Misza Tomaszewski
„Łagodne środki już w tej sytuacji nie wystarczą. Konieczne jest wkroczenie chirurga i rozcięcie rany, tak by śmiercionośna ropa mogła wypłynąć na zewnątrz i umożliwić organizmowi Kościoła ozdrowienie”. Tymi słowami Tomasz Terlikowski komentuje sytuację, w jakiej znalazł się austriacki Kościół po opublikowaniu przez tzw. Inicjatywę Proboszczów listu otwartego, zatytułowanego Wezwanie do nieposłuszeństwa.
Duchowni zrzeszeni w austriackiej Inicjatywie – a jest ich obecnie około trzystu – deklarują na swojej stronie internetowej, że „z niepokojem i rosnącym niezadowoleniem obserwują, jak ludzie odpowiedzialni za kierowanie miejscowym, jak również światowym Kościołem uchylają się od odpowiedzi na wielką ilość otwartych pytań i problemów”. O jakie problemy chodzi? Księża wymieniają m.in.: kryzys parafii w konsekwencji spadku liczby powołań, niezrealizowane powołanie wszystkich chrześcijan do współodpowiedzialności za Kościół, konflikty sumienia związane z obowiązującym w Kościele prawem małżeńskim, stagnację na polu ekumenicznym.
Głośniej o Inicjatywie zrobiło się w połowie czerwca, po ogłoszeniu wspomnianego Wezwania do nieposłuszeństwa (z jego tekstem w języku angielskim, niemieckim i hiszpańskim można zapoznać się tutaj). „Wyrażona przez Rzym odmowa dokonania koniecznych reform i pasywność biskupów nie tylko zezwalają nam na podążanie za własnym sumieniem i podjęcie niezależnych działań, lecz ich od nas wymagają” – czytamy w oświadczeniu. Następnie wyliczone zostają kolejne postanowienia. Księża deklarują, że:
- włączą prośbę o reformę Kościoła do każdej liturgii;
- nie odmówią udzielenia komunii świętej wierzącym ludziom dobrej woli, wliczając w to tych, którzy powtórnie weszli z związek małżeński, wiernych innych Kościołów chrześcijańskich, a nawet (w szczególnych sytuacjach) ludzi, którzy oficjalnie opuścili Kościół katolicki;
- będą unikali sprawowania Eucharystii więcej niż raz dziennie w niedziele i święta, jak również korzystania z pomocy nieznanych wspólnocie, wizytujących księży;
- w sytuacji, w której nie sposób umożliwić wspólnocie uczestnictwa w mszy świętej, zezwolą na zastąpienie jej Liturgią Słowa połączoną z udzielaniem komunii świętej;
- będą ignorować zakaz wygłaszania homilii przez ludzi świeckich, w tym kobiety, o ile potencjalny kaznodzieja odznaczać się będzie odpowiednimi kompetencjami;
- będą sprzeciwiać się łączeniu parafii, nalegać zaś na to, by każda parafia miała swojego przywódcę: „mężczyznę czy kobietę, żonatego czy nie, pełno- czy niepełnoetatowego”;
- będą wykorzystywać każdą możliwość, by publicznie mówić o dopuszczeniu kobiet i ludzi żyjących w związku małżeńskim do kapłaństwa.
Tomasz Terlikowski komentuje: „Duchowni, o których mowa występują przeciwko niezmiennemu nauczaniu Kościoła i papieża w sprawach wiary i moralności, i uznają się za twórców doktryny, a nie za tych, którzy mają przekazywać to, czego naucza Kościół. Biskupi nie mają zatem szczególnie wyjścia i powinni ich błyskawicznie suspendować, ekskomunikować (co w przypadku większości z nich będzie tylko stwierdzeniem stanu faktycznego, bowiem panowie ci od dawna nie są już katolikami) i przekazać parafie ortodoksyjnym, wierzącym duchownym. Tylko w ten sposób można uratować Kościół w Austrii. Każda inna droga będzie tolerowaniem, zaprzestaniem leczenia śmiertelnej choroby, jaka drąży austriacki Kościół” – konkluduje publicysta.
