Gdy kilka lat temu do jednego z numerów „Kontaktu” robiliśmy wywiad ze Sławomirem Sierakowskim, do rozmowy z nim skłoniły nas nie tyle głoszone przez niego i środowisko „Krytyki Politycznej” poglądy, ale raczej przybierające wówczas coraz większe rozmiary zjawisko „mody na Krytykę”. Pewnie nawet my w swej naiwności nie przypuszczaliśmy wówczas, że w ciągu trzech lat od naszej rozmowy „Krytyka” rozrośnie się do rozmiarów ogromnej, niezwykle prężnej, ogólnopolskiej organizacji, o skali rozpoznawalności równej niektórym mainstreamowym mediom.
Nie chcę tutaj wystawiać laurki „Krytyce”, sam jej lider doskonale sobie bowiem w tej roli radzi, w większości wywiadów skupiając się na skrupulatnym wyliczaniu sukcesów swojego środowiska. Napisać chciałem o zjawisku odwrotnym: wraz z rozrostem „KP” pojawiła się ostatnimi czasy swego rodzaju moda na „krytykę Krytyki”.
Coraz częściej słychać głosy mówiące o Sierakowskim i jego środowisku co najmniej z pobłażaniem, jeśli nie z lekceważeniem; „krytycy Krytyki” rzadko kiedy przy tym odnoszą się merytorycznie do linii ideowej czy poglądów tej organizacji - wolą popadać w łatwe negowanie ich roli, autentyczności ich misji, a zdarza się też, że dopatrują się w ich działalności różnych ciemnych sprawek i niejasności, głównie związanych z prowadzeniem lokalu kulturalnego przy jednej z głównych ulic Warszawy. Nie martwię się o losy KP, sądzę bowiem, że doskonale sobie z tymi głosami radzą. Bardziej zastanawia mnie fakt, dlaczego tak poważna organizacja jak Krytyka nie doczekała się ciągle naprawdę poważnych polemistów, a jedynie sztabu „krytykantów” którzy uparcie nie chcą zmierzyć się z głoszonymi przez nich ideami, wolą za to udowadniać, że „Krytyce” nie należy się w ogóle uwaga i szacunek. Za tym krytykanctwem, które słychać z różnych stron, stoi też, dający się boleśnie odczuć przy różnych okazjach, niski poziom zaufania społecznego do wszelkich oddolnych inicjatyw, które zdołają jakoś się wybić poza swoją niszę.
Nie używałbym słowa „moda”, gdyby chodziło tylko o pojedyncze głosy komentatorów w rodzaju Rafała Ziemkiewicza, którzy z oczywistych względów z dużą regularnością lubi się po właścicielach Nowego Wspaniałego Świata „przejechać”, oskarżając ich a to o koniunkturalizm i podlizywanie się liderom partii politycznych, a to znowu o radykalizm i tworzenie jakichś tajemniczych bojówek na miarę „hitlerowkiej SA” (porównanie autentyczne). Nie chodzi mi też o żenujące artykuły Dawida Wildsteina i Artura Bazaka w „Rzeczpospolitej”, w których ci podobno dobrze zapowiadający się prawicowi autorzy, rzekomo krytykując KP za udział w blokadzie neofaszystowskiego marszu 11 listopada, w rzeczywistości nawoływali niemalże do zdelegalizowania „Krytyki”, zamiast stawić czoła próbie obronienia marszu, któremu KP się sprzeciwiała. Są to wprawdzie głosy radykalne i z drugiej strony barykady, mam wręcz wrażenie, że każdy młody prawicowy publicysta, jak chce choć trochę wypłynąć, musi "wsiąść" na KP. Ale był też cały numer czasopisma młodych liberałów Liberté! zatytułowany Lewicuję sobie, który mocno mnie rozczarował – Krytykę oskarżano o to, że tworzy powierzchowną modę na lewicowość, ale nie pojawiła się choć próba polemiki z jej linią ideową czy konkretnymi hasłami, które głosi.
