
Życzliwy chłopak w żółtej koszulce. Na niej widnieje rysunek przedstawiający warszawską Syrenkę napadniętą przez cień zbója z ciupagą. To Janosik chce ograbić Warszawę. Chłopak zbiera podpisy pod obywatelskim projektem ustawy. Jego koszulka krzyczy do mnie: „STOP Janosikowe”. Pełen wątpliwości, zgadzam się na chwilę rozmowy. Dowiaduję się, że „janosikowe” to podatek, który bogate województwa (w tym województwo mazowieckie) płacą na rzecz biedniejszych. Podobno w ten sposób co roku z budżetu stolicy znika prawie miliard złotych. Dla chłopaka jest jasne, że to jawna niesprawiedliwość, więc jako mieszkaniec Warszawy powinienem zaprotestować. Nie zdradzając przed nim moich wątpliwości, przyjmuję ulotkę i obiecuję zapoznać się z projektem.
Dotrzymuję słowa i przyglądam się ulotce w domowym zaciszu. I już wiem, na co wystarczyłby miliard złotych, gdyby zostawiono je Warszawie. Czytam, że Warszawa jest największą ofiarą Janosika, a sama „zbójecka” ustawa – reliktem PRL. Zalewa mnie krew. Warszawa to największe i najbogatsze miasto w Polsce. Dochody jej mieszkańców są średnio o tysiąc złotych miesięcznie wyższe niż w całym kraju. Bezrobocie i ilość mieszkańców żyjących na granicy nędzy są też najniższe w Polsce. Czemu zatem mieszkańcy Warszawy w imię solidaryzmu społecznego nie mieliby wspierać biedniejszych regionów, tak jak Polska wspierana jest przez bogatsze państwa Unii Europejskiej?
Mimo wszystko czytam dalej. Odwiedzam stronę internetową inicjatywy. Tu znów straszy zły Janosik, tym razem stylizowany na warszawską Syrenkę. W lewej ręce trzyma łupy, które układają się w tarczę, prawą nad głową wymachuje ciupagą. Na górze napis: „To haracz, nie podatek”. Na stronie znajduję w końcu projekt ustawy. Zaskakujący. Okazuje się, że autorzy projektu, choć rzeczywiście postulują zmniejszenie „janosikowego” o 20% (a zatem w budżecie stolicy pozostałoby dwieście milionów, a nie, jak głosiła ulotka, miliard), posługują się merytoryczną argumentacją. W mieście mieszka znacznie więcej ludzi niż jest zameldowanych, a więc część mieszkańców stolicy nie płaci na nią podatków, a generuje koszta. A system naliczania „janosikowego” nie przewiduje takiej sytuacji. Projekt ustawy zakłada, że pieniądze z „janosikowego” nie będą trafiały do budżetu państwa, a będą przyznawane biedniejszym województwom w konkursach na konkretne cele, na podobnych zasadach jak dotacje z Unii Europejskiej (z tą zasadniczą różnicą, że nie byłby wymagany wkład własny biorących udział w konkursach). Autorzy ustawy liczą, że dzięki temu uda się zaoszczędzić na biurokracji te 20%, które zostaną w budżetach najbogatszych województw, a podatnicy będą mieli poczucie, że wiedzą, na co dokładnie idą ich podatki. W zestawieniu z odrażającą otoczką projekt ustawy wydaje się zaskakująco rozsądny i umiarkowany.
To wszystko rodzi pytanie: dlaczego społeczny projekt ustawy ma dużo większe szanse wzbudzić sympatię warszawiaków, gdy odwołuje się do najprostszych emocji? Dlaczego, skoro tak wielu z nas jest zadowolonych ze swojego życia i stanu posiadania, elementarna sprawiedliwość społeczna kojarzona jest ze zbójectwem i kradzieżą? Ciekawe jak reagowaliby Polacy, gdyby w podobnym tonie o solidaryzmie społecznym w ramach Unii Europejskiej zaczęli mówić Niemcy. Moralność Kalego?
Choć ostatecznie projekt ustawy wydaje mi się rozsądny, nie podpisałem. Retoryka jego autorów skutecznie mnie odrzuciła.
Maciek Onyszkiewicz
Maciek Onyszkiewicz
2 komentarze:
Bardzo trafne spostrzeżenie. Szczerze mówiąc mnie ta "zbójecka" retoryka na tyle mocno odrzuciła, że nie zadałem sobie trudu aby zgłębić projekt ustawy... Szacun, że Ty się na to zebrałeś.Mi jakoś nie chciało się wierzyć, że ta forma to jedynie sposób na przekazanie sensownej treści. Ciekawe, czy autory uznali, ze w inny sposób nie przekonają nikogo?
Projekt nowelizacji moim zdaniem jest tak samo niedorzeczny jak retoryka tej kampanii. Konkursy rzadko kiedy bywają tańsze niż przekazywanie środków poprzez istniejące struktury administracyjne - z pewnością trzeba by zatrudnić całą rzeszę ekspertów od wniosków konkursowych: pisania, oceny, odwołań idp. itd.
Po drugie, z pewnością nie wszystkie biedne gminy równie efektywnie radziłby sobie z pozyskiwaniem tych środków. Janosikowe, które jest jednym z ostatnich w Polsce mechanizmów zgodnych z duchem solidaryzmu społecznego, w takiej formie mogłoby się przyczynić do powstawania nowych nierówności.
Słusznie pisze Karol Templewicz w Krytyce Politycznej (http://www.krytykapolityczna.pl/Serwissamorzadowy/TemplewiczJanosikniekradnie/menuid-403.html), że lepszym lekarstwem na dziury w budżetach wielkich miast byłoby przywrócenie najwyższej stawki PIT.
Prześlij komentarz