niedziela, 25 grudnia 2011
Bóg się rodzi
Przeżywając wspólnie z Wami Uroczystość Narodzenia Pańskiego, redakcja „Kontaktu” pragnie złożyć Wam najserdeczniejsze życzenia. Przypomnijmy sobie słowa pięknej kolędy, które wyśpiewywaliśmy ostatniej nocy, uczestnicząc we mszy świętej pasterskiej:
Wzgardzony, okryty chwałą,
Śmiertelny Król nad wiekami!
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami.
Obyśmy potrafili w naszym życiu rozpoznawać Boga, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć” (Mk 10,45). Obyśmy potrafili co dzień Go naśladować, pamiętając, że On sam wybrał „to, co nieszlachetnie urodzone według świata oraz wzgardzone” (1 Kor 1,28). Obyśmy pozwolili Bogu wcielonemu, który podzielił ze swoim stworzeniem dramat rzucenia się w świat, rzeczywiście zamieszkać pośród nas, w naszych sercach, domach i wspólnotach.
Etykiety:
Boże Narodzenie,
życzenia
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Przeszłość polsko-niemiecka
Katarzyna Kucharska
W Berlinie, w muzeum Martin Gropius Bau, wystawiono rachunek polskiej megalomanii narodowej. Na wystawie o historii polsko-niemieckiego sąsiedztwa, w samym jej centrum, wzięto na warsztat płótna Jana Matejki: Bitwę pod Grunwaldem oraz Hołd Pruski.
***
Berlińska wystawa jest w gruncie rzeczy historyczna i specjalista od spraw sztuki niewiele ma na niej do zrobienia, jeśli nie przyzna, że dzieła są po prostu przedmiotem historii. Uwikłane w dyplomatyczne i polityczne gesty, z perspektywy czasu, mają olbrzymi potencjał jako źródła wiedzy, za to ich estetyka, rzemiosło czy duchowy potencjał schodzą na dalszy plan.
W Berlinie, w muzeum Martin Gropius Bau, wystawiono rachunek polskiej megalomanii narodowej. Na wystawie o historii polsko-niemieckiego sąsiedztwa, w samym jej centrum, wzięto na warsztat płótna Jana Matejki: Bitwę pod Grunwaldem oraz Hołd Pruski.
***
Berlińska wystawa jest w gruncie rzeczy historyczna i specjalista od spraw sztuki niewiele ma na niej do zrobienia, jeśli nie przyzna, że dzieła są po prostu przedmiotem historii. Uwikłane w dyplomatyczne i polityczne gesty, z perspektywy czasu, mają olbrzymi potencjał jako źródła wiedzy, za to ich estetyka, rzemiosło czy duchowy potencjał schodzą na dalszy plan.
Z piłką u Bizanca
Kraków, lata dwudzieste XX wieku. Kawiarniany gwar niesie się w głąb ulicy Juliana Dunajewskiego. Popołudniami i wieczorami kawiarnia „U Bizanca” (na rogu ulicy Karmelickiej i Dunajewskiego) zapełnia się gośćmi. Klientami Bizanca jest w większości inteligencja. Często osobistości nieprzeciętne. Do późna rozprawiają o Polsce, o polityce i... piłce nożnej. Tak, kawiarnia Bizanca jest miejscem spotkań piłkarzy, trenerów, działaczy i dziennikarzy sportowych. Przedstawiciele rożnych klubów mają wydzielone specjalne stoliki. U Bizanca decyduje się, kto zasłużył na powołanie do kadry, tu planuje się rozgrywki ligowe i kontraktuje mecze. To tu profesor Jan Weyssenhoff, pomiędzy pisaniem kolejnych rozdziałów swojej pracy habilitacyjnej z fizyki, pisał jeden z pierwszych polskich podręczników do gry w piłkę nożną: „Sztuka gry w piłkę nożną”. To zapewne tutaj zrodziła się idea założenia Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Etykiety:
Maciek Onyszkiewicz,
piłka nożna,
PZPN
poniedziałek, 12 grudnia 2011
Pols-Kość niezgody
Jan Mencwel
Już jutro, 13 grudnia, na ulice Warszawy wyjdzie kolejny marsz. Tym razem nazywa się Marszem Solidarności i Niepodległości i chodzi w nim o coś więcej niż o ukaranie generała Wojciecha Jaruzelskiego, odpowiedzialnego za wprowadzenie 30 lat temu stanu wojennego. „Dziś już publicznie głosi się walkę z Krzyżem, z Kościołem katolickim, z wiarą i tradycją narodową. (…) Przede wszystkim otwarcie dąży się do ograniczenia niepodległości Państwa Polskiego” – piszą na oficjalnej stronie organizatorzy. A więc, podobnie jak 11 listopada, środowiska prawicowe chcą zorganizować uliczny egzamin z patriotyzmu. Przekaz jest jasny: nam zależy na Polsce, na naszym wspólnym dobru, a wam, którzy zostajecie tego dnia w domu – w najlepszym wypadku tylko na sobie.
