Zebraliśmy się tutaj ku pamięci Prezydenta RP, jego małżonki, ale także ku pamięci wszystkich, którzy przed rokiem odeszli od nas, tak niespodziewanie, tak nagle, tak gwałtownie. Można o nich powiedzieć, tak jak powiedział o innych wielki poeta: „zostali zdradzeni o świcie”.
W przemowie tej, inaugurującej Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosław Kaczyński nawiązał do wiersza Zbigniewa Herberta Przesłanie Pana Cogito. [Cały jego fragment brzmi następująco:]
[…] i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie […]
[...]
Tym, co prawdziwie przeraża w słowach Jarosława Kaczyńskiego, jest [nadawany przez niego nie wprost] komunikat: „Nie ma przebaczenia. Nie ma i nigdy nie będzie”. Jest mi zupełnie obojętne, kogo brat tragicznie zmarłego Prezydenta ma przy tym na myśli: Rosjan, polski Rząd czy każdego, kto postrzega świat inaczej niż on sam. Ważne jest tylko jedno: że moratorium na wypełnianie przykazania miłości oklaskiwało w Sali Kongresowej dwa i pół tysiąca osób, a kolejne dziesiątki i setki tysięcy robiły to przed telewizorami. A wszystko to na zjeździe Ruchu, który sami założyciele określili mianem „organizacji czerpiącej inspirację z chrześcijaństwa”. To byłoby nawet śmieszne, gdyby tylko nie było takie straszne.
Jeśli nie w naszej mocy przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie, to nie w naszej mocy także w ich imieniu nie przebaczać. Niezwykła to moralność, która wypowiada chrześcijański obowiązek przebaczenia, nie zrzekając się przy tym plemiennego prawa do zemsty.
W Modlitwie Pańskiej powtarzamy: „i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili” (Mt 6,12). Komentuje Chrystus: „Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6,14-15). Niech nam dobry Bóg przebaczy, raz jeszcze.
Misza Tomaszewski
21 komentarzy:
klasyczny przykład niezwykle złożonego, nieciągłego i niespójnego toku myślowego mającego na celu uzasadnienie wyimaginowanej tezy. AW
Aha.
Przepraszam, ale chodzi o tok myślowy redaktora Tomaszewskiego, czy prezesa Jarka Kaczyńskiego? Bo nie do końca ogarnąłem.
Może dla redaktora m. komunikat Jarosława Kaczyńskiego jest prosty, bo według mnie komunikat owszem jest prosty, ale ma zupełnie inne przesłanie. Zdradzeni o świcie dotyczy braku odpowiednich reakcji ze strony rządu na dochodzenie przyczyn katastrofy. Więc dziwi mnie dlaczego redaktor m. tak się boi tego przemówienia.
Nie widzę, w przemówieniu J.K momentu, w którym traktuje instrumentalnie śmierć pasażerów feralnego lotu albo twierdzi, że był to zamach bądź spisek. Może redaktor mógłby uściślić to miejsce. A może redaktor nie czytał przemówienia?
k
Za instrumentalne traktowanie ofiar tej katastrofy uważam już samo organizowanie zjazdu przypominającego konwencję wyborczą jako substytut uczczenia ich pamięci. Ale nie przypuszczam, żebyśmy w tej sprawie mieli się porozumieć, więc nie zamierzam rozwijać tego wątku. Tam gdzie ja widzę instrumentalizm, inni zobaczą najczystsze wypełnianie testamentu ofiar katastrofy. To, co z mojego punktu widzenia jest nieakceptowalne, z punktu widzenia uczestników owego zjazdu jest ich obowiązkiem moralnym. Pięknie mówił dziś o tym w Tok FM psycholog Jacek Santorski. Co oczywiście nie zmienia faktu, że ja uważam wczorajszy wiec za wyraz bardzo niebezpiecznej tendencji w myśleniu np. o patriotyzmie.
