poniedziałek, 7 marca 2011

Argumenty czy transparenty?

Na stronie „Frondy” przeczytać można komentarz Tomasza Terlikowskiego, dotyczący mojego artykułu opublikowanego w ostatnim numerze „Gazety Świątecznej”. Tekst, który napisałam, jest recenzją książki Gail Kligman o podziemiu aborcyjnym w Rumunii pod rządami Ceauşescu. Tekst Terlikowskiego – obraźliwym komentarzem, odsądzającym mnie od wiary.
W swojej recenzji oceniam socjologiczne opracowanie skrajnie brutalnego aparatu kontroli, który funkcjonował w Rumunii i doprowadził do śmierci dziewięciu i pół tysiąca kobiet. W sporze o najwyższe wartości, szukam konkretnych historii, kobiet i ich wyborów.
Redaktor Terlikowski w swojej gorącej polemice zapomina uczciwie zrekonstruować moją argumentację i sposób opracowania tematu, co jest pierwszym obowiązkiem polemisty. Pewnie tak mu się wydaje, ale niestety nie udaje mu się wykazać, że „otwarcie głoszę poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych” i proponuję rehabilitację zbrodni Holocaustu. Udowadnia raczej, że takie poglądy głosi chłopiec do bicia, którego z podziwu godną zręcznością sam sobie ustawił.
Nie chcąc wchodzić na zaproponowany przez Tomasza Terlikowskiego poziom retoryki i oskarżeń kierowanych pod adresem mojej osoby, „Kontaktu” i Klubu Inteligencji Katolickiej, nie będę odpowiadać na poszczególne insynuacje redaktora „Frondy”. Dyskusja, w której jedna strona podnosi wątki społeczne, argumentuje głoszone poglądy i zwraca uwagę na złożony charakter problemu, a druga podnosi transparent z napisem „Pożyteczny idioto – nie zabijaj!”, nie ma najmniejszego sensu.
Zapraszam jednak do lektury obydwu artykułów, a nade wszystko książki Gail Kligman.

52 komentarze:

Unknown pisze...

Przeczytalem oba teksty. Wstyd mi, ze musze czytac jak osoba poniekad mi znajoma daje sie wmanewrowac w sytuacje w ktorej sluzy partykularnym interesom osob zupelnie nie zwiazanych z kosciolem katolickim, a przez lata wrecz antyklerykalow (vide GW rocznik 94 i inne). Nie trzeba byc swiatlym omnibusem zeby wiedziec ze GW od zawsze walczy o jak najwieksze rozszerzenie prawa do aborcji. Nie trzeba byc Terlikowskim zeby wiedziec, ze rubryka ,,zdanie katoliczki" nt. aborcji ma sluzyc jednej, postawionej juz przez GW przed laty tezie. Pozwolilas Kasiu zagrac swoja osoba i mam wrazenie ze troche za szybko zgodzilas sie na taki tekst. Niesmaczne jest tez dla mnie tak silne powolywanie sie w tym tekscie na KIK i na jego znanych czlonkow. Nawet jesli faktycznie KIK - ,,listek figowy lewicy laickiej" - stoi w sprawie aborcji w sprzecznosci ze zdaniem kosciola, to wyciaganie tego na lamach GW i podpisywanie sie jako ,,katoliczka"uwazam za nietrafione i niesluzace nikomu.Wstyd

misza pisze...

Przepraszam Cię, Łukasz, ale nie piszesz mądrze. Czy to, że "Wyborcza" forsuje inną niż Kościół postawę względem aborcji sprawia, że na jej łamach katolik nie powinien wypowiadać się przeciwko restrykcyjnemu stanowisku Kościoła? Wydaje mi się, że nie. Prawdziwa sztuka leży w tym, żeby z jednej strony podkreślać, że mieszanie się do prawodawstwa nie jest sprawą Kościoła, jak również - wbrew retoryce Terlikowskiego - że istnieją sytuacje niezerojedynkowe, a z drugiej - walczyć o to, by aborcji faktycznie było mniej. Nie mów mi tylko, że taką walkę prowadzi Tomasz Terlikowski, skutecznie zrażający do Kościoła każdego rozsądnego niekatolika. On i jego środowisko - tak sądzę - prowadzą przede wszystkim walkę w obronie czystości swoich sumień, żeby potem mogli powiedzieć: "Chcieliśmy restrykcyjnego prawa, nie udało się. Zrobiliśmy, cośmy mogli". Bzdura, można znacznie więcej, ale nie na poziomie stanowienia prawa, tylko formacji sumień, o co właściwie w naszym Kościele się nie dba. Człowiek ma postępować dobrze nie z lęku przed karą, ale dlatego, że świadomie wybiera miłość. Na tym powinno przede wszystkim zależeć Kościołowi, a nie na ściganiu i karaniu "zbrodniarzy w kitlach". To jest sprawa państwa. Jeśli katolik przerzuca na organy ścigania ciężar dbania o sumienia ludzi wierzących, to nie najlepiej świadczy to o nim samym. Wbrew Terlikowskiemu właśnie trzeba podejmować zaproszenia "Wyborczej", nie tylko po to, by w pewnych kwestiach się z nią zgodzić, ale także po to, by w innych toczyć z nią dyskusję. Do pierwszych zaliczam temat bezpośredniego wpływania przez Kościół na kształt prawa, a do drugich - moralną ocenę dużej części zabiegów aborcyjnych. Co do nadtytułu "zdaniem katoliczki" - miało go nie być, pojawił się, "Wyborcza" zrobiła w tej sprawie świństwo. Tyle. Pozdrawiam Cię!

rydzyx pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Anonimowy pisze...

Pani Katarzyna chyba już szykuje sobie posadę w Aborczej, a może odwrotnie? Brawo za "postawę", niestety nie godną naśladowania dla katolika.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam tekst pani Kucharczyk i powiem - jestem w szoku. Brak mi słów. Ta kobieta na pewno nie powinna określać się jako katoliczka. Władze KIK powinny ją usunąć za szerzenie ukrytych proaborcyjnych treści. To po prostu WSTYD.

j.mazan pisze...

Z mojej strony popieram gerbera.

Do artykułu mam kilka uwag:

1. Dlaczego Kasia zrównała de facto reżim komunictyczny Ceausescu z poglądami katolików na sprawę aborcji??

2. "retoryka odwołująca się do świętości życia jako abstraktu oderwanego od realiów codzienności, nie jest w stanie odmienić tych realiów i krzywdzi wiele osób próbujących rozeznać się w swoich trudnych sytuacjach"

Jakiego abstraktu? Z tego prostego zdania wynika, że dla Katarzyny życiu przysługuje atrybut "świętości" tylko wtedy, gdy spełni jakieś konkretne kryteria - dlatego red. TT, może na przerost, porównał to zdanie do tego, co porównał. Gdy nie spełnia jakiś "realiów" nie jest święte?