Nie dziwi wcale powoływanie się na uczucia patriotyczne przy okazji domagania się „prawdy o Smoleńsku” czy o stanie wojennym – nie sposób organizatorom tych wydarzeń odmówić autentycznej troski o Polskę. Niepokoi za to co innego - 13 grudnia 2011 roku to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy polska prawica (zarówno ta „stara”, której mniej lub bardziej symbolicznym liderem jest Jarosław Kaczyński, jak i coraz silniej dające się zauważyć młode pokolenie działaczy i publicystów) próbuje wmówić wszystkim, że ma monopol na słowo „patriotyzm”.
Etykiety:
11 listopada,
13 grudnia,
Gazeta Wyborcza,
Jan Mencwel,
Jarosław Kaczyński,
lewica,
nacjonalizm,
patriotyzm,
Polska
Krucjata Dzielenia Kościoła
Ignacy Dudkiewicz
Niewiele może mnie już zdziwić. To, że niektórzy chcieliby Warszawę zamienić na Budapeszt, jest mało szokujące. Jednak gdy ktoś angażuje do tego Kościół, Matkę Bożą, modlitwę i samego Boga, kłopoty piętrzą się samoistnie. Aż dziw, że nie zauważa ich ani Sekretariat Krucjaty Różańcowej w Teresinie (link), nawołujący do brania przykładu z Węgrów, ani biskupi, ową inicjatywę firmujący nie tylko swoim nazwiskiem, ale i autorytetem Kościoła. Jednocześnie, czego nie dostrzegają (oby przez niedopatrzenie), ten autorytet podważając.
Nie chciałbym rozwodzić się nad sformułowaniami ze strony internetowej Krucjaty. Nie podziwiam węgierskich przemian, polegających na wpisywaniu do Konstytucji Boga i wartości chrześcijańskich, przy jednoczesnej penalizacji bezdomności oraz stawianiu osób bezdomnych przed sądem za rzekome „przestępstwo”, jakiego się dopuścili, nie mając domu. Nie lubię bawić się w wyliczanie, ilu ludzi musi się modlić w danej intencji, by się ona spełniła; tak, jakbyśmy to przede wszystkim efektem skali mogli „przekonać Pana Boga” (jak pięknie nazywał to ksiądz Tischner) i jakby to on był najistotniejszy w modlitwie. Chrystus mówiąc: „Gdzie dwóch lub trzech…”, nie domagał się 10 milionów, a kończąc to zdanie, nie powiedział: spełnię każdą ich prośbę, a obiecał coś znacznie piękniejszego – swoją obecność. Nigdy nie sądziłem, że to katastrofa smoleńska skłoniła Węgrów do zmiany władzy (choć uczciwość każe mi dodać, że inicjatorzy Krucjaty Różańcowej tej absurdalnej oceny też już nie podzielają).
poniedziałek, 5 grudnia 2011
Rewolucja informacyjna na Bałkanach
Marysia Złonkiewicz
Etykiety:
Al Jazeera,
Bałkany,
Marysia Złonkiewicz,
Media,
rewolucja
Wolfgang Tillmans wielkim artystą jest

Tomek Kaczor
Od 19 listopada sale warszawskiej Zachęty goszczą prace jednego z najbardziej znanych współczesnych fotografów – Wolfganga Tillmansa. I choć na kulturalnej mapie stolicy wystawa Zachęta Ermutigung jest wydarzeniem dużego kalibru, przybliżenie postaci autora wydaje mi się niezbędne.
Etykiety:
fotografia,
sztuka,
Tomek Kaczor,
Wolfgang Tillmans,
wystawa,
Zachęta,
Zachęta Ermutigung
poniedziałek, 28 listopada 2011
Niekonsekwencja
Misza Tomaszewski
W polskim Kościele nie zwykło się aprobować podejmowania przez chrześcijanina – czy to świeckiego, czy duchownego – dyskusji z Magisterium. Próby takie skutkują zazwyczaj oskarżeniami o stawianie się poza wspólnotą wiernych, o niestosowne pouczanie wspierającego się na Tradycji Urzędu Nauczycielskiego, w skrajnym przypadku – o maskowanie pytaniami własnych niegodziwych intencji (dodajmy, że chodzi najpewniej o intencje natury seksualnej). Wystarczy przypomnieć sobie gromy, które spadały i wciąż spadają na głowy krytyków kościelnego nauczania dotyczącego antykoncepcji, sformułowanego przez Pawła VI w encyklice Humanae vitae i podtrzymanego przez Jana Pawła II w Evangelium vitae.
Okazuje się jednak, że o ile nie wypada polskiemu chrześcijaninowi krytykować 13 punktu Evangelium vitae, w którym rozprawia się papież z antykoncepcją, o tyle wolno mu swobodnie interpretować punkt 56, dotyczący moralnego zakresu stosowania kary śmierci. Taki przynajmniej sygnał nadał dziś w TVN24 przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Powiedział on: „W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest powiedziane, że jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to – w bardzo wyjątkowych sytuacjach – nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka”. To prawda, że Katechizm coś takiego właśnie głosi, wyraźnie jednak zastrzegając (za Evangelium vitae), iż „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (2267).
W polskim Kościele nie zwykło się aprobować podejmowania przez chrześcijanina – czy to świeckiego, czy duchownego – dyskusji z Magisterium. Próby takie skutkują zazwyczaj oskarżeniami o stawianie się poza wspólnotą wiernych, o niestosowne pouczanie wspierającego się na Tradycji Urzędu Nauczycielskiego, w skrajnym przypadku – o maskowanie pytaniami własnych niegodziwych intencji (dodajmy, że chodzi najpewniej o intencje natury seksualnej). Wystarczy przypomnieć sobie gromy, które spadały i wciąż spadają na głowy krytyków kościelnego nauczania dotyczącego antykoncepcji, sformułowanego przez Pawła VI w encyklice Humanae vitae i podtrzymanego przez Jana Pawła II w Evangelium vitae.
Okazuje się jednak, że o ile nie wypada polskiemu chrześcijaninowi krytykować 13 punktu Evangelium vitae, w którym rozprawia się papież z antykoncepcją, o tyle wolno mu swobodnie interpretować punkt 56, dotyczący moralnego zakresu stosowania kary śmierci. Taki przynajmniej sygnał nadał dziś w TVN24 przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Józef Michalik. Powiedział on: „W Katechizmie Kościoła Katolickiego jest powiedziane, że jeśli przestępca jest wielokrotny i nie ma innej możliwości, żeby ochronić inne życie, bo ciągle mu zagraża i państwo jest słabe czy sytuacja jest tego rodzaju, że inaczej się nie da, to – w bardzo wyjątkowych sytuacjach – nie byłoby przekroczeniem prawa Bożego podjęcie decyzji o pozbawieniu życia takiego człowieka”. To prawda, że Katechizm coś takiego właśnie głosi, wyraźnie jednak zastrzegając (za Evangelium vitae), iż „dzisiaj, biorąc pod uwagę możliwości, jakimi dysponuje państwo, aby skutecznie ukarać zbrodnię i unieszkodliwić tego, kto ją popełnił, nie odbierając mu ostatecznie możliwości skruchy, przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może już nie zdarzają się wcale” (2267).
Etykiety:
Józef Michalik,
kara śmierci,
Kościół,
Misza Tomaszewski
Wywiad o Wenezueli z Simonem Aberto Consalvim
Rozmowa Pawła Zerki z Simonem Aberto Consalvim, opozycjonistą, redaktorem naczelnym najważniejszego wenezuelskiego dziennika El Nacional, dziennikarzem, historykiem i politykiem, dwukrotnym Ministrem Spraw Zagranicznych (1977-79 i 1985-88), a także Ambasadorem w Jugosławii, Stanach Zjednoczonych i przy ONZ w okresie, gdy Wenezuela była członkiem Rady Bezpieczeństwa.
Wenezuela to kraj pełen paradoksów. Nie wiadomo, czy jest bardziej demokracją, czy dyktaturą; czy jest bogata, czy biedna. Czy da się ją porównać do jakiegokolwiek innego kraju?Niektórzy pewnie uznają mnie za szaleńca, ale uważam, że Wenezuela pod wieloma względami przypomina Związek Radziecki. Gdy w latach siedemdziesiątych, w wyniku wojny Jom Kipur, nieoczekiwanie poszybowały ceny ropy naftowej na światowych rynkach, zarówno ZSRR, jak i Wenezuela, mogły sobie pozwolić na sfinansowanie dobrobytu i na nieograniczone wydatki publiczne. Jednak gdy w 1986 r. ceny ropy drastycznie spadły, rozpoczęła się dekadencja ZSRR, a demokracja wenezuelska popadła w kryzys. W 1991 r. Gorbaczow musiał powiedzieć swoim rodakom, że to koniec ZSRR. Dlaczego do tego doszło? Bo niskie ceny ropy nie pozwalały już Rosjanom importować żywności, a ZSRR uzależniony był od produktów importowanych.
Ta sama historia powtarza się w przypadku Wenezueli Hugo Chaveza, uzależnionej w 90% od żywności importowanej. Co prawda, ceny ropy są dzisiaj dużo wyższe niż w latach dziewięćdziesiątych, przekraczają 100 dolarów. Niemniej zobowiązania finansowe Wenezueli za granicą są tak olbrzymie, że gdyby nagle ceny ropy spadły, Wenezuela nie miałaby za co się wyżywić. Stałoby się z nią dokładnie to samo co z ZSRR. Mielibyśmy do czynienia z ogólnym upadkiem całego państwa. Na tym polega problem wielu państw naftowych, które uzależniają swoje funkcjonowanie od wpływów z eksportu ropy, nie dbając o pozostałe sektory gospodarki.
Niecierpliwość
Misza Tomaszewski
Będąc jeszcze, jak Pan Bóg przykazał, redaktorem naczelnym „Znaku”, nie zaś ministrem sprawiedliwości, w swojej pamiętnej książce Kościół w czasach wolności napisał Jarosław Gowin:
Przypuszczać można, że omawiana tu formacja [„katolicy protestu”] nie odegra poważniejszej roli w kształtowaniu przyszłego oblicza polskiego katolicyzmu. Poddani gwałtownej, nierzadko niesprawiedliwej krytyce ze strony środowisk nastawionych tradycyjnie czy integrystycznych, „katoliccy dysydenci” odsuwać się będą na obrzeża Kościoła bądź wręcz porzucać jego mury, zbliżając się do jakiejś formy „chrześcijaństwa bezwyznaniowego”. Taka będzie, dramatycznie wysoka, cena płacona za niecierpliwość.
Przy całej mojej niechęci do kolejnych prób katalogowania polskich katolików, myślę, że warto mieć te słowa w pamięci.
Będąc jeszcze, jak Pan Bóg przykazał, redaktorem naczelnym „Znaku”, nie zaś ministrem sprawiedliwości, w swojej pamiętnej książce Kościół w czasach wolności napisał Jarosław Gowin:
Przypuszczać można, że omawiana tu formacja [„katolicy protestu”] nie odegra poważniejszej roli w kształtowaniu przyszłego oblicza polskiego katolicyzmu. Poddani gwałtownej, nierzadko niesprawiedliwej krytyce ze strony środowisk nastawionych tradycyjnie czy integrystycznych, „katoliccy dysydenci” odsuwać się będą na obrzeża Kościoła bądź wręcz porzucać jego mury, zbliżając się do jakiejś formy „chrześcijaństwa bezwyznaniowego”. Taka będzie, dramatycznie wysoka, cena płacona za niecierpliwość.
Przy całej mojej niechęci do kolejnych prób katalogowania polskich katolików, myślę, że warto mieć te słowa w pamięci.
Etykiety:
Jarosław Gowin,
Kościół,
ks. Adam Boniecki,
Misza Tomaszewski
poniedziałek, 21 listopada 2011
Z kulą u nogi
Misza Tomaszewski
„Tato, spójrz!” – mały chłopiec ciągnie ojca za rękę, wskazując na innego chłopca, który z nieszczęśliwą miną stoi przy krawężniku. Połatane ubranie, tabliczka z napisem: „Nie mam na hleb”. „Ten biedny chłopczyk zrobił błąd w wyrazie – frasuje się malec. – Jaki on niemądry”. Mężczyzna czule obejmuje syna i z szelmowskim uśmiechem udziela mu pouczenia (to jedno z tych pouczeń, których pokolenie ojców zazdrośnie strzeże przed pokoleniem synów, by wtajemniczyć ich w sztukę życia w najbardziej stosownym momencie): „Synu, gdyby biedne dzieci były mądre… – tu ojciec zawiesza głos, by upewnić się, że chłopiec wpatrzony jest w niego jak w obrazek – …to by nie były biedne”.