Owszem, wysłuchałem przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. I to, co dla Pana bądź Pani jest oczywiste - że mianowicie sformułowanie „»zdradzeni o świcie« dotyczy braku odpowiednich reakcji ze strony rządu na dochodzenie przyczyn katastrofy” - dla mnie wcale oczywiste nie jest. Kaczyński, jak zwykle, posługiwał się wczoraj językiem aluzji i niedopowiedzeń. Sformułowaniem z tej samej półki jest słynne „być może dlatego nie ma go już wśród nas”. Ale rozumiem też, że to, co dla mnie jest aluzją, dla kogoś innego może być przejrzystą jak kryształ i ostrą jak brzytwa deklaracją światopoglądową.
Mniejsza więc o to wszystko. W swoim tekście nie próbowałem interpretować komunikatów nadawanych przez szefa PiS, a tylko zauważyłem, że posłużenie się wyimkiem z Herberta każdego jako-tako wykształconego Polaka odsyła do zacytowanego przeze mnie wersu, zaczynającego się od „i nie przebaczaj”. To bardzo prosty i bardzo przewidywalny mechanizm. Jestem zbyt pewny inteligencji i wiedzy Jarosława Kaczyńskiego, by zrzucać to np. na karb jego nieoczytania bądź nierozgarnięcia. Jeśli w naszym kraju mówi się o „zdradzonych o świcie”, to wszyscy wiemy, że tym, którzy ich zdradzili, nie wolno przebaczać. Nie bardzo widzę, z czym tu polemizować. Nie wnikam natomiast w to, jakiego rodzaju zdradę i jakich zdrajców miał na myśli Kaczyński, bo nie specjalizuję się w wykładni jego przemówień.
"Z tego, co już wiemy [o przyczynie katastrofy] można powiedzieć: zostali zdradzeni o świcie". Naprawdę, interpretacja Miszy wydaje mi się bardziej przekonująca, niż Twoja.
A jeśli już chcesz miejsce, w którym wprost sugeruje, że katastrofa nie była wypadkiem (choć oczywiście z przezorności procesowej nie mówi tego wprost), znajdujemy w jego przemówieniu pod Pałacem Prezydenckim, gdy mówił: "Mój brat walczył o taką Polskę i może dlatego nie ma go już wśród nas".
A instrumentalne traktowanie? Nie wiem, jak Ty, ale mnie dziwi obchodzenie tej rocznicy robiąc zwykłą, ordynarną kampanię wyborczą. Wyraźnie katastrofa, a więc i jej ofiary, są traktowane instrumentalnie.
A o sygnale dotyczącym braku przebaczenie Misza mówi dokładnie to, co ja myślę.
Obierając dzis ziemniaki do obiadu wysłuchałam (na youtubie, w oryginale, nie słowa pisane, bo przy przepisywaniu łatwo o pomyłkę...) wnikliwie obu przemówień prezesa JK, przemówienia prof. Z.Krasnodębskiego i Deklaracji ideowej nowo założonego Ruchu Społecznego. I nie znalazłam w nich słów: „Nie ma przebaczenia. Nie ma i nigdy nie będzie”, ani tym podobnych. Owszem, Jarosław Kaczyński cytuje słowa Herberta i jest w wierszu dalej (czego już nie cytuje) o nie przebaczaniu, ale sa tez jeszcze dalej w tymże samym wierszu słowa takie oto:
"strzeż sie jednak dumy niepotrzebnej
oglądaj w lustrze swa błazeńską twarz
powtarzaj: zostałem powołany - czyż nie było lepszych(...)"
*****
Myslę jednak, ze dobrze byłoby podyskutować na temat przebaczania i pojednania, bo to wcale nie oczywiste i pytań tu wiele, np.: czy mogę przebaczać w czyimś imieniu, za kogoś? czy przebaczanie ma granice, jesli tak, co je ustanawia? czy stawiamy przebaczaniu warunki, istnieja przeciez w sakramencie pokuty i pojednania: uznanie swojej winy, zal, przyrzeczenie poprawy...,a jeśli ten, z kim sądzę, że powinnam sie pojednać nie uważa sie za winnego? nie załuje?...