Ostatnio jednak taka właśnie linia „krytyki Krytyki” stała się obiektem mody - często zdarza mi się rozmawiać z ludźmi, którzy w warstwie ideowej pewnie nawet byliby skłonni się z „Krytyką” utożsamiać, ale krzywią się już na dźwięk nazwy KP. W rozmowach takich pojawiają się zwykle te same hasła: „a bo co to za lewica która prowadzi modną i drogą knajpę”, „przecież to salon jak każdy inny”, „Sierakowski ma parcie na szkło”, „to już korporacja a nie niezależne środowisko”, „nie wiadomo skąd ciągną kasę (podobno dał im Michnik!)”...Na te głosy zwykle nawet bezstronne osoby uśmiechają się z akceptacją, jakby cieszyły się, że Sierakowskiemu i ekipie tak się dostaje.
Żeby było jasne – sam, choć słowo „lewica” jest mi bliskie, z linią ideową „Krytyki” nie do końca się utożsamiam, a momentami wręcz nie zgadzam, i jestem przekonany, że ich recepta na lewicowość jest niepełna (jeśli nie ułomna) i nie tak nowoczesna, jak się im samym wydaje. Niepełna – bo przy całej ich, chyba autentycznej, fascynacji dorobkiem polskiej lewicy przełomu XIX i XX wieku oraz PRL-owskiej lewicy antykomunistycznej (nazwiska liderów obu tych formacji KP wypisuje sobie na sztandarach), w KP za dużo jest, że tak powiem, siedzenia i gadania, a za mało „czynu”. To bardzo dobrze, że KP prowadzi wydawnictwo, wydaje bardzo ambitne pismo, tworzy kluby dyskusyjne w całej Polsce; co jednak, gdy książki już się przeczyta a w klubach się o nich pogada? KP na żadne działanie, żadną próbę zmiany rzeczywistości lub chociaż jej wycinka jeszcze tego wszystkiego nie przekuła, a istnieje już chyba z 10 lat. O to pretensje mieliby zapewne do nich zarówno Jacek Kuroń, jak i Ludwik Krzywicki czy Edward Abramowski. Kto ma wątpliwości, niech zobaczy, jak wiele praktycznych osiągnięć wypracował Kuroń w ekstremalnie trudnych warunkach PRL-u (że wspomnieć tylko Komitet Obrony Robotników). Gdy sięgnąć zaś do tekstów lewicowych „mędrców” z początku XX wieku, pojawia się w nich motyw „człowieka czynu”, który jest ideałem ówczesnej lewicowej inteligencji; o tym, czy ten ideał był realizowany w praktyce, niech świadczy cały system społecznego nauczania zwany Uniwersytetem Latającym, Wolna Wszechnica Polska czyli najnowocześniejsza uczelnia w dwudziestoleciu, Instytut Gospodarstwa Społecznego czyli pierwszy chyba polski think-tank, Domy Sierot prowadzone przez Janusza Korczaka, że już nie wspomnę o całej sieci spółdzielni spożywczych, rolniczych czy mieszkaniowych, dzięki którym byliśmy w pierwszej połowie XX wieku liderami społecznych innowacji gospodarczych na skalę europejską.
KP nie jest zaś tak nowoczesna, jak się sama opisuje, bo za mało w niej szacunku i zaufania do społecznych, oddolnych działań, za to bardzo kocha państwo i różne odgórne rozwiązania; lekceważący ton nie tylko w stosunku do NGO-sów, ale także do różnych form partycypacji obywatelskiej, daje się słyszeć z ust ich liderów zdecydowanie zbyt często. W wypowiedziach liderów KP, a zwłaszcza samego Sierakowskiego, można się już zgubić – raz piszą, że społeczeństwo obywatelskie to sposób na „wyjście na spacer”, a i tak wszystko ma załatwić państwo albo Rewolucja (np. wstęp do „Płomieni” Brzozowskiego autorstwa S.S.), innym razem chwalą się współpracą z NGO-sami i ilością społecznych inicjatyw, które wsparli (np. ruchu Obywatele Kultury). Ta prawdziwa polska tradycja lewicowa to w dużej mierze właśnie działania społeczne z początku XX wieku, które wcale nie poprzestawały na "wyjściu na spacer", a tradycja opierająca się na hegemonii państwa to ta związana z realnym socjalizmem okresu PRL-u, który chyba nie jest właściwym punktem odniesienia. Zresztą wszystkie braki w modelu lewicowości, które mi osobiście utrudniają utożsamianie się z KP, widać, gdy się porówna Krytykę z łódzkim pismem „Nowy Obywatel” - niby też „młoda lewica”, ale zupełnie inna, choć nie tak obecna w mediach jak KP.