Satyryczny komiks Macieja Łazowskiego mógłby się stać najkrótszym wprowadzeniem w tematykę niniejszego numeru „Kontaktu”. Próbujemy w nim odwrócić ojcowskie pouczenie, a następnie je uogólnić: „Gdyby ludzie upośledzeni społecznie nie byli upośledzeni społecznie, to – być może – byliby nami”. „Nami”, czyli ludźmi porządnie wykształconymi i nieźle sytuowanymi. Takimi, którzy lubią określać się mianem „przyzwoitych”, w opozycji, rzecz jasna, do ludzi „nieprzyzwoitych” – pasożytów, typów spod ciemnej gwiazdy, elementu przestępczego. W skrócie: społecznego marginesu, zaludniającego jednostki opiekuńcze i penitencjarne, na które łożymy nasze ciężko zarobione pieniądze.
„Tato, spójrz!” – mały chłopiec ciągnie ojca za rękę, wskazując na innego chłopca, który z nieszczęśliwą miną stoi przy krawężniku. Połatane ubranie, tabliczka z napisem: „Nie mam na hleb”. „Ten biedny chłopczyk zrobił błąd w wyrazie – frasuje się malec. – Jaki on niemądry”. Mężczyzna czule obejmuje syna i z szelmowskim uśmiechem udziela mu pouczenia (to jedno z tych pouczeń, których pokolenie ojców zazdrośnie strzeże przed pokoleniem synów, by wtajemniczyć ich w sztukę życia w najbardziej stosownym momencie): „Synu, gdyby biedne dzieci były mądre… – tu ojciec zawiesza głos, by upewnić się, że chłopiec wpatrzony jest w niego jak w obrazek – …to by nie były biedne”.
Satyryczny komiks Macieja Łazowskiego mógłby się stać najkrótszym wprowadzeniem w tematykę niniejszego numeru „Kontaktu”. Próbujemy w nim odwrócić ojcowskie pouczenie, a następnie je uogólnić: „Gdyby ludzie upośledzeni społecznie nie byli upośledzeni społecznie, to – być może – byliby nami”. „Nami”, czyli ludźmi porządnie wykształconymi i nieźle sytuowanymi. Takimi, którzy lubią określać się mianem „przyzwoitych”, w opozycji, rzecz jasna, do ludzi „nieprzyzwoitych” – pasożytów, typów spod ciemnej gwiazdy, elementu przestępczego. W skrócie: społecznego marginesu, zaludniającego jednostki opiekuńcze i penitencjarne, na które łożymy nasze ciężko zarobione pieniądze.
Etykiety:
Misza Tomaszewski,
resocjalizacja
POLECAMY: „Wspólnicy”

W ostatni czwartek w Muzeum Sztuki Nowoczesnej odbył się wernisaż wystawy „Wspólnicy: fotograf i artysta około roku 1970”. Jak zwykle w tej instytucji, wykonano olbrzymią pracę badawczą i kuratorską. A teraz, trwa walka o publiczność, by pracę tę docenić.
Chociaż warszawskie MSN, twórca największego festiwalu dotyczącego designu i namysłu nad przestrzenią publiczną stolicy, zwykle wysoko stawia intelektualną poprzeczkę, tym razem proponuje wystawę, powiedzmy: „przyjazną”. I nie chodzi o pomalowane kolorową farbą ściany, które natychmiast przywołują na myśl galerie sztuki niejednego Muzeum Narodowego…
Na wystawie przedstawiono dziewięć opowieści o współpracy między artystą, a dokumentującym jego artystyczne działanie fotografie; o twórczym wkładzie ich obu. Kuratorka stawia pytania: W jaki sposób podążając za ideą innego artysty, fotograf odnajdzie własną twórczość? Jak dwa zmysły mogą zrealizować się w jednej pracy?
Etykiety:
kultura
Subskrybuj:
Posty (Atom)