Przebaczenie nie oznacza zapomnienia, nie oznacza też powrotu sytuacji sprzed zdarzenia - trudno zaufać do końca temu kto zdradził, lub uważam, ze zdradził, niemniej powinnam kochać wroga, jak naucza Jezus. Ale kochać wroga nie oznacza akceptować go bezgranicznie. Kochać wroga to życzyc mu dobrze, pomóc gdy taka potrzeba i mozliwość, modlić się za niego, ale "kraść koni" z nim nie będę i bojąc się, ze znów trzepnie mnie w głowę, widząc go przejdę na drugą stronę ulicy.
w przemówieniu J.K. nie ma nic o przebaczeniu (jak zauważył b-m), a red. m. pisze "W przemowie tej, inaugurującej Ruch Społeczny im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosław Kaczyński nawiązał do wiersza Zbigniewa Herberta Przesłanie Pana Cogito:
[…] i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy
przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie […]
Nie rusza mnie to, że prezes PiS przedstawił w ten sposób swoich oponentów jako szpiclów katów tchórzy. "
takie stwierdzenie sugeruje, że J.K tak powiedział, a tak nie było. Dlatego pisanie w taki sposób może wprowadzić w błąd osobę mniej dociekliwą lub taką, która nie zna treści przemówienia. Jest to pewnego rodzaj manipulacji i nierzetelności. Co innego gdyby red. m. interpretował słowa, które ktoś wypowiada.
k
Bardzo mylący tekst - w pierwszej chwili nie załapałem, że tego fragmentu o przebaczaniu nie było w przemówieniu (którego nie słuchałem, bo nie zwykłem słuchać przemówień polityków...).
Adam
Poczułem się wywołany do tablicy, by uzasadnić moją krótką recenzję pisaną w okolicach poprzedniej północy. Czy z faktu, że nie mamy prawa (nie możemy) przebaczać w imieniu innych, można wyciągać wnioski, że „Nie ma przebaczenia. Nie ma i nigdy nie będzie” i że jest to credo życiowe Jarosława Kaczyńskiego, co tak bardzo przeraża autora tekstu? Mam co do tego poważne wątpliwości i stąd moje stwierdzenie o nieciągłości (przeskoku myślowym bez żadnego uzasadnienia) wywodu. Misza powołuje się na cytaty z Pisma uzasadniając konieczność przebaczenia. Odnoszę jednak wrażenie, że przebaczać możemy tylko naszym winowajcom. Wystarczy wspomnieć fragment Modlitwy Pańskiej: „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”; i trudno w niej szukać kontekstu: jako i my odpuszczamy ich winowajcom.
Może też warto w tym miejscu zastanowić się też nad istotą przebaczenia tak w ogóle. Czy zawsze ono powinno mieć miejsce, bez żadnych warunków? Chyba nie. Na uzasadnienie, że przebaczenie nie zawsze musi mieć miejsce, wystarczy przytoczyć Ewangelię wg św. Jana : ”Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane” (J 20, 23). Gdyby przebaczenie dokonywane było bezwarunkowo i zawsze, to nie byłby potrzebny ani Sakrament Pokuty, ani nawet spowiedź powszechna, jak to praktykuje się w innych wyznaniach chrześcijańskich. Wtedy bez ograniczeń mogłaby być stosowana zasada „róbta co chceta”, bo przecież zawsze będzie nam wybaczone.
Na szczęście tak nie jest. Rozważmy teraz sam akt przebaczenia. Aby on nastąpił, musi być spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim chęć przyznania się do popełnionej przewiny i jej wyznanie, a następnie: wyrażenie żalu, postanowienie poprawy, zadośćuczynienie, prośba o wybaczenie. Przebaczenie jest więc pewną drogą, którą trzeba przejść od początku do końca. Jeśli nie przejdzie się wszystkich jej etapów, to trudno mówić o pełnym przebaczeniu.