Piszę o tym, bo chciałem pokazać, że można się z „Krytyką” nie zgadzać i można z nią dyskutować również w poważnych sprawach, i to niezależnie od tego, czy ma się serce po lewej czy po prawej stronie. Warto jednak, żebyśmy wszyscy traktowali to środowisko poważnie i nie wpadali tak łatwo w lekceważący ton. Jeżeli komuś nie odpowiada knajpa, którą prowadzą, można po prostu do niej nie chodzić; nie rozumiem jednak, czemu taki sposób finansowania własnej działalności miałby być gorszy niż szukanie prywatnych sponsorów czy wiszenie na ministerialnych lub unijnych grantach. Z „Krytyką” warto się nie zgadzać, spierać, ale nawet jeśli stoi się po przeciwnej stronie barykady, warto uznać to środowisko za ważny punkt odniesienia, a nie, jak Artur Bazak, marzyć o tym, żeby w ogóle go nie było i odmawiać mu prawa do uczestnictwa w debacie a jej liderowi do wypowiadania się w mediach, czy też, jak ostatnio sekretarz SLD Tomasz Kalita w wywiadzie w GW, machać ręką, że Sierakowski to „menedżer knajpy”, a nie poważna postać. W ten sposób nie tylko powielamy rozpowszechniane przez klasę polityczną schematy jałowych personalnych kłótni zamiast ideowych sporów, ale także nie dajemy samej Krytyce okazji, żeby się naprawdę wykazała. Cóż to za trudność, gdy jej lider w kolejnych wywiadzach musi tłumaczyć się jedynie z faktu, że jeszcze nie kandyduje do parlamentu i że tworząc niezależne środowisko, też może trafiać do ludzi oraz, że NWŚ to wcale nie źródło prywatnej fortuny tylko sposób na finansowanie działań organizacji. Lepiej byłoby, gdyby Krytyka, uchodząca za poważną organizację o dużym zasięgu, musiała na co dzień odpowiadać na zdecydowanie poważniejsze pytania.
PS. z punktu widzenia środowiska katolickiego, Krytyce należy się duży szacunek za to, że są konsekwentni w tym, aby nie popaść w łatwy (i pewnie medialny), antyklerykalny ton – choć otwarcie i stanowczo mówią o rozdziale Kościoła od państwa, ani razu z ust Sierakowskiego czy innych nie usłyszałem sformułowania w rodzaju tych, jakie lubi rzucać Janusz Palikot (że przypomnę tylko jego słynne „opasłe biskupie brzuchy”).
Jan Mencwel
8 komentarzy:
Mencwel Jan stworzył bardzo udany felieton!! odważny jak się patrzy!!
Redaktorze!
Jeśli chodzi o wątpliwości w związku z prowadzoną przez KP kawiarnio-restauracje, to są one uzasadnione. KP najmuje lokal przy Nowym Świecie od miasta po zaniżonych stawkach (na działalność kulturalno-oświatową), podczas gdy lokal to czysto komercyjne przedsięwzięcie. Ceny tam są ewidentnie niestudenckie. Wydawnictwa KP do tanich nie należą, a jak dotąd biblioteki darmowej dla wolnych obywateli nie wprowadzono.
Taki rozdźwięk pomiędzy głoszonymi ideami a realnymi działaniami budzi niechęć nawet u tych, którzy serce mają po lewej stronie.
Janusz
Wybornie mi się podoba ten artykuł. Już się bałem, że Janek jest z lekka "zadżumiony". A tu proszę!- Taka rzetelna krytyka, bo przeprowadzona z pozycji ideowych i to lewicowych.
I to ją bardzo pozytywnie odróżnia od zwykłego, powszechnego krytykanctwa jakie jest kierowane pod adresem Krytyki Politycznej.
Jedyne co mnie się trochę nie podoba to określenie "żenujące" na krytykę Bazaka i Wildsteina juniora bez odniesienia się do ich wypowiedzi.
Ja to komercyjne przedsięwzięcie- jeśli zyski są przekazywane na działalność "oświatową", jak to ujmąją autorzy dzieła- nawet rozumiem. Tylko niech inni ideowo odmienni też mają takie szanse w mieście! Niech Fronda czy 44 czy Fundacja Republikańska dostaną zamiast po 300 zł/m 14 zł/m
Wybornie mi się podoba ten artykuł. Już się bałem, że Janek jest z lekka "zadżumiony". A tu proszę!- Taka rzetelna krytyka, bo przeprowadzona z pozycji ideowych i to lewicowych.
