet większe. Człowieka, który z pewnością upadł na swej drodze, ale może się podnieść. I po wstaniu, kto wie?, znaleźć się na zupełnie innej ścieżce. W tym samym - dobrym – kierunku: ku Miłości.

Ignacy Dudkiewicz

Brak komentarzy: