Początek XXI wieku. Każdego dnia umiera śmiercią głodową tyle dzieci, ile rodzi się w warszawskich szpitalach przez okrągły rok. Każdego tygodnia na świecie umiera z głodu liczba ludności odpowiadająca wszystkim mieszkańcom Żoliborza i Śródmieścia. W ciągu najbliższych dwóch miesięcy z głodu umrze tyle ludzi, ile zamieszkuje całą Warszawę. Gdyby w analogiczny sposób przedstawić ilość wszystkich głodujących, to musielibyśmy zmieścić obok siebie pięćset pięćdziesiąt miast porównywalnych z Warszawą.
Ta czasoprzestrzeń głodu to zwykłe dane statystyczne. Bardzo łatwo dostępne, uaktualniane z roku na rok, nie obejmujące żadnych kataklizmów, susz i klęsk głodowych. Wraz z kataklizmami rozmiar byłby wielokroć większy.
***
Czy ktokolwiek z Was, kiedykolwiek w życiu głodował? Czy ktokolwiek z Was zna kogoś, kto kiedykolwiek w życiu głodował? Czy ktokolwiek z Was zna kogoś, kto zna kogoś, kto kiedykolwiek w życiu głodował? Urodziliśmy się pod wygodnym równoleżnikiem i w sympatycznych czasach. W Polsce nie da się umrzeć z głodu, jest to praktycznie niewykonalne. Jednakże w ten poniedziałek obudziło się na świecie ponad miliard głodujących. To więcej niż wszyscy mieszkańcy Afryki, dwa razy więcej niż wszyscy mieszkańcy Unii Europejskiej, dwadzieścia pięć razy więcej niż cała populacja Polski. Obudzili się głodni, bladzi, wychudzeni, z przeszywającym bólem brzucha. Mają problem ze skupieniem się na jednej czynności, popadają w apatię, a ich myśli krążą wyłącznie wokół pożywienia. W ciele tych, którzy jedzenia nie zdobędą, przez następne dwa poniedziałki zacznie braknąć białka, tkankę tłuszczową zastąpi woda, a na całym ciele pojawią się obrzęki. Włosy zaczną się odbarwiać, a po naciśnięciu skóry pozostanie w niej dołek. Brak witamin przyczyni się do szybkiej utraty wzorku i zamiany w układzie kostnym. Z czasem mięśnie się znacząco zmniejszą, pojawi się szkorbut, tarczyca przestanie prawidłowo funkcjonować. Organizm zacznie słabnąć i stopniowo popadnie w śpiączkę. Taki człowiek nie jest już sobie w stanie sam pomóc. Jeżeli ma dostęp do wody, to męczy się przez miesiąc i umiera. Oto jak kończy się życie milionów ludzi rocznie, średnio jedno co cztery sekundy.
***
Mamy do dyspozycji ogromne środki finansowe i świetnie rozwiniętą technologię. Posiadamy wystarczającą wiedzę i zasoby by wyprodukować, magazynować i dostarczyć żywność w każdym miejscu na świecie. Jednakże tak się nie dzieje. Dlaczego? Dość łatwego podkreślania fałszywej bezsilność jednostki. Dość pustej krytyki rządów, korporacji i organizacji międzynarodowych. Dość udawania, że się nie wie, czy że ma się ważniejsze wydatki lub zajęcia. Wpierw trzeba spojrzeć w lustro. Oto dlaczego. Rozumiem, że nie każdy potrafi wydać połowę swojej pensji na przelot do Etiopii i opłacenie wyżywienia wraz z edukacją jednemu głodującemu dziecku. Choć wydaje się to banalnie proste – niewielkim kosztem można przyczynić się do uratowania człowieka. Ale nie rozumiem ignorowania tysięcy innych form pomocy. Form – które nie wymagają wielkich wyrzeczeń i kosztów.
Zadajmy więc to niewygodne pytanie: co Ty zrobiłeś dla rozwiązania tego problemu? Jeżeli nic – to jesteś współodpowiedzialny. Niczym kierowca, który nie zatrzymał się by udzielić pierwszej pomocy ofierze wypadku.
***
Powstrzymanie głodu jest dziś podstawowym problem ludzkości. Czyli moim i Twoim. Nieistotne czy jesteś liberałem czy socjalistą, katolikiem czy ateistą, niepełnoletnim czy emerytem. Dopóki tego nie zrobimy, to wszystko inne jest mniej ważne. Pora sobie zdać sprawę ze swojej sytej odpowiedzialności. 
7 komentarzy:
Znałem kilkadziesiąt osób, które w życiu cierpiały głód. Niektórzy z nich jeszcze żyją. Każdy z nich cierpiał, choć Polski nigdy nie opuścił. To, że dziś głód jest daleko, nie oznacza, że zaraz nie może być nieznośnie blisko.
Każdy z nich widział dzień w dzień, jako prawie nikt nie reaguje.
Pablo,
temat ten męczy mnie od dawna. Nie dysponując dużymi funduszami, chętnie dowiem się, o tych tysiącach form, które nie wymagają wielkich kosztów i wysiłku. By coś zrobić.
Próbujesz uświadomić, poruszyć wrażliwość - świetnie. Ale wzbudzanie wyrzutów sumienia to za mało.
Pozdrawiam,
I.
Pablo, prawie się zgadzam.
Kiedy czytałem Twój tekst, przypomniała mi się profesor Barbara Skarga, która - właśnie z powodu głodu - na zesłaniu w ZSRR straciła umiejętność posługiwania się greką. Jej przykład świadczy o nie tylko fizycznym spustoszeniu, jakie brak pożywienia wyrządza w ludzkim organizmie. Przerażające.
Z drugiej strony, nie trzeba dużej wyobraźni, żeby dojść do wniosku, że oprócz głodu świat trapią także inne plagi. Weźmy brak dostępu do wody pitnej:
"Co roku z powodu braku czystej wody i odpowiednich warunków sanitarnych umierają 2 miliony ludzi – to tak, jakby z powierzchni świata znikało miasto wielkości Warszawy. [...] Co minutę czworo dzieci umiera z powodu biegunki. Sama tylko możliwość umycia mydłem rak w czystej wodzie zmniejszyłaby ten współczynnik o 40%" (cytat za: www.pah.org.pl).
Do tego wspomnijmy wybiórczo ofiary klęsk żywiołowych, katastrof ekologicznych, wojen... Zła na tym naszym świecie jest nieskończoność. Głód jest może największym, a może nie. "Deklaracja milenijna" ONZ wskazywałaby na to, że jest w każdym razie jednym z większych. To chyba jednak nie znaczy, że powinniśmy na nim jednym się skoncentrować. Ważne, byśmy skoncentrowali się na zmaganiu z jakimś przejawem zła. Uważam, że Tomasz Terlikowski postępuje OK, jeśli z całej tej puli wybiera sobie śmierć nienarodzonych dzieci (inna rzecz, w jaki sposób z nią walczy). Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy na antenie radia, pytany o inne przejawy zła, odpowiada, że "taki jest świat".
Na litość Boską, nawet Matka Teresa nie wzięła się za zwalczanie wszystkiego na raz. Nie da się skutecznie walczyć ze "wszystkim". Dlatego uważam apel, który zamieściłeś na końcu swojego tekstu, za sformułowany zbyt ostro. To nie jest tak, że "dopóki tego nie zrobimy [tj. dopóki nie zwalczymy głodu], to wszystko inne jest mniej ważne". Trudno w ten sposób wartościować różne przejawy zaangażowania społecznego. Na jego indywidualnym poziomie (nie mówię o rządach krajów, które muszą brać pod uwagę statystykę) warto wyznaczać i realizować różne cele.
Ważne jest natomiast, by - bez względu na możliwości - wiedzieć o całym złu, jakie się na świecie dzieje (z tego względu uważam Twój tekst za ważny). To w końcu jest nasz świat i jesteśmy za niego odpowiedzialni. Za głodnych, spragnionych, chorych, uwięzionych i kogo tam jeszcze Chrystus był uprzejmy wspomnieć.
Cholera jasna, Kochani, jak czytam te komentarze, to milczeć nie mogę. Wspomnijcie świętej pamięci Irenę Sendler, albo którąkolwiek z osób Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Nikt z nich nie niszczył systemów, nikt nie pisał pamfletów lub odezw na Adolfa, nikt z nich nie gromadził broni na powstanie, nikt z nich nie próbował zmieniać całego świata. Oni jedynie DORAŹNIE pomogli jednej, dwóm, kilku osobom.
To jest najważniejsze. TO jest w zasięgu każdego. Nieskorzystanie z okazji jest także świadectwem.
I o to chodzi. Nie myśl globalnie. Myśl indywidualnie. Możesz wszystko w tej skali. Nie robisz nic. On, Ona umiera.
Piotrze,
nie mogę zgodzić się w pełni, choć w gruncie rzeczy to czynię.