3. Popieram Gerbera w zarzucie umieszczenia artykułu na lamach GW. Dlaczego? GW jest w ramach tematu aborcyjnego monotematyczna, nie ma żadnego artykułu przedstawiającego w pozytywnym świetle, jasno oraz kompleksowo katolicką doktrynę na temat daru macierzyństwa i życia. Równie dobrze Kasia mogła by opublikować ten artykuł w gazecie Planned Parenthood - brak możliwości skomentowania jest podobna

4. Rydzu - dialog jest potrzebny. Jednakże jak daleko Katolik może pójść w dialog, by sam nie stracił podstaw swej doktryny?

5. Argument mówiący o kompletnej rozdzielności doktryny wyznaniowej i prawodawstwa, na rzecz ogólnie zmiennej i nie wiadomo jak pojętej moralności jest dla mnie bardzo dziwny.

Kilka przykładów: jak wiemy, w protestantyzmie figurują zasady "solo fidei" i "solo sriptua". Każdy człowiek może sam czytać biblię, nie ma autorytetu, nie ma ogólnie pojętej i precyzyjnie wyznaczonych zasad moralnych - każdy sam sobie je wyznacza. Efekt? W 1950 żadne z protestanckich odłamów nie uznawało aborcji, obecnie prawie wszystkie. Do tego cotygodniowo przybywa 5 nowych "kościołów" protestanckich. Moim zdaniem tu jest anarchia, spowodowana właśnie brakiem podstawowego kodeksu moralnego.

Efektem odrzucenia wpływu moralności katolickiej na prawodawstwo jest komunizm, nazizm i z tym związane wydarzenia i tragedie.

Tylko doktryna katolicka nie zmieniała się w większej mierze przez dwa tysiąclecia. Czy z powodu postępu technologicznego mam odejść od tego, co przez 2 tysiące lat strzegliśmy?

Czy moralny relatywizm, jaki jest w protestantyzmie, połączony z poszanowaniem praw człowieka może przezwyciężyć nakaz "Nie zabijaj!"?

pan Tomek pisze...

Mam wrażenie, że przeczytała go Pani równie uważnie jak nazwisko jego autorki.
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Akurat nazwisko piszącej ten krypto pro aborcyjny tekst jest mnie istotne. Waga problemu leży w tym, że pani ta podpina się pod katolicką organizację i chce tą organizację przedstawiać w mediach w swojej osobie. Mam nadzieje, że władze KIK-u zajmą się tym skandalicznym tekstem i osobą, która go popełniła.

Anonimowy pisze...

Ja na prawdę rozumiem, że ktoś może mieć proaborcyjne poglądy, ale na litość Boską, niech nie szuka poplecznika w Kościele Katolickim! Bo to jakiś absurd. I brak szacunku dla katolickiej organizacji. Nich sobie ta pani pisze co chce i niech nawet agituje za prawem do aborcji, ale niech nie mówi o sobie per "katoliczka" i niech da sobie spokój z katolickimi organizacjami. Niech będzie uczciwa względem siebie i względem nas - katolików. Nikt jej na siłę nie trzyma w Kościele, spokojnie może go opuścić i dołączyć do grona feministek walczących o prawo do aborcji. NIech po prostu nie robi szopki na łamach Wyborczej. Chyba, że zasadą, którą ona wyznaje jest " Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Na tej zasadzie owszem można zajść daleko. Na tej zasadzie robi się kariery. Powodzenia więc! Mam tylko nadzieję, że KIK nie da robić się w balona i być wydmuszkową organizacją po której szczeblach pną się koniunkturaliści.

Chrzczonka pisze...

Obawiam się, że nikt nie spełni Pani oczekiwań i nie pochyli się nad niepokorną członkinią. Powodów jest wiele a pluralizm jest jednym z nich. Wraz z wolnością światopoglądową i zniesieniem kar za odmienne przekonania rozprzestrzenił się nawet w katolickich organizacjach (choć, przyznaję, niewielu). Zrobiło się jakoś dziwnie, niejednoznacznie i różnorodnie, także w Kościele Katolickim. Bo katolicyzm to pojęcie publiczne, to nie nazwa własna, o której zawartości znaczeniowej decyduje jedna grupa lub osoba (ani red.T.T ani red.K.K). Co powoduje, że jakiś pogląd jest lub nie jest katolicki, skoro oprócz Katechizmu Kościoła Katolickiego głos decydujący ma sumienie? Interpretacji tegoż Katechizmu jest zresztą tyle, ilu jest księży. Wydaje mi się, że KIK rozumie te niuanse, nie wymagając od swoich członków i członkiń deklaracji ideowych (jak zresztą miałyby wyglądać?), pozostawiając im tę kwestię do rozważenia we własnym sumieniu, będącym kluczem do nauki Kościoła katolickiego (nie każdego). Nie ma też w zwyczaju karać ich za niesubordynację (np. samowolne nazywanie siebie katolikiem). Są tam ludzie od prawa do lewa, co jest dla mnie dużą wartością (może katolicką?)
Więc jaka jest ta definicja? Może jestem katoliczką i o tym nie wiem?
Gerber: czy fakt, że uznałeś Kasi poglądy za odmienne od Twoich (choć, dalipan, widuję ją często, artykuł czytałam i nadal nie wiem co myśli na ten temat, co innego Ty - po jednym poście mam niejakie rozeznanie) świadczy o tym, że dała się nabrać? Że dała sobą zagrać? To argument wyszukany: nieznacznie, grzecznie i cichaczem stawia pod znakiem zapytania przytomność umysłu adwersarza
Chrzczonka

Anonimowy pisze...

Odkąd to w kwestii aborcji mamy w Kościele Katolickim PLURALIZM? Od kiedy w Kościele Katolickim podejmowana jest dyskusja - zabijać czy nie zabijać? Czy to jakiś żart? Bo jak tak to wyjątkowo niesmaczny. A jeżeli standardy KIK-u są takie, że dopuszczają poglądy proaborcyjne wśród swoich członków, zezwalając na szerzenie ich ( oczywiście nie otwarcie ale jasno wynikające z tekstu o którym tutaj się dyskutuje) publiczne pod swoimi sztandarami to oczywiście ja zajmę się tą sprawą. I odpowiednie teksty pójdą gdzie należy. To nie zabawa z dekalogiem, ale jawne łamanie świętego prawa do życia poprzez szerzenie szkodliwych poglądów. Jeżeli pani K. jest zgniłym jabłkiem w koszu pełnym zdrowych owoców, to takie jabłko należy usunąć, aby nie zainfekowało innych. Kwestia zabijania nie narodzonych istot to nie temat, który można poddawać pod dyskusję. Tutaj nie ma miejsca na PLURALIZM. A jak ktoś myśli inaczej to nie może się określać katolikiem.

Anonimowy pisze...

Zdumiewają mnie tacy letni "katolicy" jak pani K. która chce dyskutować nad kwestią czy można zabijać. Skąd się biorą takie osoby? I to w Kościele Katolickim. Czy to nie aby owe wilki w owczej skórze, które poprzez swoją działalność wypaczają naukę Kościoła? Osobiście boję się takich osób. Skoro dopuszczają dyskusję na temat zabijania to znaczy, że ich sumienie może dopuścić zabicie niewinnego człowieka i rozgrzeszyć tą zbrodnię. A tutaj mamy już krok od uznania, że jedni mogą się urodzić a inni już nie. Swoista zabawa w Pana Boga. Ale to szatańska manipulacja. Mogę tylko mieć nadzieję, że pani K pozwoli swoim własnym dzieciom się urodzić, bo co do innych dzieci to już nie za bardzo..
Poza tym czekam w końcu na oświadczenie kogoś z KIK-u na temat tego tekstu i ustosunkowanie się do niego. To poważna sprawa, mam nadzieję, że władze KIK nie schowają głowy w piasek. Bo to nie katolickie wyjście.

misza pisze...

Pluralizm dotyczy zarówno samej moralnej oceny aborcji - choć trudno jednoznacznie potępiać przeprowadzanie zabiegu np. u kobiet, których życie jest zagrożone - jak i wpływania przez Kościół na prawo państwowe w tym zakresie.

O rany, napisałem to i wciąż jestem katolikiem! Chyba Twoje zaklęcie nie działa...

Anonimowy pisze...

Misza - chrzanicie hipolicie:

"W chwili, gdy jakieś prawo pozytywne pozbawia obrony pewną kategorię istot ludzkich, których ze swej natury powinno bronić, państwo przez to samo neguje równość wszystkich wobec prawa. Gdy państwo nie używa swej władzy w służbie praw każdego obywatela, a w szczególności tego, który jest najsłabszy, zagrożone są podstawy praworządności państwa... Wyrazem szacunku i opieki należnej mającemu urodzić się dziecku, począwszy od chwili jego poczęcia, powinny być przewidziane przez prawodawstwo odpowiednie sankcje karne za każde dobrowolne pogwałcenie jego praw".

Ponieważ embrion powinien być uważany za osobę od chwili poczęcia, powinno się bronić jego integralności, troszczyć się o niego i leczyć go w miarę możliwości jak każdą inną istotę ludzką" (KKK 2270-2274).

Jan Paweł II rozwija teologię obrony życia w "Evangelium Vitae":

"Wśród wszystkich przestępstw przeciw życiu, jakie człowiek może popełnić, przerwanie ciąży ma cechy, które czynią z niego występek szczególnie poważny i godny potępienia. Sobór Watykański II określa je wraz z dzieciobójstwem jako „okropne przestępstwa”.

http://www.kosciol.pl/article.php?story=20031028174109544

PC pisze...

Jednym z warunków uznawanej przez KK wojny sprawiedliwej jest jej funkcja obronna. W jej imię, teoretycznie można pozbawić życia. Ja widzę tutaj pewną analogie postawy moralnej względem wojny sprawiedliwej i aborcji. W przypadku obrony życia zgwałconej trzynastolatki, której w czasie porodu realnie grozi śmierć potępienie aborcji jako możliwości jej uratowania nie jest dla mnie tak jednoznaczne i czarno-białe. W całej tragedii takiego wyboru, traktuje aborcję jako obronę. Na zasadzie wojny sprawiedliwej. I nadal czuje się katolikiem.

Anonimowy pisze...

Dwuznaczna wydaje się sytuacja w której doktryna Terlikowskiego znajduje wspólny punkt z polityką prowadzoną przez Ceauşescu. Ale to wojujący ateizm rumuńskiego dyktatora wygrywa ponieważ za działaniami, które niosą tak opłakane skutki nie może stać Słowo Boże.


Anonimowy j.

Anonimowy pisze...

PC, a dlaczego życie zgwałconej 13 latki ma być "lepsze" od życia jej nienarodzonego dziecka? Tylko dlatego, że ona się urodziła a dziecko jeszcze nie, to jej życie jest ważniejsze? Czy jakieś inne jeszcze są kryteria, dlaczego jeden człowiek ma żyć a drugi umrzeć? Z chęcią posłucham o wyższości jednego człowieka nad drugim.

misza pisze...

Tu nie chodzi o wyższość jednego życia nad drugim, tylko o zasadę, w myśl której od nikogo nie można wymagać heroizmu. Jak nie można potępiać nikogo za to, że uciekł z płonącego domu, miast oddać życie, wynosząc z niego innych, tak samo nie wolno oczekiwać od kobiety, że odda życie za swoje dziecko. Byłoby piękne, gdyby oddała, ale stawianie się na jej miejscu i mówienie "gdybym był nią, to na pewno bym..." jest po prostu obraźliwe. I mało przekonujące. Więc nie ma potrzeby cytowania Katechizmu. Naukę Kościoła o aborcji znam w stopniu wystarczającym. Po prostu są sytuacje, w których wypada pochylić głowę i zawiesić głos, ponieważ tego wymaga minimum pokory. Brak tej pokory i skłonność do wydawania szybkich jak strzała, kategorycznych osądów - nie jest cnotą chrześcijanina.

misza pisze...

I jeszcze jedno - nie rozumiem, dlaczego o tym, kto ma przeżyć, a kto umrzeć - matka czy dziecko - decydować ma nie sama matka, za którą będzie ciągnęła się moralna odpowiedzialność przez całe życie, tylko na przykład Ty. Albo Tomasz Terlikowski. Albo ktokolwiek inny.

Anonimowy pisze...

"nie wolno oczekiwać od kobiety, że odda życie za swoje dziecko". Co najmniej dziwne rozumowanie. Jak to nie wolno oczekiwać? A czego mamy oczekiwać po matce jak nie tego właśnie? "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich." Mamy oczekiwać od matki, że zamiast ocalić to zabije swoje dziecko? I to ma być normalne?

Anonimowy pisze...

O tym kto przeżyje a kto umrze może decydować tylko BÓG. to chyba jasne? Jakim prawem matka ma decydować o życiu czy śmierci swojego dziecka? Nie ma takiego prawa. Jest tylko jedno - nie zabijaj.

misza pisze...

Spróbuję to napisać jeszcze raz: od nikogo nie wolno wymagać heroizmu. Nikogo, poza samym sobą. Nie wolno Ci dysponować życiem matki i mówić jej, za co lub za kogo powinna je oddać. Możesz ją namawiać i pokazywać wartość pięknej ofiary. I na tym koniec. W przeciwnym wypadku postępujesz nie tylko okrutnie, ale i głupio, bo sam(a) nie wiesz i wiedzieć nie możesz (dopóki to się nie zdarzy), co byś zrobił(a) na jej miejscu. Nie potępiaj, jeśli nie rozumiesz.

misza pisze...

Ach tak, o życiu i śmierci decyduje tylko Bóg? Jeśli tak, to nie posyłaj ojca na operację, która uratuje jego życie. O tym, czy przeżyje, nie zdecydują lekarze, tylko Bóg. Jeśli możesz uratować jedną z dwóch ofiar wypadku, nie ratuj żadnej. O ich życiu zdecyduje Bóg. Brzmi nieźle.

Anonimowy pisze...

Po pierwsze nie potępiam nikogo, potępiam jedynie grzech zabójstwa. Od matek mamy prawo oczekiwać, że nie będą zabijać swoich dzieci. To chyba jasne? I wymaganie, że nie będą zabijać swoich dzieci to jedynie respektowanie Bożego prawa do życia. Matka powinna urodzić swoje dziecko a nie zabijać je i to nie jest żaden heroizm. Życie pochodzi od Boga i tylko On może je zabrać a nie człowiek, równie dobrze może ona umrzeć przechodząc przez pasy jak i zostać uzdrowiona w razie jakieś choroby zagrażającej jej życiu. To też chyba jasne, bo u Boga wszystko jest możliwe. Wymagać od kogoś aby NIE ZABIJAŁ to nie jest postępowanie okrutne ani głupie, ale LUDZKIE.

NO i podaj te kryteria dla których życie dziecka jest gorsze od życia matki. Bo nie podałeś.

Anonimowy pisze...

Ach tak, o życiu i śmierci decyduje tylko Bóg? Jeśli tak, to nie posyłaj ojca na operację, która uratuje jego życie. O tym, czy przeżyje, nie zdecydują lekarze, tylko Bóg. Jeśli możesz uratować jedną z dwóch ofiar wypadku, nie ratuj żadnej. O ich życiu zdecyduje Bóg. Brzmi nieźle.

-----------
Ten przykład jest do d..y. Jedno z drugim nie ma żadnego połączenia. Po pierwsze ojciec na operacji nie równa się matka dokonująca aborcji w imię swojego życia np.
Jeżeli mogę uratować tylko jedną z dwóch osób to ratują tą która - albo jest bliżej mnie ( np w płonącym budynku ) bo niejako mam ją pod ręką i nie jestem w stanie szukać drugiej osoby w płonącym wnętrzu. Tutaj decydują sprawy fizycznej bliskości ratowanej osoby. Albo mając do wyboru ratowanie dorosłego czy dziecko - ratuję dziecko - z tego powodu, że przed dzieckiem " całe życie", a za dorosłym " całe życie" za nim i dorosły zdążył już pożyć na tym pięknym świecie a dziecko dopiero wchodzi w życie i też powinno mieć możliwość przeżycia tego co przeżył ten dorosły człowiek. Podobnie traktuję nienarodzone dziecko + to, że to dziecko ma jeszcze szczególne prawo do łaski chrztu, która by go minęła gdyby się nie narodziło.

misza pisze...

Życie dziecka nie jest gorsze od życia matki. Tyle tylko, że od nikogo nie mamy prawa oczekiwać, że zdecyduje się oddać życie za kogoś innego (to właśnie nazywam heroizmem). Nawet od matki - że odda życie za swoje dziecko. Możemy tylko mieć na to nadzieję.

misza pisze...

Twój uniwersalny rachunek ratowania ludzi mnie powalił. Naprawdę wierzysz w to, że każda sytuacja, nawet taka, której nie potrafisz sobie wyobrazić, ma zawsze jedno jedyne dobre rozwiązanie? To, o czym piszesz, to czysty utylitaryzm, który - mam nadzieję - nie ma nic wspólnego z chrześcijańską miłością. Naprawdę należy wybrać dziecko, a nie matkę, tylko dlatego, że ona żyje dłużej? Najczystszy utylitaryzm i kryterium zupełnie arbitralne. Z tej samej półki mógłbym odpowiedzieć: ona wnosi w społeczeństwo znacznie więcej niż dziecko, które ktoś będzie musiał utrzymać. Przekonujące? Nie. A warte Twojego rachunku. Co do "prawa do chrztu" - przypominam, że nauczanie o limbusie się zdezaktualizowało.

Tak czy inaczej, dalsza dyskusja wygląda mi na jałową. Pozdrawiam.

PC pisze...

Nie mam prawa oceniać wartości życia. Chcę tylko pokazać, że są przypadki, gdzie cena tego życia nie jest jednoznaczna, vide kazus wojny sprawiedliwej. W takich przypadkach nie ma dobrych rozwiązań. W każdym wypadku jesteśmy skazani na coś złego. Decyzję o ewentualnej aborcji jest tragiczną decyzją kobiety w ciąży (zwłaszcza gdy zagrożone jest jej życie) i ten tragiczny rachunek należy do jej sumienia. Ja nie mam ani prawa, ani pretensji stawiać się w jej imieniu. Tym bardziej, że zupełnie inna jest perspektywa takiej kobiety, a zupełnie inna moja, teoretyczna, na rzecz takiej dyskusji. Natomiast w całej tej ciężkiej zależności, moje sumienie podpowiada mi, że muszę dać możliwość obrony własnego życia takiej kobiecie, oraz, że jest ona nadal katoliczką. I to potrzebującą olbrzymiej ochrony, pomocy i wsparcia. Nazywanie jej morderczynią i wypychanie poza katolicki nawias, wydaje mi się straszliwie niechrześcijańskie.

Anonimowy pisze...

Co do "prawa do chrztu" - przypominam, że nauczanie o limbusie się zdezaktualizowało.
----------

Widzisz nawet w naturze zwierząt jest instynkt gdzie młode są pod szczególną ochroną i opieką. To bardzo naturalny odruch ratowania najpierw młodszego, albo dziecka. Pewna kobieta własnym ciałem zakryła obce jej dziecko przed rozpędzonym samochodem, choć sama była matką małej dziewczynki, u tej kobiety instynkt ratowania słabszego pozostał. I oddała życie za nie swoje dziecko. Niestety u wielu jest inaczej, instynkt obrony niewinnych i bezbronnych zaniknął - dlatego są aborcje. I takie dyskusje.