Redaktor naczelny portalu Fronda.pl informuje, że „kardynał Christoph Schönborn zapowiada suspensy i ekskomuniki wobec zbuntowanych duchownych”. Być może i do tego dojdzie. Tymczasem jednak dobrze jest mieć pewność, że na tronie biskupim w Wiedniu zasiada nie Tomasz Terlikowski, lecz właśnie kardynał Schönborn. Warto wczytać się w oficjalne oświadczenia publikowane na stronie internetowej Diecezji Wiedeńskiej.
Ze swoją odpowiedzią na Wezwanie do nieposłuszeństwa kardynał Schönborn odczekał trzy tygodnie, ponieważ – jak sam pisze – głęboko dotknięty, nie chciał reagować natychmiast, by nie odpowiadać w gniewie i smutku. Swoją odpowiedź zatytułował w sposób znamienny: Wezwanie do jedności. Arcybiskup Wiednia skrytykował podniesienie nieposłuszeństwa do rangi cnoty, a posłuszeństwo chrześcijańskie, które każdy z członków Inicjatywy swego czasu ślubował, określił mianem „szkoły wolności”. „Kto, opierając się na sprawdzonym sumieniu, dochodzi do wniosku, że Rzym jest na złej drodze, że sprzeciwia się woli Boga, w skrajnym przypadku musi wyciągnąć z tego konsekwencje i zawrócić z drogi Kościoła rzymsko-katolickiego. Wierzę jednak i mam nadzieję, że tak skrajny przypadek tutaj nie zachodzi” – napisał kardynał. – „Ostatecznie każdy kapłan, wszyscy musimy zdecydować, czy chcemy iść jedną drogą z papieżem, biskupem i Kościołem powszechnym, czy też nie. […] Kto jednak porzuca zasadę posłuszeństwa, rozbija jedność”. W podobnym tonie wypowiedział się 24 lipca biskup pomocniczy Wiednia Helmut Kraetzl. „Wezwaniu do nieposłuszeństwa” przeciwstawił on „wezwanie do większej odpowiedzialności indywidualnej”. Napomniał też jednak: „W Kościele musimy nauczyć słuchać siebie nawzajem, także krytyków. Kto wie, przez kogo przemawia dzisiaj Duch Święty?”.
17 sierpnia rzecznik karynała Schönborna, Michael Prüller, zaapelował o deeskalację napędzanego przez media konfliktu pomiędzy Inicjatywą Proboszczów a zwierzchnikiem austriackiego Kościoła. Stwierdził, że kardynał „widzi problem nie w postulatach sformulowanych przez Inicjatywę, lecz w ostentacyjnym wezwaniu do nieposłuszeństwa”. Według Prüllera arcybiskup Schönborn uznaje wolność każdego katolika do popierania określonych zmian w Kościele, nawet jeśli on sam tych roszczeń nie popiera. Na oficjalnej stronie Diecezji Wiedeńskiej czytamy, że problem sankcji nie stoi dla karynała Schönborna w centrum sytuacji. Jego celem jest wspólne z księżmi wejście na drogę odpowiedzialnych reform diecezji. Reformy te staną się tematem rozmów pomiędzy arcybiskupem a księżmi na jesieni.
Widać, że głos austriackiego Kościoła, „drążonego przez śmiertelną chorobę”, różni się cokolwiek od głosu Tomasza Terlikowskiego. Szkoda, że nie potrafi on zachowania zbuntowanych księży potraktować ze zrozumieniem porównywalnym choć trochę do tego, z którym podchodzi do suspendowanego księdza z Makowa Podhalańskiego, Piotra Natanka. Szkoda, że w jego przypadku tak pięknie pisze o dobrej woli, której potrzeba obydwu stronom konfliktu – i tutaj, co trzeba podkreślić, ma Terlikowski rację – a zarazem tej samej dobrej woli z miejsca odmawia austriackim kapłanom. Gdy pisze redaktor „Frondy”, że „łagodne środki już w tej sytuacji nie wystarczą”, nie daje on wyrazu chrześcijańskiej otwartości, która nie wyklucza twardej konsekwecji, co zaprezentował kardynał Christoph Schönborn.