Jedno nie wyklucza drugiego. Uratowanie jednego czy dwóch żyć blisko siebie, oczywiście, jest najważniejsze. Ale to nie przeszkadza codziennych praktyk uczynić takimi, które również mogą komuś pomóc.
Analogicznie: mogę wysprzątać cały las blisko mojego domu (myślenie indywidualne) i będzie to słuszne. Ale oprócz tego mogę również codziennie segregować śmieci w moim domu czy do sklepu nosić materiałową torbę (myślenie globalne) i to też będzie słuszne.
Nie ma tu sprzeczności. Nie ma tu wykluczania.
Nie wiem, czemu włączenie myślenia indywidualnego ma wyłączać myślenie globalne.
Bo myślenie globalne też jest, do pewnego stopnia, w zasięgu każdego.
Pozdrawiam,
I.
Miszo, świat trzeba ulepszać tak jak się umie najlepiej. Ale jest różnica pomiędzy ulepszaniem go poprzez protestowanie w sprawie zwiększenia zniżki na przejazdy pociągiem dla studentów lub sprzątanie pobliskiego lasu, a pomaganiem ludziom w przeżyciu. Dlatego uważam, że trzeba czasem wartościować przejawy zaangażowania społecznego. O wiele ważniejsze jest doraźne dostarczenie umierającym z głodu czy pragnienia pożywienia i wody, niż skupienie się na rozwoju kulturalnym blokowisk. Dlatego też uważam, że dopóki ludzie będą umierać z głodu czy pragnienia, a my w tym samym czasie będziemy posiadali możliwość pomocy, mamy obowiązek to uczynić. Wszystko inne jest mniej ważne.
Ignacy, jeżeli uda się prawdziwie pobudzić wrażliwość czy sumienie to konkretne wskazywanie nie jest już potrzebne. Każdy sobie sam znajdzie metodę odpowiadającą jego siłom i funduszom – to łatwe. Przez pewien czas mieliśmy z Marysią w Sarajewie puszkę z napisem „na Somalię”. W ten sposób wykorzystaliśmy ideę domu otwartego na rzecz walki z głodem. To samo można zrobić w pracy czy szkole. Gdy to jest za dużo – to zawsze można wpłacić na WFP, PAH lub jakąś małą fundację konkretne pieniądze. Wyżywienie jednego człowieka przez jeden dzień to 75 groszy. Czyli za 275 zł podarowałeś komuś rok życia. Od pewnego czasu zastanawiam się też nad przyjęciem muzułmańskiej zasady Zakatu – czyli przekazywania na cele charytatywne 2.5 % swoich dochodów. Tylko na początku trzeba się przejąć czyjąś potrzebą. Cała reszta jest już banalna.
Piotrze, łączy nas braterskie porozumienie – dzięki za komentarze. Zgadzam się, nam jest naprawdę łatwo uratować jakiegoś jednego człowieka. Tylko trzeba spojrzeć w to cholerne lustro.
Pablo, źle się wyraziłem. Jasne, że jakieś wartościowanie w obrębie zaangażowania społecznego można i trzeba przeprowadzać. Dlatego nie posłużyłem się przykładem segregowania śmieci, ale braku dostępu do wody pitnej, katastrof ekologicznych i klęsk żywiołowych. W Twoim tekście - myślę, że wbrew Twojej intencji - wybrzmiał tylko problem głodu, jak gdyby był problemem jedynym. A przecież problemy są różne i fakt, że warto zaangażować się na miarę swoich możliwości w rozwiązywnanie któregoś z nich, nie znaczy, że każdy musi zaangażować się w rozwiązywanie właśnie tego. Myślę, że nie ma między nami sporu.
Piotrze, zgadzam się, że myślenie i działanie w małej skali jest bardzo ważne. Ważne, żeby spotkać konkretnego człowieka i nie tylko (i nie przede wszystkim) dać mu dwa złote na zupę, ale żeby go jak człowieka potraktować. Z drugiej strony, jeśli stajemy w obliczu niesprawiedliwych struktur ekonomicznych, politycznych czy społecznych, o których wiemy, że pogłębiają problemy indywidualnych ludzi, to - jeśli tylko mamy taką możliwość - powinniśmy angażować się w ich przemianę. W przeciwnym wypadku walczymy bohatersko z objawami choroby (nierzadko zapewniając sobie brzydkie poczucie, że tyle dobrego robimy), a ignorujemy jej przyczyny.
Kłaniam się Wam,
Misza
Prześlij komentarz