Nie jestem do końca pewien, czy przesłaniem Jarosława Kaczyńskiego była kwestia przebaczenia, czy raczej kwestia zdrady. Czy rozdzielenie wizyt, pomniejszanie rangi wizyty z 10 kwietnia (do dziś polska strona nie potrafi zdefiniować, czy lot miał charakter wojskowy, czy też cywilny, czy wizyta była prywatna, czy miała charakter oficjalny), liczne zapewnienia płynące z najwyższych szczebli władzy o pełnej współpracy w prowadzeniu śledztwa w sprawie katastrofy, w której zginął Prezydent RP i kilkadziesiąt osób piastujących najwyższe stanowiska w Państwie, a w efekcie w brak dostępu strony polskiej po ponad roku do podstawowych dowodów, jakimi są wrak samolotu czy oryginalne zapisy tzw. czarnych skrzynek, nie uzasadnia poczucia zdrady w szczególności u osób, które straciły najbliższych?
AW
Proszę mi wybaczyć, że nie odniosę się do wszystkich wypowiedzi, ale jeden A.W. - i chwała mu za to - rzeczowo polemizuje z moimi argumentami, nie zaś z kompozycją tekstu. Dzięki też b-m za, jak zwykle, ciekawą i stonowaną wypowiedź.
Drogi A.W.,
1. Zgadzam się z Tobą w stu procentach: przebaczyć możemy tylko naszym winowajcom. I tylko im możemy nie przebaczyć. W tym, co robi J.K. dostrzegam jednak wyraźne utożsamienie ofiary katastrofy smoleńskiej z jego środowiskiem politycznym. Odnoszę wrażenie, że uważa on, iż to jego należy przepraszać. Niewątpliwie Rząd zaliczył różne, nawet ciężkie, uchybienia, za które mógłby przeprosić społeczeństwo, podobnie jednak i J.K. "winny jest" temu społeczeństwu przeprosiny. On tymczasem utożsamia swoje środowisko z tym społeczeństwem i mówi, że władza straciła społeczną legitymizację. Bardzo nie chcę tego rozwijać, bo jestem przekonany, że możemy się głęboko różnić na poziomie obserwacji.
2. Masz rację, temat przebaczenia jest niezwykle ciekawy i ostrzę sobie zęby na przeprowadzenie wywiadu do "Kontaktu" na ten temat. Znam "warunki dobrej spowiedzi" i wiem, że przeciwko każdemu cytatowi z Pisma można podnieść inny. Moja wrażliwość skłania mnie jednak ku temu, by raczej znosić niż stawiać kolejne warunki udzielenia komuś przebaczenia. Stawiając warunki, można się naprawdę zapędzić - szczególnie w kwestii wspomnianych przez Ciebie zadośćuczynienia czy prośby o wybaczenie. Zawsze można powiedzieć, że zadośćuczynienie jest niewystarczające, a prośba nie dość pokorna - i właśnie taki mechanizm działa moim zdaniem w przypadku J.K. Myślę więc sobie, że do mojego wybaczenia wystarczy, że ktoś pomyśli sobie w duchu, że żałuje. Naprawdę nie muszę o tym wiedzieć, zakładam jego dobrą wolę i odruch sumienia.
3. Ponownie - nie chcę wgłębiać się w intencje J.K., to chyba dla mnie zbyt trudne. Pozostaję przy prostej obserwacji, że jeśli ktoś rzuca kawałkiem cytatu z kanonicznego poety, to musi przy tym zakładać, że tym spośród słuchaczy, którzy skończyli szkołę średnią, przywoła on pozostałą jego część. A ten wyimek z Herberta, użyty w takim kontekście - mnie osobiście przeraża.
Dzięki, pozdrawiam.
Wykazywanie zainteresowania głupotą i jej komentowanie tylko wzmaga jej wartość i rangę. Czy chodzi mi o redaktora czy Prezesa...nadeszły dni że nawet w interncie strach być przeciw...ale komu?
Za każdym razem red m. pisze, że nie chce interpretować słów J.K., "bo możemy się głęboko różnić" a w dyskusji i teksćie to robi.
W mojej ocenie równie dobrze możnaby przywołać inny wers wiersza (którego J.K nie powiedział) i zinterpretować go sobie po swojemu.
Mi chodzi o nierzetelność w kompozycji tekstu, która dla m. jest jak widać nie istotna. Kompozycji, która poprzez swoją conajmniej
dwuznaczność może wprowadzić czytelnika w błąd. Moim zdaniem taki zbaieg został wykonany celowo.