Co do zbuntowanych księży, to nie ma tu miejsca na bardziej wnikliwe wczytanie się w ich postulaty. Zainteresowanych wypada odesłać do bardziej kompetentnych autorów – np. teologicznych możliwości otwarcia drogi do kapłaństwa kobiet poszukuje w Polsce ks. prof. Alfons Skowronek. Zważając na budzącą wątpliwości, rewolucyjną formę, w jakiej zgłosili swoje postulaty proboszczowie, w charakterze przestrogi warto przypomnieć słowa, które Jarosław Gowin napisał o tzw. „katolicyzmie protestu”: „Poddani gwałtownej, nierzadko niesprawiedliwej krytyce ze strony środowisk nastawionych tradycyjnie czy integrystycznych, »katoliccy dysydenci« odsuwać się będą na obrzeża Kościoła bądź wręcz porzucać jego mury, zbliżając się do jakiejś formy »chrześcijaństwa bezwyznaniowego«. Taka będzie, dramatycznie wysoka, cena płacona za niecierpliwość”. Jeśli jedność chrześcijaństwa jest dla nas wartością – choć oczywiście nie wartością najwyższą – to wspomnijmy wieczorną porą, w naszej samotności, i o księdzu Natanku, i o niecierpliwych proboszczach z Austrii.
ilustracja: Paulina Dudek
3 komentarze:
Kardynał Schonborn od wielu lat pokazuje, że jest człowiekiem, kapłanem i hierarchą dużej klasy i mądrości. Nic tylko mieć nadzieję, że uda mu się tę sprawę rozwiązać.
W czasie gdy zagrażają mi, mojej rodzinie okoliczności na które po ludzku nie ma wpływu, wyciszam się i modlę aby postępując wg woli Boga wypełnić przeznaczony mi przez Niego plan. Myślenie nie opiera się wówczas na racjonalności, ocenianiu różnych za i przeciw, porównywaniu różnych rozwiązań ale na wsłuchaniu w Głos, na usilnych próbach zawierzenia wszystkiego tego co jest próbą mojej ingerencji w Boży plan, aby planu tego nie zniekształcać.
Im więcej wiernych będzie modlić się o rozwiązanie problemów Kościoła i Świata tym szybciej znajdą one swoje rozwiązanie. Matka Teresa wyrzekała się zawsze swojej myśli w imię natchnienia Ducha Świętego. To pozwoliła jej stać się świętą. Inteligencja jakkolwiek ważna sama w sobie nie znaczy nic. Potrzeba jej mądrości płynącej ze źródeł temu światu nieznanych.
Quasar, Twój komentarz przemawia do mnie, w pełni się z Tobą zgadzam. Z jedną tylko uwagą.
Daleko mi do tłumaczenia wszelkiego zła świata "tym, że Pan Bóg wystawia nas na próbę". Próba racjonalizowania zła, które dotyka człowieka, tzw. teodycea, wydaje mi się policzkiem wymierzonym temu człowiekowi. Z drugiej jednak strony nie musi być i tak, że intensywność naszych modlitw wprost przełoży się na "naprawę świata". Jak pisał prorok, "myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami". Dlatego wydaje mi się, że w życiu chrześcijańskim ważna jest dynamika pomiędzy odwagą przemieniania rzeczywistości a nadzieją pokładaną w Bogu.
Jest taka piękna, stoicyzująca modlitwa:
Panie,
Daj mi odwagę, bym potrafił zmieniać to, co ode mnie zależne.
Daj mi pogodę ducha, bym potrafił godzić się z tym, co ode mnie niezależne.
Daj mi wreszcie mądrość, bym umiał odróżniać jedno od drugiego.
Ta mądrość - to byłby chyba jeden z piękniejszych owoców modlitwy.
Prześlij komentarz