poniedziałek, 21 lutego 2011

Kościół w okopach Świętej Trójcy

Polski Kościół w dobrej kondycji przeżył kryzys religijności w powojennej Europie. Na mapie komunistycznej Polski był oazą chrześcijańskich i humanistycznych wartości - miejscem nieskrępowanego spotkania i swobodnej dyskusji. Dla członków opozycji politycznej bezpiecznym schronieniem jak podczas głodówki w kościele św. Marcina, a dla niezaangażowanych politycznie - moralnym drogowskazem. Niezłomność najodważniejszych duchownych - kardynała Wyszyńskiego, ks. Popiełuszki, Karola Wojtyły i wielu innych dodawała ludziom wiary, że nawet w szarości i moralnym zepsuciu PRL-u można żyć godnie i podążać za wezwaniem Chrystusa.

Kościół nie przygotował się do nowej rzeczywistości która przyszła wraz z ustaleniami Okrągłego Stołu. Nauczony rozwiązaniami rodem z PRL szybka ulokował się w opozycji do świata. Próbując pozostać moralnym drogowskazem potrzebował wroga, w walce z którym da wyraz swojej niezłomności i wierności Chrystusowi. Obawa przed zagrażającą chrześcijańskiemu systemowi wartości „cywilizacją śmierci” stała się główną treścią nauczania Kościoła. Opozycja wobec akceptowanego społecznie pluralizmu światopoglądowego sprowadza go dziś na coraz bardziej radykalne tory. W poczuciu zagrożenia hierarchowie zamykają się w okopach z których od czasu do czasu na oślep wyrzucają granaty. In-vitro, aborcja, antykoncepcja i inwazja neutralności światopoglądowej państwa to przeciwnicy do znudzenia i z coraz gorszym skutkiem gromieni przez biskupów w duszpasterskich listach. Wojna trwa w najlepsze niosąc ze sobą kolejne ofiary – autorytet Kościoła i ludzi, skrzywdzonych agresywną retoryką hierarchów jak Alicja Tysiąc.

W cieniu tej wojny wyrosły w wolnej Polsce nowe pokolenia. Młodzi ludzie, którzy w demokratycznym i pluralistycznym społeczeństwie widzą nie tylko zagrożenia, ale też szanse i nadzieje na przyszłość. Dla nich dzisiejsza retoryka Kościoła jest nie do przyjęcia. Anachroniczny język potępienia jest młodym kompletnie obcy. Taki Kościół nie ma szans być ich duszpasterzem.

Pędząca w stronę postępu Europa daje szanse na lepsze dziś i jutro. Niesie jednak ze sobą wiele zagrożeń i trudności, dotąd nieznanych, z którymi muszą się mierzyć jej mieszkańcy. W mnogości wyzwań i dostępnych rozwiązań człowiek łatwo może wybrać źle. Jak wykorzystać szanse? Jak Katolik powinien dziś żyć, by jego postępowanie miłe było Chrystusowi i dawało innym świadectwo Dobrej Nowiny? Na te pytania żyjący dziś katolicy sami muszą szukać odpowiedzi. Ich Kościół jeszcze do tego nie dorósł.

Maciek Onyszkiewicz

3 komentarze:

s pisze...

Wydaje mi się, że z językiem i całą formą, która jak piszesz jest nie do przyjęcia przez młodych to nie kwestia Kościoła, a kleru. Bo Kościołem to też są Ci młodzi.

maciekony pisze...

Oczywiście masz rację, zastosowałem pewne uproszczenie utożsamiając kościół z hierarchią. Choć nie oszukujmy się, zwłaszcza w Polsce, ale pewnie i w całym kościele katolickim wpływ hierarchów na nauczanie kościoła, jego odbiór i klimat wokół niego jest nieporównywalnie większy niż wpływ świeckich.

b-m pisze...

Ostra ocena, dość czarno-biała, pewnie sporo racji, aliści w poglądach traktujących powaznie obiektywizm czy niepodważalny, stanowiący jądro, istotę, fundament wiary, zawsze jest sporo czerni i bieli, wszelkiego rodzaju kontrastu nierozmytego w demokratycznych i pluralistycznych, choćby najsłuszniejszych, poglądach.
A jesli chodzi o konkrety, chetnie dowiedziałabym się do jakich to ustaleń Okragłego Stołu Kościoł nie przygotował sie i do jakich rozwiązań rodem z PRL przywiązał się.
Tyle juz lat minęło od Okrągłego Stołu i epoki PRLu a ja wciąż rozgryzam ten Okrągły stół, myśląc tez dość często czy powinnam tak zupełnie odciąć sie od tego co było w PRLu, czyli jakoś przekreslić kawał swojego zycia, czy to był pod kazdym względem czas do przekreslenia? a przeciez ja to tez kawałek Koscioła...
Hm, szarość i zepsucie moralne - szczerze mówiąc, więcej tego zepsucia moralnego widzę dziś, a szarość? - wiele zależało od człowieka, dziś też.