Red. m. nawet przez chwile nie zamierza dociekać znaczenia wersu, który został zacytowany.
Buduje natomiast swój tekst na podstawie innego wersu twierdząc, że J.K. ma takie a nie inne intencje.
pozdrawiam
k
Jeszcze raz:
1. Przyznaję, że tekst pisałem z założeniem, że jego czytelnicy pamiętają lub przynajmniej sięgną po Herberta. Jak widać, oczekiwałem zbyt dużo.
2. Jeśli chodzi o użyte przeze mnie słowo „instrumentalnie”, to nie zamierzam bronić go do upadłego. Wszystkie bardziej polityczne wątki, które poruszyłem w dyskusji pod tekstem, poruszyłem ze względu na pytania czy zarzuty ze strony komentujących. Naprawdę nie jestem do nich specjalnie przywiązany. To moje intuicje, których nie zamierzam nikomu narzucać.
3. Wszystkie inne cytaty z Herberta pełnią w moim tekście funkcję pomocniczą. Natomiast ten najważniejszy, tytułowy – to nie jest fragment dowolnego innego wersu, lecz wersu stanowiącego integralną całość z tym zacytowanym. Dlaczego ten argument omijasz szerokim łukiem, udając, że go nie ma? Przecież o tym jest mój tekst! „Zdradzeni o świcie” automatycznie odsyła do „i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy przebaczać”. Nie można cytować jednego bez trzymania drugiego w tyle głowy. Koniec.
4. Dlaczego nie próbuję interpretować tego wersu na głębszym poziomie? Bo J.K. nie jest poetą, tylko politykiem. Zakładam, że jeśli coś sugeruje swoim tłumnie zgromadzonym słuchaczom - a dopowiedzenie sobie reszty wersu niewątpliwie sugeruje - to stara się o przekaz konkretny, a nie mgliście metaforyczny. Taka interpretacja jest zresztą spójna z innymi jego zachowaniami i wypowiedziami z ostatniego roku i z niedzieli.
5. Jeśli zarzucasz mi złą wolę i celowe wprowadzanie czytelnika w błąd, to koniec dyskusji, bo do niczego ona nie doprowadzi. Ja dla odmiany staram się zakładać dobrą wolę oponenta, nawet jeśli prowadzi swoją polemikę w sposób wybiórczy.
Pozdrawiam.
Jeszcze raz zaznaczam co przyczyniło się do zabrania przez mnie głosu w dyskusji. Jestem zdania, że tekst jest mocno mylący.
Nie jest w nim jasno rozgraniczone co zostało wypowiedziane przez J.K., a co jest subiektywną interpretacją red. m.
Red. m. zrobił to celowo bądź przez nieuwagę. Z pozycji czytelnika nie jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć.
Na takie nieścisłości powinno się zwracać uwagę. Może dzięki temu dla innych czytelników stało się bardziej przejrzyste,
co zostało faktycznie powiedziane, a co jest prywatną opinią redaktora
pozdrawiam
k
Michał, wydaje mi się, że Twoi oponenci zarzucają Ci nierzetelność nie z powodu cytatu z Herberta, ale z powodu zdania: Tym, co przeraża w słowach Jarosława Kaczyńskiego, jest prosty komunikat: "Nie ma przebaczenia. Nie ma i nigdy nie będzie”. Z Twojego tekstu można zrozumieć (ja, nie słuchając przemówienia Prezesa tak zrozumiałem), że to zdanie jest cytatem z tego przemówienia. A nie jest, jest tylko Twoją interpretacją, co mogłoby być wyraźniej zaakcentowane.
A ja tylko jedną uwagę chciałbym poczynić.
Spowiedź spowiedzią, a przebaczenie przebaczeniem. Skoro już tak lubimy się przerzucać cytatami z Pisma, to ja bym przywołał słowa Jezusa z Krzyża: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią". I nie było wyznania win, nie było żalu, nie było zadośćuczynienia, nie było pokuty, nie było prośby o przebaczenie, a jednak się ono dokonało.