Nic mi nie wiadomo jakoby Kościół odrzucił naukę o Limbusie - może jakieś dokumenty?

Anonimowy pisze...

PC -moje sumienie podpowiada mi, że muszę dać możliwość obrony własnego życia takiej kobiecie, oraz, że jest ona nadal katoliczką. I to potrzebującą olbrzymiej ochrony, pomocy i wsparcia. Nazywanie jej morderczynią i wypychanie poza katolicki nawias, wydaje mi się straszliwie niechrześcijańskie.
-----------
No widzisz, a mnie sumienie podpowiada, że muszę dać możliwość obrony życia tego dziecka, które jest niewinne, bezbronne i słabe. I potrzebuje ono olbrzymiej pomocy, ochrony i wsparcia. Pozwalanie na zabicie tej niewinnej istoty uważam za straszliwie niechrześcijańskie.

PC pisze...

I to właśnie jest tragedia i niejednoznaczność tej sytuacji.

Anonimowy pisze...

PC pisze...I to właśnie jest tragedia i niejednoznaczność tej sytuacji.
---------------------
Tragedia owszem jest. Dlatego trzeba położyć naciska na WYMAGANIE od matek tego aby chroniły PRZEDE WSZYSTKIM swoje bezbronne dzieci a w drugiej dopiero kolejności swoje własne życie. Skoro potrafią to zwierzęta, najwyższy czas by i ludzie się tego nauczyli. Aborcja to upadek ludzkiego ducha, godności człowieka i porażka moralna. Nie mówiąc już, że co by powodowało tą aborcję to jest ona jednak zawsze zabójstwem. Owszem żal mi takich kobiet, które w imię swojego życia zabiły swoje dzieci i współczuję im, że musiały stanąć przed takim ciężkim wyborem, ale nie mogę ich rozgrzeszać z tego czynu i mówić, że wybrały dobrze. Bo tak nie jest. Uważam, że to co zrobiły to była porażka ich sumienia i humanitaryzmu. W obozie koncentracyjnym pewna kobieta aby przeżyć wyrzekła sie swojego dziecka, które do niej się garnęło - ona odrzucała je. Zobaczył to hitlerowiec i zabił ją. Chciała żyć, kosztem życia swojego dziecka a została zabita. Niestety taka decyzja gdy wybiera sie aborcje ze względu na własne zdrowie czy życie nie obróci się takiej kobiecie na dobre. A śmierć w obronie życia swojego dziecka tak - to pewna droga do Nieba. Musimy patrzeć także z perspektywy życia wiecznego. I wymagać dobrych wyborów także z uwagi na to życie.

misza pisze...

Znasz pewne drogi do nieba i do piekła. Wymagasz na innych ludziach określone wybory, bez względu na to, co oni myślą i czują. To nie jest moje chrześcijaństwo.

Anonimowy pisze...

misza pisze...

Znasz pewne drogi do nieba i do piekła. Wymagasz na innych ludziach określone wybory, bez względu na to, co oni myślą i czują. To nie jest moje chrześcijaństwo.
--------------

Tak, pewną drogą do Nieba jest właśnie oddanie życia za życie swojego dziecka. Tak, wymagam od ochrzczonych aby wyzbywali się egoizmu i chronili niewinnych i słabych. Tak, wymagam od ochrzczonych aby przestrzegali przykazania - nie zabijaj. Zwłaszcza jeżeli ono dotyczy własnych dzieci.
To nie jest moje chrześcijaństwo godzić się na zabijanie niewinnych dzieci w imię zdrowia czy nawet życia ich matek. To nie moje chrześcijaństwo mówić, że w pewnych warunkach zabicie niewinnego dziecka jest dobrym rozwiązaniem. To nie jest moje chrześcijaństwo stawiać wyżej życie dorosłego człowieka ponad życie niewinnego, nie narodzonego i nie ochrzczonego jeszcze dziecka, które nie może samo się bronić przed śmiercią. To nie jest chrześcijaństwo, to jest satanizm. Moje chrześcijaństwo mówi mi - ratuj niewinnych i słabych, ochraniaj niewinnych i słabych tych co sami nie mogą się obronić. Tylko satanizm promuje ochranianie życia dorosłych kosztem życia niewinnych i całkowicie bezbronnych dzieci.

Ignacy D. pisze...

Widzi Pani, przeczytałem uważnie wszystkie komentarze, choć łatwo nie było. To, jak Pani traktuje drugiego człowieka, pokazała Pani na samym początku, mówiąc, że nazwisko Autorki jest bez znaczenia, nazywając ją "zgniłym jabłkiem", wyrzucając ją z Kościoła (kto dał Pani takie prawo?), określając "koniunkturalistką". I jak mam potem wierzyć, że broniąc drugiego człowieka cokolwiek ma Pani na uwadze ponad ideologię?

I jeszcze na koniec: proszę poczytać teksty niejakiego Carlo Marii Martiniego. Kojarzy pewnie Pani - taki kardynał, wybitny teolog, mówiło się o nim jako o poważnym kandydacie na Papieża. Może dla Pani jest tylko zgniłym jabłkiem, mówiąc, że "legalna aborcja to mniejsze zło", a "Zakazy i mówienie <> niczemu nie służą". Dla mnie po pierwsze jest inspiracją do myślenia. A dla Pani niech chociaż będzie pouczającym przykładem: jakoś nie pamiętam, by Kościół wykluczył go spośród swoich członków, odebrał mu sakrę biskupią i zakazał głoszenia kazań.

Może jednak ktoś w tym Kościele, i to na samych szczytach, wierzy w dialog i pluralizm?

I pozwoli jednak Pani, że to Bóg będzie zapraszał do Nieba, nie Pani.

Ignacy D. pisze...

Oczywiście, w cytacie z ks. Martiniego powinno być: 'i mówienie "nie".'

Anonimowy pisze...

Panie Ignacy, proszę podać tekst źródłowy gdzie ten kardynał mówi:

"legalna aborcja to mniejsze zło"

Cała reszta nie na temat. Gratuluję poza tym dobrego samopoczucia w dialogowaniu na temat legalności zabijania. Chyba jesteśmy z różnych Kościołów.

Kiedyś był taki punkowy zespół. Tak, zespół brudasów i punków, ale mieli oni SUMIENIE. Śpiewali:

"Ile dzisiaj psy szpitalne będą miały pożywienia
Pełne kosze są odpadków, tych odpadków po zabiegach.
Matki - zbrodniarki, wyrodne matki..."

Jakoś katolikom brak tego sumienia.

Anonimowy pisze...