I to ją bardzo pozytywnie odróżnia od zwykłego, powszechnego krytykanctwa jakie jest kierowane pod adresem Krytyki Politycznej.
Jedyne co mnie się trochę nie podoba to określenie "żenujące" na krytykę Bazaka i Wildsteina juniora bez odniesienia się do ich wypowiedzi.
Ja to komercyjne przedsięwzięcie- jeśli zyski są przekazywane na działalność "oświatową", jak to ujmąją autorzy dzieła- nawet rozumiem. Tylko niech inni ideowo odmienni też mają takie szanse w mieście! Niech Fronda czy 44 czy Fundacja Republikańska dostaną zamiast po 300 zł/m 14 zł/m
Panie Januszu,
NWŚ to z całą pewnością nie jest "komercyjne przedsięwzięcie".Wstęp na wszystkie imprezy,w tym również na koncerty (co w Warszawie jest rzadkością)jest darmowy,a zyski z baru (rzeczywiście nie najtańszego,ale ceny nie odbiegają od standardów knajp w centrum) idą na finansowanie tego,co dzieje się na górze - a więc wykładów (także gości z zagranicy),spotkań,projekcji filmów itd. Gdyby zapoznał się Pan z prawem, wiedziałby Pan, że zysk z działalności gospodarczej stowarzyszeń może być przeznaczony tylko na działalność statutową organizacji,a więc nikt się na tym nie "wzbogaca",tylko finansuje się dalszą działalność.
Jan P. - masz rację,zbyt ostrego określenia użyłem w stos. do Wildsteina i Bazaka.chodziło mi o to że w ich tekstach odnalazłem duży poziom agresji słownej, która była moim zdaniem nieuzasadniona.
Co do równości szans - konkurs na Nowy Świat był otwarty, mogła w nim wystartować tak samo Fronda, 44 i wszyscy inni, ale jakoś nie wzięli udziału.Krytyka za współrywala miała jedynie przypadkową koalicję różnych NGO-sów (do której miał się nawet przyłączyć KIK)więc nie dziwie sie ze wygrała.A że takich lokali jak Nowy Świat nie ma w mieście wiele, to myślę że prawicowe organizacje mogą sobie jedynie pluć w brodę że nie spróbowały...
Co do samego lokalu- to, że Fronda czy 44 nie próbowali to wynikało z realnej oceny sytuacji, jak sam zauważyłeś KP miała wielką koalicję poważnych instytucji, które ją wsparły. Lokal u zbiegu Świętokrzyskiej i Nowego jest unikatowy ale ostatnio widziałem mapkę śródmieścia- tam miasto ma tyle lokali, że starczyłoby naprawdę dla każdego. Miasto powinno stworzyć szerszy program udostępniania tej przestrzeni, której jest właścicielem dla akcji społeczno-kulturalnych. W tedy każdy by się mógł załapać. No ale to temat na oddzielną dyskusję...
"Krytyce należy się duży szacunek za to, że są konsekwentni w tym, aby nie popaść w łatwy,antyklerykalny ton"
"NWŚ to z całą pewnością nie jest "komercyjne przedsięwzięcie".Wstęp na wszystkie imprezy,w tym również na koncerty jest darmowy"
hmm..na wszystkie weekendowe imprezki w krytyce wstęp po dychu ale proszę, oto jest wyjatek - Wielki Piątek: http://www.nowywspanialyswiat.pl/event/336
..może to nie jest "antyklerykalizm" ale na pewno anty (co to juz niech sobie każdy dopowie). I nie chodzi mi o to żeby (tak jak, np.w powiekszeniu) nie było imprezy, ale niech bedzie normalnie jak co tydzień - po dychu. A nie żeby tak od razu za free - oczywiście lewicowo i z wrażliwościa na biednych i wykluczonych studentów z prowincji co na bilet do rodziny na swięta nie mają
w maju 2010 bylo na ISNSie swietne spotkanie na ten temat:
z serii CSI ISNS, czyli klub dyskusyjny doktorantow: "Krytyki Politycznej Krytyka"
Prześlij komentarz