Tak, można oczywiście podnieść argument, że tak można wtedy, gdy "nie wiedzą, co czynią". Ale w sumie nie wiem, czemu by taki podnosić, skoro w innym miejscu Chrystus mówi: "Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi".
Można tak długo, zaraz możesz odparować paroma innymi cytatami. Tylko po co? Ewangelia jest całością. I w moim rozumieniu, w mojej nadziei, w mojej wierze jest księgą Miłości, więc także księgą Przebaczenia. Miłości, której ideałem jest Miłość bezwarunkowa.
Co do kompozycji, nie będę się spierał. Jeśli dwóch mówi Ci, że jesteś pijany, to idź do łóżka. Natomiast nie rozumiem oporu przed przyjęciem do wiadomości, że J.K. istotnie brak przebaczenia zasugerował w sposób niebudzący wątpliwości. I to jest dla mnie nie do przyjęcia, a już na pewno nie do przyjęcia w połączeniu z deklaracjami o chrześcijańskiej inspiracji wspomnianego ruchu.
To nie jest opór lecz inne zdanie. Co więcej, opinia red. m., że " ... istotnie brak przebaczania zasugerował w sposób niebudzący wątpliwości" jest bardzo subiektywna.
Dla kogoś kto ma inne zdanie na tą sprawę nie jest to oczywiste, dla red. m. być może jest. I taki punkt widzenia red. m. przedstawia w tekście, ma do tego prawo.
Natomiast nie każdy czytelnik musi taką interpretację "przyjąć do wiadomości" jako jedyną, słuszną.
pozdrawiam
k
1. Idąc za wytkniętymi mi niedostatkami kompozycji, poprawiłem tekst, zaznaczając zmiany kwadratowymi nawiasami. Dzięki za te uwagi.
2. Co do upierania się przez k. przy tym, że komunikat nadany przez J.K. można interpretować tak rozmaicie - owszem, interpretując, zawsze wnosimy do tekstu coś od siebie - swoje przed-sądy, sympatie i uprzedzenia. Ale różne wypowiedzi prowokują różne spektrum interpretacji. J.K. przyzwyczaił nas do wypowiedzi totalnie aluzyjnych ("Wiem i jest to wiedza porażająca, ale nie powiem"), które każdy może sobie interpretować tak, jak chce. Jak zauważył politolog Jarosław Flis, wypowiedzi z niedzieli utrzymane były w innym tonie: w tonie milczącego porozumienia. Każdy może sobie dopowiedzieć to, czego J.K. nie dopowiedział, ale możliwości nie ma wiele.
3. Gdybym w nieco innej epoce zacytował "wielkiego poetę" na jakimś zgromadzeniu i wspomniał o "dłoni podniesionej nad Polską", to każdy, kto pamięta ten wiersz Broniewskiego ze szkoły - jeszcze ja uczyłem się go na pamięć - dopowie sobie: "kula w łeb!". Oczywiście można doszukiwać się innych sposobów interpretacji wypowiedzi kogoś, kto posłużyłby się takim urywkiem cytatu, ale po co? Jeśli nie jest głupcem, to wiedział, jakie skojarzenia wywoła ten cytat, i właśnie dlatego go przywołał. Tak samo - moim zdaniem - jest z Herbertem.
4. Ludzie popierający J.K., którzy odżegnują się od najróżniejszych form relatywizmu, nagle zaczynają akcentować subiektywizm interpretacji i to, że każdy ma prawo rozumieć wypowiedź J.K., jak chce, ale niech pozwoli na to także innym. Wyobrażacie sobie konsekwencje uogólnienia takiej zasady? Nikt niczego nie musi uzasadniać, każdy może powtarzać dowolną głupotę i pozostawać ślepym na dowolne okrucieństwo werbalne, bo tak mu się wydaje albo na to ma ochotę. Ja się na to nie zgadzam i, choć nie oczekuję, że wszyscy będziemy mieli to samo zdanie - uważam to za niemożliwe, a nawet szkodliwe - to oczekuję, że w tłumaczeniu swoich interpretacji będziemy posługiwać się argumentami, będącymi przejawami takiej bądź innej racjonalności.
Pozdrawiam.
Prześlij komentarz