Po tym jak tekst K.K. zbulwersował część środowiska kikowskiego, stało się jasne, że powoływanie się na związki z Kikiem, nie zaznaczając wyraźnie iż jest to prywatna opinia autora, może być krzywdzące dla członków Klubu którzy myślą inaczej, którzy by się pod taką wypowiedzią nie podpisali. Miejmy to wszyscy następnym razem na względzie gdy będziemy chcieli w mediach powoływać się na KIK!

Anonimowy pisze...

Czym jest aborcja ze względów zdrowotnych? Nie jest niczym innym jak zabiciem niewinnego dziecka aby dorosły mógł żyć lub być zdrowy. Czy to jest słuszne postępowanie? Czy to jest moralne postępowanie - zabić dziecko aby jego matka odzyskała zdrowie? Kiedyś był reportaż w TV na temat białaczki. Lekarz podchodzi do chorej kobiety. Ona wcześniej opowiada jak to świadomość tego iż właśnie kupili nowy dom pomaga jej walczyć z chorobą. Że jej myśli zajmuje urządzenie tego domu. Kontekst jest taki - kobieta była w ciąży, gdy okazało się, że ma białaczkę. Dziecko zabito ( mówmy sobie w prost ) aby kobieta mogła się leczyć. Lekarz " pociesza" kobietę - ma pani już dziecko w domu. Tak odpowiada "pocieszona" kobieta. Sytuacja wygląda następująco - zabito dziecko aby leczyć kobietę, zresztą nie wiadomo czy leczenie się powiedzie. Zabito dziecko - ale ona ma już jedno dziecko, więc to nie wielka strata. Pytam - czy to jest moralne? Mnie zmroziło. Mam w rodzinie podobny przykład. Kobieta odmówiła zabójstwa swojego dziecka - była chora na raka. Urodziła dziecko. Zaczęła się leczyć po urodzeniu. Umarła po kilku miesiącach, osieracając 4 małych dzieci. Teraz jej dorosła córka, dla której oddała życie ma swoją córkę. Pytanie - która kobieta postąpiła moralnie? I która ma być przykładem moralnego postępowania?

misza pisze...

Powoływanie się na związki z KIK-iem? Nikt - ani Kasia Kucharska, ani nikt z nas - nie występuje w imieniu KIK-u ani nie twierdzi, że go reprezentuje. Czy nie mogę napisać w biogramie, że jestem redaktorem "Kontaktu", pisma związanego z KIK-iem? Jeśli naprawdę tak uważasz, to zaczyna to trącić paranoją. Na wszelki wypadek nie będę też pisał, gdzie studiuję, bo jeszcze ktoś pomyśli, że reprezentuję cały instytut, czy - nie daj Boże - uczelnię...

***
Na resztę nie odpowiadam, bo fakt, że opisujesz coraz to nowe pouczające przykłady z życia nie sprawia, że przekonujesz mnie do tego, że mam prawo oceniać kobietę znajdującą się w sytuacji granicznej. Nie myśl, że jak zwiększysz narracyjny dramatyzm, to argumentacja stanie się bardziej przekonująca.

Anonimowy pisze...

Misza - zabicie dziecka aby samemu mieć większą możliwość wyzdrowienia jest czymś niewiarygodnie niemoralnym. Uważasz inaczej? To zwykły egoizm. Chyba mamy prawo to oceniać jako egoizm? To po prostu określa jedno " po trupach do celu." Jak myślisz czy taka kobieta dostanie rozgrzeszenie gdy na pytanie kapłana: Czy gdyby znowu zachorowała i była w ciąży to znowu, aby wyzdrowieć, zabiłaby własne dziecko, odpowie - tak? Czy wtedy dostanie rozgrzeszenie skoro w sytuacji " granicznej" znowu by zabiła? Myślę, że nie dostałaby wtedy rozgrzeszenia. Bo zabicie w imię własnego zdrowia nie rozgrzesza.

misza pisze...

Ta polemika naprawdę nie ma sensu, bo co do zasady się zgadzamy: "Życie jest święte, nie wolno zabijać". Problem polega na tym - i Ty o tym zapominasz - że święte jest także życie matki.

Porównania ze zwierzęcymi instynktami i stawianie nam za wzór królików, które giną w obronie swoich młodych, jest tu naprawdę nie na miejscu. Króliki nie są świadome swojej śmiertelności, a my - jak najbardziej. I na tym polega dramat człowieka: że jest nie tylko śmiertelny, ale i tej śmiertelności świadomy.

Dalsza dyskusja nie ma sensu dlatego, że uważasz, że możemy z naszych cieplutkich foteli rozstrzygać każdy problem moralny w sposób jednoznaczny. A ja uważam, że nie możemy i że brak Ci pokory wobec ludzkich dramatów. Sytuacje graniczne to właśnie takie, względem których nie wydajemy naszych wszystkowiedzących osądów. W skrócie: Ty twierdzisz, że rozumiesz (choć nie wiem, na jakiej podstawie), a ja - że nie rozumiem. A skoro nie rozumiem, to i nie próbuję oceniać - ani chwalić, ani potępiać. Fragment Kazania na Górze o zaniechaniu sądzenia pasuje mi tu jak ulał.

Anonimowy pisze...

jeżeli nie będziemy mówić, że zabicie drugiego człowieka w imię WŁASNEGO zdrowia jest złe, to potem będziemy mieli - relatywizm moralny. Stawanie w obronie słabszych jest dobre. Jak takie dziecko ma powiedzieć - JA TEŻ CHCĘ ŻYĆ. Matka ZAWSZE MA PRZEWAGĘ. Może w imię swojego zdrowia - zabić, bo dziecko NIE MOŻE SIĘ OBRONIĆ. Ciekawe czy dziecko to mające np kilkanaście lat pozwoliłoby się zabić w imię zdrowia swojej matki? Czy dajemy mu szanse na to aby SAM dokonał wyboru - umrzeć w imię zdrowia swojej matki czy nie umrzeć? Dlaczego teraz podejmujemy za niego wybór - musi umrzeć aby silniejsza matka przeżyła. Musi umrzeć bo jest słabszy i nie może się bronić. Silniejszy ma prawo do zabicia słabszego. Dla mnie to obrzydliwe, a ty pieprzysz o sytuacjach granicznych? Jaka jest tutaj sytuacja graniczna? Jakimi jesteśmy ludźmi skoro godzimy się na zabijanie SŁABSZYCH??? o człowieku świadczy to, że BRONI SŁABSZYCH, a nie pozwala ich zabijać w imię "dobra" silniejszych. No podaj mi argument, że nie mamy chronić SŁABSZYCH?
Czy chrześcijaństwo polega na ofiarach ze słabych w imię celu - zdrowia silniejszych? To nie chrześcijaństwo, to satanizm. To prawo dżungli, gdzie wygrywają silniejsi.

misza pisze...

Teraz stałem się satanistą i orędownikiem prawa silniejszego, pięknie. Powiem Ci, czego potrzebujesz. Potrzebujesz bezpiecznego przekonania, że zawsze istnieje dobre rozwiązanie. Niestety w sytuacji wyboru między jednym życiem a drugim nie ma dobrego rozwiązania, każde jest złe. Bardzo mi przykro.

Głosisz doktrynę "wszystko albo nic". Albo zawsze jest dobre rozwiązanie i matka grzeszy, chcąc ratować swoje życie kosztem dziecka, albo nigdy nie ma dobrego rozwiązania i wpadamy w totalny relatywizm, ratunku. A może jest tak, że tego dobrego rozwiązania nie ma tylko czasem. I czasem tylko trzeba nieco pohamować swoje osądzające zapędy. Tak bardzo przeraża Cię myśl, że istnieją sytuacje, które nie mają jednego jedynego dobrego rozwiązania? Gdyby wszystkie takie rozwiązanie miały, moglibyśmy zastąpić nasze sumienia suwakiem logarytmicznym. A ja myślę, że sumienie jest potrzebne, ponieważ czasem ścierają się ze sobą wartości równe co do siły.

Anonimowy pisze...

To wykaż mi, że ktoś kto chce ratować swoje życie kosztem życia drugiego człowieka postępuje dopuszczalnie, albo, że można go " rozgrzeszyć" bo ma jakieś racje po swojej stronie. I jakie racje?. Tak wydaje mi się, że jesteś obecnie orędownikiem takiej sytuacji - silniejszy ma większe prawo. A dlaczego ma to większe prawo? Kto dał to prawo aby silniejszy decydował o życiu słabszego? Bo chyba nie Bóg? Ja tego nie rozumiem. Dlaczego silniejszy może zabić słabszego w imię swojego zdrowia? To jest po prostu nie w porządku. Jak mówiłam idź do dorosłego dziecka i powiedz - że ma oddać życie za zdrowie swojej matki. Jeżeli zdecyduje się to zrobić to ok. Ale nie pytając dziecka czy chce oddać swoje życie dla zdrowia matki i odbierając mu to życie bez jego zgody popełnia się czyn straszny. Wchodzi się w rolę Pana Boga, a tym samym staje się taki człowiek satanistą - " będziecie jak Bóg". Gdybym była lekarzem i miała i przyszła do mnie chora matka w ciąży żądając zabicie dziecka aby ratować swoje zdrowie to ja bym powiedziała - tego nie mogę zrobić. Mogę panią leczyć i dbać o to dziecko, ale nie mogę wybrać pani życia kosztem życia dziecka. Bo to jest postępowanie niemoralne aby ratować silniejszego kosztem słabszego.

Napisz coś co mnie przekona, że zabicie słabszego w imię zdrowia silniejszego może być dobre.

W.K. pisze...

Czytam to i nie mogę uwierzyć - zawsze ktoś jest słabszy, a ktoś silniejszy. Obojętnie czy dziecko i matka, czy dwóch bacie, Goliat i Dawid, czy 18 latek i 55 latek.

Dlaczego zawsze Pani jest anonimowa?

Anonimowy pisze...

WK. "zawsze ktoś jest słabszy, a ktoś silniejszy."

No i co z tego? Czy to znaczy, że wolno zabijać słabszych?
Sęk też w tym, że w przypadku nienarodzonego dziecka ono ZAWSZE jest słabsze i zawsze będzie przegrywać w starciu z silniejszym.
Proszę sobie wyobrazić sytuację. Kobieta chce zabić kilkudniowe dziecko. I co, nie interweniuje pan? Ona mówi - muszę je zabić bo dzięki temu mam większe szanse aby wyzdrowieć. I co? wszystko jest ok? Pozwoliłby jej pan to zrobić? Bo zawsze jest ktoś słabszy i silniejszy? Czy jesteśmy barbarzyńcami, którzy w imię zdrowia, życia, i czego tam jeszcze ( proszę sobie wpisać to co pasuje ) składają "ofiary" ze słabych i niewinnych? Jeżeli piekło jest na ziemi to jest ono tam gdzie zabija się słabych i niewinnych w imię swoich różnie pojmowanych interesów. Czy to będą dzieci nienarodzone, czy chorzy, czy ułomni i starzy. Eliminowanie ich w imię Lepszego Jutra silniejszych jest czystym satanizmem i oddawaniem czci szatanowi poprzez ofiary z tych ludzi, którzy sami się nie mogą bronić. A zadaniem chrześcijanina jest właśnie i przede wszystkim obrona tego życia, które jest SŁABE I BEZBRONNE. Jeżeli ktoś myśli inaczej to niech nie nazywa się chrześcijaninem. Prawo silniejszego do zabijania słabszych nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem. I nigdy nie będzie mieć. Dlatego jeżeli ta pani KK myśli, że można zabić bezbronną osobę w imię zdrowia ( czy czegokolwiek innego) silniejszej jednostki to spokojnie może ona nazwać siebie satanistką. Choć satanizm to pojęcie złożone a jedna z jego odmian ( La Vey ) mówi nawet - Nie krzywdź małych dzieci. No chyba, że KK uważa iż nienarodzone dziecko to nie człowiek, ale wtedy to już sama siebie automatycznie wyklucza z grona chrześcijan.

Aga

Zooey Glass pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Zooey Glass pisze...

Pragnę zwrócić uwagę na drobny, acz niesłychanie ważny szczegół. Otóż w swoim tekście p. Kucharska użyła sformułowania: "Cytując hasło chrześcijańskiej organizacji określającej się jako pro-choice: Nobody wants to need abortion". I ani sama autorka, ani nikt poza nią nie widzi ani tego jak idiotyczne jest to sformułowanie, ani tego, jak jest szkodliwe. "Chrześcijańska organizacja" określająca się jako "pro-choice" czyli po naszemu "proaborcyjna", to tak samo sensowne określenie jak "organizacja wegetariańska na rzecz pożerania kotletów". Powinno być "organizacja proaborcyjna określająca się jako chrześcijańska" i oddawałoby to istotę sprawy.

Moje przypuszczenia - wariant optymistyczny:
Zakładam, że autorka nie użyła tego sformułowania w złej wierze - ot, przeoczenie...

Moje przypuszczenia, wariant pesymistyczny:
Autorka nie widzi potencjału zła, zawartego w takim sformułowaniu i używa go świadomie. Nie widzi tu nic niewłaściwego, nie obchodzi ją, że jej publikacja wykorzystywana jest bezwzględnie przez propagatorów aborcji (np. środowisko GW), bowiem rusza fama, że oto katolicy (w naszym kontekście chrześcijanin = katolik) również dopuszczają aborcję.
Lektura całości artykułu, kontekst, w jaki się wpisał, głosy autorów "Kontaktu" (p. Miszy) - to wszystko, niestety, jasno wskazuje, że wariant pesymistyczny dużo bliższy jest prawdzie.
..............
A osobiście do p. Miszy - powierzyłem swego syna grupie KIK-owskiej, gdzie znalazł przyjaźń, wspaniałe warunki rozwoju, niezwykłą przygodę. Ale teraz, gdy przychodzi do mnie z Pańskimi tekstami, które odbiera jako głos katolika i cytuje z pełną aprobatą - wstydzę się i żałuję, że nie potrafiłem mu znaleźć środowiska, które, zapewniając rozwój społeczny, wychowałoby go na człowieka bardziej wsłuchanego w głos Kościoła, niż w głos tuby z Czerskiej (mówiąc umownie).

Proszę mi na koniec powiedzieć: skąd ta zasada: od nikogo nie można wymagać heroizmu, uczyniona przez Pana zwornikiem cyniczno-pragmatycznej filozofii życiowej, którą z kolei określa Pan "swoim chrześcijaństwem"?

misza pisze...

Szanowny Panie,

Rozumiem, że zapoznał się już Pan z naszym stanowiskiem, zawartym w tekście Chrześcijanin wobec aborcji. Jeśli wciąż uważa Pan, że reprezentujemy bardziej głos "tuby z Czerskiej" niż głos Kościoła, pozostaje mi bezradnie rozłożyć ręce. Mam jednak nadzieję, że tak nie jest i że dostrzega Pan różnicę między postulatem zalegalizowania aborcji, bo "kobieta ma prawo o sobie decydować", a sprzeciwem względem porzucenia przez Kościół formacji sumień na rzecz stanowienia prawa.

Trochę dziwią mnie Pana wyrzuty, bo wyczytuję z nich, że ma Pan za złe KIK-owi, że nie jest "Frondą". Cóż, zgadza się, nie jest. Może przed przystąpieniem do jakiejkolwiek bądź organizacji warto zapoznać się z jej historią i ze stojącą za nią myślą. W tym przypadku chodzi o tradycję Kościoła otwartego. Jeśli to hasło niewiele Panu mówi, odsyłam do ważnych dla naszego środowiska książek Juliusza Eski i Anny Morawskiej, względnie opartego na nich artykułu, zamieszczonego w "Kontakcie" nr 12.

Rozumiem, że na koniec powinienem Panu odpowiedzieć, skąd pochodzi zasada "od nikogo nie można wymagać heroizmu", uczyniona przeze mnie zwornikiem cyniczno-pragmatycznej filozofii życiowej, którą określam "swoim chrześcijaństwem". Trudno odpowiedzieć na pytanie, na które próbuje Pan odpowiedzieć za mnie. Ale spróbujmy. Zasada, którą głoszę, brzmi "od nikogo, poza samym sobą, nie można wymagać heroizmu". A wywodzę ją z Ewangelii, w której napisano: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni" (Mt 7,1). Byłbym wdzięczny, gdyby potrafił mi Pan wykazać mój cynizm. Co do pragmatyzmu - przyznaję się do niego nie bardziej niż Kościół, którego celem jest skuteczne prowadzenie ludzi ku zbawieniu.

Pozdrawiam Pana,

Misza Tomaszewski

Zooey Glass pisze...

Szanowny Panie, pojechał Pan po bandzie, twierdząc, że swą publicystyką daje Pan wyraz swemu sprzeciwowi względem porzucenia przez Kościół formacji sumień na rzecz stanowienia prawa.
Czy byłby Pan to w stanie powtórzyć patrząc w oczy księdzu Małkowkiemu? Albo ojcu Jackowi Salijowi? Trzeba mieć tupet, by pisać takie słowa. (Co do stosowanego przez Pana rozdziału "albo sumienie, albo prawo" ustosunkowałem się w innym wątku.)

Ma Pan trudności w zrozumieniu, iż ludzie myślący i działający dokładnie jak Pan, również kształtują sumienia i wpływają na stanowienie prawa, tyle, że to sumienie, i te prawa są w opozycji do nauczania Kościoła.
I jeżeli nie ma Pan tego świadomości - wycofuję zarzut cynizmu.

misza pisze...

Świetnie, niech Pan przytoczy jeszcze kilka wyjątków od naszej polskiej reguły. Znamienne, że nie przyszedł Panu do głowy ksiądz Tischner ani ksiądz Musiał. Proszę nie traktować mnie jak kretyna i przynajmniej postarać się zrozumieć, co próbuję powiedzieć. W Polsce istnieje zdecydowany nacisk na to, żeby sprawę załatwić drogami formalno-prawnymi. Widać to zarówno w wypowiedziach licznych duchownych, jak i w tekstach publicystycznych. A jest to błąd. Tyle. Na marginesie, byłbym zobowiązany, gdyby zrobił Pan jedno z dwojga: albo nie zwracał się do mnie protekcjonalnym tonem, albo podpisywał swoje posty imieniem i nazwiskiem.

Co do drugiej części Pana wypowiedzi - tak, mam świadomość, że to, co piszę, może wpłynąć na to, co ktoś inny myśli. W odróżnieniu od Pana, przeżywam wątpliwości z tym związane. I mimo wszystko twierdzę, że nie wystarczy wbić chrześcijaninowi do głowy, co jest dobre, a co złe. Celem jest nauczenie go myślenia Ewangelią, tak żeby postąpił dobrze nie tylko w tej jednej sytuacji, ale i w stu tysiącach innych, których, mimo swojej niewątpliwej przenikliwości, nie uda się Panu przewidzieć.

A na koniec - proszę mi jeszcze pokazać - bo łatwo się to mówi bez podawania konkretów - w którym miejscu moje poglądy na aborcję, sformułowane we wspomnianym już tekście, idą w kierunku przeciwnym niż nauczanie Kościoła. W myśl nauczania Kościoła kluczową rolę w postępowaniu człowieka odgrywa jego uformowane sumienie. Nauczanie Kościoła nie precyzuje też, jakie rozwiązania polityczne należy tworzyć. Można z niego wyciągnąć zarówno przekonania Pańskie, jak i moje. Z tą różnicą, że ja nie próbuje wypychać Pana z Kościoła, choć nie podoba mi się, co Pan pisze, Pan zaś mnie - jak najbardziej.

Życzę spokojnych snów.